o zmianach i takich tam…

Wpisy o zmianie szablonu i pewne wyrażenie Soyneny sprowokowało mnie do napisania tego wpisu.
Zacznę od tego , że mam nadzieję, że orientujecie się, że to nie ja jestem autorem tegoż wspaniałego szablonu? Szablon, co można wyczytać jak się popatrzy na prawą stronę bloga i nieco zjedzie na dół, pobrałam od kogoś, kto takie cuda robi. Czyli osoby o nicku epeeya. Nie znam osoby, wiem, że kiedy weszłam na blog lost_insajd i spodobał mi się jej szablon zainteresowałam się, kto jest jego autorem, klinkęłam, poszłam popatrzyć i coś wybrałam. Nowego.

Od pewnego bowiem czasu trochę już miałam dość kota. Ci, którzy czytają mój blog od dawna, wiedzą, że już kiedyś zmiana była, jednak wróciłam wtedy do kota, bo tamten szablon z kominkiem, mimo, że ładny, jakoś się u mnie na dłużej nie zagnieździł. Ten mi się spodobał na tyle, że myślę, że na dłużej zostanie, chociaż kto wie, może teraz najdzie mnie na zmiany, haha. To taki śmiech z samej siebie i oto w ten sposób gładko przechodzę do tego, co sprowokowała chcąc niechcąc Nenuś, a mianowicie. Chiara i zmiany. Ci, co mnie znają wiedzą, że ja zmian za bardzo nie lubię. Wiem, muszę się przez to wydawać nudna. Pewnie jestem. Ale zmian nie lubię. Jakoś może to wynik kiepskich doświadczeń, bo te zmiany ostatnio, to jak są, to cholera, jakoś dziwnie często na gorsze. Niestety. Ale na pewno mam też po prostu taką cechę charakteru. Jak kot może? Bardzo, ale to bardzo , przywiązuję się do ludzi. Do miejsc. Do przedmiotów. Pewnie nie pasuję mentalnie do wschodnich filozofii, które nakazują zerwanie więzi z przedmiotami, jako nietrwałym dobrem (i dobrze, sądząc, jak ostatnio potraktowała mnie osoba, rzekomo buddystka;)…Tak, czy siak. Zmian nie lubię.
I pewnie dlatego taki szablon z japońskim kotem tyle u mnie był. Podczas, kiedy wchodząc na znajome i zaprzyjaźnione blogi co i rusz przeżywałam zaskoczenie, jako, że wystrój zmieniał się tam, jak w kalejdoskopie.
No, ale każdy ma swoje bziki i upodobania i póki tą stałością krzywdy nikomu nie robię, wyrzutów sumienia sobie z tego mojego przywiązania nie robię. Jak komuś nie pasuje? trudno;)

wstawianie zdjęć na blox…

zaczyna mnie naprawdę irytować. Praktycznie za każdym razem mam z tym kłopot. Dziś też miałam ochotę wstawić kilka z wyjazdu, to zdołałam cztery zaledwie, potem się zacięło i już. Ityruje mnie to do tego stopnia, że rozważam przeniesienie się gdzieś na inny serwer, ale dokąd? No i czy tam będzie lepiej? Poza tym, na bloxie jest grono fajnych ludzi i nie chciałabym go opuszczać…Nie wiem, co zrobić. Dzisiaj się naprawdę wkurzyłam…muszę poczekać, aż P. wyjaśni mi, na czym polega dzisiejszy problem i pomoże go rozwiązać…zła jestem.

Do tego jesień, która przyszła znienacka. W sumie nie dla mnie. Powiedziałam ostatnio do P., że według mnie będzie brzydka deszczowa i zimna jesień i jeszcze gorsza, mroźna zima. Jestem typem, dla którego te dwie wymienione proy roku mogą nie istnieć. Nie biorą mnie długie jesienne wieczoray czy też zimowe, podczas których można delektować się dobrą książką i grzanym winem. O wiele bardziej preferuję wiosenne i letnie, kiedy praktycznie co wieczór wychodzimy na przechadzkę, rozmawiamy i spędzamy miło czas. A książkę i tak poczytać mogę…
Zła jestem , bo jakieś podziębienie nas wzięło. Być może zaraził nas facet w samolocie podczas powrotu do Warszawy.
Nie wiem, jak Wy, ale ja mam tak, że w kinie czy w samolocie na te 300 czy 100 miejsc człowiek z grypą czy wirusem ZAWSZE siada za mną. To reguła.

Nic to, wywredziłam się przynajmniej……….

zapomniałam się spytać…

kto przysłał mi sms z bramki internetowej z pozdrowieniami z Wielkopolski? Pytam, bo wiem, że ktoś, komu sms z pozdrowieniami z Monachium słałam, bo za to podziękował, jednak nie podpisał się i nie wiem, kto to z Was;0)
A propos smsów, znowu dostałam omyłkowy:) Cudny. Przytoczę jednak tylko jedno zdanie, które w nim wystąpiło (obecnie pogoda za oknem taka, że się z nim zgadzam), a mianowicie padło tam stwierdzenie, że jest, cytuję "zimno, jak chuj z zamrażarki"…rotfl;))

Sankt Petersburg…

na wielu kartach (to nie są zwykłe pocztówki, to są megapocztówki;) do mnie dzisiaj dotarł…Dzięki! Dobrze też, że Rrooda, że uprzedziłaś, skąd będzie przesyłka, bo listonosz coś tam z numerkiem poleconego pokręcił i mimo, że imię, nazwisko i adres się zgadzał, to odniosłam wrażenie, że dopiero info, skąd ma być przesyłka (chodzi o insytucję) utwierdziło panią w okienku o tym, że ja to ja;))
Pocztówki (mega:) są świetne, bardzo mi się podobają, ale nie spodziewałam się aż tylu! Dzięki raz jeszcze…

Monachium jest super;)))

wróciliśmy…(z przygodami…zostawiliśmy na lotnisku w Monachium laptop P.). Nie pytajcie, jak to się stało, stało się. Laptop jest i zostanie na nasz koszt, oczywiście, odesłany kurierem. Więc tyle dobrego;)
Miasto jest WSPANIAłE…Ludzie pchają się w różne miejsca, a tu pod bokiem rzec można, wykwitła nam metropolia i miasto z tym czymś, takim nieuchwytnym klimatem, jak ja to nazywam. Już chcę tam wrócić!

Jak ochłonę , to coś więcej skrobnę, na razie daję znać, że jestem…
Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku…

chyba wszystko wzięte…


a jak nie, to trudno. Spakowaliśmy się w dwie mniejsze walizki. Jedna nowa wczoraj nabyta;) pomarańczowa. Śliczna. Ciekawe, jak szybko taka schludna pozostanie hehe. Trudno. Nie mogliśmy się oprzeć kolorowi.

Ciekawe, jak pogoda dopisze, bo prognozy różnie mówiły. Nic to. Upałów bym nie chciała, łazi się wtedy beznadziejnie. Byle by nie lało tylko, o!
Do usłyszenia po moim powrocie!

pożary w Grecji;(

te wiadomości przygnębiły mnie bardzo…Wiecie, jak kocham Grecję…a tu takie wiadomości. Co roku o podonje porze słyszy się o pożarach, sami będąc rok temu na Peloponezie widzieliśmy dwa razy pożary na wyspie naprzeciw miejsca, gdzie byliśmy, jednak takich chyba dawno nie było;( smutno mi, bo czuję wielki żal, że to dzieje się w miejscu, w którym została część mojego serca. I chyba ta część właśnie płonie wraz z krajem, drzewami oliwnymi, domostwami…….
Deszczu trzeba, deszczu…ale skąd deszcz tam o tej porze????
Smutno mi bardzo;(

pranie…

się wytłukło w pralce, następne wstawimy zaraz, przed nami dzisiaj pakowanie. Wczoraj sprzątaliśmy chałupę, żeby nie wracać do nieporządku. Zaraz wyjme listę do pakowania i będziemy odhaczać kolejne rzeczy. Lista powstała jeszcze na starym mieszkaniu i jest super. Bardzo cenna, bo pozwala pamiętać o wielu rzeczach, o których w ferworze pakowania łatwo zapomnieć.
Adresy The Body Shopów spisane. Jeden jest na lotnisku, ale tam nie chcę kupować. Chcę iść do tego blisko Starówki. Tak, jestem uzależniona od Brasilian Nuts i dobrze mi z tym:)
Oprócz tego skserowane fragmenty przewodników. Po co wlec całą książkę o Niemczech, skoro można tylko fragment o mieście?
Niestety, kiedy szukaliśmy, już samego Monachium nie było. Pan powiedział, że w wakacje nawet mieli, ale zniknęły już z półek. Pewnie się kupi na miejscu, a może coś na Okęciu jeszcze wyhaczę? kto wie.
Nie lubię się pakować, więc odwlekam, ale trzeba się zebrać, co zaraz uczynię.
Na razie macham łapą i oddalam się do spraw;) Miłego weekendu.

ps. a książka naszykowana też, oczywiście;) z polecenia Finetki "Nie zabijać pająków" Ireny Matuszkiewicz. Zobaczymy, cóż to za kryminał:)

rąbek tajemnicy uchylam…

nie no, żadnego top secretu nie ma, a sytuacja znienacka dla nas samych ułożyła się tak, a nie inaczej. W niedzielę wylatujemy do Monachium, gdzie zostajemy do soboty. Bo tak. Z różnych względów plany urlopowe, jakie mieliśmy na wrzesień poszły się…(tu niecenzuralne słowo). Stwierdziliśmy, że w takim razie wyszarpniemy tydzień, a tydzień niezły jest na miasto. I tak nas ciągnęło w tamte strony od alpejskiej wyprawy, że postanowiliśmy zobaczyć, czym to się je. Ja jestem nawet zaciekawiona, bowiem w Niemczech nigdy nie byłam. No, to zobaczymy, jak tam jest. Wyjazd załatwiany w ostatniej chwili ale jak na razie wygląda, że chyba wszystko wyjdzie. A jak będzie, zobaczymy. Może w niedzielę na Okęciu okaże się, że załatwianie e-ticketu ma jakieś gorsze strony, niż zwykły papierowy??:)
No nic. W każdym razie, z racji tego, że nie na długo i bo chcemy jednak też zwyczajnie trochę odpocząć, a nie umordować się, pewnie nie zwiedzimy sporej części tego, co powinniśmy, ale po prostu zwyczajnie nic mnie to nie obchodzi. Jak nam się spodoba, to jeszcze wrócimy. A jak przeglądam przewodniki, wygląda, że całkiem sporo miejsc, które by mnie zainteresowały, tam jest do obejrzenia.
I niemiecki poćwiczę znowu;))
Mam nadzieję, że będzie ok.

wyjęłam dzisiaj ze skrzynki…

coś bardzo sympatycznego. Czyli list-niespodziankę, niezapowiedziany, zjawił się i zdecydowanie "zrobił" mój wieczór;) że użyję takiego łamańca językowego. Wspaniała zakładka z Wrocławia i absolutnie super karteczka z rysunkiem dziewczynki ściskającej słońce;) Wyląduje na półce, żeby poprawiać humor. Dziękuję;))
Co do zakładek, to takich "geograficznych" mam już parę, z Gdańska, od Patekku, ze Stanów od znajomej, jedną z Japonii od przyjaciela , jedną z Rio de Janeiro, wykonaną przez inną znajomą, z widokami Rio…teraz doszedł Wrocław…