z cyklu ankieta…

…czyli najbardziej rozwalające Was, rozbawiające, rozzłaszczające tak zwane "złote prawdy", które słyszeliście w życiu, i które, w Waszej opinii brzmią bezsensownie, idiotycznie, ogólnie mówiąc, nie zgadzacie się z nimi.
Ja znam takich parę. Wszystkie brzmią co najmniej zakłamanie (w mojej opinii) albo są po prostu durnowate.
A oto one:

1. Pieniądze szczęścia nie dają. Tiaaaa. Ten, kto na to wpadł posiadał zapewne niezłe konto i dobra ziemskie. Owszem, za pieniądze nie kupi się ani miłości ani zdrowia, ale dziwnym trafem bardzo one w życiu pomagają. I nie boję się stwierdzić, że wolę ich mieć więcej, niż mniej.

2. Cierpienie uszlachetnia. Naprawdę? Kogo? Bo nie zauważyłam. Ktoś, kto to z kolei wymyślił był chyba albo pod wpływem jakichś nielegalnych środków albo bardzo niewyspany, bowiem oględnie mówiąc, to jedna wielka bzdura. Zamiast setek ludzi szlachetnych, tych którzy w ten czy inny sposób zostali dotknięci cierpieniem widzę ludzi smutnych, w depresyjnych nastrojach, załamanych, złych, buntowniczych , zgorzkniałych , apatycznych albo zupełnie innych od tych, których znałam.

3. Jakby człowiek wiedział, że się przewróci, to by się położył. Z cyklu złote przysłowia pszczół. Niby racja, a jest jakieś takie, no, aż nazbyt truistyczne;)

A Wy? Znacie jakieś powiedzonka, które wyprowadzają Was z nerwów mądrością inaczej swej treści?
Bo jak sobie coś jeszcze przypomnę, to dopiszę…

No i dzięki By_babce, przypomniało mi się kolejne. Drogą skojarzenia do szklanki wody, co to ją dziecię na starość ma podawać.
Kolejna złota myśl:
Prawdziwa kobieta spełnia się dopiero wtedy, gdy zostaje matką. Bez dyskusji;)

smutne informacje;( plus update…

Właśnie na gazecie przeczytałam, że zmarła Agata Mróz. Przegrała najważniejszy mecz. O życie. Strasznie smutno, tym bardziej, że pozostawiła dwumiesięczną córkę. Od razu mi się przypomina historia mojej Mamy i jej macochy, jak ze złej bajki…Oby jej się taka nie trafiła!
A wracając z Paryża czytałam z Agatą wywiad w którymś z czytadeł (Vivie! lub Gali, nie pomnę teraz), w którym pisała, że zajście w ciążę ją zaskoczyło i że to przełożyło pierwotny termin przeszczepu. Szczerze, to już na zdjęciach wyglądała, jak śmierć na chorągwi;(no, ale nawet się nie zdziwiłam, ciąża przy stanie jej zdrowia nie była pewnie wskazana…
Ale strasznie przykre, że ta historia nie ma happy endu. I mimo, że żal mi wszystkich Jej bliskich, rodziców, rodziny, Męża, przyjaciół, to najbardziej żal mi jej córeczki……..


http://www.sport.pl/siatkowka/1,65111,5276495,Agata_Mroz_nie_zyje.html

UPDATE:
to o ten wywiad, jak się okazało w Vivie! mi chodziło:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80280,5277901,Dwa_kilogramy_szczescia.html

Laleczki Kokeshi.

Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że je kolekcjonuję. Podczas wyjazdu do Paryża nabyłam aż dwie sztuki! Jedną w Muzeum Sztuki Azjatyckiej, a drugą w super sklepiku,który odkryłam niedaleko naszego hotelu, czyli w tym:
http://www.magna-carta.fr/

Ostatnio Regina w emailu spytała się o te laleczki i stwierdziłam, że wkleję zdjęcie mojej kolekcji.
Nowe sztuki, to pierwsza z lewej i ta w białym kimonie.

rotacja sąsiedzka…

…tak się składa, że jak się wprowadzaliśmy do nowego mieszkania, to byliśmy jedyni na piętrze, a i chyba dwie rodziny jedynie mieszkały wtedy na klatce schodowej. My stare mieszkanie chcieliśmy opuścić jak najszybciej, zresztą, problem mieszkania w samotności dla nas był żaden. Z czasem zaczęło się zaludniać. Najpierw poznaliśmy sąsiadkę obok,z którą wymieniliśmy się numerami telefonów i raz się to zdecydowanie przydało, kiedy okazało się, że jej ekipa remontowa zostawiła jej drzwi otwarte, a w środku już stały wanna, kibelek, umywalka itd. Wprost marzenie, coby wynieść. Drugich "stałych", sąsiadów poznaliśmy w sposób, który u mnie rzutował potem na stosunek do nich, a mianowicie siedzieliśmy kiedyś czekając na wizytę Teściów, kiedy do drzwi zabrzmiał dzwonek i okazało się, że to właśnie sąsiedzi z góry, przyprowadzeni przez kobietę z boku, bo "państwo mają tak ładnie zrobione mieszkanie i czy możemy obejrzeć"…Mogli. Babka zlustrowała podłogi i zdjęła buty (co mnie zawsze wkurza, bo czego nie cierpię, to jak ludzie gościom każą zdejmować buty), usiłowałam ją powstrzymać, ale się nie dała. Nie wyjaśniłam jej więc , że mieszkanie świeci się jak psu przysłowiowe klejnoty z racji wizytacji Teściów;) niech myśli, że tak mam na codzień, a co tam!;) Mieszkanie oblecieli, pewne rozwiązania im się spodobały, a na moje pytanie (bo zdążyłam się zorientować, że mają też takie, jak nasze, tylko wyżej, ale nie nad nami), czy mieszkają na trzecim piętrze usłyszałam wówczas bardzo zaskakującą jak na takie pytanie odpowiedź, która, nie przeczę, właśnie wtedy mnie do nich zraziła , a mianowicie , kobieta, zamiast potwierdzić, po prostu powiedziała "Ale my szukamy znajomych z dziećmi, żeby nasze się mogły z kim bawić"…Nie przeczę, że trafiła wtedy w naprawdę kiepski moment z takimi stwierdzeniami, zresztą, do dziś dnia twierdzę, że była to taka odpowiedź ni przypiął, ni przyłatał, dość, że zniechęciłam się do nich na dłuższy czas wtedy. Zdążyłam tylko pani grzecznie wyjaśnić, że "No, tu to takich towarzyszy nie znajdą" i tyle.
W tak zwanym międzyczasie nastąpiły rotacje. Sąsiadka obok zdążyła wyjść za mąż za obcokrajowca i obecnie urodziwszy mu bliźnięta płci przeciwnej zamieszkuje jego kraj, a do mieszkania trafia jedynie w okresie wakacyjnym. Sąsiedzi z góry, ci od poszukiwania towarzyszy zabaw dla własnych pociech zdążyli postarać się o trzecią córkę, i właśnie w maju opuścili mieszkanie nabywając sobie dom. Jako, że odnoszę wrażenia, że celują w syna, kto wie, czy większy metraż naprawdę im się nie przyda. W międzyczasie zdążyli jeszcze nas nawiedzić z zapytaniem o namiary na naszego architekta wnętrz i stolarzy od mebli, których im jednak nie podaliśmy, jako, że zapomnieliśmy kompletnie, jak się facet nazywał. Nie zraziwszy się tym jednak najwyraźniej podali na nas namiary kolejnej osobie, bowiem wczoraj mieliśmy (złe określenie) okazję poznać nową sąsiadkę, jaka zamieszkuje teraz ich mieszkanie. Sąsiadka zamężona i zadzieciona, z tym, że dziecię sporo już podrośnięte, wiem, bo widzieliśmy, ich natomiast do tej pory nie, ale to logiczne, bowiem musieli się przenieść, jak nas nie było.
Niestety, jak napisałam, trudno mi coś stwierdzić, bowiem w momencie, kiedy pani się zjawiła, brałam właśnie relaksujący prysznic, a moja Druga Połowa właśnie się pod takowy wybierała. Sąsiedzi najwyraźniej stwierdzili, że może my ze złośliwości nie chcieliśmy im namiarów podać, bowiem kobieta po przedstawieniu się P. spytała o namiary na stolarzy. P. rozwiał jej nadzieje, mówiąc, że po pierwsze, współpracowali oni z tym naszym architektem, którego dane zapadły w mroki niepamięci, a po drugie, byli spod Białegostoku. Po trzecie zaś, dodał, odwalili niezłą fuszerę i ponownie z pewnością nie skorzystalibyśmy z ich usług, nawet mimo tego, że cena porównywalna do w-wskich była iście korzystna. Dał kobiecie namiar na lokalną stolarnię.
Ot, mamy więc nowych sąsiadów, którzy wydają się być raczej OK, więc przynajmniej to dobre, jak się ma takie, jak my towarzystwo niefajne nad sobą.

Wpis właściwie o niczym, ale czasem trzeba z siebie wywalić takie tam rozmaitości;)

wrzuciłeś Jasiu list do skrzynki?

…jak prosiłam?

Czyli perypetie pocztowe możliwe. Długo dumałam, co zrobić z kartkami z Paryża i ile je mam w domu trzymać. I jak dzisiaj je do skrzynki wrzuciłam, to usłyszałam o tym, że jednak od jutra ma być ten strajk poczty…tiaaa…to trzymajmy kciuki, żeby podochodziły, bo drugich nie wyślę;( w sumie ile je miałam w domu trzymać? Do lipca, kiedy być może skończyliby strajkowanie?
Rano w radio usłyszałam reklamę jakiegoś konta w banku pocztowym, to się tylko pośmiać pozostaje w takiej chwili…

wszędzie dobrze, ale…

…w domu najlepiej. Tego zdania nie powtarzam chyba jedynie po powrocie z Grecji, w każdym innym przypadku jednak okazuje się, że tęsknię za własnym domem, a raczej mieszkaniem, i nawet myśl o koszmarkach z góry mi niestraszna;)
Tradycyjna prośba do Was. Nie zdążę poczytać wszystkich blogów z ostatnich 10 dni, jeśli więc czujecie, że w Waszym życiu w dniach, kiedy mnie nie było, zdarzyło się coś, o czym chcecie mi powiedzieć, podzielić się tym ze mną,to proszę, napiszcie w komentarzach.
Kurczaki, ledwo mi się pisze na klawiaturze. Zdecydowanie przydaje się odwyk od kompa;) ale literówek natrzaskałam pisząc te parę zdań!;))
I za Wami też się stęskniłam:)

powiem a raczej napiszę…

, że się chwilowo mówię Wam "do usłyszenia". Jutro po południu wylatujemy do miasta Amelii. Może uda mi się ją spotkać na moich ścieżkach? Bardzo bym chciała…
Walizki spakowane. Ciekawe, czy bardzo się wygniotą rzeczy, bo kilka razy przepakowywaliśmy w rozmaite konfiguracje walizkowe.
Lektura na wyjazd wzięta, będą to opowiadania "Ślepa wierzba i śpiąca kobieta" Haruki Murakami. Czytałam ją już po angielsku, jak pamiętają niektórzy czytelnicy mojego bloga, bowiem Chihiro sprezentowała mi ją na Gwiazdkę, ale chcę porównać moje odczucia z tłumaczeniem polskim.
W ramach relaksu w międzyczasie obejrzana "Maria Antonina" Sofii Coppoli. BARDZO mi się podobał. Ja nie jestem wielką miłośniczką filmów kostiumowych a ten mnie bardzo przyjemnie zaskoczył. Ku mojej radości, bo recenzje miał takie sobie. A mnie się bardzo podobał. Kirsten Dunst w roli tytułowej świetna. Tym, którzy nie widzieli polecam, może przyjemnie Was film zaskoczy, jak i mnie.
Trochę więc mnie tu nie będzie. Nie wiem, czy będę zaglądać, ale jak nie, to do usłyszenia za jakiś czas!

wczorajszy trzynasty…

…jednak się okazał trzynasty. I to tak chyłkiem ciszkiem, pod sam koniec dnia. Niedobre wieści do nas dotarły, których ciąg dalszy w bliższej i nieco dalszej przyszłości będą miały konsekwencje.
Ostatni tydzień miałam wciąż i wciąż złe sny i jak tu się nie martwić, jak one mnie najwyraźniej ostrzegały…
Heh, najgorzej, że wraca się chyba sytuacja i klimat sprzed dwóch lat, a tak się wydawało, że się trochę uspokoiło na pewnych frontach, a tu jednak nie. Po prostu czynione były bardziej sprytne działania, coby uderzyć ze zdwojoną siłą…
Ciekawe, co przyniesie przyszłość, bo może życiowo, albo stanie się to mobilizacją do zmian dobrych albo złych. Wiem, brzmi truistycznie, jak z Coelho, ale tak jest………….a chciałabym tylko tak zwanego świętego spokoju!
W złym nastoju jestem;(

jeśli by…

…ktoś wątpił, że mieszkam na wsi Kabaty (jak to często określam), to proszę, kogo tu u nas można spotkać na polu.
A nawiasem mówiąc, Pan Słowik się nie wyniósł! Jest i nocami wyśpiewuje swojej pani przepiękne koncerty! Ach, ten maj!

zmarła Irena Sendler…

…osoba, dla której pomoc bliźniemu nie oznaczała pustych słów. Miałam nadzieję, że zostanie nagrodzona Pokojowym Noblem. Zawsze jednak opłacało się nagradzać jak zawsze kluczem politycznym (w sumie, czy ktokolwiek wierzy jeszcze w szczerość nagród Nobla pokojowych i literackich? inaczej się ma może z tymi w dziedzinie fizyki, ogólnie nauki, tu się nie wypowiadam).
Nagrodą zatem nie została uhonorowana. Szkoda.
Szkoda też, że tacy Ludzie odchodzą. Wiadomo, takie jest życie, ale zostaje coraz mniej ludzi, dla których pewne wartości coś naprawdę znaczyły…
A tu z wikipedii:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Irena_Sendler