jaki jest…

…Jaś ? Pewnie nie pamiętacie ale kiedyś, zainspirowana pytaniem Margi o tej samej treści , co pewien czas coś pisałam właśnie w odpowiedzi.

A obecnie Jaś jest zerówkowiczem. Nie wysyłamy Go do pierwszej klasy, będzie chodził do zerówki, ze znanymi sobie koleżankami i kolegami więc to dobre bo i tak na pewno jakoś odczuje nowy etap edukacji chociażby w tym, że zmieniają się nauczycielki prowadzące.

A obecnie mocno usportowiony. W przedszkolu chodził na zajęcia Aikido, które lubi, również na zajęcia piłki nożnej. Jest jak i moja Mama , kibicem i ogląda mecze. Zapewne wie już co to jest spalony, czego ja chyba do końca dobrze nie ogarniam ale też i nie mam takowej potrzeby więc… 

Ale , co wyszło niedawno, jest pasjonatem wspinaczki. Poszliśmy na urodziny jego najlepszego przyjaciela i koleżanki , które organizowane były w sali wspinaczkowej i moje dziecko , pierwszy raz będąc na tego typu sali , po prostu wspięło się pod sam szczyt… Patrzyliśmy na to ze zdumieniem bo co prawda fakt, że na takich mini ściankach wspinaczkowych jakie bywają na placach zabaw, zawsze chętnie się wspinał ale żeby aż tak „zaskoczyć”? Złapał bakcyla i mimo, że urodziny odbywały się zaledwie niespełna trzy tygodnie temu, zdążyliśmy już być na wspinaczce pięć razy. P. również się zaczął wspinać i wygląda na to, że również Mu się to podoba. Ja się nie zdecydowałam jak na razie, ale kto wie, kto wie… 😉 Może w przyszłości. 

wczoraj…

…zmartwiłam się wiadomością, która dotarła do czytelników o śmierci Pani Moniki Szwai. 
Nie mogę powiedzieć, że czytałam wszystko co się Jej autorstwa ukazało, natomiast z całą pewnością mogę powiedzieć, że czytałam parę Jej książek parę lat temu i wrażenia zdecydowanie pozostały dobre i w porządku.

Chcąc przypomnieć sobie tytuły (tym bardziej, że moja Mama ma sporo książek pani Szwai i zapowiedziała, że może mi pożyczyć) zajrzałam na Biblionetkę i…sama się zdziwiłam widząc, że tę autorkę właśnie do tego serwisu ja zgłosiłam. 
Komentarzy na temat książek naczytałam się wczoraj wiele. Wszystkie grzeczne, bez jakichś chamskich tekstów, wszystkie ze smutkiem, że choroba pokonała kolejną osobę ale również, że nie będzie już więcej książek ulubionej autorki, książek, które podnosiły na duchu i pokrzepiały.  

wczorajszy spacer…

…obfitował w rozmaite spostrzeżenia, odkrycia i przypomnienia o dawno nie widzianych „znajomych” ze spacerów. 
I w refleksję.

Grupa może dziewięcio, najwyżej dziesięciolatków. Jeden z nich idzie i peroruje z wielką werwą i ogromnym zaangażowaniem do reszty towarzystwa „Ona szuka pieniędzy? Ona ma Kindle’a, iPhone’a , tablet! Jej plecak jest wart milion z zawartością!” (naprawdę użył takiego słowa).

A w mojej głowie od razu myśl „jak wychować dziecko aby nie było wrogiem nowego i gadżetów ułatwiających życie (sama codziennie życzę wszystkiego najlepszego komuś, kto wymyślił czytnik ebooków) ale też wychować je tak aby nie było od tychże gadżetów uzależnione i aby nie traktowało ich w kategorii wyznacznika tego, kto jest fajny czy nie…”

Strasznie dużo tych raf na drodze rodzicielstwa…

jak dobrze mieć sąsiada…

…na ogół na sąsiadów (no fakt, wyłącznie tych nad nami) narzekam to dziś dla odmiany o milszych aspektach sąsiedztwa.

Kiedy Janeczek się urodził to na jednym z pierwszych spacerów zagadnęła nas dziewczyna z dołu, mama dwójki, że może pożyczyć fotelik samochodowy itd. Fotelik oczywiście dawno mieliśmy, nie sposób przecież teraz wyjechać ze szpitala bez fotelika dla noworodka, ale miły gest. Potem jeszcze taki inny sąsiad, z innej części budynku ale znamy się jeszcze z etapu budowy tego domu, zagadnął jak Syn ma na imię, że ładne, że jego mama takie nosi itd.

Wczoraj zaś pani z góry, też takie fajne mieszka małżeństwo około pięćdziesięciolatków, kiedy ubieraliśmy Młodego do wyjścia na spacer, zagadnęła nas schodząc na kijki , że „jak się państwu udało, że macie takie ciche dziecko”. Podejrzewam, że musiała mieć jakiś kontrakt w Japonii gdzie nauczono ją grzeczności;) bo co jak co, ale szczególnie w początkach zamieszkania Groszka u nas, na pewno większość sąsiadów dowiedziała się, że etap mojej ciąży mam już za sobą. „Gdyby nie wózek, to byśmy nie wiedzieli, że macie państwo dziecko” ciągnęła dalej a potem chwilę pogadaliśmy, że to lepiej jak dziecko się słyszy;) i że jej syn wydawał jej się nadpobudliwy do tego stopnia, że wybyła z nim do lekarza, który się tylko z matki uśmiał, a syn teraz już dawno student, za granicą się uczy…

Niby nic, zwykłe sąsiedzkie wymiany pozdrowień czy krótka rozmowa a od razu jakoś się człowiekowi przyjemniej robi.

od wtorku…

…jesteśmy w domu. Wdrażamy się w rodzicielstwo. Jeśli myślałam, że znam już życie, to nic nie wiedziałam;)

Zaliczyliśmy wczoraj pierwszy spacer. Pogoda akurat w sam raz rozpieściła i Janeczek mógł poznać Kabaty. A raczej ich najbliższy naszego domu fragment. Niewiele chyba na razie poznał bo dobrze Mu się spało po jedzeniu. Spotkaliśmy dwóch sąsiadów, w tym jednego takiego fajnego, który nam pogratulował, spytał o imię i zachwycił się bo jego Dziadek to Jan a Mama Janina, więc…:)

Wczorajsza nocka ciężka, dziś już o wiele lepiej. Nie przypuszczałam, że śpiąc pięć godzin można czuć się wyspanym;) 

Janeczek otrzymał pierwszy prezent, od Dziadków ze strony Taty. Jest to detektor bezdechu, rzecz, która nie przyszła nam do głowy a właściwie przyszła, ale właśnie po porodzie i Dziadkowie postanowili sfinansować. Jestem Im ogromnie wdzięczna, bo to super rzecz i o wiele więcej mam teraz takiego luzu psychicznego.

Dobrego czwartku i weekendu dla Was! Pozdrawiam wraz z Janeczkiem i lecę wykorzystać fakt, że śpi i ogarnę trochę dom.