A na Placu Zamkowym taką:

A na Placu Zamkowym taką:

Na rynku Starego Miasta mamy taką choinkę.

był z cyklu "dzień, w którym mało co się ma udać" i "co ma ci wylecieć z łap, z pewnością z nich wyleci". Znacie takie? Jeśli nie, to zazdroszczę, jeśli tak, to nie muszę tłumaczyć, jak "poprawia nastrój" taki dzień.
Dopiero wieści, jakie otrzymałam wieczorem poprawiły mi nieco nastrój. Narodził się nowy człowiek, córa, bardzo, bardzo wyczekana i bardzo upragniona. Ktoś otrzymał nieco spóźniony Mikołajowy prezent;)) Bardzo się cieszę, bo kibicowałam mocno tym narodzinom i mocno miałam nadzieję, że się wszystko ułoży.
I takie wieści lubię. O nowym życiu, o nadziei, która z takim wydarzeniem zawsze nieodłącznie (przynajmniej dla mnie) jest związana…
W nocy jednak nie spałam dobrze. P. chrapał okrutnie a ja miałam wrażenie, że jestem pomiędzy snem a jawą, co zaowocowało jednak złym snem. Wstałam zadowolona, że to już dzień…
W piątek wysłaliśmy też już kartki świąteczne za granicę , wraz z paroma przesyłkami do znajomych. Ponieważ znajomi rozsiani są po całym świecie, poszło w jednym pakiecie (równa się= jedno wystanie się na poczcie).
Polskie wyślę za jakiś czas. Wystarczy tylko nalepić na nie znaczki i wrzucić do skrzynki.
Czuję się jakaś wymęczona i wymięta…
od kilku lat 5 grudnia obchodzony jest, jako światowy dzień wolontariatu. Zajrzałam na gazetę , a tam zero informacji na ten temat. To pewnie dlatego, żeby "zachęcić" do tej działalności, wszak w Europie plasujemy się na przedostatnim miejscu jeśli chodzi o wolontariuszy. Nie, nie mówię, że każdy się nadaje na wolontariusza , i rozumiem, że nie każdy jest w stanie z tych, czy innych przyczyn podjąć się takiego działania, ale do licha, uważam, że warto jest nagłaśniać ideę,chociażby przy okazji takiej rocznicy. Tymczasem na stronie głównej gazety mogę wśród tak zwanych głównych wiadomości przeczytać o niejakim emo bunt czy dziwactwo, albo o fakcie (zapewne nieświadomość ludzi w tym temacie wywołałaby dzisiaj traumę u niejednego), iż naukowcy testują pozycje seksualne w kosmosie.
Żeby nie było, onet też temat olał, dziennik olał. A może ja niedowidzę, może gdzieś to jest, tylko przeoczyłam? Jakby co, to dajcie znać.
pewnie niektórych zaskoczę, ale to też jest jedna z moich piosenek, ze względów sentymentalnych;) Kojarzy mi się z naszym Ślubem…cóż, czy ja kiedykolwiek twierdziłam, że u nas wszystko leciało standardowo, jak jakieś tam walce na początek, czy coś takiego?:))
jakąś większą ilość godzin, niż zwykle miniony weekend, bo sporo udało się w nim zmieścić. I sobotnie zakupy już świąteczne, naprawdę sporo udało nam się załatwić, mimo tak zwanego "dzikiego tłumu", i niedzielny dłuuugi spacer do lasu wraz z miłą pogawędką o przyrodzie w brzeziniaku ze spotkaną tam panią, i dokończyłam "Czytając Lolitę…" i posialiśmy palmę z nasion. Jak wzejdzie? i czy? zobaczymy…ta z daktyli, którą posiałam po Monachium, zaczęła przebijać coś, co wygląda , jak długie ziarno trawy…
Odbyliśmy też maraton filmowy, obejrzawszy z cyklu horrory świata "Akację" ("brawo" dla plakacisty czy projektanta okładki, może zakończenie filmu należało od razu również zdradzić w streszczeniu z tyłu okładki), i "Piratów z Karaibów. Na krańcu świata" (nie podobał nam się, nuuuda, panie) i , to już znacznie bardziej nam się podobało, "Harry Potter i Zakon Feniksa". Tak, lubię cykl o Harrym Potterze, zarówno w książkach, jak i jego ekranizacje, które według mnie, są ciekawe i przyjemnie dla oka zrobione.
W rezultacie weekend zaliczam do udanych. Mam nadzieję, że i Wasz był przyjemny…
,w którym czasem zastanawiam się, jak spory procent ludzi kupuje sobie prawo jazdy. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że dla pewnych osób ustąpienie miejsca pieszym na przejściu dla nich nie oznacza faktu zatrzymania się??
I tak oto, kolejny kłopot, dziś rano P. miał niegroźną , na szczęście! (z jego kręgosłupem bardzo się tym zmartwiłam mimo wszystko) stłuczkę, kiedy zatrzymał się przepuścić pieszych a pan za nim najwyraźniej uznał, że po pieszych lepiej by po prostu przejechać i wjechał w bagażnik. "Fantastycznie!"…Nie można by lepiej;/ jestem wściekła na pana gapę, nie ma co. Pewnie również dlatego, że na Kabatach też u nas przejście przez ulicę stanowi wyzwanie w stylu hardorce reality show, czyli ilu osobom się uda i w jakim czasie przedostać się na drugą stronę.
Z drugiej strony, może ci, co nie zatrzymują się na widok pieszych, to doświadczeni wcześniej przez takich mądrych, co to właśnie wjeżdżali im w bagażniki?
Tak, czy siak, auto trzeba będzie znowu wieść do ubezpieczyciela na ustalenie szkód, potem znowu na ileś dni do warsztatu. "Super", naprawdę.
W sumie, najważniejsze, że skończyło się tylko na tym, ale , że kłopot teraz mamy, to inna sprawa…
A miał być wpis dekadzie, czyli o tym, że dziś mija równo 10 lat odkąd się z P. znamy…
Tiaaaa…
Jestem zła. Chwilowo naprawdę lepiej się do mnie nie odzywać.
czyli robię Wam reklemę, darmową;))
A serio pisząc, tak sobie ostatnio pomyślałam, że blogi oprócz tego, że są po prostu ciekawą rozrywką, to niosą ze sobą jeszcze jedną funkcję, traktowaną w mniej lub bardziej poważny sposób, ale jednak. A mianowicie , edukacyjną.
A sprowokowały mnie do tych rozważań wpisy u Pyzy, o Davidzie Lachapellu http://www.latajacapyza.blox.pl
i u ShyJa, o niejakiem Banksy’m, adres jej bloga http://www.shyja.blog.onet.pl
Obie dziewczyny przybliżyły czytelnikom sylwetki na pewno bardzo nietuzinkowych i konkrowersyjnych artystów? hmm…oto jest pytanie…Tak, czy siak, przyznaję się, że obu panów nie znałam, a dzięki ich blogom poznałam, zaciekawiły mnie i voila, nowa wiedza zdobyta.
I nie tylko w ich blogach znalazłam ciekawe dla mnie nowinki i wzmianki o czymś, o czym nie słyszałam, a chętnie zapoznałam się…
Fajnie jest z Waszych blogów również czegoś się nauczyć…
bo u Wiecha jest coś specjalnie dedykowane dla mnie. Wiersz;)
Jako, że wierszy mnie dedykowanych w życiu otrzymałam niewiele (jak dotąd dwa), tym bardziej Wiechu mnie rozpieszcza;))
Trochę mnie za ślicznie odmalował, ale miło przeczytać o sobie w superlatywach, nie będę zgrywać takiej, co to niechętnie komplementy przyjmie;))
Wiechu, dziękuję, sprawiłeś mi wielką radość…i jak napisałam w swoim komentarzu, lubię Twoją poezję dlatego, że piszesz nie białym wierszem a rymujesz…
Wiersz na stronie Wiecha:
http://romantyk76.blox.pl/html
Miron Białoszewski
"Ach, gdyby, gdyby nawet piec zabrali…" moja niewyczerpana oda do radości
Mam piec
podobny do bramy tryumfalnej!
Zabierają mi piec
podobny do bramy tryumfalnej!!
Oddajcie mi piec
podobny do bramy tryumfalnej!!!
Zabrali.
Została po nim tylko
szara
naga
jama
szara naga jama.
I to mi wystarczy:
szara naga jama
szara naga jama
sza-ra-na-ga-ja-ma
szaranagajama
Wiersz zaprezentowałam korzystając z tej interesującej strony:
http://www.miron.art.pl/
Recenzje, Fakty i wiele innych...
nie tylko o książkach
Czytelnicze okno z widokiem na morze
Życie w Irlandii, Podróże po Irlandii i Europie, Tarot
Książki, kawa, święty spokój