jakieś durnowate sny mnie męczyły. Dwa razy obudziłam się w nocy. Nie lubię tak.
Teraz za oknem deszcz, pogoda raczej usypiająca niskociśnieniowców takich, jak ja. Napiliśmy się ulubionej kawy z "Pożegnania z Afryką", ale ciągle jestem półsenna…
Info dla miłośników "Mistrza i Małgorzaty", w poniedziałek pierwszy odcinek z bodajże dziesięcioodcinkowej serii rosyjskiego serialu "Mistrz i Małgorzata", w TV1, jakoś o 22.10 , o ile dobrze pamiętam…
miło, że mogę coś…
..napisać na własnym blogu, jako, że od kilku dni o rozmaitych porach dnia i nocy pojawia się na bloxie komunikat "wystąpił wewnętrzny błąd serwera" i mam wrażenie, że to się niedługo stanie moim drugim imieniem;)
Tak, czy siak, korzystając, że mogę coś w obecnej chwili napisać, chciałam zarzucić taki weekendowy topik, a mianowicie, polecenia kosmetyczne.
Ze swojej strony polecam dziewczynom coś pod prysznic. Odkryłam to w okolicach Christmas, kiedy to w Superpharmie obniżka była. Butla była większa i za tak mały pieniądz, że grzechem było się nie skusić, toteż się wtedy skusiłam i od tej pory uwielbiam! Jest to to, o wklejam link:
http://www.ziaja.pl/offer/pl/kosmetyki_1/cialo_1/pod_prysznic/prod:kremowe_mydlo_pod_prysznic
czyli firmy Ziaja, kremowe mydło pod prysznic o wdzięcznej nazwie "Kozie mleko" (jeszcze bardziej wdzięczny jest wizerunek kozy zdobiący opakowanie). Jako alergik wiem, że różne płyny pod prysznic różnie na moją skórę działają , a ten jest akurat. Skóra pozostaje przyjemnie miękka i nawilżona i z czystym sumieniem mogę Wam polecić ten produkt.
A Wy? Odkryłyście/liście ostatnio coś z kosmetyków, co nie zabija ceną a ma fajną jakość i Wam pasuje?
poczta…
…poczta nie przestaje mnie zaskakiwać. Od dwóch tygodni czekałam na przesyłkę od angielskiej znajomej. Wiedziałam, że powinna nadejść, tymczasem awizo w skrzynce nie było i nie było. Wczoraj się pojawiło. Z ciekawą datą. Nie, nie 2 kwietnia, jak powinna, a …26 marca. I tak oto cofnęliśmy się w czasie. Nie omieszkaliśmy się spytać pani na poczcie, dlaczego antydatują przesyłki, to poinformowała nas, że listonosz wystawił to jako powtórne awizowanie. Co? ja się pytam, jakie powtórne, skoro pierwszego nigdy nie było? No, ale ona nie wiedziała, dlaczego listonosz tak zrobił. Oj, jak ja narzekam, że ten nasz "stary" (stażem, nie wiekiem) odszedł i przyszedł rok temu nowy listonosz. Tamten stary, to i polecone nosił do domu i przy nim najmniej kłopotów jakichkolwiek było. Teraz ktoś inny cieszy się z dobrej jego pracy. Awizo jednak okazało się nie na to, na co czekałam, a na list z dalekiego kraju z życzeniami Świątecznymi. Podpytałam o drugą przesyłkę , tę od angielskiej znajomej, i ona właśnie była, więc od razu odebraliśmy. Też, wyobraźcie sobie jako powtórne awizowanie. Mało mnie przy tym okienku nie rozniosło, ale na babkę co się mam wściekać, jak ona tam najmniej winna a wszyscy pewnie na niej frustracje na listonosza wyładowują?
Paranoja z tą pocztą polską, a jeszcze, jak Finetka ostatnio napisała, podobno od 21 kwietnia mają zamiar strajkować?
jak nie urok…
…zawsze to powtarzam.
Wczoraj przez chwilkę myślałam, że trafiłam do jakiejś alternatywnej rzeczywistości, i że "to się nie dzieje". Otóż, jakiś czas temu P. zmienił auto służbowe. Jak się okazało, poprzednia właścicielka nie oddała auta na przegląd a termin się zbliżał, więc my je oddaliśmy. Okazało się, że jest problem, auto można odebrać, ale teoretycznie w każdej chwili można spodziewać się popsucia. I w przyszłym tygodniu być może naprawią. Być może, bo serwis Forda nie wie, czy firma, z którą firma P. współpracuje zgodzi się na tę naprawę. Co mnie rozbawiło już, bo jak się nie zgodzi, to znaczy co? Mamy jeździć niesprawnym, aż zatrze się silnik, bo w tym problem i co? No, hm, podpisaliśmy oświadczenie, że nas o tym poinformowano i wyjechaliśmy z warsztatu. To znaczy tak nam się wydawało bo niestety, po ujechaniu może półtora kilometra a może i mniej, okazało się, że auto nie jeździ. Żeby było śmieszniej, nie szwankuje to, co oni ostrzegali, tylko coś zupełnie innego. Czyli wyszło na zasadzie, że oddaliśmy auto do przeglądu i wzięliśmy z czymś nowym spieprzonym.
Auto stanęło i nie chciało współpracować. Pan z warsztatu Forda też nie był do współpracy chętny. Podał tylko numer do holownika na zasadzie "Pan zadzwoni, żeby pana sholowali (zholowali?? jak to się do nędzy pisze?)…Utknęliśmy więc na pipidówie z nieczynnym autem i usiłowaliśmy dodzwonić się do holownika, którego numer rzucił w słuchawkę facio z serwisu Forda. Jak się dodzwoniliśmy, to pan nie był pewien , kiedy by po nas mógł przyjechać. Marzliśmy i stwierdziliśmy, że w takim razie poszukamy coś sami. P. widział lawetę nieopodal, więc ruszył w ich kierunku i załatwił, że nas sholowali. W międzyczasie zadzwonił łaskawie tamten pierwszy holownik, który powiedział, że może i nas sholuje, ale płatnie, bo firma za to nie płaci. Czyli sam sobie płać. Powiedzieliśmy mu, że już sobie coś zorganizowaliśmy.
Przyjechał pan w holowniku (też chcę miec takie auto z wyciągnikiem i jeździć na sygnale świetlnym po Warszawie:), jest super;))…zaczepił nas , my wpakowaliśmy się do niego do kabiny i ruszyliśmy. Dotarliśmy do serwisu Forda, w którym pan , który nas obsługiwał, nie wiedział, że w sobotę i niedzielę nie są w stanie, jak zapewniał wcześniej, dostarczyć nam auta zastępczego. Kolega obok musiał mu wyjaśnić, że niepotrzebnie wciska nam kit, bo zwyczajnie w weekend nie mają. Super. I tak oto, nie dość, że zostaliśmy bez auta na weekend a mamy ważne sprawy do załatwienia, to w dodatku wyszliśmy z poczuciem i przekonaniem, że w Polsce nie zmieniło się właściwie nic. To znaczy dalej możesz wyjechać z serwisowanego punktu i odkryć, że mechanik albo nie zakręcił miski olejowej albo w ogóle oleju nie wlał. Ja się może na autach nie znam, technikum samochodowego nie kończyłam, ale zdaje tak mi się cosik, że to jakaś w miarę podstawa przy przeglądzie, czy też za dużo od nich wymagam?
A Wy? Kiedy ostatnio oddaliście swój dobrze jeżdżacy samochód do warsztatu? Bo może raczej nie warto, skoro zakończyć się to może w ten sposób…
zainaugurowałam…
…kabacki Empik. Nabyłam "Zabójca mimo woli" Marininy i krzyżówki. Sam Empik na razie zapoznajemy, oswajamy się w nim. Trochę mało książek jednak, ale może się rozkręci. Nie podoba mi się też, że jednak wejście nie jest, jak na poczatku sądziłam, niezależne od wejścia do galerii przy Tesco i żeby trafić do Empiku trzeba wejść do niej, a ja Tesco chronicznie nie znoszę i mam na niego autentyczną alergię.
Teraz czytam "Zabić drozda", która bardzo mi się podoba, ale kusi mnie strasznie, żeby zabrać się za te Marininę….oj, oj, osiołkowi w żłobie dano;)
zima wczoraj…
…nieźle dała nam w kość. Akurat wybieraliśmy się zawieźć coś mojej Mamie na drugi koniec miasta. Nie wiem, jak Wy, pewnie nie, ale ja do dzisiaj mam to, czego nabawiłam się w dzieciństwie, a mianowicie, niby wiem, niby akceptuję a w gruncie rzeczy nie udaje mi się do końca uwierzyć, że gdzieś indziej jest inna pogoda, niż u mnie w danej chwili;)) I kiedy Mama powiedziała "Ale gdzie się będziecie wybierać, u nas śnieżyca taka" zerknęłam za nasze okno i stwierdziłam "A gdzie tam, nic nie pada". No i prawdą jest, że u nas na Kabatach nie padało, przynajmniej w tym momencie, za to już na Wisłostradzie zaczęła się taka zima, z takim śniegiem, jak dawno nie pamiętam. Najlepiej było, kiedy wyszliśmy z auta i śnieg nas zaczął dosłownie zasypywać;) nie wiem, czemu, ale wprawiło mnie to w dobry nastrój, przypomniały się zimy (właśnie, ZIMY a nie WIOSNY:) z dzieciństwa, a potem okazało się, że na torbie, w której nieśliśmy rzeczy, przynieśliśmy do domu Mamy śnieg.
Strasznie śmieszna pogoda jest tej wiosny;)
I na szczęście w obie strony bezpiecznie jechaliśmy. Jakoś nie trafili się idioci kierowcy oprócz jednej pani w aucie obok, która jedną rękę wystawiała z fajkiem a drugą przytrzymywała sobie telefon komórkowy. Kierownicę zapewne trzymała siłą woli.
Śmiesznie było;) załączam fotkę, jakość z telefonu komórkowego i wieczorem, więc żadna ale dokumentacja jest. Tu, w okolicach Placu Wilsona.

sprawa Tybetu a net…
…i chińska kontrofensywa. Polecam uwadze tych, którzy w ten, czy inny sposób angażują się w sprawę Tybetu. Chińczycy najwyraźniej uważają, że wysyłając internetowych przestępców do walki z tymi, którzy nie pozwolą sobie mydlić oczu, sprawę wygrają. No więc nic bardziej mylnego.
Ale uważajcie na to, co i kto Wam podsyła internetowo.
Wklejam link do artykułu na temat:
http://hacking.pl/pl/news-7404-Chinska_cyberofensywa_.html
czuję, że powinnam…
…dać jakiś znak…kiedy, przyznaję się, mój nastrój naprawdę ostatnio jest tak kiepski, że nie chcąc smucić, po prostu się nie odzywam…Moje myśli odzywają się tradycyjnie w snach, dzisiaj w nocy miałam prawdziwe koszmary, wymęczyłam się, oczywiście, i wstałam w paskudnym nastroju…
Pierwszy dzień za nami, nie było najgorzej…
Zaczęłam czytać "Pod Huncwotem" Marthy Grimes i zaczyna się zacnie. Kawał fajnego kryminału, może takiego staroświeckiego, w stylu Agathy, bo i angielska prowincja w tle. Mnie to jak najbardziej pasuje.
Na koniec, Plectrude podesłała mi dzisiaj taki link, wklejam, może ktoś z Was się zainteresuje.
Spokojnych, Zdrowych Świąt Wam życzę…
http://www.freetibet.pl/bannery/
Zdrowych, Spokojnych Świąt…

Życzę Wam Zdrowych, Spokojnych Świąt Wielkiej Nocy. Radości i odnowy w sercu nie tylko w te dni i poczucia, że wiosna jest dookoła (w co patrząc za okno z sypiącym się z nieba śniegiem można ostatnio zwątpić).
wczoraj kolejna…
…partia przesyłek, tym razem książka od Judytty, książka, której recenzja na blogu Judytty zwróciła moją uwagę, o tutaj http://judytta.blog.onet.pl/2,ID297168918,index.html
czyli lektura z kręgu, który jest mi praktycznie nieznany, bo z regionu Bałkanów tak mało przecież znam literatury ( i nie to, żebym się z tego cieszyła…), miły list do książki dodany. Także od Raspberry-swirl otrzymany film Kar Wai Wonga, jak tu nie wierzyć w miłe zbiegi okoliczności, skoro dzień wcześniej jeden film tegoż reżysera od Malej_mi, a wczoraj następny? Dziękuję…
Wczoraj wieczorem podczas spaceru utknęliśmy na dłuższy czas w takim miejscu, gdzie nie świeci się jedna latarnia a już las niedaleko, więc miasto nie oświetla i gapiliśmy się w gwiazdy. Jak kiedyś natkniecie się na parę, która stoi z zadartymi w górę głowami albo pokazuje sobie wyciągniętymi łapami w górze konkretne gwiazdy, to pewnie my jesteśmy. Uwielbiam wpatrywać się w gwiazdy. W ogóle, to jestem zwolennikiem teorii innego świata, na którym stoi sobie podobna do nas para i też zastanawia się "czy jesteśmy sami na świecie?"…wczoraj udało mi się dojrzeć jedną spadającą, oczywiście pomyślałam życzenie;)
Tak mi te gwiazdy utkwiły w głowie, że w nocy podobno (wiem z opowieści P.) obudziłam go gadając o gwiazdach…:)
Po Świętach wspólna wizyta u lekarza. P. wczoraj chyba trafił wreszcie na kogoś dość kompetentnego (trzymajcie kciuki). Po raz kolejny potwierdził teorię, że pewne sprawy wynikają właśnie z tego. Opadły mi łapy. Okazuje się, że pewne nasze poczynania mogły potoczyć się zupełnie, zupełnie inaczej, gdyby tylko lekarze, którzy teoretycznie powinni się znać i którym sygnalizowaliśmy pewne sprawy wcześniej przyłożyli się do roboty. Opadło mi ostatnio wszystko, co może opaść kobiecie, serio…taki mnie stupor dopadł…po prostu nie przerabiam…
Ale nic to, bo znowu usłyszę, że smutek życia itd, więc nie ciągnę tematu (a w dodatku są kolejne problemy ze sprzętem agd, "pięknie")…
