…w książce na temat ciąży i okresu „po” wyczytałam, że niektórym kobietom śnią się ich dzieci a raczej pewnie wizualizacja na temat tychże, kiedy są one jeszcze w ich brzuchu. Nie do końca w to wierzyłam, dopóki nie zdarzyło się to mnie. Myślę teraz, że Janeczek wyraźnie zapowiadał, że pojawi się wcześniej tylko ja tego w ten sposób nie odczytałam. Najwyżej tydzień a teraz myślę, że nawet i nie, do porodu, przyśnił mi się mój Syn. Opowiadałam o tym P. nawet z lekkim niepokojem, bo nie do końca wiedziałam, co taki sen może oznaczać… Ale obiecałam Mu, że powiem, czy ten Janeczek ze snu jest podobny do tego, który się urodzi.
…wszystko to na niedawno otrzymanych kartkach. Najpierw doszły dwie pocztówki od przyjaciółki, która tym razem spędzała czas w Rowach. Mówię tym razem, bo poprzednio pojechała przed sezonem z córą i wtedy miały super pogodę. Tym razem jechała z mężem i córką i trafili akurat na przerwę w tej super pogodzie, która cieszyła plażowiczów. Głównie padał deszcz, z tego, co się orientuję. wynajęty domek okazał się zimny a wiatr w nim hulał na całego, dobrze, że chorzy nie wrócili. Dostałam dwie kartki, jedną ogólną z mewą na pierwszym planie, a drugą bardzo ciekawą, ze Słowińskiego Parku Narodowego, na której to kartce można podziwiać najwyraźniej występujące tam ptaki, takie, jak sójka, zimorodek, dudek i szczygieł. Bardzo ładna. Chihiro przysłała mi kartkę z sześcioma szalenie malowniczymi obrazkami z okolic Devon. Widać na nich zarówno port z kołyszącymi się na falach łódkami, jak i piękne wybrzeże jak i zabawne, kryte strzechą chatynki, które przycupnęły tuż nad brzegiem wody. Doszła też najprawdopodobniej jedyna w mojej kolekcji pocztówka z bardzo jak dla mnie egzotycznego kraju, jakim jest…Nikaragua. Monoli bawiła tam dość dawno temu, a kartka zachowała się iście latynosko, spokojnie, nie spiesząc się, za to zapewne mając rozliczne wspaniałe przygody przyturlała się wreszcie do mnie. Kartka jest z miasta Granada (przyznaję się, że do tej pory byłam przekonana, że takie miasto jest tylko w Hiszpanii, ha), czarno biała, zgodnie z trendami kartkowymi by Monoli;) i przedstawia człowieka, który zaraz zabierze się do pracy a na razie z kimś sobie gawędzi. Chyba jest to czyściciel butów, sądząc po stołku przed nim, na którym opiera się pogrążony w pogawędce z kimś po jego prawej stronie w kierunku kogo jest zwrócony fotografowany. Dziękuję za pamięć i cieszę się, że macie takie miłe wakacje.
…bo czuję,że czasem powinnam napisać coś, jak kobieta z krwi i kości na tym blogu;) Zdradziłam do tej pory chwaloną przeze mnie Ziaję i nawet YR na rzecz maseł do ciała Bielendy. Rozkochałam się po prostu w ich masłach. I tak na przykład baaardzo sobie chwalę ich masło do ciała karotenowe, ale również z innej serii, jaką jest Eco Care. Mogę polecić z czystym sumieniem, bo i daje przyjemne uczucie na skórze i jakoś nie powoduje uczucia lepkości. No i skóra naprawdę przyjemna jest po używaniu tegoż. Możecie poczytać o produktach na stronie firmy, która jest w necie. Jak dla mnie świetne kosmetyki za przyzwoitą cenę. Brzmi jak płatna reklama, ale takową nie jest a po prostu chęcią polecenia czegoś ciekawego a jak to mówią, każdy swój rozum ma i albo się skusi albo nie;)
Dawno, dawno temu…tak zaczynają się wszystkie bajki, prawda? I ta powinna tak się zaczynać. Cudowna "Rusałka" niesłusznie (po co w ogóle??) porównywana do "Amelii" przenosi nas bowiem w niby to realny świat, ale w konwencji baśni, opowieści. Dawne baśnie pełne były smoków i złych czarownic chcących dokuczyć królewnom, które kiedyś ktoś przeklął i zmienił w kopciuszki. Dzisiejsze bajki dzieją się w wielkich metropoliach, zmieniły się może rekwizyty ale na pewno nie bohaterowie i ich problemy. Dalej jest tak, że ktoś został zdegradowany do roli Kopciuszka, którym większość pomiata a jakaś wypindrzona królewna zjada z talerza Kopciuszka najlepsze kąski każąc mu się zadowolić resztkami. No i, co ciekawe, współczesne bajki mają prawo do nieposiadania tak zwanego happy endu.
"Rusałka" rozpoczyna się i kończy jak bajka. Opowieść relacjonuje nam sama główna bohaterka, Alisa, która poczęta w przypadkowy sposób nie będzie mieć nigdy okazji poznać swojego ojca, a jej życie toczyć się będzie w małej nadmorskiej miejscowości gdzie żyć będzie wraz z matką i babką. Kolory , przerysowana scenografia i niezwykłość ujęć podkreśla baśniowy charakter opowieści. Alisa, co ważne dla historii, w pewnym momencie swego życia decyduje się zamilknąć. Niezbyt mądrą decyzją zostaje skierowana do szkoły specjalnej, w której jest najlepszą uczennicą. To w tamtym momencie swojego życia orientuje się, że ma moc. Potrafi spełniać cudze życzenia, pragnienia. Także swoje. Chociaż czasem ich realizacja zbliża się dość niebezpiecznie w rejony katastrofy.
Niemal tuż przed osiemnastymi urodzinami rodzinie udaje się wynieść z małej nadmorskiej wioski do metropolii. Czyli Moskwy. Faktycznie, co muszę przyznać, Moskwa w filmie przedstawiona jest świetnie. Nie wiem, jak jest naprawdę, bo tam nie byłam, ale w filmie brzmi jak metropolia, i zdaje się mieć wręcz niezwykły klimat. Klimat miasta, w którym , jak to we wszystkich wielkich miastach, dzieją się rzeczy różne i nic nie jest niemożliwe.
W tym wielkim mieście Alisa o dziwo bardzo się odnajduje. Znajduje pracę, która zaowocuje pewnymi wydarzeniami, jak również, znajduje tam miłość. Niestety, z pewnością nie spełnioną i nieszczęśliwą. Co jej nie przeszkadza czuć się spełnioną, przynajmniej na początku znajomości, która to, co ciekawe, zaczyna się w wodzie, podobnie, jak jej i jej rodziców dawno temu miało to miejsce.
Co ciekawe, od przyjazdu do Moskwy zmieniają się w filmie dwie sprawy. Po pierwsze, tracimy konwencję bajki. Stajemy mocniej i zdecydowanie realniej na ziemi. Nawet kiedy mamy do czynienia z bzdurami w stylu sprzedawania działek na Księżycu nowobogackim "nowym Rosjanom". Może to sygnał, że wielkie miasta na ogół pozbawiają nas marzeń, złudzeń i bajkowości? Druga zmiana, to fakt, że Alisa powraca do świata mówiących czyli miłość dodaje jej skrzydeł i Alisa znów mówi.
Opowieść moskiewska jest dłuższa i bardziej "metropolitalna". W wielkim mieście, co mówiłam, zdarzyć może się wszystko. Można spotkać kobietę udającą, że jest w ciąży albo spotkać miłość swego życia, która miłością nigdy się nie stanie. Można też po prostu zniknąć.
Podobała mi się ta opowieść o Rusałce, naiwnej dziewczynce z zielonymi, jak Ania z Zielonego Wzgórza, włosami. Chociaż, jak mówię, irytuje mnie porównywanie tego filmu do mojej ulubionej "Amelii" i również niepotrzebna przy tej okazji krytyka samej "Amelii". Oba filmy są zupełnie, zupełnie inne i nie ma nawet potrzeby ich ze sobą porównywać. Owszem, myślę, że widać zauroczenie reżyserki i autorki scenariusza francuskim filmem, ale według mnie nastąpił tu jakiś bodziec, inspiracja lekka, która potem pchnęła ją do stworzenia jej własnej opowieści, historii o współczesnych Kopciuszkach początku XXI wieku w wielkich miastach. W których takie historie dzieją się cały czas…wystarczy tylko bardziej się rozejrzeć, przyjrzeć otaczającej nas rzeczywistości.
…"odkryliśmy" sklepik w okolicy z przysmakami z…Grecji. No, to wiadomo, czym się ostatnio rozpieszczam. Baklava bardzo udana, jak również ciemne oliwki, które bardzo lubię i coś, co uwielbiam wręcz, czyli pasta z ciemnych oliwek, do chleba, pycha! Wczorajszy spacer do lasu zaowocował wreszcie obejrzeniem ptaka, którego usłyszałam w zeszłym tygodniu , a mianowicie ortolana. Bardzo jestem z tego spotkania zadowolona.:) Słyszałam go, wiedziałam, że to nie trznadel, ale zobaczyć go nie mogliśmy, wczoraj się wreszcie udało. Ha! Nie odzywała się za to wilga, którą tuż w okolicy ortolana udało nam się słyszeć dwa dni temu. Dwie wilgi zresztą nawoływały, być może uznały, że póki się da, zmieniają miejsce zamieszkania, nie mam pojęcia. Dziś w nocy miałam śmieszny sen. Śniło mi się, że wraz z Judyttą poszłyśmy do księgarni Świata Książki i wybierałyśmy książki. U mnie ten sen zapewne po wpisie na forum książkowym, gdzie ktoś polecał książkę, nad którą się nawet zastanawiałam a w rezultacie zrezygnowałam. Księgarnia w moim śnie wyglądała zupełnie inaczej, niż ta w rzeczywistości, pamiętam, że Judytta odkryła, że jest jakaś promocja, trzy książki w cenie jednej (fajna taka promocja by była), ja się zorientowałam, że nie wybrałam jeszcze jednej książki, więc znowu ruszyłam na poszukiwania. Nie pierwszy raz śni mi się sen o książkach, księgarni, wybieraniu, kupowaniu, ale to akurat dla mnie nie jest dziwne.
No i tak to właśnie jest. Ale jak już mnie "naszło" na Grecję, to wrzucę takie bardziej typowe zdjęcie z Rodos. Port i słynną parę- łanię i jelonka, które witają w rodyjskim porcie.
…dziwny…najpierw noc i zły sen. Z którego na szczęście się obudziłam, ale poczucie nieszczęścia z powodu snu pozostało. Potem spacer. Potem dwie wizyty, podczas obu coś mnie zirytowało, zdenerwowało, zasmuciło. Odbyłam skróconą podróż przez historię rodziny swoje dzieciństwo i młodość za sprawą obejrzenia zdjęć , które przechowuje moja Mama. Zadumałam się nad wieloma twarzami, znajomych, którzy kiedyś przecież byli w moim życiu, uczestniczyli w nim, pamiętali o mnie w moje urodziny, widywaliśmy się i co się z tym stało? Gdzie się podziali? Poznikali jakoś tak niezauważalnie, część faktycznie z mojej winy, część z ich…szczególnie żal mi dwóch znajomości, przyjaciela i przyjaciółki, oboje z czasów liceum. On przestał się odzywać, kiedy doszło do niego, że związek z P. jest poważny, co pozwala mi zastanowić się nad tym, że moje przekonanie o przyjaźni z nim było być może tylko jednostronne (co znaczy, że tylko ja o tym w ten sposób myślałam), ona zniknęła definitywnie parę lat temu, wiem, że jeszcze z tego nowego wówczas mieszkania do niej dzwoniłam, miałyśmy się skontaktować bo ona wyjeżdżała do Niemiec, ale kontakt się urwał… Na koniec dnia wróciłam i zastałam w skrzynce email od przyjaciela z Japonii, który znalazł kolejne małe kiciusie (ostatnio zaopiekował się dwoma bezpańskimi kotami). Obecnie znalazł cztery, z których żyły już tylko trzy, a wyrwał je nieomal z rąk śmierci, bo z rąk pracowników publicznych , którzy mieli je zawieźć na śmierć. Zawiózł kotki do swojej zaprzyjaźnionej weterynarz , która opowiedziała mu i pokazała zdjęcia, jak się zabija bezpańskie zwierzęta w Japonii. Niestety, mój przyjaciel opisał mi cały proceder szczegółowo. Cały proces jest okropny, kiciusie się zagazowywuje a nastepnie pali w piecu , przypominającym krematoryjny;(niektóre zwierzęta jeszcze żyją, kiedy idą do pieca! Masakra. Tak więc i tym się zdenerwowałam. A mój przyjaciel usilnie poszukuje domu dla trzech kotków. Trzymajcie za nie kciuki, żeby znalazły dobry, przyjazny dom, proszę. Świadomość niedalekiej pełni (13stego nad ranem ) nie wspomaga. Łzy pod powiekami…
…książka od Judytty do mnie wczoraj dotarła, a jest to tym razem "Ostatnia podróż Valentiny" Santy Montefiore, a więc w ciemno mogę być pewna, że książka będzie świetna;) Tak to jest z tą autorką. Już się na lekturę cieszę, chociaż nie wiem jeszcze, kiedy się za nią zabiorę:) Otrzymałam też miły paryski akcent pocztówkowy, tym razem nie z widokiem miasta a z częścią jego z czasów secesji, a mianowicie z tym plakatem: http://www.galeriaplakatu.com/tourn%C4%82%C5%A0e-chat-noir-p-1913.html
bardzo lubię takie oryginalne pocztówki…Lubię też, jak Wiecie secesję, więc każda sztuka z tego czasu mnie interesuje. Dziękuję Judycie i Madymail za Czarnego Kota, który zgodnie z życzeniem pokłoni się białemu z szablonu bloga;) Cieszę się, że przesyłki dotarły, bo zaglądając do dzisiejszej gazety widzę, że tradycyjnie, pewnym tego być nie można, wklejam link do artykułu o kolejnych problemach z pp: http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33208,5554343,Poczta_wysyla_paczki_na_aukcje.html
Zapachowo, to ostatnio u nas dominują cytrusy. Nabyłam w weekend do mojego podgrzewacza zapachowego zapachy pomarańczy, mandarynki i werbeny. "Chodziły" za mną cytrusy i chwilowo zielona herbata została odstawiona na rzecz wyżej wymienionych. Sprawdziłam już werbenę i rozkoszuję się mandarynką. Pięknie pachną, swoją drogą, tak letnio…Przynoszą mi na myśl rozżarzone słońcem plaże Morza Śródziemnego, grające swoim niezapomnianym wrzaskiem cykady, delikatną bryzę wiatru od morza…Hmmmmm……..
kiedy się zachwycałam tą piosenką na youtube jeszcze jej nie było…dzisiaj znalazłam , szukając czegoś kompletnie odmiennego, i dzielę się z Wami. Ona zawsze, kiedy ją słyszę, dosłownie kopie mnie emocjonalnie…nie sposób być wobec niej obojętnym…