;)

sobota , imieniny kota, tak się kiedyś mówiło, natomiast wyraźnie sobota to dzień wielkiego bzykania;) w kolejce w superpharmie kilka osób w koszykach dzierżyło sobie prezerwatywy;) wieczór więc zapowiadał się erotycznie. Hehe, a może robili zapasy na nie wiadomo jakie czasy w przyszłości kiedy nasze rządy ukochane wycofają to narzędzie szatana ze sklepów? wszak wiadomo, że ten wstrętny naród nie chce się jakoś rozmnażać na chwałę i potęgę naszego umiłowanego kraju pod jedynymi słusznymi rządami…któż to wie;)

co z tym krasnalem??

Z cyklu (może założę taki rozdział dla wpisów?:) "pomyłkowe smsy bramkowe".
Oto, co właśnie do mnie doszło, cytuję DOSŁOWNIE:

"dir,nie kumam.nie masz dla ja plemnika,cy masz??i why golisz plecy??!!:Dzartuje,nie tlumacz:Dkrasnal jest duzy i ma dzwoneczek o   "


No i właśnie się nie dowiemy, co z krasnalem i dzwoneczkiem, bo niestety, tylko tyle doszło;)
Jeśli ktoś z Was właśnie czyta swojego esa, to informuję, że wylądował on najwyraźniej nie tam, gdzie powinien.
Ale co z tym krasnalem??

ślubny rotfl;)

Tak się czasem zastanawiam, jak my się w ogóle z tym moim P. te ponad siedem lat temu pobraliśmy i że cholercia wie, może my w ogóle jakiś nielegalny Ślub mamy?:) Taka refleksja po audycji w mojej Jedynce na temat małżeństwa, ale okazało się,że bardziej na ślubie dzisiaj skupionej…No i po czasem, z rzadka, lekturze zajmującego forum Ślub i Wesele, które przyprawia mnie głównie o spazmatyczne ataki niekontrolowanego śmiechu.
Ale , ale, ja tu sobie dworuję, a przecież to ja mam problem;)
Bo tak, zaczęło się już źle, muszę P. powiedzieć, że oświadczył się bez fasonu;) Bo co to za oświadczyny bez firmy to organizującej (tak, tak, pan w radio powiedział, że i przy tym pomagają , ciekawe, stoją za facetem w knajpie, czy gdzie tam i podrzucając tekst? niedosłuchałam chyba, bo rozmawiałam z przyjaciółką , która właśnie wróciła z zielonej i pięknej Irlandii). No więc , oświadczył się sam wszystko orga
nizując, bez cyrku dla rodziny, po prostu we dwoje. Już minus;) po drugie, to straszne, ale dostałam skromny pierścionek ! (Powinnam go za to koniecznie opieprzyć:). Cóż z tego, że diamenty dostaję teraz, skoro przecież powinien wtedy się szarpnąć, wykosztować i w ogóle;)
Po trzecie, Ślub a raczej przygotowania, organizowaliśmy sami i to dosłownie, bo dziwnym trafem nawet jakichś tłumów chętnych do pomocy nie było, więc większość spraw sami załatwiliśmy i okazało się, że się dało.
Mąż widział mnie w sukni przed Ślubem (straszne;), wiem!), obrączek w Kościele nie podawały nam dwa gołąbki;) wesela (moje osobiste brrrrr) nie było, a fajna kolacja po. No, dramat. W dodatku , cóż za nietakt, nie uważam Ślubu za "najpiękniejszy dzień w moim życiu"…zabiegany, o tak, to lepsze słowo, bo i wyjazd do fryzjera, i stylistka (jedyny chyba rozpustny akcent, na jaki sobie pozwoliłam;), potem fotografie i jazda na Ślub…Jak już kiedyś tu pisałam, wciąż uważam, że ów "najpiękniejszy dzień mego życia" przede mną…i mam nadzieję, że niejeden.
Tak naprawdę, wyszło wszystko fajnie, oprócz obrączek, przy których jubiler oszust nas wykiwał,ale to długa historia i nie chce mi się nawet pisać. Jedno radzę tym, którzy szykują się właśnie do ceremonii, zostawiajcie wszelkie rachunki i nie zgubcie ich nieopatrznie, jak to my zrobiliśmy, bo nawet nie mogliśmy reklamacji złożyć po latach.
Hmm, ciekawe, czy przy tych wszystkich brakach jednak ten nasz Ślub jest ważny?:)

zebra i pingwin…

Przychodzi zebra i pingwin do fotografa.

Zebra mówi:
– Dzień Dobry, chcielibyśmy zrobić sobie zdjęcie.
– Ależ zapraszam – mówi fotograf – Czy fotografia ma być czarno-biała czy
kolorowa?
– A wpierdol byś nie chciał? – odpowiada pingwin.

Baca

Do bacy podchodzi wyelegantowany facet i pyta:
Baco jak wam powiem ile macie owieczek na tej hali to dacie mi jedną?
A baca odpowiada: 
No, jak powiecie to dom!!!
Poszedł facet do samochodu, wyjął laptopa, wklepał dane do komputera, coś popisał, przesłał sygnał przez satelitę, policzył i podchodzi do bacy i mówi: 
Baco, macie tu 334 owieczki.
Baca na to: 
Zgodliście, mozeta sobie wybroć jedną.
Facet wybrał owieczkę, dochodzi a baca do niego mówi: 
Panocku a jak jo wam powim kim wy jesteśta to oddocie mi ją? 
Oddam- odpowiada rozbawiony elegant. 
Wy jesteśta ekspertem do spraw rolnictwa z Unii Europejskiej.
Skąd to wiedzieliscie baco? 
A bo tak, jeździta dobrymi samochodami, mocie komputry, na nicym się nie znacie, a w ogóle, to oddajcie mi mojego Burka.

znowu przez Darię;)

, która natchnęła mnie do machnięcia wpisu. Ale może i lepiej. Bo co będzie tak wisiał ten o koszmarze na pierwszym miejscu. Jeszcze sobie pomyślicie, że jakaś smuta jestem hahaha;) (optymistka stulecia się odezwała;).

O dotyku. Jak to kiedyś na forum pisałyśmy, ja też , jak Daria, która porusza ten problem, z tych niedotykalskich. Oczywiście wszelkie buźki i całuski są dla mnie mało przyjemnym zwyczajem, niestety, w niektórych rodzinach nie da się tego ominąć …

Tak, czy siak, cierpię również, kiedy dotykają mnie obce osoby i muszę się mocno kontrolować, żeby , jak jestem w gorszej formie się nie odezwać "a co mnie pani tak dotyka, sio!"…nie cierpię też "stadności", która w naszym narodzie polega głównie na tym, że kiedy jest na przykład pusta poczekalnia gdzieś tam i ja siedzę na krzesełku, to oczywiście jak wejdzie nowa osoba to MUSI usiąść koło mnie. MUSI i już. Inaczej się udusi. Czy ja mam może jakiś przymilny wyraz pyska wtedy, czy jak? Nie wiem, ale muszę chyba popracować nad odpychającym wyrazem twarzy;)

Na pierwszym spotkaniu z P. też miała miejsce "akcja dotyk", hehe, bez skojarzeń, proszę. Otóż, kiedy wytoczyliśmy się z knajpki, w której się zapoznaliśmy i z naszym towarzystwem, wszyscy jeszcze chwilkę gwarzyli. Jako, że był późny listopad (niech Was nie zmyli, nie ten tegoroczny, wiosenny, a taki realny z prawdziwym wieczornym mrozikiem), miałam na sobie puchową kurtkę, jako, żem zmarźlak. P. podszedł i wyciągnął łapę i zaczął międlić moją kurtkę równocześnie pytając "Co nosisz, jak jest naprawdę zimno?" (On bowiem z tego typu luda, że coś cieplejszego wkłada jedynie przy trzaskającym mrozie, a nie tam jakichś głupich -5C)…Ja w tym momencie podobno wyglądałam, jak Bazyliszek. Pamiętam tylko, że bardzo się powstrzymałam, żeby mu w tę łapę nie przylać;) Wysyczałam tylko "Co mnie dotykasz?"…Hehe, potem dałam mu się podotykać, ale to było trochę później i nie należy do tej opowieści;)
Tak, czy siak, chłopak przynajmniej poznał jedną z mrocznych stron swojej przyszłej kobiety i jakoś się nie przejął. Twardy jest, co?

A Wy? Macie jakieś osobiste schizy? Bo ja do niedotykalstwa się przyznaję i nie zamierzam wmówić sobie, że mam to zwalczać. 🙂

scena z „Empiku”…

dwie dziewczyny krążą wokół filmów dvd. Ja oglądam horrory, żeby zorientować się, czy jest coś nowego z Japonii albo ogólnie Wschodu, słyszę ich rozmowę…
Dziewczyna X do dziewczyny Y: Nie patrz na filmy, bo i tak chcę ci kupić książkę…
Dziewczyna Y z przerażeniem w głosie: Ty, Ewa, ale po co mi książka??

Kurtyna;)