przesyłki…

…w tym tygodniu obrodziły. Wczoraj nadeszły dwie kartki na Święta, od Shalu i Patekku (dzięki Dziewczyny), data nadania…3 kwietnia. Cóż, PP najwyraźniej wychodzi z założenia, że lepiej późno, niż wcale. Poza tym dostałam super "pocztówkę" od Margi;)) Piszę w cudzysłowiu, bo pocztówka ma rozmiar małego plakatu. Niestety PP złożyła ją na pół:( słabo? Od czego jednak żelazko;) Jakoś ją podratowaliśmy…
Dzisiaj super przesyłka z Gdańska, dwie piękne zakładki do książki, kolejna pocztówka sprzed wojny w odcieniach sepii, i magnez na lodówkę w kształcie kamieniczki gdańskiej. Czuję się rozpieszczona.

Po południu wyprawa do lokalnej księgarni po najnowszy kryminał Marininy, "Kolacja z zabójcą". Udało się dopaść, więc wiadomo, co teraz będę czytać. Już się nie mogłam doczekać, aż się pojawi w księgarniach. Stanowczo za mało Marininy na naszym rynku. No, ale dobre to, co jest…

Do zobaczenia w 2012:) na Euro!

Czyli…udało się! W 2012 roku będziemy wraz z Ukrainą organizować Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej…przyznam się Wam, że nie bardzo w to wierzyłam. Ale …cieszę się:) A co, raz nam się coś udało. Teraz tylko dobrze by było, żebyśmy nie zawiedli oczekiwań. Sporo pracy przed nami. Ale może się uda? Ciagle w nas wierzę;))

http://www.sport.pl/pilka/1,80056,4068551.html

PITolę to wszystko…

…czyli wpis u Patekku, Madymail i moim własnym kalendarzu przypomniał mi, że musimy zasiąść i z tym się też w końcu zmierzyć, bo czas leci, a po co zostawiać na ostatnią chwilę? Teść mi powiedział, że wykryli niezły błąd w zeznaniu, dobrze, bo przyszło by im płacić taką sumę! Brr…

Chociaż my raz jak musieliśmy się do urzędu stawiać, a było to przy okazji nabywania mieszkania, kiedy to nam dofinansowywali, stresu nie przeżywaliśmy. Wręcz powiem, że to, jak po ludzku i w porządku nas wtedy pani urzędniczka potraktowała, to wspominam do dziś dnia dobrze. Tyle się opowiada horrorów z US a nam się wtedy bardzo udało. Ale bywać częściej , to bym tam nie marzyła;)

po wczorajszym spacerze…

…refleksji kilka. Po pierwsze, już w zeszłym roku obiecałam sobie w weekend nie podchodzić nawet w stronę lasu i metra (tam, gdzie są zające)…Po cholerę mi lecieć w tłumie gorszym, niż Marszałkowska, w którym co i rusz jakiś szalony rowerzysta ma ochotę człowieka przejechać…po drugie, niby na tych Kabatach ścieżki rowerowe są a jakby nie było…z tego, co wyczytałam na lokalnym forum, nie ja jedna miałam nieprzyjemność spotkania naprzeciw rozpędzonego rowerzysty. Kurcze, a ścieżka obok. Wiem, co powiedzą rowerzyści,że piesi łażą im po ścieżkach. No więc ja nie łażę. Trzymam się chodników dla pieszych i byłoby mi miło, gdyby rowerzyści śmigali po wyznaczonych dla nich. Ha, ha, pomarzyć zawsze można.

Po drugie, samotne spacery, chociaż na pewno zdrowe, to nie są tym, co lubię najbardziej. Z mp3 na uszach łazić nie zamierzam (muszę słyszeć, co się wokół mnie dzieje, a zważywszy na rowerzystów , którzy nie przestrzegają przepisów, nie jest to takie bzdurne), a lubię podczas spaceru porozmawiać z kimś, podzielić się tym, co widzę, co mi się podoba itd. No, ale Mąż wybył, więc musiałam spacerować sama. Może przywiezie mi chodaki??:) a na pewno ser…no i perfumy (już zrobił zdjęcie , co to konkretnie ma być;). Pewnie już domyślacie się, gdzie wyjechał.

Trzecia refleksja, jak wlazłam w osiedla to już spokojniej się łazikowało i muszę to sobie zakonotować w pamięci na przyszłość.

Czwarta refleksja. Lubię jamniki. Mam wrażenie, że to taka dusza kota w ciele psa. Jamnik rządzi, nie ma to tamto. Wczoraj widziałam niezłego agenta. Zapewne ciosem dla jego psiego ego było pojawienie się w domu niemowlęcia, ale i z tego faktu udało się jamniorowi skorzystać. W wózku na dole jest coś w rodzaju półeczki, nie wiem, do czego, wybaczcie, temat wózków jest mi totalnie obcy, zakładam, że ma tam leżeć jakiś kocyk, czy może torba z akcesoriami dla dziecka. Kocyk, a owszem, leżał. A na nim rozwalony jak basza z niewinnym spojrzeniem łyskających na boki oczek, jamnik. I tam go wozili razem z dzieciakiem.:) Sprytny, co?

Mam nadzieję, że Wasz weekend upłynął spokojnie…

z wczorajszego spaceru…

Wczoraj bardzo blisko udało nam się zaobserwować zające. Tym razem były w mocno frywolnym nastroju, jednak chyba nie był to "ten " dzień, jako, że skończyło się na niewinnych igraszkach…Tak, czy siak, liczymy na to, że zajęcza rodzina się powiększy;)

przed weekendem…

Nie umiem wklejać filmów z youtube, trudno:)

Ale na forum japońskim wkleili link do Misi, japońskiej piosenkarki, którą lubię i akurat do jednej z fajniejszych jej piosenek, to pozwoliłam sobie skopiować ten link, mam nadzieję, że Wam też zadziała.

www.youtube.com/watch?v=_xPafRZ_JnY

Z innych spraw, od paru już dni, męczą mnie sny…Obśniłam wszystkie stresujące sytuacje, a raczej konkretne wydarzenia, zastanawiam się, jak można wyłączyć sny…Może faktycznie powinniśmy szybciej kupić te nowe materace? Kolejny wydatek, ale myślę, że słuszny.

Wczoraj dostałam nasiona aksamitków, Shalu, dziękuję;) Bardzo mi akurat wczoraj ta przesyłka poprawiła nastrój. No i postaram się posiać, zobaczymy, co nam wyjdzie, czy w ogóle wzejdzie cokolwiek.

a na dobranoc takie tam marudzenie…

poznikało trochę nicków, które do tej pory częściej lub mniej zaglądały…w sumie te statystyki czasem są niefajne, bo na nich widać, jak wół, że faktycznie nie zaglądają;( szkoda…tak, to sobie można by wmówić, że zaglądają ale nie piszą, bo coś tam…brak mi tych odwiedzin…
Dobranoc, idę, bo marudzę.

W skrzynce…

kwietniowy numer "Voyage" (wreszcie!), poczytam o Rzymie i Szkocji. Zobaczę, na ile moje wrażenia z "Wiecznego Miasta" pokryją się z wrażeniami autora, na razie jedno się zgodziło, błędy w fakturach;)

Także zastałam niespodziewaną zupełnie pocztówkę z …Portugalii…aż mi się nie chciało wierzyć, kiedy obejrzałam, skąd…Od razu wróciły wspomnienia wyprawy. Jak na razie jednej, ale przecież nie ostatniej. Bardzo nam się w Portugalii podobało. I ludzie nam pasowali , uprzejmi, mili, nawet jeśli angielski im szwankował, zawsze starali się pomóc a przynajmniej uśmiechnęli, i kraj niezwykły. Chciałabym wrócić na dłużej i może odbyć podróż autem, żeby zwiedzić dużo, dużo więcej…Może kiedyś? mam nadzieję…..wspomnienia wróciły…

zimno!

A już myślałam, że jednak będą ciepłe , wiosenne Święta. A tu zimno i podobno ma padać. Ja nie chcę. W drugi dzień mamy zamiar odbyć przyjemny spacer.
Ze Święconką poszliśmy dość późno, ale było całkiem sporo osób. Spotkaliśmy pana, którego poznajemy z Mszy, na którą chodzimy. W zeszłym roku też jakoś się złożyło, że był z rodziną na święceniu pokarmów w tym samym czasie, co i my. Ma specyficzną sytuację rodzinną, chorego syna. Na święcenie przybywają wszyscy razem i widać, że są bardzo, bardzo szczęśliwą rodziną. Krzepi.
Potem poszliśmy na spacer, a raczej truchtaliśmy, żeby się rozgrzać. Autentycznie pożałowałam, że nie mam na łapach rękawiczek, jak zawiało, to…!
Widzieliśmy fantastycznego psiaka. Wypatrując zajęcy przy stacji metra zauważyliśmy, że ktoś nas podsłuchuje. Jednak ktoś, kto jest bardzo niski. Był to psiak, trochę z wyglądu podobny do beagle’a, ale to był kundel. Dygał w paszczy wielki patyk, który go prawie przeważał. Pochwaliłam wybór i powiedziałam, że ma fajny patyk, spojrzał na mnie wzrokiem kotka ze Shreka , wiecie, co mam na myśli;) i podygał patyk dalej, za swoim państwem. Zwierzaki są super.

Teraz wstawiam ciasto do piekarnika i chyba coś przekąszę, bo zrobiłam się głodna;)

mam, mam! „Zapalniczkę” Chmielewskiej i…

…i nie zamierzam na razie wypuścić jej z łap:)
Specjalnie poszliśmy dzisiaj do lokalnej księgarni, nie żadnego Empiku, oczywiście jeszcze jedna książka została nabyta, a kilka innych nęciło mnie okrutnie. Nie wiem, jak to jest, widać jakaś niestuprocentowa ze mnie kobita, skoro na widok ciuchów nigdy takiej ekscytacji nie doznaję, jak na widok książek;)
No, ale nie chciałam zrujnować P., więc nabyłam dwie i udaliśmy się leniwym spacerem w kierunku domu…

Teraz P. czeka na ważny telefon. Hmmm…

Miłego wieczoru;)