nie przerabiam;(

jak nie urok, to sraczka, jak nie sraczka, to przemarsz wojska, jak mawiała znajoma. Wiedziałam, że sen dzisiejszy nic dobrego nie zapowiada i oto voila, kolejne kłopoty zdrowotne, a raczej ciąg dalszy pewnych kłopotów P. Kolejna rzecz, która być może została zapoczątkowana podczas tej naszej najbardziej w życiu pechowej podróży , poślubnej o ironio losu, do Tunezji…
Teraz po prostu pewne sprawy się ciągną, mało tego okazuje się, że lekarze, którzy na pewne oczywiste sprawy zwrócić uwagę powinni, nie zwrócili, i suma sumarum okazuje się, że może być nieciekawie…
Może po prostu ktoś rzucił na nas klątwę, zaczynam wierzyć w takie rzeczy…
Chyba powinnam pójść z bloga, bowiem nie jestem w stanie ostatnio napisać słowa pozytywnego…

sobota…

…zakończyła się nerwami. Niby wiedzieliśmy, niby podejrzewaliśmy, ale pewne sprawy, sytuacje rodzinne wyglądają mniej ciekawie, niz byśmy chcieli. Czeka nas nieprzyjemna rozmowa z kimś z familii i ćwiczenie naszej asertywności, po której to rozmowie nie będzie nam lekko. Niestety, czasem trzeba jednak narazić się na obrażenie całej rodziny, niż zrobić coś wbrew sobie, coś, na co nie ma się najmniejszej ochoty. Po raz kolejny przekonałam się, że moje nocne koszmary uprzedzały mnie o tym, sny pokazywały wyraźnie, że co ma się spieprzyć, to się spieprzy i gdzie ma być źle, to będzie źle. Ogólnie mówiąc, potwornie się na koniec dnia zdenerwowałam, a najgorsze, że wiem, że dalej lekko nie będzie. Fatalna sprawa. 

volverowo …

u mnie ostatnio…Odkąd mam wgrany ten film na mój Creative Zen, co jakiś czas do niego wracam. Oczywiście, nie cały oglądam za każdym razem, ale wybrane fragmenty. Motyw siły kobiet, ich "trzymania się" w każdej sytuacji najwyraźniej obecnie jest tym, co bardzo mnie intryguje, co jest mi zapewne potrzebne…Stąd te moje powroty do "Volvera". Do tego stopnia, że wczoraj w księgarni nabyłam sobie scenariusz do tegoż. Kolejna okazja do poznania filmu od jeszcze innej strony…uwaga samego Pedro na temat roli jego sióstr w jego życiu, też nie jest bez znaczenia…Cóż, kobiety potrafią inspirować, ale i niszczyć, to ot taka refleksja. Są siłą ale i gniewem. Są słodkie ale i niebezpieczne. Truizmy? Zapewne, ale niech pozostaną w tym wpisie, bowiem takie rozmaite myśli ostatnio po głowie mi się kłębią…

W ogóle, to wczoraj pobuszowałam po księgarni. Jako, że książka, którą czytam budzi we mnie jakieś mieszane uczucia, to kiedy znalazłam kolejną opowieść o rosyjskiej detektyw, Oldze Riazencewej, wiedziałam, że książka obecnie czytana będzie musiała znowu poczekać, a ja wzięłam się za "Ekskluzywnego macho", Tatiany Polakowej (rozsmakowałam się w tych ich kryminałach, w których główna bohaterka Olga niewiele ma wspólnego z byciem słodką idiotką, lubi sobie wypić, nie ma charaktery anioła, ale za to umysł, który pomaga jej dojść do sedna spraw, jakie rozwiązać jej przychodzi. No i te opisy Nowej Rosji w tle, mniam;)).
Oprócz tego wyszłam ze zbiorem opowiadań nieznanego mi japońskiego autora Yukio Mishimy, "Zimny płomień" i drugim kryminałem autorki, której nazwiska nie umiałabym napisać bez zerknięcia na książkę, a mianowicie "Weź moją duszę" Yrsy Sigurdardottir (spróbujcie powtórzyć jej nazwisko;).
Uwielbiam książki…Już kiedyś o tym wspominałam?:)

powiedział Bartek, że dziś Tłusty Czwartek;)

no, to ile pączusiów zostało wrąbanych przez szanownych państwa? Przyznawać się bez bicia;))
Ja właśnie pożeram trzeci. Ten jeden, jedyny dzień roku uważam, że liczenie kalorii powinno się rzucić w kąt:) Oczywiście, nie jem dwudziestu pączków, ale o tym, ile na tych trzech mi przybędzie, pomartwię się, jak Scarlett, czyli…jutro;))

Nie obrażaj krokodyla, zanim…

nie znajdziesz się na drugim brzegu. (przysłowie afrykańskie).

Czyli z cyklu przysłowia. Wiecie, albo i nie, że bardzo lubię przysłowia, można powiedzieć, że kolekcjonuję sobie przysłowia z innych krajów. I tak oto, natknęłam się na kolejną przydatną stronę z między innymi przysłowiami właśnie, którą polecę, może ktoś też sobie zajrzy. A jest to:


http://www.mysli.com.pl

mam nadzieję, że ten tydzień…

…okaże się lepszy, niż miniony. Miniony, mimo dwóch pozytywnych akcentów z gabinetów lekarskich, okazał się generalnie nieprzyjemny i szczerze się cieszę, że się zakończył…
Zaczęłam "Harry’ego…", na razie szczerze mówiąc, jakoś specjalnie mnie nie "porwał"…może jeszcze tak się stanie a może się już nim znudziłam, nie wiem, zobaczę w dalszym czytaniu…
Odezwała się do mnie znajoma z klasy podstawówkowej, której zostawiłam wiadomość na nk. I bez nk po latach się spotkałyśmy, kiedy to 7 lat temu, zadzwoniła do mojej Mamy z prośbą o kontakt ze mną, bo chce się pożegnać przed wyjazdem do Stanów, emigrowała bowiem do Chicago. Pierwszy raz coś takiego mi się wtedy zdarzyło i nie powiem, że nie było mi miło…Spotkaliśmy się z nią więc, pogadaliśmy, powspominałyśmy dawne beztroskie czasy podstawówki, a potem też się jakoś kontakt urwał. Kiedy więc zobaczyłam ją na nk, skrobnęłam do niej email i odpisała mi dzisiaj. No i przyjęli mnie do grupy rodu, z którego się wywodzę, więc jestem cała happy;)

halny warszawski…

…czyli wichury wczoraj w nocy i dziś…wczoraj autentycznie w nasze okna walił wiatr. Bardzo nieprzyjemne uczucie. Zwiększone latającymi nad głową samolotami podchodzącymi do lądowania na Okęciu…latają tak zawsze, kiedy jest silny wiatr i coś tam nie tak jest z lądowaniem na lotnisku. Po katastrofie lotniczej, jakoś zwiększyło się to i tak nieprzyjemne uczucie. Pisałam już kiedyś o tym, że oczywiście wiedzieliśmy o tym, że co pewien czas latać nam nad głowami będą, ale co tu dużo kryć, nie polubiliśmy tego i nie przywykliśmy. W ogóle, to mam wrażenie, że nasze lotnisko, to co najmniej O’Hare, taka częstotliwość jest…Wiatr na pewno nie wspomógł mojego nastroju. Nie cierpię wiatru szczerze mówiąc, a odkąd kiedyś tam usłyszałam, że w czasie takiego silnego wiatru ludzie się wieszają, wiem, to bzdura, ale nic na to nie poradzę, że od tej chwili zawsze mam takie właśnie skojarzenie…
Na pociechę wyszłam z Empiku obładowana rozmaitościami, bo i do Vivy dodany był horror "Klucz do koszmaru", który właśnie oglądam, nabyłam też "PANIĄ", bo tam z kolei takie walentynkowe książkowe coś dodane, czyli "Listy Proroka", a z kolei do "Poradnika Domowego" dodana "Kuchnia erotyczna", też nabyłam, a co?:)
No i oczywiście najnowszy Harry Potter…mam zaczęte dwie książki, ale pewnie teraz poczytam Harrye’go;)
Oby jutro już wiatr się uspokoił!

„podkradziony” test;)

  1. twoj ukochany? Mąż
  2. twoje wlosy? mysie
  3. twoja mama? kochana
  4. twoj tata? problematyczny
  5. najulubiensza rzecz? książka
  6. o czym snilas ostatniej nocy? przyjaciółce
  7. co najczesciej pijesz? mineralną
  8. wymarzony samochod? BMW
  9. w jakim pokoju jestes w tej chwili? komputerowym
  10. twoj ex? czereśniak
  11. najwiekszy strach? choroba
  12. kim bedziesz za 10 lat?szczęśliwym człowiekiem
  13. z kim bylas wczoraj wieczorem? z rodziną
  14. kim nie jestes? krętaczem
  15. ostatnio zrobiona rzecz? obiad
  16. ulubiony autor?Murakami
  17. ostatnia zjedzona rzecz? obiad
  18. twoje zycie? …
  19. twoj nastroj? smutek
  20. przyjaciele? zawiedli
  21. o czym myslisz w tej chwili? lekarzu
  22. twoj samochod? Honda
  23. minione wakacje? ciekawe
  24. stan cywilny? meżatka
  25. co leci aktualnie w tv? program
  26. kiedy smialas sie ostatni raz? dzisiaj
  27. kiedy plakalas ostatni raz? w sobotę
  28. co zmienilas ostatnio w wystroju? nic
  29. jaki film obejrzalas ostatnio? "Daleko od nieba"
  30. o czym byla ostatnio otrzymana wiadomosc? o życiu chorego dziecka
  31. co jutro na obiad? niewiadoma;)


Podkradłam to z bloga artdeco, podoba mi się. Nikogo nie wyznaczam, chcecie, to sobie zróbcie. Ja zrobiłam, bo jak na łańcuszki, nie wydał mi się koszmarnie długi, a poza tym zaintrygował formą. Artdeco pisze, że klucz do tego tkwi w tym, że odpowiedzią może być tylko jeden wyraz. Śmiesznie się to czasem robi, kiedy najchętniej dało by się kilka słów…

rok temu…

to już rok od śmierci Ryszarda Kapuścińskiego.
Niesamowitego człowieka, nie podróżnika, nie turysty, nie do końca chyba nawet reportażysty…nie umiem go prywatnie nazwać. Pisarz kochający inność? Tę inność zapomnianą na codzień, biedę człowieka i jego smutek?
Jak sądzicie?
Poniżej wspomnienie na jego temat sprzed roku…

podobno wczoraj…

był według kogoś tam mądrego, wyliczony najgorszy dzień w roku…Nie wierzę w takie wyliczenia, ale dzień faktycznie nie był z tych, które odnotowywuję , jako najmilesze. Po części z powodu pogody. To był ten dzień, kiedy niebo płacze a człowiekowi w duszy łka. To był dzień, w którym orientujesz się, że pytanie po latach, co u ciebie słychać, powoduje jedynie suchość w gardle i nie jest to pytanie, na które najbardziej lubisz odpowiadać. To był dzień, w którym piszesz komentarz na blogu raspberry-swirl, a potem go kasujesz, bo odnosisz wrażenie, że ją twoje zdanie na dany temat i tak niewiele obejdzie. To był dzień, w którym ludzie w metrze, zdawali się zaprzeczać prawdzie, jaka swego czasu krążyła na vlepkach autobusowych, czyli jakoś tak, "w autobusie wszyscy ludzie mają takie same twarze", kiedy widzisz doskonale, że dziewczyna naprzeciwko ciebie otrzymuje sms od ukochanej osoby a potem z tym charakterystycznym uśmiechem nie dającym się ukryć, odpisuje na niego, potem zaś wyciąga długopis i notuje coś w zapale w zeszycie, a ty zastanawiasz się, czy pisze odpowiedź na wyimaginowany test, jakiś wiersz, czy może listę zakupów do Practicera, bo akurat urządza mieszkanie, podczas, kiedy chłopak stojący obok niej wyraźnie coś do siebie mówi, być może szykuje się na egzamin, być może jest szaleńcem, a być może szykuje sobie tekst oświadczyn (niektórzy już w tym momencie potwierdziliby jego szaleństwo). I to był dzień, w którym orientujesz się, że wychodąc z domu wzięłaś złą parasolkę, która przy byle podmuchu wiatru wygina się w każdą stronę a zimne krople sieką cię w twarz i jedyne, co masz ochotę zrobić, co cisnąć tą parasolką (zresztą odnosisz wrażenie, że nie twoją w dodatku, ale czyją??) prosto do kosza…I to był dzień, w którym dość miłym akcentem jest fakt, że na kontroli dentystycznej nie stwierdzono żadnych ubytków, uff, co za ulga. I to był dzień, o którym właściwie nie musisz wiedzieć, że w nocy jest pełnia, bo wedle ciebie można ustawiać kalendarz…
Tak, to był dość dziwny dzień.