u Kabirii ostatnio wyczytałam a wcześniej u Raspberry-swirl, ("Kolor wyobraźni")…o poznaniu na necie bratniej duszy…To się wyczuwa czytając czyjś blog i jego komentarze z tą osobą i tak właściwie bierzemy jakiś udział (jako obserwatorzy) w tworzeniu się czyjejś dobrej znajomości a pewnie przyjaźni? A na pewno widzimy te dobre fluidy przepływające pomiędzy tymi osobami i potem nie dziwi nas wpis o tym, że kiedy się na przykład spotkały, to tylko potwierdziły to, co wiedziały już wcześniej, że są dla siebie czy to "siostrami", czy to "bratnimi duszami", czy jak tego byśmy nie nazwali.
Pewnie nie zdarza się to często. Ale fajnie, że niektórym się zdarza…
nowa, świecka tradycja;)
Taką sobie stworzyłyśmy z Judyttą nową , świecką tradycję (parafrazując tekst z Misia), że wysyłamy sobie książki. Zapoczątkowała to Judytta wysyłając mi "Rebeliantkę o zmarzniętych" stopach, ja podjęłam i…jest fajnie;) Myślę, że to dobry pomysł, bo w ten sposób wymieniamy się książkami nie czytanymi przez nas a w ten sposób też nie wydajemy pieniędzy na nowe pozycje książkowe.
Dzisiaj przyszła do mnie od niej książka "Krajobraz Miłości", Sally Beauman, a ja wysłałam jej kryminał (nie chcę pisać co, bo to ma być niespodzianka;)…
Podoba mi się ten pomysł…
nie cierpię jesieni i zimy…
nie cierpię tego ni to śniegu ni to deszczu ohydnego, zimnego, mokrego oblepiającego człowieka dokładnie i spływającego po twarzy , który własnie za oknem się rozszalał. Nie cierpię tego, że mimo, że zima w Polsce bywa z okrutną regularnością, to pierwsze poważne opady śniegu, zapowiadane oczywiście wcześniej przez meteorologów, zawsze zaskoczą drogowców.
Brrr….byle do wiosny! Jeszcze "tylko" cztery miesiące albo cztery i pół do w miarę ludzkich temperatur…
kocio…
z wczorajszego spaceru. "Złapany" przez nas w trakcie wydrapywania swędzącego miejsca. Ale miał minę, kiedy zobaczył, że jest w kadrze;))

z wczoraj…
Zdjęcie
przy Grobie Nieznanego Żołonierza z wczorajszego dnia, czyli 11
listopada 2007. Mimo, że już było, jak na Święto późno, bo około 15.00
ciągle było sporo ludzi.

wczoraj zdarzyło…
…mi się coś interesującego. Mianowicie spotkałam w restauracji osobę, którą "znam", celowo w cudzysłowiu, bo na oczy się nie widziałyśmy, jedynie w sieci, na pewnym forum…Jako, że wymieniałyśmy zdjęcia, a i osoba jest bardzo charakterystyczna, od razu ją poznałam.I nie mogłam nie zareagować i przywitałam się.:) Obie byłyśmy tym niezwykłym spotkaniem zaskoczone, ale myślę, pozytywnie…Bardzo niezwykłe zdarzenie. Które przypomniało mi o tym, jak kiedyś w innej knajpce, włoskiej, jakaś dziewczyna wyraźnie pokazywała mnie swojemu chłopakowi i o mnie rozmawiała, a mnie przez cały obiad, który wtedy stawał mi w gradle, zastanawiałam się, czy ona zna mnie skądś, że tak mnie wytyka palcem czy też może kogoś jej przypominam, czy też jeszcze coś innego…
I czy na obchodach Święta Niepodległości zawsze jest taki dziki tłum narodu?
Bo chcieliśmy skupić się głównie na obejrzeniu parady (zapomnijcie, taki tłum;) i potem sprzętu wojskowego na Nowym Świecie. Dotarliśmy do Grobu Nieznanego Żołnierza, gdzie, mimo, że już było jak na Święto, dość późno, też niezły tłumek był…naród lubi świętować. Akurat w przypadku tego Święta , uważam, że dobrze…
a Wy? wychowaliście się na podwórku?
Najpierw to:
http://www.tvn24.pl/-2,1527648,wiadomosc.html
Nie wiem, czy wczoraj Jarosław Kaczyński chciał celowo obrazić kilka pokoleń Polaków czy też wyszło mu jak zawsze. Jak było, tak było, padły słowa o wychowywaniu się na podwórku i tak zwanych "lepszych miejscach", w których jakoby się wychował przyszły premier. Jako, że Stary Żoliborz znam, bo to niedaleko moich rodzinnych okolic wiem, że tam domy i mieszkania zawsze były otoczone mitem dobrych i drogich a na pewno trudno dostępnych. Zajrzyjcie sobie kiedyś sprawdzić ceny nieruchomości tamże…no, ale ja wychowywałam się już w nowszej części Żoliborza i częściowo na podwórku. Jak miliony moich rówieśników w tamtych czasach dodajmy. Nasi rodzice nie mieli pieniędzy na nianie czy baby sitterki , babcie albo były daleko albo w wieku, w którym same zarabiały na własną emeryturę, a i pewnie każdy z nas na taką propozycję stuknąłby się w czoło. Wychowywaliśmy się więc nie pod kloszem, ale w domu, oczywiście, w szkole i na podwórku właśnie. Notabene, nawet moja koleżanka z podstawówki, której matka nie pracowała zawodowo, ganiała z nami po podwórku, bo jej matka wychodziła ze słusznego wniosku, że asymilowanie kogoś od rówieśników nie zaowocuje w przyszłości niczym dobrym. Oczywiście, że chodziłyśmy na zajęcia pozalekcyjne, jak angielski czy zajęcia plastyczne, ale podwórko, nie czarujmy się, stanowiło ważną część naszego dzieciństwa. Podobnie, jak ludzi z mojego pokolenia. Dzisiejsze dzieciaki przyzwyczajone od pieluch do wyścigu szczurów, zapewne mniej mają czasu na podwórkowe życie…
Tak, czy inaczej, kto z nas nie grywał w gumę przy trzepaku (z którego zwisało się czasem w karkołomnych pozach), który z chłopaków nie grał w piłkę albo w wyścigi kapsli? A tu się okazuje, że wychowywaliśmy się w jakimś gorszym miejscu (podkreślenie, że się było wychowanym w lepszym tak to sugeruje)…
Cóż, obrazić, to ja się nie obrażam, bo żeby mnie obrazić trzeba być dla mnie po prostu osobą ważną, którą szanuję, ale nie powiem, jakoś tak mi się dziwnie zrobiło. Może powinnam od wczoraj opowiadać, w jakich to ja super warunkach się nie chowałam. Ot tak, coby sobie PR poprawić?
Nie, żartuję. Ja się tego bynajmniej nie wstydzę;) I przepraszać się też nie każę, hehe, nie mogę zapomnieć akcji "przeproś"…
I tylko, jak usłyszałam o tej historii, to pomyślałam sobie, że jednak dobrze, że nie wszystkie mamusie chowają dzieci pod kloszem, coby się ze światem i innymi dziećmi nie zetknęły, to nie byłoby takich wiadomości:
http://www.tvn24.pl/2084859,12690,0,0,1,wideo.html
myślicie już o prezentach?
tak, tak, te świąteczne mam na myśli. Bo ja nie, od razu wyjaśniam;)
Jakoś nie umiem o tej porze o nich myśleć. Do nabywania w ostatniej chwili też mi daleko, ale teraz, to dla mnie jednak trochę za szybko. A Wy? Bo już się spotkałam w paru miejscach, że ludzie zaczynają się rozglądać za prezentami.
Acha, i o dziwo, jak na razie, żadnej choinki jeszcze w sklepie nie widziałam, ale pewnie w ten weekend się pojawią;)
rześko!
Dzisiejszy spacer w zdecydowanie rześkim powietrzu dookoła. Mało osób widać;) właściwie głównie psiarze.
Założyłam pierwszy raz kurtkę, którą nabyłam z półtora miesiąca temu. Z puchem, płaszczyk, za kolana. Grafitowy kolor. Sprawdziła się.
Nadeszła jesień a będzie jeszcze gorzej i zimniej! Brrr…Idę się rozgrzać zieloną herbatą!
wreszcie…
…wybraliśmy się zobaczyć "Złote Tarasy". I chociaż teraz w biegu , ale zdecydowanie wrażenia pozytywne. Po pierwsze, miła obsługa, przynajmniej tam, gdzie byliśmy. Poza tym, fajnie rozplanowana. Po trzecie, po dotarciu do The Body Shop, z wielką radością odkryłam, że moje ulubione smarowidło tam jest;) Jeśli sklep się utrzyma, to nie będę musiała podczas moich wyjazdów , jak głupia latać i targać ze sobą do Polski pięciu pudełek smarowidła…
Gdzieś tam się kiedyś doczytałam, że podobno klima źle działa, że obsługa niefajna, i tak się nie mogliśmy wybrać, aż stwierdziłam, że kiedyś muszę, tym bardziej, że obiecałam komuś wysłać znaczek z Hard Rock Cafe, z Warszawy, i trzeba się było w końcu wybrać;) i zadowoleni jesteśmy, bo ani nas klima nie przydusiła, czy przymroziła ani obsługa nie była niefajna. Trzeba tam będzie wrócić na spokojnie i rozejrzeć się po sklepach.tego
Najbardziej zadowolona jestem z Brasil Nut Body Butter;)
