…ale takiego w wymiarze ogólnoludzkim…może to taki ciężki, niekoniecznie weekendowy temat, ale nic na to nie poradzę. Z pewnych względów o tej sprawie wczoraj w domu rozmawialiśmy.
A mówię o tym:
http://miasta.gazeta.pl/lublin/1,35640,4172758.html
Grupa ludzi pojechała na wyjazd z firmy i jedna z dziewczyn, młodsza ode mnie o 5 lat , już z tego wyjazdu nie wróciła. Bo ktoś nie wywiązał się ze swoich obowiązków…….
Zaufanie…praktycznie codziennie podejmujemy taką niepisaną umowę z wieloma osobami, ufając im…Wsiadając do metra czy autobusu liczymy na to, że kierujący posiada stosowne umiejętności, że nie napił się przed jazdą…
Wysyłając dzieci na kolonie, mamy nadzieje, że opiekunowie spełniają również konkretne warunki.
Jadąc na taki wyjazd firmowy, na którym organizowane są różne sportowe rywalizacje często, liczymy na to, że firma to organizująca , zadba o nasze bezpieczeństwo. Że będziemy mogli odreagować stres, czy po prostu dobrze się bawić, a nie zastanawiać, czy ktoś z lenistwa lub dlatego, że szef tnie koszty i nie zatrudnia fachowca, nie zabezpieczył sprzętu w należyty sposób.
Źle się stało, zginęła w bardzo nieprzyjemny sposób młoda osoba…ciekawe, czy dla kogokolwiek będzie to jakaś nauczka…? Hmm…
sen…
…o kimś, kogo się już nie widziało lata całe…I znowu wraca to uczucie, które chowa się na dnie duszy, w nadziei, że się zapomni. Nie da się zapomnieć, szczególnie jeśli to był Ktoś ważny. Może jednak to taki sposób na spotkanie, skoro w rzeczywistości się nie da? tylko dlaczego potem tak boli??
dół…
…złapał parę dni temu i nie puszcza. Jest jakiś powód, ale nie on jeden. Strasznie dużo myśli, refksji, coś tłoczy mnie od środka, czarno widzę pewne sprawy i zastanawiam się, czy puści czy będzie trzymać zajadle. Dawno tak się nie czułam, dawno nie widziałam tak beznadziejnie spraw dookoła. Dół jednym słowem.
co tam panie w polityce?
takie samo bagno i kupa, jak zawsze…
O blogach…
Ciekawą dziś rozmowę w radiowej Jedynce słyszałam. O blogach. Lubię ich słuchać w niedzielę przed południem, bo zawsze jest jakiś temat interesujący, o którym dyskutuje prowadzący i zaproszeni goście.
Dzisiaj było o blogach. Profesor Bralczyk zwrócił uwagę na ciekawy aspekt. Blogowicze są felietonistami. Spodobała mi się ta teza. Coś w tym jest. Tak jak dziś śledzimy dawne pamiętniki i wyłapujemy z nich szczegóły dotyczące stylu życia ówczesnych , ich upodobań, tak kiedyś być może nasze blogi staną się dla potomnych tym samym. Rozmawiałam o tym z P., On jednak powiedział coś, co mnie zaniepokoiło. Bo faktycznie, o ile papierowy pamiętnik przy sprzyjajacych okolicznościach może się "przeleżeć", to co z elektronicznymi? Jeśli ktoś skasuje bloga. Albo, jeśli przestanie pisać, wtedy być może operatorzy blogów może je kasują, bo potrzebują miejsca na nowe…szkoda by było jednak, bo to faktycznie jest niezłe źródło informacji. Mimo, że są oszołomy, jak politycy, którym prawdopodobnie ktoś za nich te ich blogaski pisze, mimo, że są osoby, które jakoś się kreują. Mimo to, czytający wyczyta w nich to, co go zainteresuje.
Ludzie listy piszą…
to był bardzo zalistowiony i zakartkowany tydzień. Uwielbiam takie;)
Najpierw poniedziałek i liścik wraz z dwoma super magnezami na lodówkę od blogowiczki. Dziękuję;)
Środa, list od mojej pierwszej "penpal", Polki z Litwy. Piszemy ze sobą od 13 lub 14 roku życia! Miałysmy krótką przerwę, po której ona się odezwała. I tak w dobie netu mamy ochotę na zwykłe listy! A od J. dawno wieści nie miałam, aż się martwiłam. Coś w tym roku nam te listy się mijały i jeden (mój do niej)najwyraźniej zaginął…no, ale jest wreszcie wyczekiwana odpowiedź. Od września pewnie znowu nam się kontakt urwie na trochę, bo J. ponownie się odzieci, więc na pewno nie będzie mieć czasu na pisanie.
Wczoraj natomiast nastąpił wysyp!
Najpierw list od blogowiczki z Anglii z własnoręcznie zrobioną zakładką i wspaniałym prezentem, kartką robioną tradycyjną metodą ludów z Nepalu! I parę ciepłych słów (listy uwielbiam zawsze;).
Kartka od przyjaciółki z Chorwacji. Ukochali sobie tam pewne miejsce (nie zdradzę, jakie;) i już drugi raz pojechali. Kochają je, jak my Kretę, więc cieszyłam się, że po zawirowaniach rozamitych jednak tam trafili. Tak więc najpierw rozgrzana słońcem pocztówka z Chorwacji a potem nie mniej gorąca z Grecji. Od forumowej znajomej, która co pewien czas właśnie rozpieszcza mnie pocztówką. Tym razem z zakątka, którego nie znam kompletnie, Epirusu, więc tym bardziej interesująca.
Hmmm, a może dziś coś jeszcze w skrzynce będzie? Chociaż nie wiem, czy nie żądam za wiele;))
Co teraz czytam?
Zaczęłam "Kroniki Portowe". Film bardzo mi się podobał, a moja przyjaciółka od jakiegoś czasu namawiała mnie na przeczytanie tej książki. No i nadszedł jej czas. Na razie podoba mi się, ale zobaczymy, jak to będzie dalej. Napiszę, oczywiście o moich wrażeniach po lekturze.
A propos, lubię Rebis. Ostatnio w Empiku z tego wydawnictwa co i rusz dopadam jakieś ciekawe książki w wersji kieszonkowej. Co prawda literki drobne, ale jednak cena tych książek korzystna. W ten sposób właśnie nabyłam "Kroniki…". Polecam rozejrzeć się podczas wizyty w księgarni.
Niecenzuralne i w ogóle;)
Kawał bezczelnie przeze mnie skradziony z forum, na którym bywam;)
Wrażliwi , nie czytać;)
Idzie Czerwony Kapturek przez las. Nagle z krzakow wyskakuje wilk – stary
zboczeniec i sie drze:
– HA HA KAPTURKU, Nareszcie cie pocaluje tam, gdzie jeszcze nikt cie nie
calowal !
Kapturek patrzy na niego zdziwiona i mowi:
– Chyba, kurwa, w koszyk…
Powoli się z Wami żegnam…
…na 2 tygodnie.
Mam wielką nadzieję, że podróż okaże się miła i wszystko będzie dobrze.
Miisiadlo, będę o Tobie intensywnie myśleć i zasyłać Ci wiele dobrych emocji.
Wszystkim życzę, aby nic się przez ten czas niemiłego nie działo i do usłyszenia…
ps. zapomniałam;) Ponieważ sama jutro w drodze będę świętować własne Imieniny, a wiem, że na bloga zagladają Moniki, więc Wam też zasyłam Najlepsze Życzenia Imieninowe na dzień następny, czyli 4 maja;))
ps.2. zapomniałam napisać, kiedy wracamy. Za dwa tygodnie, 17 maja. Pozdrówka.
„Piękna” pogoda;)
Dziś prace ogrodniczo -balkonowe się odbyły;)
Po południu postanowiliśmy wyjść na spacer. Przez wczesne popołudnie pogoda była śliczna, ciepło, słonecznie. W sam raz na spacer. Kiedy zbieraliśmy się na przechadzkę, niepokojąco zaczęło się chmurzyć, ale stwierdziliśmy, że przynajmniej godzinę będziemy mieć spokoju.
Wyszliśmy. Pierwsze krople deszczu spadły nam na głowę, kiedy podchodziliśmy do bramy.
Następne, kiedy uparcie udawaliśmy, że nie pada.
Dziarsko szliśmy licząc na to, że deszcz się rozmyśli. Nie rozmyślił się i resztę spaceru odbyliśmy bardzo dziarsko powracając do domu, a deszcz zlał nas całkiem porządnie.
Oczywiście, kiedy tylko wróciliśmy do domu i siedliśmy do drugiej części obiadu rozpogodziło się.
Ten deszcz na nas polował, bez dwóch zdań…
