bratnie dusze…

szukając czegoś na necie znalazłam się zupełnie przypadkowo na blogu, który mnie zainteresował…Pisze go, na ile się dobrze zorientowałam, oczywiście, ktoś z Francji a przynajmniej po francusku…pisze o tym, o czym sama tak lubię pisać i czytać u innych, a mianowicie o tym wszystkim, co ją zaskoczyło, co jej się spodobało, o filmach , książkach…Pomyślałam sobie, że jaka to ironia losu, że taka "bratnia dusza" pisze w języku, którym nie bardzo umiem się posługiwać. Dobra, w ogóle nie umiem się posługiwać, a powinnam, ale to już zupełnie inna para kaloszy…A ileż takich blogów jest jeszcze na świecie? Ileż takich bratnich dusz, osób, których wrażenia , opinie, refleksje, zachwyty albo wręcz przeciwnie na tematy tak mi bliskie istnieje a ja nigdy na nie nie trafię?
A oto blog, o którym piszę:

http://leslecturesdesophie.blogspot.com/

rajskie wyspy…

mania kalendarzowa, która jak Wiecie, ogarnia mnie każdego roku, już zaczęła zbierać żniwo. Bo już nabyty został kalendarz z greckimi wyspami, a jakże, skoro być tam nie mogłam, a zawsze kupujemy tam kalendarze właśnie, to się pocieszyłam zakupem tutaj. Ale i nie tylko. Szukałam jeszcze czegoś innego. Miałam taki kalendarz dwa lata temu, przysłany jako prezent, nawiasem mówiąc, z rajskimi wyspami. I po tym, jak w czerwcu Ciekawa_swiata przysłała mi pocztówkę z Seszeli, to zachęciła mnie to podziwinia takich widoków. Nabyłami będę się pozytywnie afirmować cały następny rok;) a co! Wcale nie jestem pewna, czy miałabym ochotę spędzić czas na takich wyspach, bowiem one generalnie z góry nastawione są głównie na leniuchowanie a znając nas, potrzech dniach niespokojnie zaczęlibyśmy się rozglądać za wynajęciem auta i pozwiedzaniem czegoś. Jeszcze na takim Reunionie, to jest co zwiedzać, ale są i rajskie wyspy, które polegają na byciu rajską plażą, li i jedynie;)
Ale widoki są bajeczne i szukałam czegoś takiego i wśród stosów kalendarzy powtarzających się, ostatni rząd, który przeglądałam okazał się tym, który go zawierał, tak więc skoczyłam niemal do góry z radości 😉
I będę mieć tak bajecznie i rajsko, a co?!:)

Czy przeczytałam już…

Murakamiego? Spytała się w smsie Biedronka , a ja jej , zgodnie z prawdą odpisałam, że nie, że chcę się nim "smakować", że jak za szybko przeczytam, to znowu będzie ta świadomość, że…już się skończyło, a na najnowszą czekać trzeba będzie znowu z rok pewnie.
W weekendowym dodatku kulturalnym "Dziennika" recenzja "Po zmierzchu" Murakamiego, napisana przez Marcina Rychtera. Dobra, co mnie, nie ukrywam , ucieszyło:) Tak to jest z maniakami.

A teraz krzątanie przy domu, szykowanie obiadu, w tle "Mistrz i Małgorzata" na mp3, która to książka jest również jedną z moich ulubionych. Interpretacja nie zawodzi…
Miłego weekendu!

cześć, mam na imię Chiara, mam…

31 lat i jestem uzależniona. Od książek Murakamiego. Poszliśmy na spacer. Przechodząc koło księgarni zauważyłam, że na wystawie jest już jego najnowsza książka. Ta, którą miałąm JUTRO nabyć w Empiku. I co? Zaczęłam lizać szybę i marudzić do tego stopnia, że P. powiedział "chodź, jedziemy do Galerii". I co? pojechaliśmy. W takim razie oddalam się w objęcia, nie, nie P. i nie Morfeusza a prozy mojego ukochanego autora…..dobranoc wszystkim:)

MMS z Grecji…

…a konkretnie z widokiem Santorini, do której dopływał prom, na którym przebywała Patekku, zdecydowanie spowodował uśmiech na mojej twarzy…!
Miło, że o mnie pomyślała i miło, że chociaż ten malutki fragment Grecji mogłam zobaczyć "prawie" na żywo.
A za Grecją tęsknię, i tyle!

no i jesień…

…mamy. Może nie będzie taka deszczowa i zimna, jak przypuszczam? Zobaczymy. Zaczęła się wspaniale!
Poszliśmy dzisiaj na dłuuuuugi spacer aż do Ogrodu Botanicznego. Od razu widać, że pogoda lepsza, niż tydzień temu, bo i ludzi dużo więcej.
Pogoda zaś była super…tak ciepło, jak w lecie faktycznie…Spacer zajął nam prawie trzy godziny…
Przy okazji, Marga ostatnio dopytywała się o jednego ze swoich "czytaczy" blogowych. Ja do tablicy nie będę wzywała, ale pozdrawiam kogoś z Belgii, kto mnie regularnie odwiedza. Nie mam pojęcia, kto zacz, powiedzmy, że mogę się domyślać, bo został ślad forum, z którego mogłabym "znać" tę osobę…

Ponadto, weekend okazał sie owocny w wykonanie rozmaitych spraw. I tak, wczoraj zaszczepiliśmy się przeciw grypie, odwiedziłam lekarkę, którą miałam zamiar odwiedzić, kupiłam sobie zimową-i  kurtkę-płaszcz, 😉 a dzisiaj wyspacerowaliśmy się …fajnie.

Mam nadzieję, że i Wasz weekend był sympatyczny.

pojawiły się już kalendarze…

…żyjemy w coraz bardziej zagonionym świecie i o nadchodzącym Nowym Roku przypominają nam już wystawione w Empiku kalendarze. Co sprowokowało mnie do nabycia kalendarza z widokami greckich wysp. Jak już nie odwiedziłam ukochanego lądu, to przynajmniej pocieszę się widokami…

sny okazały się…

prorocze. Po raz kolejny wiem, że jak śni mi się pewna osoba, dobrych wiadomości spodziewać się nie mogę. Dzisiaj dowiedzieliśmy się o poważnym wypadku kogoś, kto niby jeszcze nie w rodzinie, a już w rodzinie praktycznie…Bardzo się zmartwiłam. W poniedziałek zobaczy się, co orzekną lekarze i czy tę osobę czeka poważna operacja. Mam nadzieję, że nie…ale nastrój od razu klapł…

po Alasce…

…wczoraj sporo "powędrowałam". Naszło mnie zapoznać się ze stanem, w którym jak pisałam wcześniej, za chwilę będą żyć członkowie naszej rodziny. Dla niego, to nie nowość, spędził tam sporą część zawodowego życia. Dla niej, wychowanej w ciepłym kraju, dla której już przeniesienie się do kraju, w którym są 4 pory roku było wyzwaniem, to nowość będzie. Życzę im, żeby się poukładałao. Może Alaska nie należy do najcieplejszych miejsc na świecie, za to widoki rekompensują te braki! Możliwość oglądania spadających gwiazd,(w końcu nie bez przyczyny na fladze Alaski widnieje ni mniej, ni więcej, tylko Wielki Wóz), gór, lodowców, lasów nieprzebranych. Mam też nadzieję, że ludzie okażą się dla nich przyjaźni. No i żyją tam zupełnie inni ludzie, niż ci, którzy mieszkali w ich poprzenim stanie, bowiem są tam Indianie…Myślę, że to będzie ciekawy rozdział w ich życiu. W zapale wyszukiwałam wczoraj informacji na temat okręgu, w którym przyjdzie im się osiedlić, a także znalazłam stronę miejscowości konkretnie, na której wyczytałam między innymi koszty utrzymania się tamże …jako, że znalazłam też stronę miejscowego agenta nieruchomości, stwierdziłam, że niektóre domy są sporo tańsze, niż wypasione mieszkania w Warszawie….Hmmm….może też się wynieść?:)
Wieczorem spacer, a potem zajrzeliśmy na spotkanie "kabatczyków". Była, jak to jest na ogół, kiedy trafiam, stała ekipa, co mi nie przeszkadzało. Pogawędziliśmy więc chwilkę z ludźmi, napiliśmy się herbaty i oto dzień zakończył się w ten sympatyczny sposób.
Szkoda tylko, że w nocy męczyły mnie jakieś sny;/