…wreszcie, wreszcie można było odbyć spacer do lasu, taki porządny, z długim łażeniem, wypatrywaniem i nasłuchiwaniem ptaków, poczuciem solidnego zmęczenia…
Ja wiem, że są osoby, które zimę lubią, wiem też, że Wy wiecie, że ja zimy nie cierpię. Co zawsze rozumiem z większą mocą w ten pierwszy naprawdę wiosenny dzień, kiedy aby wyjść na spacer nie muszę wdziewać stosów krępujących ciuchów, kiedy powietrze pachnie tak, że aż się w głowie kręci, kiedy las, do którego się idzie aż krzyczy z życia. Taką porę roku kocham. Zimy nie, bo kojarzy mi się ze śmiercią. Rozumiem, że ona podobno po coś jest, ale kochać jej nie muszę, z roku na rok mniej dobrze znoszę , za to wiosnę witam z coraz większą radością;) Tak czy inaczej, dziś poszliśmy do lasu, który jak napisałam aż krzyczał z radości za sprawą ptaków. Darły się albo śpiewały kusząco zięby, kosy, kowaliki, widzieliśmy pełzacza. Chyba słyszeliśmy rudzika. Nie wiem, co z dzięciołami bo coś mało ich słyszeliśmy w porównaniu z zeszłym rokiem. A dzięcioły wiadomo muszą być w lesie, bo mu jak mało które ptaki oddają przysługę.
A na polu już są skowronki:)
Niech żyje wiosna;)