…Marga, Daria, żeby nie było, że naszego nie chwalę. Kiedy właśnie chwalę;) Pocztówka z Pienin dziś do mnie dotarła, zachwyciła (dzięki Spacerku;). Czyli i świat piękny i Polska nasza też;)
Machu Picchu na pocztówce…
, którą wczoraj otrzymałam pyszni się i pokazuje swoją wielkość. Dziękuję Patekku! Raczej nie sądzę, żebym w zbiorze miała więcej pocztówek stamtąd!
Postawiłam koło owiec z Irlandii i Peloponezu i tak się zamyśliłam……Świat jest taki piękny…Ma tyle do zaoferowania. Każde z tych miejsc jest na swój sposób niezwykłe czy to ze względu na historię, archeologię, czy położenie i krajobraz…Spojrzałam na wszystkie ustawione w sypialni pocztówki, które żegnają mnie, kiedy zasypiam…Ta z Panem Fuji z kwitnącymi wiśniami na pierwszym planie, ta z japońską wsią, która zawsze kojarzyć mi się będzie z książką Murakamiego "Przygoda z Owcą", ta z Rio, i ta z Grecji, ta z Indii i ta z Opactwem w Szkocji…Każde to miejsce kusi, nęci, każde ma coś do zaoferowania. I to jest właśnie piękne w świecie, że czeka, że pokazuje także swoje dobre strony………i piękne jest to, że nie wiemy, co z tego zobaczymy, może większość, a może nie, ale możemy planować, zastanawiać się, a przynajmniej oglądać to na pocztówkach przez kogoś przysłanych i cieszyć się……
Fiziu! Prywatna i pilna wiadomość dla Ciebie!
Bo ten, niestety na Twoim blogu nie znalazłam adresu email. Nie mogę zostawić Ci komentarzy;((( nie jest to chyba związane z naszym nowym PC, jako, że tak twierdzi mój osobisty informatyk …jeden udało się nam wspólnie zostawić,ale wygląda na to, że więcej nie mogę…szkoda wielka;(( Będę Cię więc chyba tylko czytać…;(
ciemno, nadciągnęły chmurzyska…
…i już pada i pierwsza taka naprawdę bliska burza wiosenna się odbywa…Błyska za oknem a burza bliziutko, coraz bliżej…
Hmm, trochę się boję burzy…wiem, strachajło jestem…
przyjaciele, dobre dusze, znajomi…
…czasem jakby telepatycznie wiedzą, kiedy się odezwać w ten, czy inny sposób. Dziś, kiedy miałam naprawdę kiepski dzień, najpierw odkryłam w skrzynce pocztówkę z Grecji od osoby, od której nie spodziewałabym się ! a potem zadzwoniła przyjaciółka i pocieszyła mnie…Obie te wydarzenia poprawiły mi zdecydowanie nastrój, a kartka z Peloponezu cieszy teraz oko w naszej sypialni…postawiłam koło tej z Irlandii, ciekawe, czy owce nie wybiorą się na wycieczkę nad ciepłe morze…
przy tej okazji pozdrawiam mala_mi…
,w blogu której o dziwo, odkryłam ostatnio link do swego. Chciałam zostawić Ci komentarze, walczyłam we wpisie o truskawkach, nic z tego;( nie wiem, co robiłam źle…Wysłałam Ci za to email, mam nadzieję, że doszedł. Pozdrawiam;)
better late then never…
…pomyślała moja "ukochana" firma, PP i oto dziś w skrzynce otrzymaliśmy życzenia , nie, nie na Majówkę,a Świąteczne, nadane 26 marca i płyty , które wygrałam w konkursie nadane 23 kwietnia…priorytetem. Tia…
Dzisiaj w ogóle był dziwny dzień.
Otrzymałam potężną lekcję życiową. W interesach nie ma miejsce na sentymenty. I nigdy już nie będę zakładać,że druga strona ma takie same podejście do załatwiania spraw, jak ja. Cóż, staję się meganieufna. Nauka dla żuka.
w historię najnowszą Kabat…
…a raczej obszaru Lasu Kabackiego wpisane jest i to wydarzenie. Katastrofa samolotu w lesie…
Mimo, że wtedy nawet nie śniłam, że kiedyś będę mieszkać w tej okolicy, to na dalekim Żoliborzu też byliśmy poruszenie. Pamiętam, siedziałyśmy wtedy w mieszkaniu mojej o rok młodszej przyjaciółki i wraz z jej siostrą omawiałyśmy sprawę, przeglądałyśmy gazety, które wtedy miały całe DODATKI złożone z nekrologów, a nasi rodzice w sąsiednim pokoju wspominali również tą wcześniejszą katastrofę, podczas której zginęła Anna Jantar.
Pamiętam jak dziś te historie, które przy tym opowiadało, o babce, która chciała przewieźć więcej futer, niż można było , celnicy jej nie wpuścili i zrobiłą im awanturę, po czym podobno potem rzucała im się na szyję i wyła podziękowania. Pamiętam opowieść o młodziutkiej stewardessie, która zamieniła się na dyżur z przyjaciółką, bo akurat chciała kupić materiał na ślubną suknię, gdyż niedługo miała brać Ślub. Pamiętam te nekrologi w gazetach, bo były bardzo emocjonalne i pamiętam, jak Gośka wyszukała wtedy, że podczas lotu zginęła kobieta, która urodziła się jeszcze w dziewiętnastym wieku…
Dla jedenastolatki jest to pewnie mniej przerażające, niż jakby zdarzyło się to teraz…
Byliśmy na miejscu pamięci tej katastrofy raz, lat temu wstecz chyba …4…był piękny sierpniowy dzień, jeden z długiego weekendu, postanowiliśmy pójść zobaczyć pomnik pamięci ofiar (drugi, stoi na Cmentarzu w Wólce).
I tak, jak pewnie na codzień jest tam cisza i spokój, to my zobaczyliśmy raczej coś innego. Jakby czas się mocno cofnął. Młodą dziewczynę, która płakała , zawodziła okrutnie, wręcz rzucając się na pomnik i szlochając "tyle czasu, tyle czasu!"…Pamiętam, że oczywiście poryczałam się, bo straszne to wrażenie na mnie zrobiło…
Nie boję się latać. Wiem, że nie zginę w katastrofie lotniczej. O wiele bardziej boję się polkich dróg, szczególnie w piątkowe i sobotnie wieczory, kiedy siadają za kierowcami pijani Polacy. Ale nie boję się również dlatego, że mam złudne poczucie, że teraz mamy lepszy sprzęt. Kupiony od firm, które jak ówczesne ruskie, nie będą się migać od odpowiedzialności i wmawiać, że wot przypadek…
Dzisiaj mija 20 lat, odkąd to się zdarzyło…
Nie zapalę wirtualnej świeczki, bo jakoś nie mam tego zwyczaju ale po prostu, pomyślę o nich dzisiaj…
Poniżej artykuł z gazety na ten temat:
strach ma wielkie oczy;)
poszłam dzisiaj do lekarza. Odwlekałam u niego wizytę, bo ostatnio lekarzy mam przesyt. Ale poszłam. Trochę się cykałam, że będzie niemiły, bo mam to "szczęście", że jakoś sporo takich niefajnych spotkałam. Weszłam do gabinetu. Facet okazał się pięćdziesięcioparolatkiem w bluzie z rockowymi akcentami, zajebistych modnych oprawkach okularów, pijącym kolejną (jak nam wyznał) tego dnia kawę. Przy tym wszystkim okazał się nie dość, że kompetentny, to jeszcze bardzo sympatyczny (chociaż nie jestem pewna, czy dyskusja o rodzajach win na koniec wizyty powinna mieć miejsce;). Strach ma wielkie oczy i w tym przypadku to powiedzenie zdecydowanie się sprawdziło;)

