wiosna;)

z prawdziwą przyjemnością żegnam zimę. Nic a nic mi jej nie będzie brak. Witamy wiosnę z nadzieją, że to za oknem szybko przemieni się w słońce, ciepło i to poczucie odnowy, które każdej wiośnie towarzyszy;)

jest takie powiedzenie…

o tym, że byleby portki w szafie wisiały. To a propos mężczyzny w domu. Powiedzenie pochodzi ze starych czasów, kiedy pozycję kobiety gruntował chłop. Bez chłopa była nikim. Teraz, na szczęście czasy się zmieniły (niby) a i tak, ze zgrozą zauważam, że wiele babek dalej się do niego stosuje.

Od dłuższego czasu obserwuję, co się dzieje w pewnym znanym mi związku, niestety, małżeństwie. I widzę wiele znaków, które nic dobrego nie mówią. Darcie zdjęć jej eksa, to, że podczas rozmowy telefonicznej ze mną pan i władca owej kobiety siedzi cały czas z nią w pokoju albo przynajmniej bliskim pobliżu (peeewnie, co się narazi, że się dziewczyna poskarży jeszcze, czy coś)…Dawno temu znalazłam na necie etapy, a raczej nie etapy, a wymienione zachowania, które kobiecie otworzyć oczy powinny…parę z nich wiem, że ów wymieniony pan spełnia w całej rozciągłości. Tak naprawdę ten związek od początku był niewypałem, który powiniem pozostać na etapie wakacyjnego romasnu. Niestety, pan się zakrzątnął ( w grę wchodzą również sprawy emigracyjno różne) i doprowadził do szybkiego ślubu. I podjął kontrolę. Sukienki takiej nie założy pani, bo za bardzo prześwitująca (mam dokładnie taką samą i wierzcie mi, nic w niej nie widać, a sama pierwsza bym była do nie zakładania, bo ja z kolei nie lubię, jak widać), na imprezę do polskiego klubu nie pójdzie sama z przyjaciółkami, bo nie (argumenty, ja z tobą nie mogę więc nie), zdjęcia jej eksa zostały spektakularnie podarte i wiele spraw, o których nawet nie chcę pisać……. Od dłuższego czasu pani miała mocne podejrzenie, że pan włamał się na jej konto i czyta jej emaile, również, tadam, KASUJE wybrane przez niego emaile wysłane jej przez jej znajomych kolegów i te osoby, które widać według niego nie mają z nią się kontaktować. Dziś zyskała dowód.

I co teraz, pyta? A ja się pytam, czy na sali jest psycholog? albo jakiś terapeuta od toksycznych związków? Chciałabym uzyskać jakieś materiały przez net, które mogłabym jej podesłać, które być może trochę otworzyłyby jej oczy. Przede wszystkim coś, co wzmocniłoby jej poczucie własnej wartości, co pokazałoby jej, że to w nim jest problem, a nie w niej…włosy mam ochotę rwać z głowy, jako, że poprzedni jej facet był super, poznaliśmy go, kiedy odwiedzał rodzinę w Polsce, a ten, to taki kawał buca, w dodatku cały ten związek, to równia pochyła a mnie jest przykro patrzeć, że na niej znajduje się, niestety, bliska mi osoba.

Młoda, wykształcona dziewczyna, wydaje się, świat u stóp. a co w zamian? Mąż paranoik i chory z zazdrości. Brr….zgroza.

jak kasztan świeżo wyjęty z łupiny…

…mam kolor włosów, chociaż zrobiłam, jak zawsze (zmywalnym) mahoniem. To prawda, że mała zmiana na głowie kobiety powoduje może złudną, bo chwilową, ale jednak poprawę nastroju. Najpierw podcięcie końcówek, dziś kolor…coś trzeba zmienić…chociaż na moment. W dodatku coś, na co mam jakikolwiek wpływ. A to poczucie poprawia nastrój również.

aromaterapia…

…wczoraj w ulubionej restauracji japońskiej zwrócił moją uwagę przemiły zapach. Okazało się, że to kominek zapachowy a zapach, który tak kusił, to zielona herbata. Miły pan kelner pokazał nam nawet, jaki to rodzaj zapachu został użyty i traf chciał, że kiedy wracając wstąpiliśmy do GM, to w sklepiku na parterze dokładnie tej firmy zapachy zobaczyliśmy. Jako, że narzekałam na te z Saponarii, wydawały mi się mocno nietrwałe i nie czułam ich w pomieszczeniu, więc ostatnio nie używałam mojego kominka, który przecież otrzymałam na Mikołajki…No, ale kiedy zobaczyliśmy te zapachy, rzuciliśmy się przebierać je w poszukiwaniu zielonej herbaty i oto nasze mieszkanie pachnie od wczoraj przyjemnie i nastrój jakby lepszy…

Polecam więc lubiącym aromaterapię, zapachy z firmy www.vera-nord.pl właśnie się okazało, że w domu miałam ich jeszcze jeden zapach, daaawno temu kupiony do innego kominka, o zapachu chyba werbery (zużyty niedawno).

Dzisiaj praca nad tekstem, ale na razie nic więcej nie mówię;)

…zła…

zła i podenerwowana od wczoraj. P. wrócił z wiadomościami, które mnie zdenerwowały. W naiwności swojej jakiś czas temu dałam się zwieść poczuciu , że pewne sprawy uległy poprawie, rozwiążą się na naszą korzyść, okazuje się, że nie. Są ludzie, którzy lubią niszczyć innych, nie wiem, jak można zasypiać spokojnie, czy patrzeć sobie w twarz przy goleniu. Ot, okazuje się, że można.

Martwię się, bo to może wpłynąć na ostatnie sprawy, o których dawałam znać na blogu. Wcale nie wiem, czy mam ochotę na to, żeby tak się stało, ale nie wiadomo, czy nie trzeba będzie rozważać owych rozwiązań. "Świetnie", jakby mało innych spraw dookoła się pieprzyło…dobrze, że w tym wszystkim P. mniej się denerwuje, praktycznie mówi, że w ogóle. Wystarczy, że ja……

o blogowaniu taka refleksja…

a raczej o samym serwisie blox. A nie, nie będę dzisiaj narzekać;) właśnie pochwalę i to nie blox może, a raczej ludzi na nim bloxujących. Z tego, co widzę, nie tylko na moim blogu, ale u innych, jest tak, że w komentarzach potrafią się całe dyskusje narodzić. Ludzie komentują nie tylko dany wpis autora bloga, ale zaczynają ze sobą rozmawiać, odnoszą się do swoich wypowiedzi, czasem zgodzą, czasem pokłócą, ale…jest dyskusja, jest fajnie. Podoba mi się to. Nie wiem, czemu, ale zerkając na dwa inne serwisy, być może na małą ilość blogów i komentarzy, nie przeczę, ale nie zauważyłam tego. Wpisy odnosiły się jedynie do głównego tematu, nie było dyskusji w stylu "do X: zgadzam się, ale …" albo "Y, jak interesuje cię ta książka, to można ją znaleźć…" , myślę, że Wiecie, o co mi chodzi. Może ta bloxowa społeczność jakaś bardziej rozgadana albo bardziej tworzymy społeczności lokalnych blogów? Chociaż zauważyłam,że rozmawiają ze sobą osoby, które sie nie znają często, więc to chyba nie tylko o to chodzi.
Podoba mi się, że tak jest u nas na blox, nie zmieniajcie się;)

wiosenny spacer…

dzisiaj postanowiliśmy przejść się na spacer. Obiad dzięki temu zmienił się w kolację, ale nieważne. Spacerowaliśmy, podsłuchiwaliśmy ptaki (wszak mieszkamy chwileczkę od lasu i w okolicznych zaroślach coś się już dzieje), obserwowaliśmy gniazda, w których wyraźnie dzieją się porządki wiosenne…ładowaliśmy akumulatory.
W sprawie, o której niedawno pisałam, nieoczekiwane zwroty, okazuje się, że faktycznie chyba nic się samo nie rozwiąże, będzie trzeba chyba podejść do tego i zmierzyć się z tym, a niełatwo, bo tysiąc pytań się kłębi, czy warto się zgodzić, czy warto rezygnować, czy to może jakaś szansa życia?
Ale nieważne, dziś był dzień wiosennego spaceru, chwil, w których wiosna otaczała nas wręcz, wdzierała się do serc, czyniła beztroskie obietnice, które być może nigdy się nie spełnią, ale kto by się tym dzisiaj przejmował??

narzekałam, że stagnacja, że brak zmian…

…to los usłyszał. Tylko czy ja od razu mówiłam, że od razu tyle i na raz? I teraz mamy myślówę. Trzeba dumać. Rozważać. Zastanawiać się. Moja przyjaciółka mawia, że to czasem, jak przekleństwo, kiedy spełniają się marzenia…Kto wie, czy tak nie jest. Dużo dumania przed nami. Wybory wcale nie wiem, czy najlepsze, przynajmniej teraz. I ta świadomość, że właściwie nigdy nie wie się, czy wybierze się to lepsze…