takie tam…

…o ludziach i w ogóle wynurzenia na piątkowe przedpołudnie (jeszcze).
Ostatnio zdałam sobie sprawę, wiem, truistycznie to brzmi, jak jednak wielka moc jest rozmów z kimś bliskim. Jak wiele to może dać. Te babskie rozmowy, zwierzenia, sprawy, których nie powierza się każdemu. Ja w ogóle trudno się z wiekiem odsłaniam, i tak naprawdę niewielu osobom, tylko takim, które są mi naprawdę "zaufane", o których wiem, że nie kłapią dziobem na prawo i lewo. Takie, które jak to się mówi, jak coś powiesz, to studnia, wpadło i nie wypadnie.
Zdarzyło mi się coś niesamowitego. Przeszło rok temu ktoś mnie zranił. Przeżyłam to wtedy strasznie. Ta osoba nie wiedziała, że tak to na mnie wywarło wpływ, bo ja z tych, co się świetnie oko w oko maskują, za to "po" wyryczeć swoje w cichości pokoju muszą. No, ale nieważne. Zdarzyło mi się, że ten ktoś mnie za to przeprosił. Ktoś powie, rychło w czas, ale powiem, że na tamtą sprawę, jej wagę, to zdecydowanie czas nie zagrał roli, ważne, że coś takiego miało miejsce. I ważne, że padły słowa niosące ukojenie po tamtym. Swoją drogą ogromny szacunek żywię dla tych, którzy umieją się do błędów przyznać, przeprosić, powiedzieć wprost , że popełnili błąd, że nie chcą, aby tak niewyraźnie było.

z cyklu na wesoło?

A to Polska właśnie? Od maja nie dostaję katalogów Świata Książki. Nic nie dały reklamacje. Katalogi do mnie nie docierają. Inne rzeczy też różnie, ale większość mimo wszystko tak, a katalogi utkwiły. Ale nie o tym chcę pisać. Zmuszona, wzięłam katalog z księgarni, przeglądam wczoraj, co tam ciekawego mają w jesiennej ofercie. No i na końcu jest dział z reklamami obniżek u partnerów Klubu. Miedzy innymi jak widzę, mogę dostać nawet 5% zniżki na wycieczki lotnicze Orbis Travel. Tiaaa…

niemożliwe stało się możliwe…

…czyli po kilku już chyba latach poszukiwań i dwóch nietrafionych jednak zakupach udało mi się wreszcie nabyć torebkę. Ufff, ulga. Po prostu weszłam do sklepu i ją znalazłam. Jest objętościowo taka, jak lubię, czyli nie za worowata (typ wór nabyłam rok temu i niestety, nie nosiła mi się dobrze, nie mój klimat) ale i nie za mała (aż nie chce się wierzyć, ile to się rzeczy w takiej torebce nosi). Ma dwa ucha, z długością taką jak lubię, ma kieszeń zewnętrzną, co jest jedynym z koniecznych dla mojej torebki elementów co zawęża mi poszukiwania na ogół. Jest w kolorze stalowym. Najpierw szukałam czegoś w nieco innym kolorze, ale stwierdziłam, że ten będzie właśnie dobry bo będzie mi pasować do wielu ubrań a ja nie mam zwyczaju przepakowywania się do kilku torebek na zmianę. Już się do niej przepakowałam. Oby się dobrze nosiła.

data…

…spytaj przeciętnego młodego człowieka, z czym kojarzy mu się pierwszy września? Myślę, że większość z drżeniem powie o powrocie do szkoły. Chyba niewielkiej liczbie skojarzy się z datą wybuchu najstraszniejszej jak dotąd z wojen. Sama muszę przyznać, że myśląc o pierwszym września coraz częściej myślę raczej o tym, że to zawsze oznaczało koniec wakacji i początek roku szkolnego w nielubianej przeze mnie zawsze instytucji, jaką była szkoła. Może to dobrze, że się ma już głównie takie skojarzenia? Może to znak, że powrót do normalności jest możliwy? Nawet po takiej potworności jaką była tamta wojna?
Wracając do początku roku szkolnego, to szczerze się cieszę, że do szkoły uczęszczać już nie muszę. Obie szkoły, zarówno podstawówkę jak i liceum wspominam co najmniej średnio, żeby nie powiedzieć nieciekawie, o ile jeszcze w podstawówce odnosiłam wrażenie, że komuś tam na nas uczniach zależy, to w liceum już tego nie odczułam. Miałam może jedną nauczycielkę, którą oceniam jako poprawnego pedagoga. Reszta trafiła do szkół i nauki młodzieży chyba na zasadzie kary czy przegranego zakładu. Trafiły się wręcz jednostki, które praktycznie teraz nie mogły by z młodzieżą pracować. Do tego klasy, niezgrane, szczególnie ta licealna, z podchodami, dokuczaniem tym, którzy nie wpisywali się w ogólny trend, byli biedniejsi czy lubili się uczyć a nie wpisywali się w tumiwisizm naukowy. Podobno teraz, zwłaszcza w gimnazjach, jest jeszcze gorzej. Mogę to sobie wyobrazić i współczuję współczesnym nastolatkom.
Dziś w Jedynce Radiowej wreszcie początek mojej obecnie ulubionej audycji, czyli zaczynają się Cztery Pory Roku.
Za oknem jesień totalna, ziąb i deszcz. Wczoraj nawet odpuściłam z powodu ulewy wieczorny spacer. Podobno weekend ma być z lepszą pogodą, oby. Słońca mi trzeba a tego za oknem zdecydowany deficyt.

po czym poznać, że będzie burza?

Nie, nie korzystać z prognozy pogody, która nawiasem mówiąc burzy na noc nie zapowiadała. Wystarczyło wczoraj wieczorem wyjść na spacer. Pierwsze wygłodniałe i szukające zapasów krwi "na potem" komarzyska rzuciły się na nas już po wyjściu z domu. Spacer polegał na wykonywaniu ruchów opędzających się głównie. Ale kiedy trzy dopadły mnie jeszcze podczas jazdy windą do mieszkania (wskutek czego wróciłam do domu dziabnięta w szyję, palec od ręki i czoło, do tego stopnia, że miałam wrażenie sparaliżowania części czoła, czy tak czują się ofiary botoksu?? 🙂 ) stwierdziłam , że na sto procent będzie burzysko w nocy. Nie myliłam się. Po dwunastej burczało w tle, około pierwszej już przewalało się nad nami.

burza…

…to słowo klucz tego lata. Właśnie przeszła kolejna. Lało nieźle.
Wczoraj udało się załatwić pewną sprawę u notariusza, to przynajmniej "do przodu". W nagrodę poszliśmy na pyszną wyżerkę do włoskiej restauracji. Niestety, nasza "lokalna" już prawie tydzień zamknięta na cztery spusty zupełnie bez powodu, to znaczy żadnej kartki i nie wiadomo, co i jak. Żaluzje antywłamaniowe zasunięte i nic. Poszliśmy więc do konkurencji, trudno. Mieliśmy średnią przyjemność spędzenia części posiłku przy jednym z celebrytów z kolejną jego żoną. Szczerze? Już dawno powinnam zmienić szkła. Niedowidzę, taka prawda;) gdybym widziała, że to oni to na pewno bym koło nich nie siadła. Nie wiedziałam, że to oni, bo on siedział tyłem, ona przodem do mnie i jej nie skojarzyłam początkowo. Gdyby nie to, że poznałam go po głosie a cały czas rozmawiał przez telefon i w końcu też się komuś tam przedstawił, w ogóle nie wiedziałabym, że oni to oni, bo zajęta byłam wybieraniem pysznych dań z menu a nie gapieniu się po ludziach wokół. Ona zaś patrzyła się na mnie w jakiś taki nieprzyjemny sposób (przynajmniej ja to tak odczułam), aż przez chwilę zastanawiałam się nad tym, żeby się przesiąść, żeby nie psuć sobie nastroju. Nie wiem, może myślała, że wyciągnę aparat i wyślę jej fotę na pudla. Nie mam takich pomysłów, wolę spędzić miło czas na rozmowie z własnym mężem. Na szczęście dość szybko poszli.
Podczas popołudniowego spaceru, kiedy wisiały nad nami ciężkie chmury i przygnębiający nastrój krążył nad głową, jakoś pierwszy raz poczułam wyraźnie, że jesień się zbliża, nie ma na to rady, jak to mam w zwyczaju mawiać. W powietrzu nie dość, że wisiał taki jakiś przygnębiający nastrój, to w dodatku taki jakiś chłodek się rządził. Oj, mówię Wam, czuję, że po tej dziwnej wiośnie i niezbyt fajnym lecie czeka nas mało przyjemna jesień, ale może się mylę i oby.

wczorajsza…

… burza pewnie postrącała światełka z grobów, na które się wybraliśmy. U nas nie było nawet tak źle, ale moja Mama dała nam znać, że jest u niej czyli na drugim końcu miasta koszmarnie, grad nawet padał, wichura taka, że hej. U nas też niezły wiatr wiał, ale nie lało tak, jak poprzednio. Za to, jak mniemam, lampki zapalone na grobie parę godzin wcześniej wiatr zwiał a na pewno zgasił. No, trudno. Śni mi się Ojciec ostatnio, w snach wiem, że umrze, ale jest w świetnej kondycji. Myślę, że to przez sprawy spadkowe tak to nazwę ogólnie, które ogólnie od pewnego czasu ruszyłam. Zaczęłam w maju, potem sprawy osobiste trochę to przystopowały, teraz znowu i oczywiście jak to zwykle bywa, jest z tym załatwiania od groma. Urlop więc w tym roku mija nam na ganianiu i załatwianiu spraw rozmaitych. Nie mam konkurentów do spadku, więc tu o tyle lepiej, ale i tak mnie czeka jeszcze najgorsze, nie chcę wnikać w szczegóły. To, co teraz robię i załatwiam, to właściwie preludium.
Zaskoczyło mnie na minus oczywiście, że po rozmowach i zaproszeniu na ostateczne załatwianie sprawy kredytu mojego Ojca, który udałam się spłacić, w banku czyniono problemy. Aż powiedziałam do pani, że dla mnie to niezwykłe, że ja nic od nich nie chcę, nie idę po pożyczkę, chcę im wręcz oddać pieniądze, a widzę, że problemem jest to dla nich. Niesamowite. Cieszę się, że jakiś czas temu po pewnych akcjach z ich strony P. zamknął tam u nich konto, które mieliśmy od lat. To, co zobaczyłam przy okazji tego, że to ja chciałam im oddać kasę, nie sprzyjało optymizmowi. Inna sprawa, że jak wróciłam po tych paru godzinach wymęczona sprawą i omawiałam ją z K. ta opowiedziała mi, jakie boje toczyli z innym bankiem ostatnio, kiedy chcieli wreszcie założyć sobie wspólne konto a ona chciała swoje zamknąć. Nie ma więc ideałów, ale są takie banki, w których nerwów traci się jakby trochę mniej.
Zmęczona tym wszystkim jestem a i nastrój ogólny nie za fajny, z racji tego, co się załatwia, jakoś trudno wskrzesić w sobie optymizm wielki.
Właściwie zaraz będzie po lecie, zleciało nie wiedzieć jak i na czym.
Za to lektury dobre i tego się trzymam, o!

nawałnica…

…ponownie nawiedziła Warszawę. U nas było znowu nieprzyjemnie. Chyba starły się dwie burze, ta znad Konstancina i ta, która nadeszła z zachodu. Najpierw nie zapowiadało się na aż takie wątpliwej przyjemności fajerwerki, za to jak lunęło, jak grzmociło. Ja burz nie lubię, boję się ich i parę razy miałam naprawdę stracha, jak huknęło baaardzo blisko. Dobrze, że byłam w domu. Teraz czytam na gazecie, że pozalewało miasto, znowu metro nie staje na niektórych stacjach, sygnalizacja nie działa itd. U nas niestety, ponownie zalało piwnicę i garaż. Auto, nauczeni tą nawałnicą w Boże Ciało, wyprowadziliśmy niemal od razu i opłaciło się, bo garaż mocno zalało.
A weekend coś słyszałam, ma być burzowy, ale może tak nie będzie?

plażowe nastroje…

…niekoniecznie w Polsce, gdzie po trzech tygodniach upałów, które nawet nasze kapryśne morze a raczej jego plaże zatłoczyło do granic możliwości (na pewno moich, nie wyobrażam sobie takiego wypoczynku człowiek przy człowieku) ochłodziło się i pada deszcz,no i niekoniecznie w naszych czasach. Świetne są takie stare fotografie, pokazujące wycinek dawnych czasów.Tym razem akurat czas relaksu, odpoczynku nad morzami różnych stron świata. Polecam obejrzenia galerii zdjęć.

Link tutaj.

s z e ś ć lat…

…odnotowuję bardziej z potrzeby kronikarskiej. Nie chcę się jednak rozpisywać, bo jak pisałam parę wpisów wcześniej, coś uwiera ostatnio, mam różne tam takie przemyślenia na temat blogowania, blogowiska itd a może to taki czas po prostu, więc zostawiam ślad kolejnej rocznicy. Sporo czasu tu bywam.
Dziękuję Wam wszystkim, którzy zaglądacie. Dziękuję tym, którzy się odzywają.