wielka tragedia…

…nie chciałam wierzyć, kiedy usłyszeliśmy pierwszą informację w Jedynce Radiowej.
Nie takie wiadomości mieliśmy słyszeć.
70 lat po tym, jak w lasach katyńskich miał miejsce tragedia miała miejsce następna. Jestem w szoku, naprawdę;(
Wiele mogłabym napisać refleksji, które przy tej okazji ciśnie się na usta, ale nie czas i nie miejsce na to.
Zginęło bardzo wiele osób i to jest smutne. Osób, które osierociły rodziny, bliskich, przyjaciół……komuś dziś świat zawalił się na głowę, dla kogoś skończył się raz na zawsze.
Moje wyrazy współczucia dla Bliskich wszystkich Ofiar katastrofy……nie mam słów aby wyrazić moje współczucie.

Zdrowych, Spokojnych…

Wiem, że niektórzy z Was wybywają w tych dniach do domów, a wiadomo, że w Święta nie siedzi się na necie, więc już dziś składam Wam i Waszym Bliskim (piszącym u mnie i tylko tym "podczytującym") Zdrowych i Spokojnych Świąt Wielkiej Nocy. I poczucia Wiosennego Odrodzenia. Niech zagości w sercach.

wiosenny wpis…

…wreszcie, wreszcie można było odbyć spacer do lasu, taki porządny, z długim łażeniem, wypatrywaniem i nasłuchiwaniem ptaków, poczuciem solidnego zmęczenia…
Ja wiem, że są osoby, które zimę lubią, wiem też, że Wy wiecie, że ja zimy nie cierpię. Co zawsze rozumiem z większą mocą w ten pierwszy naprawdę wiosenny dzień, kiedy aby wyjść na spacer nie muszę wdziewać stosów krępujących ciuchów, kiedy powietrze pachnie tak, że aż się w głowie kręci, kiedy las, do którego się idzie aż krzyczy z życia. Taką porę roku kocham. Zimy nie, bo kojarzy mi się ze śmiercią. Rozumiem, że ona podobno po coś jest, ale kochać jej nie muszę, z roku na rok mniej dobrze znoszę , za to wiosnę witam z coraz większą radością;) Tak czy inaczej, dziś poszliśmy do lasu, który jak napisałam aż krzyczał z radości za sprawą ptaków. Darły się albo śpiewały kusząco zięby, kosy, kowaliki, widzieliśmy pełzacza. Chyba słyszeliśmy rudzika. Nie wiem, co z dzięciołami bo coś mało ich słyszeliśmy w porównaniu z zeszłym rokiem. A dzięcioły wiadomo muszą być w lesie, bo mu jak mało które ptaki oddają przysługę.
A na polu już są skowronki:)
Niech żyje wiosna;)

ptasie kamery

Ponieważ wpis o gnieździe Bielików

http://www.eenet.ee/EENet/

i tam klikamy w Merikotkakaamera albo przełączamy się na angielski (po lewej stronie i tam już po angielsku się poruszamy, ja już czuję, że uczę się powoli estońskiego;)

wzbudził zainteresowanie, podaję
namiary na inne ptasie kamery.


1. Gniazdo Sokołów w Warszawie, na Pałacu Kultury.




http://webcam.peregrinus.pl/warszawa-pkin-podglad-z-warszawy




trwa wysiadywanie…




2. G
niazdo Sokołów we Włocławku, gdzie również trwa wysiadywanie. Jeśli
kamera Wam nie zadziała, polecam "przełączyć się" na kamerę nr 2.




http://webcam.peregrinus.pl/wloclawek-mpec-podglad-z-wloclawka




3. gniazdo Bocianów pod Poznaniem (na razie w nim chyba cisza):




http://poznan5-1.radio.pionier.net.pl:8000/bocianie-gniazdo.ogg




pierwsze jajko;)



Niniejszym informuję zainteresowanych życiem Państwa Bielików, że w gnieździe pojawiło się pierwsze jajo;)
Mieliśmy to ogromne szczęście, że "uczestniczyliśmy" w tym niezwykłym wydarzeniu. I to mój Mąż odgadł, dlaczego Pani Bielikowa wydaje takie a nie inne odgłosy, ha!
Obecnie Pani Bielikowa wysiaduje. Ciekawe, kiedy pojawi się następne bo nie ukrywam, że liczę na jeszcze jedno przynajmniej.
Szkoda, że Pan Bielik nie uczestniczył w fakcie. Niedługo przed niesieniem zniknął gdzieś , można powiedzieć, że wyniósł się dyplomatycznie.
Niech się tylko jajko zdrowo chowa i żeby się wykluło zdrowe pisklę z niego.

prace ogrodowe…

…niebawem czas zacząć;) oczywiście z uśmiechem to piszę, jako, że my ogrodu nie posiadamy ani ani (a szkoda, bo jak kiedyś pisałam, marzę o ogrodzie , marzę i już). Ale na balkonie dziś porządek po zimie został zrobiony i to fest. Niestety, zima dała się we znaki, zarówno roślinom (bambus nie przetrwał mimo chochoła a do domu nie mogliśmy na zimę go wziąć bo jakieś muszki straszne go oblazły, co nam w domu niezłe zamieszanie narobiły:( ) jak i balkonowi nieco.
Czy ktoś wie, kiedy siać bratki z nasion? Do tej pory byłam przekonana, że czerwiec to będzie odpowiednia pora, ale osoba, od której dostałam nasiona sugeruje już wysianie. Mnie się z kolei wydaje to za wczesne, jako, że nie mając domu a mieszkanie jedynie nie mam możliwości tachania donic do wnętrza bo zwyczajnie nie mam na nie miejsca.
No i pas.
Jakby ktoś był specem od bratków (jednych z moich ukochanych kwiatów) to proszę o radę.

…o tym i o owym, czyli idzie wiosna…

…no i dobrze, bo już się doczekać nie mogę.
Ostatnio znowu miałam bardzo złe nastroje, nie ukrywam, że perspektywa pewnej rodzinnej rozmowy na mnie też tak wpływała, chociaż oczywiście, nie tylko. W nocy przed rozmową śnił mi się Ojciec i następnego dnia rozmowa przeszła nadspodziewanie dobrze, chociaż nerwy były, a jakże.
Jestem też trochę poirytowana, co akurat spowodowane jest pewnymi konkretami.

Usiłuję nastawiać się optymistycznie na sprawy, terapeutycznie oglądam Państwa Bielików, którzy moszczą swoje gniazdo. Pamięć zawodzi, ale to chyba Ty Zuzo podesłałaś mi na blogu ten link do estońskich kamer, z których jedna ta z gniazdem bielików ostatnio stała się dla mnie swoistą terapią. Uwielbiam wgapiać się w bieliki, które wyraźnie szykują swoje gniazdo. Układają gałęzie, wyściełają gniazdo mchem. Ściągają się wzrokiem, lubią być blisko, działają razem w taki wzruszający sposób, wyraźnie irytują, kiedy dana gałąź nie ułoży się tak, jak powinna. To działa kojąco i niezwykle wręcz. To podkreśla, że w całym tym zwariowanym świecie, w którym człowiek człowiekowi różnie, są "stałe". Takie "stałe", które krzepią. Bieliki w końcu zawsze zaczną odbudowywać zniszczone zimą gniazda. Bociany i żurawie przylecą. Jaskółki i jeżyki swoim świergotem charakterystycznym podkreślą, że lato w pełni. Słowik umili nam maj swoim koncertem mającym uwieść samiczkę i skusić ją na założenie rodziny;)

Czytam teraz "Dziewczęta z Szanghaju" Lisy See. Bardzo lubię książki tej autorki, i chociaż nie wszystkie jej wydane u nas czytałam (chyba jednej nie) to na tę czekałam i właśnie rozpoczęłam ucztę literacką, mimo, że już prawie na samym początku trudno i ciężko, jak to u autorek z Chin (i Indii, o czym być może kiedyś się rozpiszę).

W weekend, jak pogoda dopisze, a tak ma być , przynajmniej w niedzielę, chciałabym iść na cmentarz…

kolejny rok mija…

…nie ma co ukrywać, lata lecą. Ja, co wiedzą moi znajomi i stali czytelnicy bloga, własnych Urodzin nie lubię serdecznie. Cieszę się, że ten dzień raz tylko w roku.
Patrząc na cykl roczny, można powiedzieć, że nie był to dla mnie dobry rok, więc właściwie z chęcią się z nim żegnam. 33 rok życia nie okazał się ani szczególnie szczęśliwy ani przełomowy. Przyniósł za to wiele smutku i trochę goryczy. Jak to w życiu. Nie byłam w Grecji, a więc nie był okraszony nawet namiastką szczęścia. Zmarł mi Ojciec, zerwała się jedna znajomość, w dodatku w nieprzyjemny sposób, umarł Sówka i generalnie na plus go nie oceniam jakby nie było.
Chciałabym, aby zaczynający się trzydziesty czwarty rok życia przyniósł mi więcej szczęścia i radości, tak po prostu. I tak zwanego świętego spokoju i mniej nieprzyjemności.
Pomarzyć w dniu własnych Urodzin sobie można, prawda?
Specyficzne to dla mnie będą Urodziny jako, że w tym dniu jednak jakby nie było myślami jesteśmy przy tych, którzy życie nam dali. Ja jako półsierota myśli mam trochę smutne i gorzkie. Chcę spokojnie spędzić ten dzień, prawdopodobnie dla większości po prostu w nudny sposób, ale szczerze mówiąc, to jest właśnie to, co jest mi obecnie najbardziej potrzebne.

Jakby co, to to jest wpis, w którym można się wpisywać z życzeniami…;)

I sentymentalnie, z lat młodości durnej i chmurnej ale cudownej, bo właśnie mojej;)) do posłuchania…

;(

…dzisiaj odszedł od nas Sówka.

I tak żył długo, jak na te okropne pajęczaki, które  dopadły go, trzymały i nie chciały puścić. Robiliśmy wszystko, co się dało, żeby żył. Nie udało się. Ostatnie miesiące były przykre, ale nadzieja wciąż była. Jednak nie udało się.
Jest nam bardzo, bardzo smutno.

Brawo Justyno! Mamy złoto;)

Ale się cieszę;)

Okropnie emocjonujący bieg był, a finisz taki, że hej! no, bałam się, że Bjoergen jednak wyrwie Justynie ten medal z rąk.

Przed chwilą oglądaliśmy powtórkę i raz jeszcze zobaczyliśmy ów emocjonujący finisz.
Rozmawiamy sobie o tym.
P. : "No, teraz to już można spokojnie oglądać:.
Ja : "Ale nie oglądasz tego ciągle z nerwem? ja jednak tak".
P.  :"No w sumie tak, a nuż na powtórce jednak wygra Bjoergen?"

Kurtyna.