…pod koniec roku kalendarzowego odnoszę wrażenie, że (powiedziałam to zresztą do P. dzisiaj), jestem trochę jak jakieś urządzenie elektryczne, które działa od stycznia do grudnia i ten grudzień a raczej jego końcówkę , zaczynam odczuwać baaardzo fizycznie…Mniej mam energii, sił, czuję się już wyczerpana.
Hmmm…
kolęda…
…najprawdziwsza powitała mnie gdy weszłam w sobotę do salonu książkowo rozmaitościowego na literkę E. i jeszcze nie otrząsnęłam się ze zdumienia po tym jak przed marketem ujrzałam ni mniej ni więcej a choinki.
Nie, nie chcę się sprzeczać o to, kiedy należy zaczynać wewnętrzne przygotowania do Świąt, wcale nie należę do obozu, który twierdzi, że do Świąt przygotowuje się najwyżej parę dni przedtem. Niemniej jednak choinki? kolęda? jeszcze w listopadzie, na chwilę przed rozpoczęciem się Adwentu? budzi różne myśli w mojej głowie.
Niemniej jednak i to akurat mnie ucieszyło, pierwsza kartka świąteczna już otrzymana w tym roku. I w tym roku tradycję czyli fakt , że pierwsza kartka świąteczna zawsze była od Finetki, zaburzył to,że pierwsza kartka nadeszła od Monoli. Oczywiście wielkie dzięki za pamięć i życzenia:) Co przypomniało mi o tym, że wraz z nadejściem kolejnej zamierzam wyjąć schowany w szafie na czas „odpoczynku od Świąt” koszyczek, w którym składamy otrzymaną świąteczną korespondencję. Przede mną dopiero wypisywanie i wysyłka papierowych życzeń.
Poniedziałek, a więc tradycyjnie już życzę sobie i Wam miłego, spokojnego tygodnia.
U nas zamieszanie, bo wczoraj znienacka zupełnie, zmywarka odmówiła posłuszeństwa. Nie cierpię zmywać naczyń ręcznie.
dziś …
… Święto dzielą sprawiedliwie Katarzyny, które obchodzą dziś Imieniny (wiem, że nie wszystkie dzisiaj celebrują zatem życzę tym, które tak, Wszystkiego Najlepszego) i Pluszowy Miś.
Opoka i Przyjaciel z dziecięcych lat. I niech mi nikt nie mówi, że nie miał swojego Misia w dzieciństwie bo w to …nie uwierzę 🙂
Fajnie, że są Misie bo bez nich świat byłby o wiele, wiele smutniejszy.
wczoraj…
…zmartwiłam się wiadomością, która dotarła do czytelników o śmierci Pani Moniki Szwai.
Nie mogę powiedzieć, że czytałam wszystko co się Jej autorstwa ukazało, natomiast z całą pewnością mogę powiedzieć, że czytałam parę Jej książek parę lat temu i wrażenia zdecydowanie pozostały dobre i w porządku.
Chcąc przypomnieć sobie tytuły (tym bardziej, że moja Mama ma sporo książek pani Szwai i zapowiedziała, że może mi pożyczyć) zajrzałam na Biblionetkę i…sama się zdziwiłam widząc, że tę autorkę właśnie do tego serwisu ja zgłosiłam.
Komentarzy na temat książek naczytałam się wczoraj wiele. Wszystkie grzeczne, bez jakichś chamskich tekstów, wszystkie ze smutkiem, że choroba pokonała kolejną osobę ale również, że nie będzie już więcej książek ulubionej autorki, książek, które podnosiły na duchu i pokrzepiały.
chyba zacznę…
…być przesądna. Dzisiejszy ranek rozpoczął się od popsucia się kranu w jednej z łazienek 😦 Szczęśliwie właściwie (więc może nie tak pechowo powinnam to potraktować) sprawa się wydarzyła gdy jeszcze P. był w domu i wsparł sięgając do skrzynki z narzędziami, gdzie dopiero za pomocą szczypiec udało się zatrzymać strumień wody. Dobrze, że w drodze do pracy ma sklep hydrauliczny czynny od ósmej, to odpowiedni kran już nabył. Przy okazji pan twierdzi, że kran jaki mieliśmy nie może być ten znanej i dobrej firmy, bo zwyczajnie z plastikowymi częściami podobno nie produkują. Pojęcia nie mam w takim razie, bo kran zakładany był wieki temu gdy się wprowadzaliśmy, czyżby podróbki znanych firm produkujących kran czy też pan się myli jednak, nie wiem.
Z milszych spraw, to otrzymałam mnóstwo pięknych przesyłek od znajomych. Kartkę z Japonii z Kanazawy, ze zdjęciem parku z podobno jedną z najsłynniejszych latarni. Wszyscy dostaliśmy piękne kartki z Brugii od Ewy z Dublina, która zwiedzała to belgijskie miasto a że miasto słynie między innymi z wyrobu koronek ja i Jaś otrzymaliśmy po kartce z motywem koronkowym! Moja to Sowa, przepiękna a ta Jasia, kot bawiący się piłką. Śliczna robota a jaka wycyzelowana. Dostałam też kartki i magnesik na lodówkę z Sową z Grecji!
A z książek, to udało mi się wygrać „Marzenia szyte na miarę. Stacja Jagodno” Karoliny Wilczyńskiej (nieważne, że już czytałam ebook, przyjemnie jest nacieszyć się nią również w papierowej wersji). Dzięki uprzejmości znajomego otrzymałam też najnowszą na naszym rynku powieść, oczywiście kryminał, Aleksandry Marininy czyli „Stylistę”. Ongiś w bodajże Telewizji Puls puszczali czteroczęściowy (za to szesnaście w sumie odcinków było) serial na podstawie kryminałów Marininy i jesteśmy z P. pewni, że właśnie na podstawie tej książki jedna część była, szczęśliwie ja nic z akcji nie pamiętam poza oczywiście takim ogólnym zarysem.
Czytam teraz „Atlas chmur” Davida Mitchella , to kolejny „grubas” książkowy a trochę rozmaite sprawy spowalniają moją lekturę, tak czy inaczej na razie dotarłam jeszcze nawet nie do połowy (chociaż już prawie, prawie). Bardzo mnie ten stylista kusi i szczerze mówiąc najchętniej już bym po tę książkę sięgnęła tym bardziej, że wieki całe nie czytałam kryminału.
Życzę Wam dobrego, spokojnego weekendu, mój tydzień był trochę ze zmartwieniami natury rozmaitej dlatego mam nadzieję, że weekend będzie spokojniejszy i pozwoli na nieco wyciszenia.
Persymona…
…piękna nazwa, prawda? A owoc ten spróbowaliśmy za sprawą, ciekawe czy komuś przyszłoby do głowy, książki „Tysiąc jesieni Jacoba de Zoeta” Davida Mitchella.
To bardzo zdrowy owoc, poczytajcie sobie o nim, nośnik wielu ważnych dla zdrowia składników. Poza tym bogactwem dla zdrowia, które ma w sobie persymona, zachwyca mnie w tym owocu mnogość nazw, jakimi się go określa. Oprócz persymony właśnie to kaki, sharon. A samo drzewo,na którym rośnie nazywają też hebanowcem czy hurmą.
Swoją drogą chyba pierwszy raz sięgnęłam po coś nieznanego mi do jedzenia pod wpływem lektury właśnie 🙂 Kolejny plus dla tej wspaniałej książki.
tradycyjnie już …
…przypominam o zmianie czasu dziś w nocy 🙂 Z 3.00 na 2.00 ale raczej wiadomo, że nikt z tym nie będzie czekał aż do trzeciej w nocy. Godzina snu gratis i jak Wiecie, dla mnie to jedyny plus całej sytuacji.
Miłego więc spania o godzinę dłużej 🙂
16 lat temu…
…Ślubowaliśmy przed Ołtarzem to wszystko, co się w tym miejscu i w takich okolicznościach ślubuje.
Nie chcę powtarzać kolejny raz truizmu, że pamiętam ten dzień jakby to było wczoraj (a tak jest) czy że czas płynie naprawdę szybko i że ani się człowiek obejrzał a tu minęło szesnaście lat (płynie, ani się obejrzał) więc napiszę tak. Przez te szesnaście wspólnych małżeńskich lat przeszliśmy naprawdę wiele. Pewnie naszymi historiami można by obdarzyć jeszcze niejedną parę. No ale to nasze losy i nasze małżeństwo i najwyraźniej tak miało być.
Mam nadzieję, że Miłość i Szczęście będzie nam towarzyszyć w naszej dalszej małżeńskiej drodze z P..
Ps. W sumie to super, że tamtego dnia było może i rześko (było) ale słonecznie i nie lało jak teraz leje za oknem.
telefon…
…od przyjaciela a konkretnie, przyjaciółki;) którego się nie słyszało dłuuugo spowodował rogala na mojej twarzy. Naprawdę, nie ma nic milszego niż rozmowa z kimś, przed kim można szczerze się otworzyć, nie grać, nie udawać a dodatkowo, kogo dawno się nie słyszało. I. zrobiłaś mi dzisiaj wielką niespodziankę, dziękuję.
Dzisiaj pierwszy dzień jesieni. W radio pani oznajmiła, że jesień zaczęła się o 10.20.
Ciekawe, jaka będzie tegoroczna. Mam nadzieję, że mrozy, śniegi i tego typu atrakcje pojawią się jak najpóźniej a na razie cieszyć się będziemy naszą tradycyjną złotą polską jesienią. I niech będzie dobra, spokojna ta jesień, tego sobie życzę.
Miotam się książkowo. Zaczęłam „Ogród księżycowy” Agnieszki Krawczyk, który porzuciłam po chwili na rzecz „Warszawskiego niebotyku” Marii Paszyńskiej aby dziś znów wrócić do „Ogrodu księżycowego”. Potrzeba mi chyba wciąż takiej lektury, tego „otulenia się” ciepłym słowem. Tym bardziej, że czwarta część sagi o Idzie dziś się ukazała. Czyli premiera kolejna, którą będę chciała nabyć.
Jesień sprzyja czytaniu, podobno, chociaż ja z tych, którzy czytają wciąż. Ale faktem jest, że pewnie wiosną czy latem mniej czasu spędza się w domu.
Jesień sprzyja też poezji. Jakiś czas temu polecałam Wam tom poezji Adama Pluszki, zatytułowany „Zestaw do besztań”. Wiersze z tego właśnie tomu przez cały tydzień (od poniedziałku) można słuchać w wykonaniu samego ich autora, w Radiowej Jedynce o godzinie 20.50. Każdego dnia jeden wiersz. Bardzo to niesamowite, jednak czytanie wierszy przez ich autora dodaje temu waloru, zdecydowanie polecam. Do niedzieli sami możecie jeszcze posłuchać tych niezwykłych wierszy jednej z najskromniejszych (według mnie, niesłusznie !) osób, które znam.
Równo za miesiąc nasza szesnasta Rocznica Ślubu…
parę dni temu…
„Nie wiem, jak to będzie z tym przedszkolem…” westchnęłam.
„Też się martwię jak dasz sobie radę” odparł na to P..
Kurtyna 🙂
Albowiem w życiu naszego Syna zbliża się nowy, niewątpliwie ważny okres, jakim jest edukacja przedszkolna.
Od poniedziałku trwają zajęcia adaptacyjne.
Dziś był pierwszy dzień kiedy dzieci zostały w sali same z paniami opiekunkami i swoimi koleżankami i kolegami z grupy.
I oczywiście, co dało się odczuć zarówno w naszym domu, jak i zapewne w kilku innych sądząc po rozmowach, jakie dziś odbyłam z mamami dzieci siedząc te dwie godziny na dziecięcych krzesłach w stołówce, najwięcej myśli i refleksji temat ten zajmuje matkom.
Niektóre matki wariatki (tak tak, mówię tu o piszącej) wczoraj nawet ścierały kurze i cichaczem łkały sobie ze wzruszenia, obaw i smutku. Wzruszenia, że ich Syn, dopiero co taki malutki a proszę, od poniedziałku pełnoprawny przedszkolak, obaw, jak ten sam Syn poradzi sobie w jakby nie było, nowym dla niego całkiem środowisku. Smutku, że dotychczasowy towarzysz domowych porządków na razie zajęty czym innym i nie ma Go obok…
Ech. Pozdrawiam wszystkie Mamy, które jak ja, zaczynają wraz z dzieckiem ten nowy etap jego i własnego, życia. Trzymajmy się ! 🙂
A Waszym dzieciom życzę jak najlepszej adaptacji i po prostu radosnego, szczęśliwego czasu w przedszkolu, czego też oczywiście, życzę Janeczkowi.
