odpowiadając na liczne apele…

…czytelników blogu zgłaszam swoją obecność pourlopową 😉
Na razie jesteśmy na etapie prania, wieszania prania, zdejmowania prania, prasowania, wstawiania następnego. Saharyjskie wręcz upały powodują, że pranie zawieszone rano, wieczorem zdejmuje się suche. I tyle plusów upałów.
Na wakacjach było trochę fajnie a trochę nie , przez pogodę. Pogoda dowaliła nam tak, że Janeczek złapał katar, na szczęście tym razem, nie jak rok temu w Karwi, katar był katarem a nie przekształcił się w coś poważniejszego ,niemniej jednak to spowodowało, że potem nie bardzo w pełni mógł Janeczek korzystać z uroków mazurskich jezior.
Mieliśmy bardzo miły akcent, bo spotkaliśmy się z jedną z moich internetowych znajomych, która zbiegiem okoliczności, w tym samym czasie spędzała urlop z rodziną nieopodal.
Pod paroma jednak względami uważam czerwcowy wyjazd za bardziej udany, a na pewno więcej wtedy odpoczęłam. 
Dodatkowo okazało się ,że niemożliwa jest jazda na koniu , na którym jeździł Janeczek w czerwcu. Bardzo się zmartwiliśmy, na szczęście szybko odkryliśmy, że na koniach i kucykach jeździć można w Hotelu Gołębiewski i tam trafialiśmy (na dużego konia, nie kucyka!). Janeczek był zachwycony a po jeździe pędził na plac zabaw, gdzie wyładowywał energię. 
A co czytałam, kiedy mnie nie było?  
Recenzji nie popełnię ale koniecznie muszę napisać, może ktoś z Was się skusi.
„Szpagat w pionie. W drodze przez Indie” Macieja Wesołowskiego. Bardzo dobra książka, w dodatku z wzruszającym (popłakałam się) osobistym bardzo epilogiem autora. Myślę, że dla osób zainteresowanych Indiami jest tam wiele informacji znanych im już ale dla mnie była to książka akurat. Tym bardziej, że zawiera bardzo ciekawy dla mnie rozdział opowiadający o studiujących polonistykę mieszkańcach tego kraju. I ich przedziwnych motywacjach studiów takich a nie innych. Książkę oceniam na 5 / 6.
„Miasto z  lodu” Małgorzaty Wardy zrobiło na mnie wstrząsające wrażenie. To przejmująca opowieść o ludzkiej słabości, walce z nią, o chorobie, o dziecku, które musi być dorosłe aż nadto i za wcześnie. To także zaskakująco aktualna (szkoda, że tak) opowieść o nienawiści, „hejtingu” rówieśników i totalnej ignorancji tego zjawiska przez szkołę. Bardzo (jak mówię, niestety) aktualna, wstrząsająca naprawdę książka. Moja ocena to 5.5 / 6.

Pozdrawiam i życzę Wam abyście się nie roztopili w tych upałach!

11 lat minęło…

…dzisiaj mojego blogowania.

Przy tej okazji pozdrawiam serdecznie wszystkich moich Czytelników i odwiedzających mnie.

Nie tak dawno widziałam wpis kogoś, kto wyliczył jakie zmiany w jego życiu spowodowało to, że zaczął blogować.

U mnie tak się nie stało. Blog nie spowodował większych zmian w moim życiu. Nie dostałam pracy, nie zaczęłam wielkiej współpracy. Poznałam za to sporo „wirtualnych” znajomych. Parę z nich poznałam potem „w realu”.

Od jedenastu lat z większą lub mniejszą częstotliwością piszę. Zaczęłam to dla zostawienia wspomnień z wyjazdów a z czasem blog się rozwinął. Pojawili się pierwsi czytelnicy. Przez jedenaście lat przez jego łamy przewinęło się bardzo dużo osób. Dużo z nich zniknęło i już nie pojawia się u mnie, tym bardziej cenię sobie stałą obecność kilkorga z Was. Dziękuję za nią. 

Dużo się wydarzyło w moim życiu odkąd zaczęłam pisać. Myślę, że dobrze, że o niektórych z wydarzeń nie mogłam wiedzieć, pewnie nie uwierzyłabym.

Piszę to wszystko z komórki bo ponownie wakacjujemy na naszych Mazurach. Niestety, pogoda tym razem zawiodła. Za oknem raczej wczesna jesień niż środek lata. Niemniej jednak podobno w weekend ma się poprawić. Oby tak się stało. 

Pozdrawiam serdecznie.

Chiara76

 

kartka z Prowansji…

…dotarła do nas wczoraj. Piękny widok przedstawia kamienną starą solidnie zbudowaną posiadłość a przed nią oczywiście, ni mniej ni więcej a lawendowe pole. Klimatyczna bardzo i dziękuję Nadawczyni, że nam ją przysłała, wielka i miła oczywiście, niespodzianka. 

Podróżowałam chwilę, podróżowałam książkowo 😉 Odbyłam wizytę na Krecie za sprawą książki „Chalepianka. Zapiski z Krety” Anny Laudańskiej, na której to lekturę nastawiłam się mocno a okazało się ,że chyba za mocno się nastawiłam za bardzo. Miałam nadzieję na bardziej osobiste opisy życia (nie, nie prywatne, jeśli ktoś się chce przyczepić ) a właśnie takie osobiste. Oczywiście, były, niemniej jednak jest to jednak (w moim osobistym odczuciu) taki bardziej właśnie spersonalizowany przewodnik po Krecie. Który na pewno przyda się osobom, które chcą odbyć na Kretę podróż ale właśnie bardziej pod kątem stricte turystycznym to traktować należy, tak sądzę. No, więc tu się odrobinę zawiodłam ale pewnie tym razem to wina moich oczekiwań a w sumie powinnam była wiedzieć, czego się mogę spodziewać skoro książka ukazała się w wydawnictwie National Geographic. Tak więc podróżującym a raczej planującym podróż kreteńską na pewno ta książka się przyda. 

Potem zaczęłam czytać „Szpagat w pionie. W drodze przez Indie”, Macieja Wesołowskiego i czytało mi się dobrze, ale chwilowo przerwałam bo dotarłam do polityki a tego nie lubię w żadnym wydaniu, nie tylko polskim, a z kolei fakt faktem, że pisać o Indiach bez jakiegokolwiek naświetlenia sytuacji politycznej się nie da. Niemniej jednak na razie porzuciłam lekturę.

A zaczęłam i to mnie wciągnęło niesamowicie, „Rzeka zimna” Magdaleny Kawki, tak tak, tej samej, której „Wyspę z mgły i kamienia” jakiś czas temu skończyłam z zachwytem. I ta książka mnie wciągnęła od początku i puścić nie chce, tak wciąga. Bardzo mi się dobrze czyta. Zdaje się, że sama sobie odkryłam jedną z tych autorek, których książki będę chciała poznać i której pisanie naprawdę mi się podoba. 

Życzę Wam miłego, spokojnego tygodnia.

Imieninowy dzień…

…minął mi bardzo przyjemnie. Mimo, że też sobota (też, jak Urodziny, zdaje się, że teraz po zmianie dat Imienin moje Urodziny i Imieniny właśnie przypadają na ten sam dzień tygodnia, ja to mam refleks szachisty, odkryłam to właśnie niedawno :)), to nie odczułam tego dnia aż tak bardzo zagonionego jak dzień marcowych Urodzin właśnie. Może to, że wtedy taki przedwiosenny czas, to człowiek wymęczony zimą, bo ja wiem? 
Dziś odbyliśmy miły spacer do Ogrodu Botanicznego. Bardzo chciałam zabrać moich Chłopaków na dzień otwarty na warszawskim Okęciu. Wydawało mi się, że to będzie TO. Okazało się, że nie. P. od razu powiedział, że On niekoniecznie a Janeczek po pierwotnym zdawało się zainteresowaniu, stracił dla tego pomysłu zapał i wyraził chęć jazdy na rowerze biegowym (nowym, bo ze starego wyrósł jak i z fotelika samochodowego) w Ogrodzie Botanicznym właśnie. Co miało swe dobre strony bo rosarium w pełnym rozkwicie i skorzystaliśmy z tego, tym bardziej, że ludzi jakoś niewiele. 
Wracając wstąpiliśmy do kwiaciarni gdzie Janeczek wybrał róże właśnie ( w bardzo ładnym różowym odcieniu) dla mnie a P. sfinansował wybór 🙂

Skończyłam drugą część przygód Sióstr Sucharskich czyli „Drugi przekręt Natalii” Olgi Rudnickiej. Ubawiłam się nad nią dokładnie tak, jak nad częścią pierwszą, więc co za tym idzie, polecam. Siostry Sucharskie w tej części tak samo kręcą, kombinują, a wszystko to opisane w fajny, zabawny sposób. Jak dla mnie to idealna lektura na letnie dni. Oceniam 5 / 6. Mam na czytniku trzecią część tej trylogii o szalonych siostrzyczkach ale na razie chyba zrobię sobie przerwę.

Życzę Wam miłej dalszej części weekendu.  

obkupiłam się jak…

…dzika norka w ebooki z okazji minionych już Targów Książki. Można więc powiedzieć, że wirtualnie imprezę obeszłam bo fizycznie na Targi się nie wybierałam. Niemniej jednak czytnik zapełnił się jeszcze bardziej dobrem wszelakim. Ostatnio ukuło mi się moje własne prywatne postanowienie, czyli „czytać więcej autorek i autorów polskich” i niniejszym mogę powiedzieć,że tak,że wypełniłam to postanowienie. 
Weekend mieliśmy bardzo intensywny. Ale pomimo wczorajszej i związanych z nią refleksji i wspomnień, Rocznicy mogę powiedzieć, że był to udany, dobry weekend. 
Dziękuję Ewiezdublina za to, że rozpieściła mnie budapesztańską pocztówką (na razie wiem o niej od Mamy bo do Mamy korespondencję przeniosłam) ale jeszcze większe podziękowania składam Ci Ewo za kartkę dla Janeczka 🙂 Janeczek albowiem ma już swoją własną kolekcję kartek i na pewno jak Mu powiem, że to jest wysłana z zagranicy specjalnie dla Niego to będzie przeszczęśliwy 🙂

Tradycji stać się musi zadość i oto życzę zarówno sobie jak i Wam dobrego, spokojnego tygodnia.
 

do ptasiej…

…muzycznej oczywiście „kolekcji” mogę dołożyć sobotni koncert Pana Słowika, który nie przejmując się kotłującymi się dookoła niego ludźmi wyśpiewywał w najlepsze niemal w centrum Ogrodu Botanicznego. Prawdziwa miłość nie zważa wszak na przeszkody, czyż nie?
I tym optymistycznym akcentem pozdrawiam Was w poniedziałek i życzę tradycyjnie już sobie i Wam miłego, spokojnego tygodnia. 

matura, matura…

…popełniam ten wpis bo po pierwsze, to z radia dowiedziałam się, że się dziś matury zaczęły, co z kolei spowodowało lawinę wspomnień (żadnych tam sentymentalnych nie mam, wcale matury nie wspominam z rozrzewnieniem, raczej jako stresujący czas i naprawdę cieszę się, że mam to za sobą). A po drugie uświadomiłam sobie, że w tym maju mija dwadzieścia lat od mojej matury…
Zadumałam się… 

Tradycyjnie już życzę sobie i Wam dobrego, spokojnego tygodnia.