no i mamy ochłodzenie…

…P. niedawno czytając o ochłodzeniu w Austrii, które miało miejsce parę dni temu aż o dwadzieścia stopni zastanawiał się, kiedy nadejdzie do nas i voila. Mamy je. Ja tam nie tęsknię za tropikami, jakie mieliśmy, ale znowuż dwanaście stopni, jakie rano ujrzeliśmy na termometrze niekoniecznie jest tym, o czym marzy się w lipcowy poranek. Ale może dostosowało się do powiedzonka "od Świętej Hanki zimne wieczory i ranki", kto wie. Aż wzięliśmy z powrotem do mieszkania baobaba. Który to, ku naszej wielkiej radości, ponownie się ożywił. Baobaba, a raczej sadzonkę , otrzymałam nie w tym a zeszłym roku na Urodziny. W lutym tego roku nagle zaczął tracić liście tak pięknie wcześniej wyrośnięte i wyłysiał kompletnie. Ostał się mu jeno suchy badyl, który ja nawet myślałam wyekspediować out. P. się sprzeciwił i miał rację. Mądry jest. To już kolejny kwiat, roślina, której ja nie rokowałam, P. Rejtanem w drzwiach za rośliną stanął i miał rację, roślina się odwdzięczyła. Takoż i baobab. Powiedziałam, że suchego badyla w domu nie chcę mieć i jeśli już, to na balkon proszę kolegę. No i baobab wywędrował na balkon. Szczerze, to kompletnie został tam zapomniany, co jak widać po tym, co wyczytał P. w necie teraz, okazało się dla niego najwłaściwsze. Niepodlewany, czerpiąc jedynie energię ze słońca odpoczął i oto nagle w sobotę odkryliśmy z wielką radością, że zaczął ponownie wypuszczać listki! W okresie wzrostu jednak baobab nie może mieć niżej, niż 12 stopni a wczoraj tyleż na noc zapowiadali, co pewnie miało miejsce zważywszy na poranną temperaturę, toteż wwędrował z powrotem do mieszkania. Oby teraz rósł chłopak na schwał!
Dziś w skrzynce miła bo niespodziewana niespodzianka (masło maślane mi wyszło). Dwie kartki z wycieczki, o której Matylda_ab pisała u siebie, a mianowicie z niezwykłego Arboretum w Bolestraszycach i z zamkiem w Krasiczynie. Dzięki za pamięć i pokazanie, jak piękne mamy i my miejsca w naszym własnym kraju.
Wieczorny spacer przypominał jesienny, z racji siąpiącego deszczu, temperatury i braku innych spacerujących a raczej osiadłych w okolicznych knajpkach.

dysk…

…wczoraj padł mi w kompie. Na szczęście, to akurat można wymienić, co też uczyniliśmy, niemniej jednak chwilowo na pocztę wchodzę tylko przez strony www. No, ale i tak dobrze, że to nic poważniejszego nie jest. Komp dawał mi znaki, pracował coraz gorzej, zawieszał się, więc kwestia wyjaśnienia, co jest nie tak, była kwestią czasu.
Wczoraj zmartwiła mnie wiadomość, która według mnie nic dobrego nie zapowiada, a mianowicie informacja, że Empik kupił Merlina. Obawiam się, że Merlin po prostu zniknie, bo i jak? Śmieszne byłoby dla nowego właściciela utrzymywanie sklepu, w którym jest chociażby taniej. Ja jestem zmartwiona, bo w Merlinie naprawdę sporo kupujemy, to raz, dwa, mieliśmy odbiór w sklepie ich nie tak dawno. No i mnie podobała się opcja możliwości zamówienia prezentów dla kogoś w innym państwie, czy mieście i fakt dowozu kurierem prezentu i opakowania go w imieniu nadawcy.
No, ciekawe, jak to będzie.

świat…

…nie przestaje mnie rozśmieszać. Wczoraj (jako, że nie jestem kibicem jakimś tam zapalonym) dopiero usłyszałam o najsłynniejszej chyba na świecie ośmiornicy, zwanej Paul (brawo marketing Aquarium w Oberhausen!;), która ni miej ni więcej a wieszczy. Wieszczy zwycięstwa lub przegrane dla drużyny niemieckiej. Do tej pory ośmiornica nie myliła się i przewidziała wszystkie wygrane Niemców. Obecnie na Niemców rzekomo padł blady strach bowiem bezlitosna wielbicielka mięczaków wróży zwycięstwo Hiszpanii a nie Niemców. I co teraz? pytają zatrwożeni kibice i wyciągają z szaf wszelkie przedmioty mające wspomóc szczęście drużyny, skoro wróżbitka postraszyła przegraną. A właściwie wróżbita, skoro to Paul, hmmm.

Ciekawe, czy ośmiornica dobrze przewidziała wynik, jak sądzicie?

Ja za to wczoraj miałam wielką niespodziankę ze strony Una invitada, która to przysłała mi kartkę z miasta Szekspira, a mianowicie Stratford upon Avon. Wspomniałam o nim  przy okazji ostatnio przeze mnie czytanego kryminały Marthy Grimes, czyli "Pod Zawianym Kaczorem", którego akcja dzieje się właśnie w tym mieście.

Kartka jest z rysunkami przedstawiającymi miejsca związane z życiem Szekspira i jest przy nich krótki opis, gdzie został ochrzczony czy gdzie uczęszczał do szkoły. Bardzo się z tej kartki ucieszyłam, stanowi dopełnienie lektury kryminału i na pewno ciekawostkę dla mnie jako dla zarówno czytelnika, jak i zbieracza kartek. Dzięki wielkie za pomysł i pamięć;)

Nie może mi ta ośmiornica z głowy wyjść, co ją sobie przypomnę, to się śmieję.
O ośmiornicy można poczytać tu.


Update:
Ośmiornica miała rację. Hiszpania-Niemcy 1:0.


Update 11 lipca 2010:

Ośmiornica miała rację i Mistrzami świata zostali Hiszpanie;)

ewolucja…

…dzieje się na naszych oczach. Dawniej komary bzyczały, kiedy się przy człowieku kręciły. Co owocowało mordem osobników z mniejszym refleksem i uniknięciem ugryzienia. Niestety, od jakiegoś czasu, może od dwóch lat zauważyłam, że komary pojawiają się bezszelestnie, bez szmeru (a raczej bzyku). Dzisiejsze rzucały się na nas koszmarnie. Ja wróciłam z opuchniętą twarzą i wyglądem średnio nażartego chomika, udziabały mnie bowiem po dwóch stronach twarzy, można rzec, symetrycznie. P. podziabały równo po łapach. Ich wampirze zapędy zrozumiałam, kiedy wieczorem rozpętała się nad nami kolejna nawałnica. Pierwszą mieliśmy wczoraj, o podobnej mniej więcej porze. W pewnej chwili nie widzieliśmy już wiele patrząc od strony balkonu, taka była ściana wody. Dzisiaj było gorzej. Grzmiało i waliło równo, a woda waliła dalej. I pomyśleć, że przed burzą siedzieliśmy na balkonie, ja czytałam a P. prognozował, czy i kiedy burza nadejdzie. Już wydawało się, że burza nas ominie, skierowała się na Konstancin, ale zawróciło ją i zaczęło się. Okropność.
I pomyśleć, że przez pierwsze trzy lata, jak tu mieszkaliśmy nie było ani jednej burzy. Zapomniałam wtedy, jak takie coś wygląda. Zresztą, burze też ewoluują. Kiedyś to była po prostu burza, która nadciągała, postraszyła przez kwadrans, no, może dwadzieścia minut, i odchodziła. Te obecne nawałnice nie dość, że silniejsze, to jeszcze trwają o wiele dłużej.

Na gazecie widać na fotkach jak to mniej więcej było.

nie piszę…

…bo mam kocioł na głowie, różny taki. Nie ma o czym tu pisać. Tak czy siak, daję znać, że jestem;) tylko jakby mnie na blogu mniej.
Ale, muszę odnotować, wczoraj na polu stojąc zobaczyłam, jak ludzie nieopodal wgapiają się w coś w górze, spojrzałam i ja i była to czapla siwa lecąca…Dzisiaj coś jeszcze lepszego! Bocian. Czarny! Ha. Jak dla nas, to pierwsze spotkanie z tym osobnikiem. Chyba nawet podczas naszych wyjazdów na Mazury nie udało nam się go zobaczyć w naturze, chyba, że przelatywał a my myśleliśmy, że to zwykły, kto wie. W każdym razie niezwykłe ptasie spotkania.
Czytam teraz cudeńko literackie, książkę, którą dziewczyny poleciły na Forum Książka, która mi się potem śniła po nocach i którą wiedziałam, że muszę mieć. A jest to książka o świetnym tytule "Stowarzyszenie Miłośników Literatury i Placka z Kartoflanych Obierek", Mary Ann Shaffer i Annie Barrows. Daaaaaawno nie czytałam tak ciepłej, dobrej książki, z której biją niesamowicie ciepłe dobre emocje. Na mój obecny czas i nastrój i wszystko razem to to, co jest mi najbardziej potrzebne.
Zapomniałam napisać;) Doszła do mnie kartka z ulubionego Wiednia, z balkonami z fasady Hundertwasser Haus i przyjemna dla oka zakładka do książek z motywem artystycznym z pracy Klimta. Dziękuję za pamięć;)

sezon…

…na rozmaitości ogłaszam za otwarty. Tak, trafiającym do mnie z pytaniem "czy kwitną już magnolie?" odpowiadam, że tak, kwitną. W Ogrodzie Botanicznym nie widziałam w tym roku, bo mam ostatnio alergię na tłum i to wielką, a wiem, że w OB w czasie kwitnienia przewalają się koszmarne ilości podziwiających, ale mam taką "prywatną" magnolię, czyjąś w ogrodzie przydomowym, którą podziwiam sobie na spacerze i tak, ona już kwitnie i pachnie wręcz obłędnie. I wygląda pięknie.

Ogłaszam też rozpoczęcie sezonu szparagowego. Na razie jeszcze są dość drogie, ale nieważne, nie kupimy sobie czegoś innego, będziemy się rozpieszczać szparagami, które bardzo oboje lubimy.

Mniam;)