…bardzo, ale wyszliśmy dziś na spacer. O dziwo, było całkiem słonecznie, wiatr wywiał chmurzyska z deszczem, które przyniosły poranny deszcz…
Na spacerze skusiliśmy się na kawę u Bliklego. Irish Coffee, mniam, mniam…Mamy tu niedaleko ich kawiarnię, a jakoś nie wpadliśmy dotąd. Okazało się, że jest tam spory ruch, co i rusz ktoś wpadał i wychodził z ciachem, ale i zostawali na kawkę , jak i my…Weszła sympatyczna rodzina, ona z trójką mężczyzn, to znaczy mężem i synami. Tata rodziny był bardzo sympatyczny, w ogóle, od razu jak weszli powstał koło nich ruch, ale taki miły, nienachalny, jakaś wielka pozytywna energia biła z tej czwórki a ja powiedziałam do P., że musi być fajny dom, w którym ponaddwudziestoletni syn ma chęć na wyskoczenie na spacer i kawę z własnymi rodzicami. Drugi syn był nastolatkiem…głowa rodziny tak fajnie dla nich zamawiał, głośno pytał, co chcą, to doskakiwał do stolika, żeby się upewnić, czy dobrze usłyszał, ale wszystko to tak sympatycznie robił, że aż się do niego uśmiechnęłam, a on do mnie. I nagle zrobiło mi się przyjemnie, że wymieniłam uśmiech z kimś obcym, tak zupełnie bez żadnych podtekstów, po prostu dlatego, że ten ktoś wydał mi się sympatyczny…
Wracając musiałam przytrzymać parę razy nakrycie głowy, bałam się, że mi zerwie wiatr;)