podobno jest najlepsza.
Nowe radio jest od zeszłego roku, o takie:
http://www.chillizet.pl/
jakaś taka się…
…czuję "oklapnięta". Emocjonalnie. Tak właściwie trwa to już czas jakiś, chyba od czasu Świąt. Oklapłam też towarzysko. Jak mnie ktoś nie wyciągnie na siłę, to nie ma bata, nie uaktywniam się. Zima też nie pomaga. Na te spacery nasze wychodzę regularnie , bo to coś, co mi dodaje sił i energii, i tyle.
Zastanawiam się, jak długo można czekać na kuriera? Bo Chihiro doniosła mi o wysyłce w czwartek , a kuriera ani widu ani słychu. Trochę dziwne. Ja rozumiem, że ileś ta przesyłka może "iść" ale to właściwie prawie tydzień, to tyle ile pocztą a zdaje się, że idea kuriera polega na szybszym dostarczeniu? Ale może ja się nie znam.
Żeby nie było tylko na smutno, to polecam tę stronę poniżej, można sobie z niej za darmo na komputer ściągnąć tapety, polecam szczególnie miłośnikom gadżetów komputerowych (jak ja;).
http://wallpaperstock.net/
polecam też blog, który zawsze poprawia mi nastrój:
trochę tego, trochę owego…
…słodko gorzko, czyli co mnie ostatnio irytuje a co cieszy.
Irytuje mnie, kiedy odzywa się do mnie ktoś, kto robi to tylko dlatego,że ma do mnie jakąś prośbę. Czyli długi email z początkiem życzeń na nowy rok, ale potem już przejście do prośby. Nie lubię. Pomóc pomogłam, bo nie było to kłopotliwe, ale nie lubię przypominania sobie o mnie tylko w takich sytuacjach.
Złości mnie to, co dzieje się obecnie z pocztą na gazecie, o czym można między innymi poczytać tu:
http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=973
złości mnie zarówno fakt, że jakoś opieszale zdaje się działać administracja poczty jak i ci, którzy czerpią satysfakcję z możliwości dokopania owej administracji, tylko szkoda, że moja poczta musi wtedy otrzymywać ich spam.
Denerwuje mnie krakanie, że nadciąga grypa (podobno jest już w Niemczech). Co roku grypa czyha, nie jest to żadna nowość, a nie lubię tego siania paniki.
Odkryłam z wielkim zdumieniem, że ceny kosmetyków, które nabywam są na miejscowym bazarku niższe niż tych samych kosmetyków w Super-Pharmie. Wiem, powinnam wcześniej się im przyjrzeć i porównać, ale problem polega na tym, że ów bazarek jest co tu dużo kryć drogawy jak na tradycyjne pojmowanie bazarków osiedlowych i nigdy dotąd nie przyszło mi do głowy tam większej ilości kosmetyków kupować, bo nie wiedzieć czemu zakładałam, że w Super-Pharmie taniej. No więc nie. I zamierzam ten fakt wykorzystać.
Ale na szczęście dla równowagi są też miłe akcenty.
Cieszy mnie, że ktoś sam z siebie napisał miły email gdzie wyszedł z chęcią pomocy w pewnej sprawie. I nieważne, czy cel się uda osiągnąć, czy nie, sam gest bardzo miły i ciepły.
Dostałam wczoraj długi list, więc już się cieszę na to, jak spokojnie siądę z papierem i moim listowym piórem i odpiszę 😉 W drodze z tego, co wiem, parę następnych przesyłek, a więc i na nie niecierpliwie czekam.
Wróciłam do biografii Van Gogha , autorstwa Irvinga Stone’a, "Pasja życia". Jak niektórzy pamiętają, zarzuciłam ją czytając parę lat temu, ale postanowiłam do niej wrócić i mam nadzieję, że tym razem nie popadnę w stany lekko depresyjne pod wpływem biografii tego malarza;)
Ciągle rozkoszuję się płytą Reginy Spektor i naprawdę cieszę się,że zupełnie przypadkiem ją dla siebie odkryłam.
optymistyczny wpis;)
…bo czasem trzeba;)
Zmroziła mnie wczoraj wiadomość o samolocie, który wodował na rzece Hudson w Nowym Jorku. Zmroziło, bo spodziewać się można było ofiar, a w tym wypadku okazało się, że nikt nie zginął.
Czyli pierwsza dobra wiadomość. Druga to ta, że ofiarom, które wydostały się z pokładu samolotu na jego skrzydła zaczęto udzielać pomocy niemal natychmiastowo. Wiem, dobrze się złożyło, że nie był to jakiś odległy akwen wodny, a rzeka w wielkim mieście, na której są barki, statki i straż wodna po prostu. Ale ma wrażenie, że po 11 września Amerykanie dobrze odrobili swoją pracę domową, czyli zwyczajnie nauczyli się reakcji w pewnych sytuacjach szybko i bez niepotrzebnej paniki.
Bardzo podobała mi się reakcja pilota. Owszem, ktoś może powiedzieć, przecież kapitan tego statku ratował też swoje życie. No oczywiście, że zapewne miał na przyszłość swojego życia jeszcze jakieś plany i niekoniecznie chciał je kończyć w zimnych wodach rzeki Hudson, ale odnoszę wrażenie, że ten zachował oprócz wielkiego profesjonalizmu (te godziny spędzone na symulatorach lotu najwyraźniej naprawdę na coś się przydają) jakieś niezwykłe człowieczeństwo po prostu. Trochę jak kapitan tonącego statku, który według pewnie już niemodnych i przebrzmiałych zasad powinien opuszczać pokład ostatni, ów pilot jeszcze dwukrotnie sprawdził pokład samolotu, czy na pewno wszyscy pasażerowie opuścili maszynę. Podobno również reszta załogi zachowała pełen profesjonalizm. Może teraz ludzie załapią, że stewardessa to nie uśmiechnięta laleczka z długimi nogami ale przede wszystkim osoba profesjonalna, która w takiej sytuacji działa z opanowaniem.
Powiem tak, za takie postawy powinno się nagradzać. Mam wielką nadzieję, że szefostwo pilota wyciągnie z tego wydarzenia słuszny wniosek i nagrodzi faceta nie dość, że jakąś rewelacyjną premią to może słusznym po takim stresie urlopem.
I miło stwierdzić, że czasem można obgadać także wiadomości, które niosą ze sobą optymistyczne przesłanie.
Więcej wiadomości tu:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,6166668,Samolot_wpadl_do_rzeki_w_Nowym_Jorku.html
i tu:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80277,6166931,Katastrofa_samolotu__czyli_cud_na_rzece_Hudson.html
jak już tak się rozpisałam…
(bo to trzeci wpis dzisiaj;), to polecę kolejną ciekawostkę z Jedynki Radiowej, w którą się wciągnęłam. Pamiętacie, że pisałam, że podobała mi się krótka (około 5 minutowa?) audycja dotycząca odzyskiwania przez Polskę niepodległości, która przez ostatni rok (okrągła rocznica wydarzenia) pojawiała się mniej więcej za pięć południe w radio. Teraz okazuje się, że jest nowa, nie mniej ciekawa. Tytuł jej to "1939-rok pokoju rok wojny" i przygotowują ją również ci sami autorzy, Dorota Truszczak i Andrzej Sowa. Dla mnie ciekawa, staram się jak mogę wysłuchać jej, a chwilowo zachwycam się tym, że początek stycznia 1939 był z tak lekką zimą, jak lubię. Nawiasem mówiąc, z tego wynika, że owo ocieplenie klimatu, o którym wciąż ostatnio słyszymy, i wtedy występowało, bo miała miejsce pewna regularność, że po ciepłej zimie przyszła trzaskająca i mroźna, jaką okazała się ta pierwsza zima wojny.
Zainteresowanym historią i ciekawostkami audycję polecam.
Więcej o audycji:
http://www.prsa.com.pl/wiadomosci/artykul82106.aspx
znowu…
…sobie myślę,że starsze pokolenie (nasi rodzice) umieli nawiązywać trwalsze znajomości, niż my. Zastanawiam się, skąd to wynikało. Może jednak realia komunizmu, brak wyścigu szczurów? jakaś wspólna bieda? Nie wiem właśnie. My, wtłoczeni w nowe realia już od szkoły najwyraźniej nie umiemy aż tak silnych znajomości tworzyć, a może po prostu ja tak mam, chociaż obserwacja znajomych i ich znajomości z kolei, trochę moją tezę potwierdza.
Skąd te moje wywody? Ano znowu nk. Jak wiedzą ci, którzy mnie dłużej czytają, ja za nk nie przepadam, ale na szczęście mało z nią mam do czynienia. Zalogowałam się, owszem, głównie z nadzieją, że odezwą się może dwie osoby, z którymi kontakt się urwał. Osoby się nie odezwały, za to odezwały się dwie dziewczyny, z którymi ja z kolei nie miałam ochoty na nawiązanie kontaktu. Jedna, która wryła mi się w pamięć faktem, jak to w czasach końca podstawówki okazywała mi , że nie dość jestem seksowna i nie mam powodzenia wśród chłopaków, podczas, kiedy ona, to hoho a druga, to była bardzo bliska znajoma, której niestety, coś się pogibało i w pewnym momencie mojego życia uznała najwyraźniej, że stała się kowalem mojego szczęścia i trochę się jej rzeczywistości pomyliły, zaczęła słać do mnie wiadomości świadczące o nie do końca zrównoważonej psychice. Owszem, za rękę jej nie złapałam, ale poświęciłam trochę czasu i możliwości i powiedzmy, że zadziałałam tak, że wyszło, że faktycznie to ona, bowiem po mojej interwencji wiadomości od pani się urwały. Jak więc można się domyślić, obie panie były ostatnimi, z którymi mam chęć na nawiązywanie kontaktów.
Natomiast, jeśli chodzi o nk, to wygraną okazuje się być moja własna Mama. Założyłam jej konto. Bywa na nim niezbyt często, ale ja jej regularnie sprawdzam wiadomości i okazuje się, że w dość krótkim czasie odezwało się do niej kilka osób, w tym dwie serdeczne koleżanki, z którymi kontakt się urwał, głównie za sprawą opuszczenia przez moją Mamę miasta rodzinnego i nieco urwania kontaktów.
W piątek odkryłam, że odezwała się do Mamy kolejna znajoma. Jak się okazało, serdeczna koleżanka z czasów wczesnych, bo podstawówki właśnie. Moja Mama bardzo się ucieszyła, wzruszyła i w ogóle;) Okazało się, że pani na etapie emerytury nie spoczęła na laurach i nie jest jedynie zajmującą się wnukami babcią (zresztą wygląda bardzo korzystnie, wcale nie na babcię), zajęła się dawno skrywaną pasją, pisaniem. Ma , z tego, co się zorientowałam, grono wiernych czytelników. Ponadto, czym bardzo wzruszyła się moja Mama, w jednej z książek podobno nawet moją Mamę autorka wspomniała, oczywiście bez podawania danych osobowych, ale uważam to za miły gest.
I teraz moja Mama dzwoni, omawia, wysyła sobie zdjęcia z koleżankami a ja dojrzewam do wysłania jej w cieplejszym okresie roku do jej miasta w celu odwiedzenia zarówno rodzinyjak i dawnych koleżanek;)
zdaje się, że to w …
…Hiszpanii dzieci otrzymują prezenty nie w czasie Świąt , a w dzień Trzech Króli.
Wczoraj poczułam się prawie, jak hiszpańskie dziecko (brakowało mi hiszpańskich temperatur za oknem;), bo poczta dostarczyła mi zaległe upominki …świąteczne, a jakże, od Monoli. Ale się ucieszyłam, że jednak doszło. Już się bałam, że będzie, jak rok temu, kiedy prezent wysłany przez nią nigdy do mnie nie dotarł.
Bardzo się ucieszyłam i z faktu, że dotarło i z tego, co otrzymałam, czyli z saszetki na biżuterię, na czas wyjazdów, żeby było w czym wozić precjoza;) , zakładki do książki w kształcie kota i bransoletki ręcznie wykonaną na Bali z koralików? muszelek?
Wczoraj wieczorem termometr pokazał -17C. Okropność. Dzisiaj ma być już cieplej i oby!
Na pociechę odgonienia zimowych klimatów, nabyłam ostatnio w Yves Rocher malutką buteleczkę zapachu kokosowego. P. nazywa mnie teraz kokosanką. Co przypomniało mi ciastka z mojego dzieciństwa. Uwielbiałam wprost babeczki z kruchego ciasta z budyniem w środku, pamiętam, że Mama kupowała mi ją w cukierni osiedlowej. Były też bajaderki, co z tego, że podobno trafiały do tych ciastek wszystkie okruchy z pozostałych ciastek, kiedy mnie smakowały. Potem przeszłam etap fascynacji wuzetkami. Najlepsze wuzetki fundowała mi w Krynicy Górskiej znajoma mojej Mamy, z którą byłyśmy na wczasach. To ta sama, od której mam zresztą "Portret nocą malowany". Kokosanki też pamiętam, całkiem smaczne były, to już ze starszego dzieciństwa, współczesna młodzież zapewne prychnęłaby oburzona, że w ogóle o człowieku w tym wieku pomyślałam jako o dziecku:)
O rety, ale zrobiło mi się słodko, jak o tych wszystkich słodkościach pomyślałam;)
prośba…
…o pomoc dla tych, którzy czasem zostawiają komentarze jako goście (nawet ręcznie wpisując nick, Regino, tu głównie uśmiech w Twoją stronę).
Dochodzą mnie słuchy, że ktoś niezalogowany nie może zostawić mi komentarzy na blogu. Ja nie wiem, czemu. Nie wiem też jak to sprawdzić, bo ja dodaję komentarze jako zalogowana. Ale ludzie zostawiają mi komentarze jako goście, mój blog nie ma specjalnie obwarowań żadnych ani utrudnień. Zlikwidowałam nawet te koszmarne cyferki (nie cierpię ich , bo często się przy nich mylę). Może ktoś wyjaśni, jak zostawia niezalogowany na blox komentarze, to może ułatwi tej osobie, która nie bardzo może komentarze zostawiać. Z góry dziękuję za pomoc;)
no, to mamy zimę…
Ci, którzy uważnie czytają moje zapiski wiedzą, że zima, to nie jest to, co Chiary lubią najbardziej;/ Szczerze mówiąc, w ogóle nie lubią.
Nie jestem człowiekiem śniegu i nie bawi mnie ani mróz, ani śnieg zasypujący ulice i drogi, ani wicher wciskający człowiekowi mróz w twarz a śnieg w kołnierz i na czapkę.
I nie, proszę mnie nie przekonywać sportami zimowymi, na te można sobie jeździć za granicę, u nas mogłoby według mnie zimy w ogóle nie być. W takich chwilach naprawdę zazdroszczę mieszkańcom chociażby Lizbony, którzy zapewne zimę znają jedynie z obrazków w tv o tym, jak to zima zaatakowała Europę.
Niemniej jednak aby nie kończyć marudzeniem, wklejam zdjęcie autorstwa P. , które zostało zrobione w Powsinie. Jak wspominałam, karmnik cieszy się powodzeniem a słoninka nęci sikorki. Tu na jednym kawałku słoniny aż dwie sikorki, od góry bogatka, na dole modraszka.
Byle do wiosny!:)

bąbelki szampana…
…przyjemnie łaskoczą mnie w gardło. Mamy w tym roku najprawdziwszego , rewelacyjnego szampana, serię limitowaną. Nie ma to tamto;) P. otrzymał go w zeszłym roku i nie wiedzieć, czemu nie piliśmy. To poczekał na tego Sylwestra;)
Życzę Wam aby ten Nowy Rok 2009 był dla nas wszystkich, jak nasz szampan. Ekskluzywny, limitowany, rewelacyjny, przyjemnie łachoczący i obiecujący nie ból głowy a to przyjemne zawirowanie, jakie towarzyszy, kiedy dotyka nas coś przyjemnego, kiedy spotykamy te osoby, kiedy jesteśmy w ukochanych miejscach, kiedy rodzi się wielka tajemnica. Tajemnica dobrej przyszłości…
