…taki, jak za oknem, raczej niże, niż wyże…bywa i tak. I jeszcze ta świadomość, że czasem zwykła płyta DVD ma dłuższe życie, niż znajomość z osobą , od której się ją dostało…
minione…
…2 tygodnie znowu pozwoliłam zawładnąć swojemu wewnętrznemu stresowi, złym myślom i obawom. Znowu, jak ohydne karaluszyska, wylazły z podświadomości obawy, smutki, zadawnione żale, których się kiedyś tam nie wyjaśniło i jak się okazuje, uwierają z biegiem czasu jeszcze bardziej…
W zamartwianiu się na zapas i tak zwanym niepotrzebnym jestem absolutnym mistrzem. Czuję, że mało kto jest w stanie mnie przebić w tej dziedzinie.
Mam nadzieję, że lipiec przyniesie mi tak potrzebne mi wewnętrzne ukojenie i po prostu spokój…
tytułu wymyślić nie umiem…
…do tej notki, to taki będzie sobie tenże tytuł.
Utkwił mi chłop w robocie, zatem spaceru wspólnego nie było. Poszłam więc sama, nieco wcześniej, niż kiedy razem. Zjadłam nawet coś w miejscowej restauracyjce, w ramach obiadu, bo z lenistwa dla mnie samej nie chciałoby mi się nic robić, skoro, jak wyszło, do tej pory obiadu wspólnie byśmy nie zjedli… Nie jest fajnie jeść samemu, oj nie…Poszłam potem obejść lokalne księgarnie, i tak na pierwszy rzut poszedł Empik w Tesco, gdzie nabyłam coś dla P. na Imieniny się zbliżające (nie napiszę, co, bo a nuż przeczyta? wprawdzie sądzę, że nie czyta mojego bloga, ale gdyby, nie chcę psuć niespodzianki), a sobie kupiłam opowiadanka Woody’ego Allena, tak chwalili, że sama się chcę zapoznać.
Potem skierowałam swe kroki w kierunku księgarni "Świata Książki", która to nieopodal nas jest. Nie mam tam karty stałego klienta, bowiem irytuje mnie świadomość tego, że jakieś książki muszę zamówić. Tak obligatoryjnie. Niby, kiedy się tam rozglądam, zawsze coś dla siebie znajdę, ale…nie lubię czuć takiej presji na sobie. Jednak dwie kobiety przede mną wyciągnęły karty członkowskie, czyli jednak to popularne. Tu nabyłam (nawet nie wiedziałam, że już jest coś nowego jednej z moich ulubionych autorek!) "Zabójcze piękno" Joy Fielding (oj, jak się na nią cieszę!), a także, w ciemno, "Pomaluj to na czarno", autorki "Białego Oleandra", Janet Fitch.
Miałam wielką ochotę na najnowszą książkę Montefiore, Judytto, widziałam, że u Ciebie na blogu ktoś o niej wspomniał, ale stwierdziłam, że co za dużo, to niezdrowo, więc kupiłam jeszcze książkę na prezent dla P.;)
Wracałam z poczuciem , że wydaję stanowczo za dużo kasy na książki, ale pocieszył mnie dialog, ktory przeprowadziła koło mnie dziewczyna z chłopakiem. On coś wspomniał o karcie kredytowej, a ona, że owszem, używa i że musi właśnie spłacić. Osiem setek. "Na co ty tyle wydajesz?" spytał się jej z przerażeniem. "Na ciuchy" odpowiedziała z lekkim uśmiechem;) no więc poczułam się rozgrzeszona. Niech każdy wydaje na to, co mu najbliższe;0)
letnio się poczułam;)
nie tylko ze względu na fakt rozpoczęcia się lata kalendarzowego (to za oknem mamy od jakichś 3 tygodni przynajmniej), ale ze względu na fakt, że dzisiaj zaczęło się "Lato z Radiem":) Lubię, słucham od wielu, wielu lat, mam z nim związane bardzo sympatyczne wspomnienia…słuchałam go w mazurskiej głuszy i to dzięki niemu na przykład poznawaliśmy wtedy pogodę na następne dni jak również zaśmiewałam się przy czytanej wtedy przez Malajkata powieści, jaką był "Forrest Gump". Tak więc sezon letni uważam osobiście za otwarty;)
Wczoraj była przedziwna pogoda, może to przed dzisiejszymi burzami? Dziwnie źle się czułam…Nie miałam ochoty na długie łazikowanie (mimo to pochodziliśmy dwie godziny). Najpierw podeszliśmy pod las. O zakazie wstępu do lasu wiem z forum lokalnego, ale bardzo chciałam zobaczyć, ilu mamy ślepych Polaków. Mimo, że przy lesie wisi kartka z ogłoszeniem (fakt, że z boku na palu, ale jak niby inaczej mają ją powiesić?? postawić bilbord?), do lasu ciągnęli ludzie. Szkoda;( tak mało tej zieleni wokół, a naród nie dba. Ja wiem, że czasem prawo czy zakaz wydaje się durnowaty (tu można by założyć, że gdyby ludzie szli główną drogą, to nic by się nie stało, co z tego, jak wiadomo, że wiele osób i tak by łaziło mniejszymi bocznymi ścieżkami, dlatego zakaz obowiązuje całkiem na wstęp do lasu), ale jednak jak zakaz, to zakaz, i tyle.
Poszliśmy na spacer w drugą stronę, w stronę Skarpy…Mimo, że jest tam zacienione, to po spacerze odkryłam przykrość, okazało się bowiem, że mimo, że posmarowałam blokerem twarz i dłonie, to tunika, którą miałam na sobie zdradziła mnie…zapomniałam wysmarować dekolt i obecnie mam zjarany dekolt i ramiona;(
Na szczęście, przypomniałam sobie, że nasza zaprzyjaźniona pani aptekarka ostatnio podarowała mi próbki smarowidła Vichy właśnie na zbyt wielkie opalenie. Wieczorem wykorzystam. Wczoraj ratowałam się Panthenolem.
Na koniec wklejam Wam zdjęcie stareńkiego mieszkańca naszych okolic, czyli niejakiego dębu Mieszko I, który, jak głosi tabliczka przy nim, jest "Ostańcem Puszczy Mazowieckiej. Wiek około 1000 lat"…Staruszeczek już, ale jeszcze w części gałęzi jest życie i dąb zazielenił się już całkiem (fota, którą wkleję pochodzi z długiego majowego weekendu, więc dobre półtora miesiąca temu).

Międzynarodowy Dzień Uchodźcy.
Myślę,że Chihiro nie będzie miała mi za złe, że wkleję ten film w osobnym wpisie. Ale uważam, że zasługuje on na odrębny wpis.
Polecam, a Chihiro dziękuję za podesłanie linku do niego! Film trwa 16 minut.
http://poznajmysie.bzzz.net/
a gdybyś musiał/ła…
…z chwili na chwilę zostawić to, co masz najdroższego, swój dom, swoje miejsce na ziemi, swój cały dobytek (nawet nie wiadomo, jak skromny), swój kraj i udać się na tułaczkę i poniewierkę? Gdzieś, gdzie wiadomo, że nigdy nie będziesz "swój", gdzie zawsze będziesz obcy, gdzie nie zawsze trafiasz bo tam chcesz, ale tylko tam chcą ciebie przyjąć? Gdzie musisz a nie chcesz, a to wielka różnica?
Tak, dzisiaj obchodzimy Międzynarodowy Dzień Uchodźcy. Współczesny świat zna ich wielu, coraz większą ilość…
I w takim dniu, jak ten przychodzą do głowy może truizmy, ale jakby nie było, nikt z nas nie jest zagrożony we własnym domu, nie musi kłaść się spać z obawą, że nie doczeka rana. Nikt z nas nie jest prześladowany z tego, czy innego powodu i na tułaczkę nie jest skazany…doceńmy to.
strajk na poczcie zawieszony…
jak wyczytałam na wszystkich serwisach przed chwilą. Ma zostać zawieszony od północy. Nie oznacza to jednak zakończenia, jednak dla nas, odbiorców, oznacza, że chyba ruszy się coś w sprawie naszych listów, rachunków, prenumerat itd.
No,dobra, to ja czekam, że jutro listonosz przyniesie nam nasze zaległe rzeczy…
73:)
Ni mniej, ni więcej.
Miałam to dziś napisać sama z siebie. Poszłam do prowincjonalnej_nauczycielki o co widzę? też taki temat;)
A temat jest zakładkowy.
Policzyłam. Mam (w dniu przedwczorajszym;), ni mniej ni więcej, a 73 zakładki do książek. Papierowe, robione przez innych (te chyba jedne z "cenniejszych" dla mnie, mają wartość sentymentalną), robione też jako rękodzieło, metalowe (sztuk dwie:), magnesowe (sztuk dwie;), z piaskowym widoczkiem (wklejałam kiedyś jej zdjęcie),z roślinami zasuszonymi, reklamówki, i parę innych wykorzystanych jako zakładki przedmiotów, w tym sporo dodawanych przez wydawnictwa (głównie W.A.B). Tak, to kolejne rzeczy, jakie kolekcjonuję, w tym przecież dzięki Wam również, bo spora część mojej kolekcji jest prezentami.
Na zakładkach, o dziwo, książek najmniej, mam tylko jedną (od Reginy) z motywem książek, najczęściej są to widoczki, albo reprodukcje dzieł sztuki…
Podczas wyjazdów staram się też coś zawsze podkupić, bo u nas wybór ciągle kiepski, chociaż pojawiły się w Empikach pierwsze jaskółki, że się tak wyrażę.
Korzystacie z zakładek do książek?? Albo co wykorzystujecie jako właśnie zakładki??
strajk poczty i nie tylko…
Jak tam strajk poczty w Waszej okolicy? U nas, przez chwilę myślałam, że obejdzie się, bo w zeszłym tygodniu listonosz pojawił się w środę. Pomyślałam, że może to oznacza, że będzie chodzić, ale jakoś rzadziej na przykład, ale… od środy listonosza niet. Chodzą ludzie z paczkami, ale oni, mimo, że z poczty, są chyba jakoś zatrudnieni kontraktowo i może jest to na innej zasadzie, a może po prostu nie są ze związku, nie znam się.
Tak czy siak, do nas poczta nie dociera;( ciekawe, ile mi poginie przesyłek do mnie.
Za to, miła informacja, otrzymałam dwie info o otrzymanych kartkach z Paryża, jedna doszła za granicę, inna, na Śląsk. Znaczy się jest nadzieja, że przynajmniej część z nich dotrze. Miło by było, a Wam dziewczyny, dziękuję, że dałyście mi znać, że pocztówki doszły.
Wczorajszy spacer wieczorny zaczął się nietypowo. Spotkanie, które nie powiem , żeby mnie ucieszyło. W sumie nie było jakoś niemiło, udało się wymienić grzecznościowe formułki, i elegancko się wymiksować, za to pozostało sporo refleksji…Nie lubię takich spotkań, które uświadamiają mi, jak wokół, u innych, dzieje się tyle zmian, a my jakbyśmy tkwili w miejscu…
Nie powiem, wpłynęło to na mój wieczorny nastrój. Pojawił się też ból głowy.
Rozmawialiśmy też wczoraj z naszą ulubioną, już można powiedzieć, zaprzyjaźnioną dziewczyną z apteki (czuję, że gdybyśmy się spotkały na innym gruncie, mogłybyśmy się zaprzyjaźnić, wyczuwam w niej coś swojskiego, jak powiedziałaby Lucy z "Ukrytych pragnień"). Doradziła w paru kwestiach. Niektóre rady faktycznie dobre. Kupiłam też nowy bloker do twarzy, bo jednak na wyjścia na spacery przydaje się, żeby nie mieć spalonego nosa.
Wieczorem zaczęłam czytać "Wyspę" Victorii Hislop…Rzecz dzieje się na Krecie. Poznajemy życie bohaterów i historię samej wyspy, a zaczyna się bardzo nietypowo, bo na Spinalondze. Nie wiem, co Wam to mówi, ja wiedziała, a propos pobytów na Krecie , że była tam kiedyś kolonia trędowatych.
Ale nie wiedziałam, a samej wyspy nie zwiedziliśmy, że ta kolonia była tam do całkiem niedawna, bo aż do 1957 roku.
A tu trochę informacji o wyspie, z wikipedii:
http://en.wikipedia.org/wiki/Spinalonga
Książka zaczyna się bardzo interesująco. Myślę, że to będzie udana lektura.
aż musiałam się podzielić;)
radością z książkowego smaczku, który właśnie zaczęłam. Dziś odebraliśmy przesyłkę merlinową i oprócz kolejnych midsomerków (będzie co oglądać;) to doszła do mnie kolejna książka Amelie Nothomb (ci, co dłużej czytają mój blog wiedzą, że bardzo lubię jej książki, szczególnie te , których akcja dzieje się na wschodzie), i właśnie ta pod tytułem "Ani z widzenia, ani ze słyszenia" dzieje się w Japonii, po powrocie autorki tam po szesnastu latach bodajże, kiedy to wróciła po dzieciństwie w Japonii spędzonym. Poczucie humoru, dystans do siebie, ta lekka ironia, to wszystko powoduje, że nie mam ochoty wypuszczać książki z rąk. Szkoda, bo niestety, jak jej wszystkie książki, ta jest cieniutka i zapewne szybko ją skończę:)
