usłyszałam w radio kampanię taką…

http://www.dyzurnet.pl/

i wrzucam adres do wiadomości. Rzecz bardzo ciekawa i nawet nie wiedziałam, że jest takie miejsce. Warto zapisać i zapamiętać.

W ogóle, to przy okazji, wczoraj rozbito kolejną w Polsce siatkę pedofilów. Kurde, ja nawet słuchać nie powinnam wiadomości, bo szczególnie właśnie przy tych o pedofilach , wściekła piana z pyska mi się toczy. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że to są jednak najczęściej osoby mające styk , pracujące z dziećmi. Często , to tak przy okazji innej sprawy, z dziećmi upośledzonymi…
 Trudno jest na wszystkich nauczycieli patrzec z góry zakładając, że są zboczeńcami, prawda? A z drugiej strony, trzeba dziecko uczulać i oczywiście, nie jedynie pod kątem obcych, ale również przyjaciół rodziny, rodziny itd…tylko jak w tym wszystkim nie sparanoizować i nie nauczyć przesadnej ostrożności??
Ot, pytanie. Dziecka nie mam, to się nie znam, ale powiem tak, ciężko i trudno być rodzicem.

Kornwalia, Alaska i Oregon…

o te krainy i stany powiększyła się moja kolekcja pocztówkowa wczoraj. Kornwalia na pocztówce wygląda sympatycznie i zachęcająco. Alaska obłędnie widokowo, Oregon również. Podobno, nie wiem, na ile to prawda, jest to najpiękniejszy stan Ameryki. Jak jest, nie wiem, bo tam nie byłam. W ogóle, ci co mnie znają, wiedzą, że Stany mnie nie pociągają. Jednak kiedyś, jakbym miała okazję, bardzo chciałabym zobaczyć amerykańską prowincję, zapyziałe miasteczka z dwiema ulicami na krzyż, przy których jest tradycyjnie jakiś sklep żywnościowy , bar i fryzjer…Taką prowincę, trochę jak z książek Kinga.
Poza tym, dopadł mnie stupor, niechciej , jak zwał, tak zwał. Jak dopadł, tak trzyma i nie puszcza.

trochę egzotyki takiej i owakiej…

…na pocztówkach, które dostaliśmy. P. otrzymał pocztówkę z RPA, z żyrafami…Bardzo lubię żyrafy, to takie fajne zwierzaki. Lubię w ogóle afrykańskie zwierzaki, bo i słonie (fantastyczny był "Dziennik Słoni", BBC, który leciał ostatnie soboty w TVP1…jeśli ktoś oglądał, to wie), i zebry. Tak więc moja kolekcja powiększyła się o pierwszą pocztówkę z RPA…
Za to dziś ja otrzymałam pocztówkę z Lizbony….Hmmmm, od razu przemiłe wspomnienia stanęły mi przed oczami. Tamten wyjazd był jednym z najwspanialszych naszych wyjazdów i zawsze chętnie do niego wracamy wspomnieniami. Nadawca też baaardzo zadowolona ze swojej podróży, zresztą, byłam o tym przekonana, że tak będzie i bardzo się cieszę, że im się tak udaje i tak spodobało w Lizbonie, która mnie tak zachyciła. Przyjemnie popatrzeć na pocztówkę, na ktorej są miejsca, w których się było i które się tak dobrze, mimo upływau czasu, pamięta.
Poza tym, dzisiaj czuję się starsza o jakieś 4 lata po pewnych jałowych rozmowach. Cóż, niektórzy nie znają zbytnio pojęcia empatia czy dobra rada a nie dobijanie…nieważne. Popatrzę sobie na Lizbonę…

włochata krowa…


…na pocztówce nie łypie na mnie okiem (bo grzywka zasłania jej oczy;), oblizuje się ze smakiem a tekst na odwrocie brzmi "Send up more tourists, please-the last lot were delicious";)) Tak mówi Highland Cow, którą otrzymałam dzisiaj na pocztówce ze Szkocji 🙂 Nadawcy dziękuję…

Uwielbiam otrzymywać pocztówki;) To moja słabość;)))

w pewnych sprawach…

…jest gorzej, niż myślałam. Nie wiedziałam, że działania pewnej mendy będą aż tak daleko sięgać.
I tak, jak ostatnio komuś pisałam w emailu, jak rozdawali fart, to stałam po …okulary chyba;/
Nie jest dobrze, aczkolwiek staram się nie domartwiać na zapas (co nie do końca mi wychodzi)…

Zobaczymy, jak się sprawy potoczą, ale…no, nie jest fajnie…

mówią, że jak kobieta…

chce sobie poprawić nastrój, to robi coś z włosami.
U mnie od wczoraj mahoń (tradycyjnie zmywalny, więc nie na długo, ale zawsze coś:). Do tego krem Vichy, co to ma zmarchy przegnać precz. Zmarchy mimiczne, of course;)
Jeśli nawet wszystkie te zabiegi nie przegnają podłego nastroju, to zawsze będę nieco bardziej urodziwie wyglądać…tak sobie to tłumaczę…

usłyszałam wczoraj nieprawdopodobna historię…

przyjaciółka moja mi to opowiedziała, a więc jest to fakt. Otóż w jej poprzedniej pracy, do koleżanki z zespołu odezwała się niewidziana nigdy rodzina z Brazylii. I to rodzina, jak się okazuje, bardzo bliska. Na odzywaniu się nie skończyło. Dziewczyna wzięła sporo urlopu i do tej Brazylii się wybrała, rodzinę poznała i kontakt pozostał.
I tak mnie naszły rozmaite refleksje. Zrządzeniem losu, który, jak wiemy, wymyśla najciekawsze scenariusze, mam rodzinę w Stanach (według prawa amerykańskiego moja babcią była Amerykanką), ale i we Francji. Obu rodzin na oczy nie widziałam, a oni nie mają pojęcia, że gdzieś tam w świecie, w takim dziwnym kraju nad Wisłą, żyje sobie ich krewna, w bliższy lub dalszy sposób.
Swego czasu łaziło za mną poważnie, żeby się zająć odszukaniem ich, o dziwo, chyba bardziej za mną "łaziła" ta francuska strona, ale …nawet nie wiem, jak do tego podejść. Sprawa (nie chcę pisać szczegółów), jest do tego stopnia skomplikowana, że nie chodzi tu już tylko o zwykłą genealogię a o coś bardziej zawiłego i pewnie trzeba by poszukać jakiegoś mega speca, który zapewne wziąłby za takie poszukiwania niezłą kasę. W dodatku, bałabym się, że taka poszukiwana rodzina zaczęłaby mieć jakieś niewłaściwe podejrzenia co do intencji poszukiwań. Spotkałam się już kiedyś z opowieścią o tym, jak ktoś poszukujący rodziny usłyszał, że "pewnie szuka, bo chce kasy albo wakacji za granicą", co nie było prawdą i w moim przypadku, oczywiście też w grę nie wchodzi…
Zazdroszczę tej dziewczynie, że ta rodzina ją odszukała , i że podjęła z nią kontakt…U nas te sprawy są tak zawiłe, że raczej nie mam szans…
I żyje sobie gdzieś dalej i bliżej jakaś część mojej rodziny, której nigdy nie poznam. Smutne.

pole maków…

musi zaczekać (pytanie, czy w ogóle dotrze)…wczoraj w skrzynce nie było. Marga, Babo, niepotrzebnie mi powiedziałaś, teraz nerwówy dostanę, jakbym mało miała innych stresów tutaj..
Na przyszłość, lepiej nie mów, bo widzisz, jak z tą moją pocztą jest…
Za to doszła kartka z Chorwacji, Korculi, od przyjaciół…Ładna okolica i delfiny nawet (muszę podpytać, czy są tam spotykane, zapewne, skoro na pocztówce występują).
Przyjemnie tak "popodróżować" chociażby poprzez pocztówkę;)

występy…

rozważania Margi, czy by nie wystapić w talkshow (przy okazji, zabawne, że cała historia zaczęła się od wpisu u Pasiwo;)…przypomniały mi moje własne występy…Taaaak…ja bowiem nawet dwa razy w TV się pojawiłam;) Raz , kiedy do naszego liceum przyjechała ekipa 5-10-15 i nakręciła w naszej klasie audycję, taką rozmowę o uczuciach, dlaczego boimy się odsłaniać prawdziwą twarz podczas związków,czy coś w ten deseń. Produkowałam się tam i coś opowiadałam do kamery. Hehe.
Drugi raz capnęli nas, to znaczy mnie i P. w dniu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Akurat byliśmy po zaręczynach, szczęśliwi , jak kot, co dorwał się do miski ze śmietanką, więc kiedy dopadła nas pani z włochatym mikrofonem i kiwając na kamerzystę spytała "Powiecie państwo, czemu wpłacacie pieniądze na WOŚP?" pokiwaliśmy głowami z uśmiechem "Oczywiście"…
Przy okazji, poszliśmy jako pierwsze wiadomości w "Wiadomościach" wieczornych tego dnia;)) i następnego dnia miałam okazję przekonać się, jak wiele osób jednak ogląda wieczorne, niedzielne wiadomości i jak pilnie je śledzi.
Jednak w żadnym talk show, czy innym tego typu wynalazku, siebie wywnętrzającej się nie widzę. Może dlatego, że zwierzenia generalnie przychodzą mi z trudem, a przynajmniej takie twarz w twarz …
A Wy? Mieliście jakieś akcenty medialne w swoim życiu?? Fajnie było?

przyzwyczajenie drugą naturą człowieka…

…czyli jakie wczoraj rozczarowanie przeżyłam wchodząc po 18.00 a raczej próbując wejść na forum gazety wyborczej.
Niestety, według mnie to porażka z ich strony, na całej linii.
Nie mogę wejść na forum z żadnej przeglądarki. Wysłałam do nich email z opisem sytuacji, ale podejrzewam, że mogę się nigdy odpowiedzi nie doczekać.

Po zalogowaniu się w mozilli dalej nie widzę ani for ulubionych ani nic. Po prostu, jak u Kononowicza, "i nie było już niczego"…

Gdyby nie to,że do for gazety w jakiś sposób się przyzwyczaiłam, to powiedziałabym, że mogę to olać, ale nie bardzo bo lubiłam tam zaglądać. Teraz, żeby odwiedzić ulubione forum mogę to robić wchodząc na fora jedynie przez własną wizytówkę na gazecie. Zbyt skomplikowany proces…

I tak sobie myślę, nie dość, że przyzwyczajenie drugą naturą człowieka, to w przypadku tych zmian zdecydowanie prawdziwe jest powiedzenie "lepsze wrogiem dobrego"…
Szkoda, że postanowili wprowadzić zmiany tak nagle i bez uprzedzenia. Nie wiem, czy ma to coś wspólnego z braniem pod uwagę zdania użytkowników tego, badź co bądź, jednego z bardziej popularnych for na niecie. Chyba nie za bardzo…