„brawo” TVN, „brawo”;/

Ale jestem zła!? ! Oj, aż się wypiszę.

Ci, którzy czytają mnie w miarę regularnie , wiedzą, że serialowo, to ostatnio zachwycałam się serialem emitowanym od 5 tygodni na TVN, czyli "Uwaga,  Faceci!" ("Men in trees"). Tak, to był taki głupotkowaty film, relaksujący, bez kompletnie, ale to kompletnie żadnych głębszych przesłań, ot, coś, na co od dawna miałam ochotę. Potrzebowałam serialu, który mnie nie zmuszał do niesamowicie jakich refleksji nad własnym życiem, żadnych tam wędrówek w głąb siebie, ponadto, w serialu ludzie wydawali się przyjaźni względem siebie, nikt tam nie chorował na śmiertelne choroby, było śmiesznie , zabawnie, ot taki film na wieczór w środku tygodnia.
Bardzo tego potrzebowałam i jak głupek spieszyłam się, żeby tak wszystko poukładać sobie, żeby ten późny kawałek wtorkowego wieczoru właśnie na tylko ten film przeznaczyć. I co? I psinco, jak mawiają zdaje się na Śląsku. Albo nie pamiętam gdzie.
W każdym razie jakiś mądrala widać dokopał się, że serial ma małą oglądalność, czy coś i…wywalił film.
Ale, żeby chociaż coś o tym widzowie (widzki;) , wiedziały, to, nieeee….oni mają w odwłoku widzów.
Wczoraj, jak głupia, siadałam o konkretnej porze, włączam a tam, za przeproszeniem, jakieś zwłoki i inne w serialu "Dowody Zbrodni" czy innym…

Wywalili "Uwaga, faceci!", ale nawet nie uprzedzili, nie powiedzieli "drogie panie, serial miał kiepską oglądalność na tymkanale (bo leci u nich na TVN Style, ale już tam trwa w najlepsze) i w związku z tym, mamy was głęboko w odwłoku, że się nielicznym z Was jednak spodobał, że miałyście go ochotę oglądać i wywalamy bez słowa.
Do tego stopnia, że poudajemy, że tegoż filmu w ogóle u nas na antenie nie było. Miałyście taki 5tygodniowy sen. Bo na ich stronie w serialach już o nim wzmianki nie ma. Powodowana narastającym wczoraj wściekiem polazłam na strony tego TVN Style, gdzie pod serialem dziewczyny pisały to mniej więcej, co ja, czyli, że "gdzie do licha jest serial na TVN i czy naprawdę mają w dupie widzów".

I tak sobie myślę, że mają, mają. No, bo jak takie coś wytłumaczyć?
I tak sobie myślę, że jednak w takich Niemczech, czy Stanach, czy Francji, to chyba jednak nie do pomyślenia wywalić film bez żadnego sorry.

Ja wiem, przeżywam i złość mną targa, ale po prostu odnoszę wrażenie, że ciągle nasze stacje TV nie dorosły do widza. Chociażby umiejąc powiedzieć mu tak "sp…j, żeby cieszył się na podróż"…

Zła jestem na nich, a co!

nie wiem, jesień to, czy…

…myśli kłębiące się ostatnio, ale nie daję rady ze snami…Te z niedzieli na poniedziałek wymęczyły mnie do tego stopnia, że popsuły mi cały dzień…Nie moglam dojść do siebie, miałam roztrzęsione łapy i w ogóle kiepsko się czułam…Spacer zakończył się więc w aptece, gdzie za radą P. nabyłam Melatoninę. Na razie po prostu chcę zobaczyć, jak działa, czy działa i czy na mnie działa…Chciałabym po prostu mieć kilka spokojniejszych nocy bez męczących mnie koszmarów…jak będzie? zobaczymy. Powiedzmy, że dziś noc przespałam spokojnie, mimo, że sny jednak się pojawiły, ale chociaż nie tak koszmarne, jak te z niedzieli/poniedziałek…

mam jakiś wpływ na świat?

To takie przekorne pytanie ,ale spowodowane moją dzisiejszą radością. Otóż, jakiś czas temu, przez stronę migającą na stronie Gazety, weszłam wreszcie na dłużej na stronę Amnesty International…I podpisałam i wysłałam swoją pierwszą petycję o uwolnienie jednej z osób…I właśnie dzisiaj, czytając otrzymane drogą elektroniczną, informacje z AI, dowiaduję się, że właśnie ona została uwolniona.
Wiem, mam naiwne może poczucie , że coś można w świecie zła zmienić, ale może jednak nie do końca jesteśmy skazani na wieczne zwycięstwo zła ? Może czasem naprawdę takie zmasowane akcje są w stanie odnieść jakiś pozytywny skutek? Nie obdzierajcie mnie ze złudzeń i pozwólcie wierzyć…:)
A oto więcej informacji na temat uwolnionej Maureen:
http://amnesty.org.pl/uwolnij-wieznia-sumienia/uwolnieni-dzieki-listom.html

Muzeum Powstania Warszawskiego…

…dzisiaj odwiedziliśmy. Zabieraliśmy się za to czas dłuższy i w końcu dzisiaj stwierdziliśmy, że idziemy. I …dobrze, że wreszcie się wybraliśmy. Dawno nie odwiedziłam muzeum, które zrobiłoby na mnie takiego wrażenia! Nie tylko ze względu na tematykę, ale i ze względu na samą formę? inscenizację? nie wiem, jak to sformułować. Sposób prezentacji ekspozycji. O dziwo, jak najbardziej da się połączyć poważny kawałek historii kraju, miasta z jak najbardziej nowoczesnymi środkami wyrazu i elektroniką…

Nie umiem powiedzieć, co zrobiło na mnie największe wrażenie…czy bijące serce, które słychać prawie w każdym miejscu muzeum, czy filmy , czy fotografie, czy fragment pamiętnika ośmioletniego chłopca, który wykazał się mądrością i powagą, o jaką raczej współczesnego ośmiolatka zajętego grami komputerowymi i odmóżdżającymi filmami, podejrzewać by nie można…

Zaskoczona byłam też ilością osób odwiedzających muzeum. Ogólnie mówiąc, był spory tłoczek. Polaków i bardzo wielu obcokrajowców…

Po tej wizycie wiem jedno. Często gęsto psioczę na Warszawę, miasto, w którym się urodziłam , wychowałam, które w jakiś sposób mnie wychowało. Psioczę, bo drażnią mnie korki, jej niefunkcjonalność, często koszmarki architektoniczne, które straszą, ale…po tej wizycie wiem jedno. To moje miasto. Które posiada właśnie między innymi tę a nie inną część historii, taki kawałek, który nieodwracalnie się z nią wiąże. Wizyta w muzeum przypomniała mi, że i ja jestem jego częścią, tego miasta…

Update, dla zainteresowanych , strona Muzeum:
http://www.1944.pl

noc przespana dziwnie…

…z przedziwnymi snami i budzeniem się co jakiś czas. Podejrzewam, że budziły mnie samoloty. Z powodu dorocznego remontu pasa na Okęciu, samoloty są puszczane nad naszymi dachami. Wiedzieliśmy o tym wprowadzając się, oczywiście, co nie oznacza, że to pokocham. Teraz i tak się przyzwyczaiłam, ale pamiętam, że w roku przenosin tak mi to doskwierało, że miałam w nocy koszmary z samolotami w roli głównej.
Patrząc po ostatnich katastrofach lotniczych, które wydarzyły się przed lądowaniem, takie wiuu nad głową , szczególnie w nocy, kiedy się śpi, nie nastraja mnie optymistycznie, ale co robić?
Z wczorajszego spaceru przegonił nas nagły deszcz. Pojawia się typowo jesienna pogoda, której szczerze nie znoszę. Już jest chłodno i ponuro.Słońca mi brak…Zdecydowanie moja pamięć genetyczna kieruje się teraz w kierunku ciepłych stron, w ktorych pojęcie jesień oznacza tylko mniejsze upały a może i ich brak a pojawienie się przyjemnego ciepła. Z roku na rok gorzej znoszę tu jesień i zimę…zazdroszczę Pyzie, która pewnie grzeje się właśnie w południowym słońcu…prześlij mi trochę chociaż wirtualnych promyków;))

powoli nadchodzą przesyłki…

Wczoraj od Patekku (drobiazgi z Krety, między innymi pumeks, który bardzo potrzebowałam i wspaniała zakładka do książki) i list od Monoli. Dzisiaj mangi od Tani (będzie co oglądać i czytać, dzięki!) a także plik pocztówek z Wilna od mojej najstarszej penpalki, Polki spod Wilna. I pomyśleć, że kiedy zaczynałyśmy pisać ze sobą jako 13 czy 14-stolatki, ani nam się nie śniło, że Litwa oswobodzi się spod władzy USSR i stanie się niezawisłym państwem…Nasza znajomość przetrwała tyle lat. Piszemy ze sobą listy i od niedawna, smsy. Nie wyobrażam sobie pisania z nią emaili, tak przywykłam do listów. Pocztówki śliczne, Wilno na nich piękne. Pamiętam, że na samym początku pisania poprosiłam ją o pocztówki (bowiem od chyba zawsze zbierałam;) , przysłane wtedy graficznie były dość obskurne, bo i same czasy komuny były obskurne. A o Ostrej Bramie na kartce mowy w ogóle nie było. Teraz zaś ją otrzymałam między innymi, a i grafika pocztówek zmieniła się na wielką korzyść. Jako, że z Litwy właśnie nie miałam oprócz tamtych paru starych , więc zbiór powiększył się znacząco;)

tradycyjnie ponarzekam na pocztę…

…w ogóle, to powinnam chyba założyć osobny tematycznie kącik, pp i doświadczenia z tą instytucją.
Wczoraj dostałam kartkę z Berlina. Wysłaną z Polski. 20 września. Przypominam, że wczoraj był 3 października. "Super". Najważniejsze, że doszła. Za to na kilka listów i przesyłek od zeszłego tygodnia czekam i …zaczynam wątpić, czy się wszystkich doczekam. Przykład? Tego samego dnia pewna osoba wysłała mi dwa listy, nie wiem, czemu osobno, w końcu to jej sprawa. I jeden dotarł po dwóch dniach, po drugim ślad zaginął…na przesyłkę z Australii też czekam, na list z Anglii…i ciekawe, co dojdzie, a co się znowu zgubi.
Zastanawia mnie jedno, przecież praktycznie i tak młodsi ludzie przestali korzystać z usług tej instytucji wybierając emaile, które są o wiele bardziej niezawodne. Czy więc PP chodzi o jakieś wielkie, zbiorowe, spektakularne samobójstwo? Nie, bo jak to monopolista, ma wszystko w nosie a najbardziej klienta. A najgorsze, że ciągle konkurencja dla niej nie jest zbyt popularna. Ja tylko raz otrzymałam przesyłkę In Postem http://www.inpost.pl 

jakiś taki…

nastrój złości mnie dopadł. Złoślica jednym słowem. Mam nadzieję, że długo mnie nie potrzyma. Na razie mocuję się z nią. Raz wygrywam ja, raz ona.
Z książek, zaczytuję się nowym rosyjskim kryminałem, autorki, której pierwsza książka mnie już zachwyciła, a mam na myśli Annę Małyszewą. Jak przeczytam, będzie recenzyjka;)