Sylwestrowy wieczór…

…jakby co, to zimny szampan się ociepla (z kryształkami lodu pić nie zamierzamy)…sałatka grecka zrobiona. Ciacha na osłodę życia w lodówce. Sąsiedzi z góry do Nowego Roku u siebie na wyjeździe, laski obok wyszły więc imprezki nam na szczęście nie zmontują. Nie jest źle;) jest spokój, czyli dokładnie to, czego potrzebuję.
Zaraz się wbiję w jakieś elegantsze, niż domowe ubranko, i siadamy do kolacji.
Zapraszam do wirtualnego spędzania Sylwestra, będę tu zaglądać;)

Sylwestrowy dzień…

…zawsze kojarzy mi się z inną, niż zawsze atmosferą. Jest w tym dniu atmosfera wyczekiwania, niecierpliwości lekkiej. Oczekiwania na zmianę dat, z którą zawsze związane jest tyle niewiadomych. Co nam przyniesie ten Nowy Rok, co się w nim zdarzy. Większość chyba, co nie jest dziwne, oczekuje na zmiany na lepsze. I chyba w każdym z nas drzemie nadzieja, że w Nowym Roku tego dobrego nie zabraknie.
Życzę Wam w dniu zmiany daty tego, aby Nowy Rok 2009 okazał się dla nas wszystkich tylko dobry. Niech będzie pełen Zdrowia, Miłości, Spokoju, Radości i Szczęścia. Niech każdy otrzyma spełnienie jednego z najważniejszych marzeń.
Tym, którzy spędzą wieczór w domu, jak my, życzę miłego wieczoru w gronie czy to rodziny czy bliskich. Tym, którzy postawili na szampańską zabawę-życzę udanego Sylwestrowego szaleństwa. Niech brokat nie odpadnie w najmniej spodziewanym momencie a w rajstopach nie poleci oko;)

Wspaniałego Nowego Roku 2009!

drugi dzień…

… Świąt za nami. I dobrze. Generalnie, to cieszę się, że Święta generalnie nie zdarzają się często. Powiedzmy, że oprócz pewnego incydentu było OK, pojedliśmy, pośmialiśmy się, pokolędowaliśmy nawet, która to tradycja tej rodziny akurat podoba mi się bardzo. Ale pewien niesmak pozostał. Cóż, bywa i tak.
Dzisiaj przepisałam swój kalendarz, a raczej ważne wydarzenia, o których trzeba pamiętać w przyszłym roku, wszelakie rocznice i te fajne i te mniej fajne, Imieniny i Urodziny krewnych i znajomych królika.
Z pasją odliczam dni do Nowego Roku, ten mijający zapisze się w mojej pamięci jako jeden z najmniej udanych.

nie pożałował…

…Mikołaj i rozpieścił podarkami. Musiałam być grzeczna w tym roku:) A na serio, naprawdę prezenty okazały się trafione, takie, jak sobie wymarzyłam. Dostałam śliczny zegarek, który , to fakt, wybieraliśmy razem z Mikołajem, ale tego typu rzeczy faktycznie dobrze jest razem wybierać, bo jednak to ja będę go nosić. Dostałam kilka filmów, tak chciane przeze mnie "Kochanice króla", czyli kolejny film kostiumowy, także "Tango" Carlosa Saury, z którego się cieszę ogromnie i jeden z moich ulubionych filmów, czyli "Leona Zawodowca", którego nie miałam w swojej kolekcji (to znaczy miałam, ale na video, nawet nie wiem już, gdzie). Było też coś z biżuterii, zapach, który lubię. No i oczywiście książki;) Z zupełnie rozmaitych dziedzin, ale ze wszystkich się cieszę. Dostałam autobiografię Doroty Sumińskiej, której audycję słucham sobie w radio regularnie, "Nigella ekspresowo" (uwielbiam i jej audycje i książki o gotowaniu a samą Nigellę uważam za faktycznie boginię w kuchni), "Encyklopedię pielęgnacji. Rośliny pokojowe", bardzo praktyczna rzecz, szczególnie dla nas, którzy lubimy mieć coś zielonego w domu i "Ptaki Polski" Kruszewicza, co też mnie ucieszyło. Była nawet chwila, kiedy zastanawiałam się nad jej nabyciem, ale trochę zraziła mnie cena i jakoś tak się nie zdecydowałam.
Myślę, że i pod Waszą choinką znalazło się coś, co sprawiło wyjątkową radość.

Życzenia Świąteczne ode mnie…

Wiem, że niektórzy z Was wyjeżdżają, dlatego składam Życzenia już dziś.
Moim Czytelnikom, i tym, którzy się odzywają i tym, którzy czytają bez zostawiania swojego śladu na moim blogu, życzę, aby te nadchodzące Święta były pełne Zdrowia i Spokoju. Niech każdy otrzyma to, czego pragnie najbardziej, gdzieś na dnie serca (i niekoniecznie mam na myśli najnowszy model Audi:). Niech otaczają Was tylko życzliwi ludzie, z którymi atmosfera świątecznych dni będzie jeszcze pełniejsza.
A w Nowym Roku 2009, chociaż to jeszcze pewnie "pożyczę" przed zmianą dat , niech spełnią się marzenia, niech będą tylko dobre i szczęśliwe dni a jeśli zmiany, to tylko te na lepsze.
W prezencie piosenka, która niech pokaże nam wszystkim, że nawet w najmniej ciekawym miejscu może zdarzyć się mały, prywatny cud.

deszczowe dni…

…te przedświąteczne, ale podobno od wtorku ma sypać śnieg. Hmmm, zobaczymy.
Święta niebawem. Mam nadzieję,że sąsiedzi w góry, jak co roku wybiorą się do swojej pozawarszawskiej familii, czym zrobią mi najlepszy prezent, bo zagwarantują odrobinę ciszy i spokoju. Dzisiaj podczas ubierania choinki (ach, jak lubię ten zapach lasu w domu, nawet jeśli utrzymuje się przez chwilę) musieliśmy znieść ich koncert na trąbie. Trafiają do mnie po haśle "jak uprzykrzyć życie sąsiadom z góry", już któryś raz. Niestety, ponieważ to ja jestem tą, której się uprzykrza, więc ja za wiele metod nie znam, ale mogę poradzić trąbę. Skutecznie obrzydza życie sąsiadom. I z góry i z boku i poniżej. Na trąbie grywali a raczej nieudolnie próbowali zaraz po przeprowadzce. Niestety, najwyraźniej ktoś wcisnął jednostce próbującej wydobyć coś z instrumentu kit, że ma talent, bowiem próby obracały się wciąż wokół jednej, w dodatku źle wygrywanej upierdliwie z tym samym mozołem melodii. Talent więc został pogrzebany a instrument odłożony. Aż do dzisiaj. Myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok.
Na pociechę, i zadbanie przedświąteczne, na włosach mieni się mój ulubiony mahoń. Nie ma to, jak coś zrobić z włosami, od razu nastrój lepszy.
W tym roku baczniej zwracałam uwagę na ozdoby świąteczne, głównie kolorowe lampki, w oknach i na balkonach Kabat. Niektóre kompozycje są naprawdę przepiękne. Cieszą oko podczas spaceru, szczególnie wieczornego.
Też nabyliśmy lampki, które migają kolorowo, ale nie mamy ich na balkonie, ale w domu.
Święta tuż tuż…

świąteczne życzenia…

…powoli nadciągają;)
Niektóre wraz z miłymi dowodami pamięci.
Nadeszły życzenia z Japonii, Włoch, Niemiec, a wczoraj od Spacerka wraz z dwiema ślicznymi zakładkami magnetycznymi, do książek, oczywiście, UNICEFU. Mają piękny wzór, jakoś kojarzą mi się z Zen.
Za życzenia dziękuję a Spacerkowi dodatkowo za przemiłą niespodziankę;)
Dowiaduję się też, że powoli i nasze życzenia docierają do adresatów, mam nadzieję,że żadne się nie zgubią gdzieś po drodze. Wczoraj znowu wyczytałam gdzieś o stosie wywalonej korespondencji, które ktoś znalazł i nawet sfilmował, żeby był dowód, że nie zmyślił.
Dopisek, zapomniałam wspomnieć, a to myślę, ciekawe, że kartka z Włoch (Pyza, mogę ujawnić, że od Ciebie?:), nie była taką zwykłą kartą a kartką wspierającą działalność organizacji Emergency. Pyza była tak dobra i podała mi link do nich, więc wklejam i tu, może ktoś będzie zainteresowany, czym się ona zajmuje.
http://www.emergency.it/index.php?ln=En

kartki świąteczne…

…powoli zaczynają nadchodzić. Regina zapoczątkowała swoją ze Szwajcarii, a wczoraj doszły już z Australii i pierwsza ze Stanów.
My swoje za granicę, wysłaliśmy i jak na razie tylko Dublinia dała mi znać, że otrzymała, hm, mam nadzieję, że reszta też trafi do adresatów. Te do Polski pójdą dzisiaj, bo wrzuciłam do skrzynki wczoraj wieczorem. Teraz tylko pozostaje sobie życzyć, żeby doszły na czas.
Poczta znowu mnie zirytowała. P. odebrał list polecony, na który to list kwitek był tak wystawiony, że nie mieliśmy zwyczajowego czasu 2 tygodni na odbiór listu, ale tylko w sumie tydzień i jeden dzień może. Czyli co, znowu awizo przyszło późno? A jakbyśmy nie mogli odebrać w tym czasie, bo byśmy wyjeżdżali? Dwa tygodnie, to jednak dwa tygodnie a tydzień, to tydzień. No, ale takie mamy właśnie porządki na naszej poczcie. Już nawet nie mam sił się denerwować. Czekam na książkę z wydawnictwa, i też się zastanawiam, kiedy mi ją dostarczą, a raczej, jak teraz wydatują na awizo. Chciałam szczerze mówiąc, odebrać ją dopiero po Świętach, bo to, co się dzieje w naszym urzędzie, to jeden wielki kłębiący się dziki tłum, ale kto wie, kiedy w ogóle dostanę awizo.

nastroiła mnie…

…do tego wpisu notka u kogoś, kto niestety, blog ma zamknięty, więc nie mogę Wam linka podrzucić. Jednak idea była taka, że ten Ktoś przypomniał sobie swój wpis sprzed roku niemal, taki list odezwę, prośbę do Mikołaja i teraz po tym prawie roku, zorientował się, że…Święty istnieje. Bo całkiem sporo z tej listy tej Osobie przyniósł. Oczywiście, że nie mówimy tu o dobrach materialnych a o czymś zupełnie innym. To przypomniało mi o moim wpisie z zeszłorocznych Świąt, kiedy to się sypnęłam, kiedy było trochę zbyt wiele gorzkich refleksji i zbyt wiele łez…i wtedy popełniłam coś takiego http://chiara76.blox.pl/2007/12/jak-na-razie-Swieta-przedziwneZ-powodu-braku.html

i…hm, chyba i ja muszę przyznać, że chyba w tej kwestii mnie Mikołaj posłuchał. 😉