Mamy swojego Paula Pottsa…

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80279,4238549.html


no, może nie tak całkiem identycznego, bo nasz się szkolił w akademii muzycznej, ale wydźwięk podobny…
Kurczę, znowu problem talentu, który ktoś otrzymał i który marnuje się, bo…bo wiele rzeczy, a najpewniej, bo takie czasy, że gdyby tu został jako nauczyciel muzyki i tak zarabiałby mniej, niż tam…tak podejrzewam.
Ale szkoda uśpić coś, nad czym ciężko pracowało się latami…

Usłyszałam w "Wiadomościach" i popędziłam do netu sprawdzić.

Żegnam się z Wami powoli, pozostawiając Was z wiadomościami, których mam nadzieję, że nie będę słuchać przez następne 15 dni. Takimi, jak te, że ci, którzy PO oskarżali o stanie po stronie ZOMO nagle wysyłają kordon Policji naprzeciw pielęgniarkom. Ciekawe, jak to jest, że górników, którzy ciskali w nich płytami betonu jakoś się bali?
Słabszy ma zawsze pod górkę…….

Trzymajcie się , będę o Was ciepło myśleć;)

wieści z frontu…

…przedawakacyjnego.
Byłam dzisiaj jeszcze u mojego dentysty. Nigdy już go nie zdradzę, mowy nie ma;)
Na razie mam lekarstwo w zębie. Po przyjeździe zobaczymy, co będzie. Ponieważ bardzo mu ufam, wyjadę jednak uspokojona. I o to chodziło.
Teraz pakowanie. Już większość rzeczy wyjęta, teraz to trzeba załadować. Jak znam życie i nas, będzie nadbagaż:) Trudno się mówi.
Jutro o 12.55 lot do Monachium, stamtąd wynajętym autem do Austrii, w Tyrol.
Ciekawe, czy jak wrócimy, to ja będę jodłować, a P. nosić draczne skórzane spodenki na szelkach.

co to są kwadraty na oczach?

jakaś przenośnia, czy coś? Bo właśnie z bramki dostałam sms , cytuję "ps. a tym masz kwadraty na oczach, bo grałaś kilera w W11;D".
Żadnego kilera nie grałam i ewidentnie ps wysłał się w niebyt, czyli zawirowania doprowadziły część czyjegoś sms do mnie, natomiast zaintrygowały mnie te kwadraty na oczach…może o takie zasłonięcie, jak przestępcy mają, chodziło…dumam…

Uwielbiam pomyłkowe smsy, chociaż żałuję, że sobie mojego ulubionego , o którym już kiedyś pisałam, nie zostawiłam gdzieś na pamiątkę;)

poczułam się …

…rozpieszczona dziejszymi przesyłkami. Bo i kartka z Łodzi wraz z jedną płytką (dzięki Spacerku), to i pocztówka z Kanady, ale i długaśny i smakowity list i kartka i jeszcze jedna płyta stanowiąca dla mnie wielką niespodziankę (Monoli;)…
Mam czego słuchać;)

burze dwie…

dzisiaj nas odwiedziły…udało nam się w międzyczasie odbyć spacer do Ogrodu Botanicznego, a następnie udaliśmy się na rekonesans do nowo otwartej włoskiej restauracji koło nas. Do niedawna była w niej francuska knajpka, która początkowo nawet nam się podobała, jednak zraziła nas niemiła obsługa, i jakaś taka nadęta właścicielka. I z różnych względów, przestaliśmy ją odwiedzać. Dlatego zupełnie przypadkiem zobaczyliśmy ostatnio, że coś się tam dzieje nowego, a utwierdził nas w tym wpis na forum Kabaty. I tak się zachęciliśmy, że w piątek podeszliśmy zobaczyć kartę i menu, porozmawialiśmy z przesympatyczną panią, która znalazła czas, żeby z nami pogawędzić i wyjaśnić, co i jak zamierzają jeszcze zmienić.
Tak nas zachęciła, że dziś się wybraliśmy.
Dania , które jedliśmy bardzo smaczne, a mam porównanie, więc wiem, że faktycznie dobre. Ceny końcowo okazały się całkiem w porządku, rachunek nie straszył. W dodatku, mimo, że nie mają koncesji na alkohol, obecni w lokalu goście zostali poczęstowani od właścicieli lampką białego wina. Miły gest, nawet jeśli ma mnie bardziej przywiązać do lokalu, to akurat przeciwko miłym gestom nie mam nic przeciwko.
Z restauracji wytoczyliśmy się dosłownie, tak się objedliśmy;)
Mam nadzieję, że się utrzyma, bowiem włoska restauracja blisko domu,to byłoby coś, co by nam baaardzo pasowało;)
Niestety, nie ma tak różowo jednak i muszę jeszcze przed wyjazdem nawiedzić dentystę, co mnie już tak bardzo nie cieszy…heh.

w czym mogę pani pomóc?

Czyli gdzie to zapytanie istnieje?
Bo ja się z nim szczerze mówiąc, w sklepach nie spotykam i może dobrze. Najwyraźniej mam na twarzy wypisane, że jeśli już dotarłam do ciuchowni, to dobrze wiem, czego w danej chwili potrzebuję i co chcę nabyć. Nie jestem więc zbytnio męczona przez panie ekspedientki. Hmmm, właściwie nie pamiętam, kiedy zwróciła się do mnie jakaś z chęcią pomocy. A , pamiętam, 3 lata temu, kiedy kupowałam w pewnym sklepie z damską odzieżą kostium. Pamiętam, że wtedy dziewczyna nie dość, że coś doradziła, bez wciskania, to jeszcze przyniosła mi sweterek, który to stał się jednym z moich ulubionych, mimo, że sama z siebie nie rzuciałbym na niego okiem, kiedy był na półce.
No, ale do rzeczy. W środę wybraliśmy się do Galerii Mokotów. Ja wiedziałam, co tym razem chcę upolować. Poszukiwałam bluzy. Z cienkiej bawełny. Coś podobnego do ciucha, jaki już mam. Weszliśmy do konkretnego sklepu ( z litości nie podam nazwy;), i zaczęliśmy szukać. To znaczy ja zaczęłam. Sprzedawczynie na sali były dwie o ile się zorientowałam, w tym jedna stanowiła kuriozum. Rozmemłana w sobie, z nadwagą, którą skutecznie eksponowała wbita w obleśny, wyświechtany dres, opadający jej z tyłka na przyklapnięte klapiące japonki i odsłaniający kawał wystającego brzucha. Nie, nie była w ciąży.
OK, nie wygląd mówi o człowieku, aczkolwiek ten był dość odstraszający. Dziewczyna jednak była zwyczajnie wkurzona, że musi tam być. Bo tak. Długi weekend za pasem, patrz pani, a ona musi robić. Bo ona tu tak mało zarabia a taka Aga w Anglii, to hoho. (Pewnie Aga nie zdążyła jej powiedzieć, że w Anglii na tym samym stanowisku na przykład pomaga klientom, czy zwyczajnie uśmiecha się do nich w sklepie ;).
Przymierzałam bluzy w przymierzalni , a ona rzucała mi nieprzyjemne spojrzenia, zrywając z oburzeniem ciuchy pozostawione, nie, nie przeze mnie, a przez inne przymierzające ciuchy dziewczyny…
Jakaś niezorientowana kobieta , która uparła się na kupno kurtki, poprosiła ją o sprawdzenie, czy jest większy rozmiar, w kolorze szarym, to owszem, polazła niespiesznie i wróciła…z jasną.
Szczerze mówiąc, obsługa tam odstraszała i gdyby nie to, że mnie mało co w takich dziumdziach przestraszy, to pewnie bym nie została i nie kupiła tych bluz, ale zostałam i nabyłam;)

Jednak z poczuciem urazy estetycznej poszliśmy dalej i wstąpiliśmy do KappAhl , gdzie nabyliśmy spodnie krótkie dla P. , a babeczki przy kasie nie dość, że były sympatyczne, to przypilnowały wyrobienie karty klienta i jeszcze zwróciły nam uwagę na promocję, jaka miała miejsce i której nie zauważyliśmy, a która była bardzo ciekawa i chętnie ją wykorzystaliśmy.
Jeszcze się śmiały, że trzy osoby nas obsługują;) i uśmiechały się do nas…niesamowite;)

Cóż, czyli można inaczej…

Z bytności na pewnym forum wiem, że w niby modnych centrach , a w większości przypadków dziewczyny skarżą się na sprzedawczynie. Co jest takiego, ktoś zmusza te lasie do pracy w tak ciężkim i stresującym zawodzie? Bo przecież tyle jest ofert pracy, nic, tylko wybierać…

nastroje…

…z tego, co widzę po blogach znajomych i rozmowach z niektórymi, ostatnio nastroje jakieś nieciekawe panują…
Mnie dopadły jakieś czarnowidztwa pewnych spraw, przy czym "przepięknie" zareagowałam na pełnię zeszłotygodniową. Nie zaglądając wcześniej w kalendarz, dopiero po i to parę dni zajrzałam i okazało się, dlaczego miałam dół gigant mega , dlaczego pewne wieści otrzymane aż tak mnie zabolały itd itd…
Nastrój dalej taki sobie, ale przynajmniej nie mam łez tuż pod powiekami , jak w czwartek i piątek miniony…
Staram się myśleć pozytywnie, ale różnie z tym bywa…
Hmmm, może jakiś kawał macie na poprawę nastroju?

dobra, niech wyjdzie, że…

się czepiam dzisiaj na wszystko i wszystkich, ale policzyłam sobie i spisałam, na jakie przesyłki ostatnio czekam i co jakoś dotrzeć do mnie nie może…wyszło mi, że czekam obecnie na trzy pocztówki i jedną ksiażkę, która to jednak być może przez adresata wysłana nie została, a dopytywać się nie chcę. I co? I nic. Tydzień za tygodniem mija a kartek jak nie ma, tak nie ma. Zaczynam znowu być zła na PP (jakbym nie była na codzień). Zaczynam mieć dosyć, że u nas w tygodniu roznoszą pocztę tylko 4 dni, a nie pięć roboczych, zaczynam mieć dość, że listy trafiają chyba raz na tydzień. Do licha, no!
Na fali narzekań, mam dość osób, która najpierw są dla mnie miłe, a potem z dnia na dzień urywają kontakt bez słowa. OK, rozumiem, że coś nie zagrało, ale po cholerę wcześniej odstawianie szopek z byciem super miłym ? Po co pisanie sympatycznych słów? Ja do nieznanych osób nie piszę, bo jeśli kogoś nie znam. Nie mówię, że z każdym mam ochotę utrzymywać kontakt, ale do licha, jeśli zadzierżgnęła się całkiem fajna znajomość i ktoś z dnia na dzień cię olewa, a na twój email z zapytaniem, co się dzieje nie raczy nawet odpisać "wypchaj się" to chyba coś jest nie tak moim skromnym zdaniem……dobra, to sobie ponarzekałam i postaram się więcej nie nabrać na ludzi…ciekawe, na jak długo starczy mi tej silnej woli?

ekologiczny manicure…

…czy jakoś tak to się nazywa. Dostałam jakiś czas temu od znajomej w prezencie i łaziłam koło tego, jak pies koło jeża. W końcu wczoraj stwierdziłam. Niech Bond ratuje świat, ja w tym czasie wypróbuję cudo. I tak, wtarłam w skórki specjalny peeling na bazie oleju , wmasowałam w skórki i odczekałam dłuższy czas. Potem miało być już tylko z górki. Specjalnym patyczkiem miałam je zmiękczone oczywiście skórki zeskrobać i następnie piękne paznokcie potraktować czterostopniowym pilnikiem i kremem na bazie białej herbaty, czy innego wynalazku. Tiaaaa…już wmasowywując, spoglądałam na moje skórki z powątpiewaniem. Jak się mocno trzymały, tak się trzymały i nic tego stanu zdawało się nie móc naruszyć. Potem polazłam zmyć ów peeling z olejkiem z paznokci i objawiła się pierwsza zgroza, bowiem świństwo zmyć się nie chciało, ledwo to mydło wreszcie wymyło…
Poszłam do pokoju i zaatakowałam skórki patyczkiem. I dupa blada, że się tak wyrażę mało elegancko. Skończyło się na tym, że jak już się na to zasadziłam, to zrobiłam ten manicur w żaden tam "ekologiczny" sposób, a zwykłymi cążkami wydziubałam, oczywiście pozacinałam się, jak dzika świnia, za to pazury teraz całkiem przyzwoicie wyglądają, tyle chociaż z tego wszystkiego dobrego;)