…malunkiem z henny, oto co widzę na otrzymanej pocztówce z Indii…I od razu mam wrażenie, że w powietrzu unosi się zapach nieco duszących kadzideł, zapach orientalnych przypraw, słyszę gwar zatłoczonej ulicy, brzęk dzwonków świętych krów, niemal czuję, jak oczy "bolą" od kolorów jakimi zostaję otoczona. Nie muszę sama jechać, wystarczy, że wyślecie mi kartkę, a czuję się, jakbym podróżowała z Wami…Dziękuję za pocztówkę…
tak zwana niezdara…
to ja…A to się uderzę kantem otwartej zmywarki i na udzie wykwita mi przepięknościowej urody siniak, a to coś innego…Dziś, oparzenie na ręku (oparzenie żelazkiem też już przerabiałam). Ale dziś oparzenie parą z gotującego się czajnika. Najpierw się zdziwiłam, o boli, potem poczułam, że muszę koniecznie włożyć łapę pod zimną wodę, co niezwłocznie uczyniłam. Potem przyjrzałam się małej ilości ale jednak nieśmiało wyłaniającym się bąbelkom. Łapa oparzona pod łokciem i wyjątkowo upierdliwie. Specyfiki na oparzenie nabyte, ale mam ochotę wziąć się za łeb i palnąć w coś twardego, że też zawsze muszę coś wymyśleć;/
ja nawet wykazałam się …
…pobłażliwością tolerując dzikie tłumy wpadające na bloga li i jednynie po haśle "piosenki na w….ki" (nie napiszę, bo będę mieć kolejne bzdetne wpady następnego roku). I żywiłam nadzieję (ja wiem, to matka głupich:), że to się uspokoi. Stawiałam na wczoraj, ale jeszcze wczoraj było około 70 wejść z tego powodu. Dobra. Takie święto;/ Ale do licha, kto DZISIAJ szuka tego hasła? Sio, sio! Co to jest? Jakaś "neverending story"? Cały rok szukają piosenek dla swoich misiaczków na ten dzień, czy co??
Mam nadzieję, że już się to uspokoi. Pocieszcie, że tak;)
wywiad z Siudkami
wklejam link do internetowej wersji wywiadu z Dorotą i Mariuszem z Wysokich Obcasów. Nie wiem, jak Wam, ale mnie wydają się niezwykle skromnymi ludźmi.
http://kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,3908172.html?as=1&ias=7&startsz=x
szukają Was;)
Jak wiecie dzięki statystykom mogę się zorientować, w jaki sposób ludzie trafiają na mój blog. Często jest to jednorazowy występ, a to za sprawą hasła wrzuconego w najczęściej naszego przyjaciela. I tak, jak się cieszę, że Walentynki już zaraz i nie będzie do mnie wpadać tłum za sprawą jednego hasła (nie wymienię, bo znowu będzie więcej wejść;)…ale zauważyłam, że często gęsto szuka się Was;) I tak, szukano już Shalu, niedawno Patekku, dziś jej znowu, z tym, że jej bloga, jakiś czas temu Kociatkouk było poszukiwane…ciekawe, kto jeszcze będzie……
Zmieniając temat, od jutra zaczynam pewną kurację, trzymajcie kciuki, żeby pomogła. Czasowo trwa i jest ciutkę upierdliwa, ale mam nadzieję, że pomoże, tak się nastawiam i tak afirmuję swoje myśli!
od kiedy? od zawsze…;)
Na jednym z blogów skomentowałam wpis , zostawiając odpowiedź o tym, że swego czasu przyjaciółka w liceum zrobiła dla mnie obraz z japońskimi motywami, coś w rodzaju kolażu…Padło pytanie, czy już wtedy interesowałam się Japonią…raczej trzeba by się spytać, czy był czas, kiedy się nie interesowałam?:) Pisałam kiedyś już o tym na forum japońskim, moje "początki" datuję na czas, kiedy ojciec pokazał mi przyniesiony z pracy zegarek. Elektroniczny. Japończycy odwiedzali ich zakład pracy w ramach wymiany doświadczeń (chyba złe określenie, bo nie wiem, czego mogli się oni u nas nauczyć w tamtych czasach, chyba tylko pogratulować sobie rozwoju) i zostawili kilka takowych zegarków, które rozlosowano jakoś pomiędzy pracowników. Zegarek był super i oczywiście jak na tamte czasy świetny. żadna tam plastikowa tandeta. Na eleganckiej biżuteryjnej bransolecie, z rubinowym ekranem, który rozświetlał się pokazując godzinę, kiedy nacisnęło się z boku przycisk. Praktycznie mógł uchodzić za elegancką biżuterię. A wszystko to w czasach, kiedy u nas o czymś takim nawet pomarzyć nie można było…A potem, jak miałam osiem lat, w TV pojawiła się "Oshin" (czy kiedykolwiek jakaś telewizja powtórzy ten serial? wątpię…) i …wsiąkłam w japońszczyznę na dobre…
lekki wpis…
…bo tak. Mam ochotę na lekki wpis.
Wczoraj pospacerowaliśmy po okolicy. Jednak, co by nie mówić o Kabatach, to cenię sobie to poczucie bezpieczeństwa (ja wiem, i to się z czasem będzie zmieniać, ale póki jest, korzystamy)…Pogoda była niezła, dopiero pod koniec spaceru z nieba zaczął sypać śnieg, który jednak szybko topniał, więc na kurtkach osiadł właściwie jako deszcz. Poobgadywaliśmy ludzi, o których wydawało nam się kiedyś, że byli znajomymo, a bardzo się na niekorzyść zmienili. Ciekawe, czy piekły ich uszy;)
Wygląda na to, że pojawiło się trochę nowych sklepów w okolicy. Między innymi nowy z materacami, ale i dekoracyjny i jakiś dla odchudzających się…za to ciągle brak jakiegoś nowego warzywniaka czy z wędlinami w bliższej okolicy. Otwiera się setny salon fryzjerski, w którym nigdy nic się nie dzieje a ludzie mogliby zbijać spore pieniądze, kiedy otworzyliby właśnie wyżej przeze mnie wymienione. Nie wiem, może to "eleganciej" brzmi, że "mam salon stylistyczno-fryzjerski" , niż "mam warzywniak":) Tak, czy inaczej dylać musimy na bazarek, a to wcale nie taki też rzut beretem, szkoda.
Sporo lokali ciągle w dwóch nowych blokach na wynajem, widać, że chyba ceny nie takie, albo nie ma z innych przyczyn chętnych (wyjechali już do Anglii czy Irlandii?)…zobaczymy, co tam się pootwiera. Ja oczywiście przewiduję milionowy w okolicy salon fryzjerski…zobaczymy…
mania centrów handlowych…
właśnie w necie wyczytałam, że z powodu otwarcia nowego centrum handlowego w Warszawie szykuje się paraliż ulicy (przynajmniej w centrum, gdzie owo centrum się odklucza dzisiaj). Podobno w Krakowie kiedy otwierali jakieś popularne centrum, przez tydzień na ulicach były korki.
Ciekawe, gdyby otwierali nowe muzeum , jakoś korków pewnie by nie było…
Stwierdziliśmy z P., że to jak w Portugalii, która też relatywnie w UE od niedawna, tam u nich, jak u nas , bardzo lubią malle wszelakie i centra handlowe są tam popularne w miastach i dłuuuugo czynne (w jednym z nich zakupy winne w markecie robiliśmy dobrze po 22!)…A już w Wiedniu nie widzieliśmy, widać im bardziej bogate i rozwinięte społeczeństwo, to mniej się taka forma rozrywki liczy…Nie mówię, że nie bywam w Arkadii, czy GM, bo byłabym hipokrytką, ale ot, taka refleksja po przeczytaniu dzisiejszej netowej wiadomości…:0)
Podziękowania dla Roxie_hart1;)
dziękuję Ci…Twój trop okazał się prawidłowy! To ta płyta.
A konkretnie ta:
http://www.merlin.com.pl/frontend/towar/495426
piosenka zaś, która tak za mną "łazi" to numer 4, czyli "Pauvres Diables, Vous Les Femmes…
Dziękuję Ci, że poświęciłaś swój czas i poszperałaś w necie. Niech Ci dobry los Kobieto wynagrodzi w czym tam byś chciała;)))
dolina…
…mnie dopadła…pogoda na pewno ma na to wpływ, ale oczywiście nie jedyny…Dobrze, że chociaż wczoraj udało się pospacerować w lesie, chociaż spodnie po tym spacerze do prania (zima z błockiem topniejącym i breją)…
Zaatakowały mnie pesymistyczne myśli…wydaje mi się, że pewne sprawy stoją w miejscu…uczucie stagnacji , niemożności zmian zaczyna wyżerać mnie od środka…chciałabym móc spojrzeć optymistyczniej w przyszłość, ale dzisiaj cholernie trudno jest mi to zrobić…walczę z tymi myślami, staram się pozytywnie programować, ale nie wychodzi…boję się, że z tego wszystkiego zacznę popełniać głupie błędy…
tak bardzo chciałabym poczuć , że lepsze nadchodzi…….
