podejmuję rękawicę;)

czyli zabawę, w którą wciągnął mnie Adobi. Podobno trzeba podać 5 mało znanych faktów ze swego życia, a potem wciągnąć w zabawę 5 innych blogowiczów. No, to do dzieła:

1.nigdy nie kupiłam nic na Allegro i jestem z tym faktem całkowicie szczęśliwa.

2.Mam łapę do załatwiania wspaniałej pracy. Głównie innym. Może powinnam założyć agencję pośrednictwa pracy, czy coś?

3.mam ciche marzenie, aby kiedyś na mój blog trafił ktoś, kto zaproponowałby mi potem jakąś super pracę związaną z pisaniem na tematy książkowe lub podróżnicze*

*wybrane skreślić;0)

4.wierzę w miłość i nienawiść od pierwszego wejrzenia.

5.jestem wredotą chodzącą a jednocześnie idiotyczną romantyczką. Jak się okazuje, owe cechy doskonale mogą mieścić się w jednym ciele i duszy…

A teraz do zabawy chciałabym wciągnąć następujące 5 osób (wybrane te, których nie wybrali inni i blogi otwarte, wierzcie, że najchętniej poczytałabym Was wszystkich:0).

1.Raspberry-swirl,

2. Finetkę,

3.Patekku,

4.Clem,

5.Reiwsz.

living in the city….

Jedziemy sobie dziś wieczorem Alejami Niepodległości i nagle przy jednej ze stacji metra zauważamy jeszcze będąc dość daleko mrygające światła policji. Zbliżając się zauważamy straż pożarną, wóz transmisyjny , stosowny tłumek ludzi. Teren otoczony jest charakterystyczną zółtawo-czarną taśmą. Mnie, czytelniczki kryminałów, od razu do głowy przychodzi, że coś stało się w metrze, może jakieś morderstwo? Potem na myśl przychodzi mi atak terrorystyczny…Zaniepokojeni jedziemy dalej. Szukamy informacji w necie przez komórkę i okazuje się, że to tylko kolejny nieodpowiedzialny człowiek siadł za kierownicą samochodu. Taką ciężką miał nogę, że zniosło go z jezdni na chodnik, następnie zjechał schodami do stacji metra potrącając jakiegoś starszego pana, który właśnie wychodził ze stacji…
Nie skomentuje, bo nie chcę się wyrażać. Mam tylko nadzieję, że ten starszy pan nie odniósł bardzo poważnych obrażeń…

urodziłam się…

nie, nie w Małkini, a w kraju, gdzie zima zajmuje całkiem sporą część roku. Ci, co mnie znają wiedzą, nie cierpię zimy. Nie dla mnie śnieg , szron na szybach, nie dla mnie mróz. To jakaś ironia losu, że ja, która mam nastroje i upodobania Południowca, urodziłam się w naszym kraju (mogło być gorzej w sumie, na przykład mogłam się urodzić w Nowosybirsku)…dziś na noc zapowiedzieli minus 14 C i mam już dość. Mam nadzieję, że to ostatnie takie zimowe uderzenie…nie, nie oczekuję śniegu, mrozu  podczas którego mam wrażenie, że lodowacieje mi każda komórka ciała, chcę już słońca, ciepła, chcę odczuć, że wszystko dookoła mnie budzi się do życia…

statystyki mówią;)

że wciąż szukają tych piosenek, wciąż,  wciąż, mimo, że mamy 21 -ego!…może to jakieś ruchome święto? Może ono na przykład hyca sobie i zaraz będzie znowu? Na przykład 25 lutego? Rozbrajają mnie;)

takie tam sobie ;)

Luźniejszy wpis będzie. Czy ktoś może mi wyjaśnić (może więcej czatujecie, bo ja w ogóle, czy skypeaujecie, czy jak to nazwać), dlaczego obcy ludzie do siebie się odzywają. Mam tu na myśli gg, ale tu chyba coś ustawiliśmy, że obce osoby się nie odzywają, natomiast źródłem dzisiejszego wpisu jest fakt, że co jakiś czas dzwonią do mnie na skype’a kompletnie mi nieznane osoby (płci męskiej najczęściej). Mam ustawiony status jakiś niedostępny czy coś na ogół, a one dzwonią albo chcą mnie dodać do kontaktów albo wymienić się informacjami. Żeby to jeszcze chociaż same zostawiły coś o sobie ("cześć, mam na imię Ania i też mam 12 lat":), ale nie. I tak bym nie dodała. Po cholerę mi obca osoba , której nie znam w kontaktach?
To jest jakiś współczesny flirt, czy jak, a ja się nie znam? Może ktoś ma jakiś pomysł? Wczoraj nawet dzwonił ktoś ze śmiesznym nickiem, ale sorry zorro, nie mam czasu na głupotki;)

…plotki sąsiedzkie…

Wczoraj uskuteczniliśmy. Wieczorem usłyszeliśmy jak ktoś wbija gwóźdź w ścianę. Dziwne, ale być może coś mu spadło i wiesza. Okazało się jednak, że to nie wbijanie gwoździa, a pukanie do nas do drzwi. Była to sąsiadka z piętra wyżej, ale nie ta nad nami. To taka młoda dziewczyna, która kiedyś nawet tuż po przeprowadzce oglądała nasze mieszkanie i zachwycała się rozwiązaniami. Przyszła spytać o pewne techniczne szczegóły, konkretnie, jakiś namiar na architekta wnętrz. I okazało się, że oni się niebawem wyniosą. Nie dziwne w sumie. Z pół roku temu urodziła im się trzecia córka, a niby pokoje cztery, ale mówi, że się przestali mieścić. Tak więc kolejna sąsiadka nam zniknie…Już ta obok nas , która wyjechała do narzeczonego a chyba męża do Włoch, mamy wrażenie, że zaszła w ciążę, tak, jak ją ostatnio widzieliśmy. Teraz oni. Nie będziemy już znać żadnych kompletnie ludzi. Bo do tej pory to właśnie z dziewczyną obok i nimi mówiliśmy sobie "dzień dobry"…Ale nie dziwię się, że zmieniają lokum. Nie bardzo sobie w naszym metrażu dwoje dzieci wyobrażam a już trójka? Kupili połówkę bliźniaka, niezły metraż, teraz tylko chcą go zacząć szykować, a że wskoczyli na miejsce kogoś, kto nie dostał kredytu, tak więc szukają na szybko architekta wnętrz.

Przy okazji oplotkowaliśmy tych nad nami. My się poskarżyliśmy, że tacy hałaśliwi, oni (a mają ich vis a vis), że strasznie gburowaci, że nie odpowiadają im na "dzień dobry", tak więc nie tylko my ich tak kiepsko odbieraliśmy…

szkoda mi się trochę zrobiło, że się wynoszą kolejni chociaż trochę znajomi sąsiedzi, bo samotnie się tu zacznę czuć…

Jemiołuszki…

Wczoraj wybraliśmy się na spacer do Konstancina. Mieliśmy ochotę sprawdzić najnowszy nabytek do apartu , czyli obiektyw, jaki P. sobie nabył. A spodziewaliśmy się tam spotkać i ptaki i być może wiewiórkę. I okazało się, że mieliśmy rację. Wiewiórka, to chyba specjalnie na życzenie P. łaskawie się objawiła;) były też ptaszki różne, ogromne stado kaczek i dwa łabędzie (reszta łabędziego stada okazała się żerować na chlebku przechodniów u wjazdu do miejscowości, co potem zobaczyliśmy).

Obiektyw okazał się wspaniałym nabytkiem! Dzięki niemu potem zasiedliśmy w domu i mogliśmy się przekonać , co też za ptaki udało nam się cyknąć (co do kaczek i łabędzi nie mieliśmy wątpliwości:). Jedne, to sikorki, ale te drugie? Wertowaliśmy atlas ptaków i czekaliśmy, czy też ptaki okażą się oczywiste. I nagle, tak, to jemiołuszki! wypisz wymaluj zdjęcie w Atlasie! Ale mieliśmy dziką radochę!!! Jednak ten nabytek był świetnym pomysłem! P. stwierdził, że chce go kupić po Mistrzostwach Europy w Łyżwiarstwie, kiedy twierdził, że "gdyby miał obiektyw, to…", chociaż według mnie i tak zrobił świetne zdjęcia, ale cieszę się, że nabył ten, bo widać gołym okiem, że zakup udany! No i ta radocha, kiedy odkryliśmy, co oglądaliśmy.

Na prośbę Patekku załączam zdjęcie Jemiołuszki (tu z położonymi piórkami czubka). Zdjęcie wykonane przez P..