przypominam o zmianie czasu…

…dziś w nocy. Stali czytelnicy wiedzą, jak ja tych zmian czasu nie lubię, więc powtarzać się nie będę. Mój organizm za nimi naprawdę nie przepada. Podziwiam osoby, które mają to na stałe z racji pracy na przykład. Powiem tylko, że zazdroszczę Rosjanom, że u nich te zmiany już zostają zlikwidowane i będą mieli jeden czas. Jak dla mnie ten, co teraz będzie, czyli wiosenno letni mógłby zostać na stałe, głównie ze względu na to, że będzie dłużej jasno. W Rosji podobno likwidacja zmian czasu ma podłoże polityczne, szkoda, że i u nas w związku z rokiem wyborczym, który i tak zapowiada się ohydnie, nie mogą wprowadzić takiego przepisu, aby już więcej nie zmieniać.
Tak czy inaczej śpimy krócej, ale za to będziemy mieć dłużej jasno;)

podobno…

…tak silne trzęsienie ziemi nie zdarzyło się w Japonii od 140 lat. Pamiętam, jak mój przyjaciel mieszkając tam bardzo obawiał się, że któregoś dnia przyjdzie mu brać udział w takim wydarzeniu. Niby pewnie żyjąc tam człowiek musi się przyzwyczaić do myśli o tym, że coś takiego może mieć miejsce, ale zapewne łatwiej przychodzi to komuś, kto tam wyrósł i się wychował a pewnie jednak osobom z zewnątrz, szczególnie żyjącym na terenach, których trzęsienia ziemi nie dotykają,  nie przyszło by to łatwo. Oswoić się z myślą zapewne można, ale pewnie i tak za każdym razem, kiedy coś takiego się zdarzy, jest szok.
W dodatku dowiedziałam się, że mój daleki bardzo ale jednak kuzyn prawdopodobnie przebywał w tamtych rejonach, rodzina nie ma od niego żadnej wiadomości. Ponieważ wiem to z tak zwanej drugiej czy nawet trzeciej ręki, więc nie wiem, czy był w dotkniętych trzęsieniem ziemi rejonach czy w bezpieczniejszych. Mam nadzieję, że nic mu się nie stało.
Dziwna sprawa, wczoraj skończyłam czytać Murakamiego i wzięłam się za następną książkę dotyczącą Japonii, a tu takie wiadomości w radio z rana…a w nocy dziwnie spałam, sny dziwne się śniły.
Smutne te piątkowe informacje z Japonii. Oby jak najmniej ofiar było, ale niestety, wiadomo, że tak nie będzie, nie przy takim nasileniu, stopniu katastrofy…

Z gazety na ten temat.

drogie Panie…

…może jestem niepoprawna politycznie w dniu, który triumfy święcił podobno najbardziej za PRL’u (chociaż mam wrażenie, że nigdy nie upadła ta tradycja;), ale co tam. W tym dniu życzę wszystkim odwiedzającym, czytającym mnie kobietom, aby było im jak najlepiej.
A teraz życzenia może nieco przewrotne. Życzę Wam, aby nikt Wam nigdy nie wmówił nic na odwyrtkę jak to Wy czujecie. Czyli jak chcecie robić karierę zawodową, nie dajcie się wkręcić, że waszą rolą jest matkopolizm i jesteście wyrodne matki jeśli wrócicie do pracy po macierzyńskim. Z kolei, jeśli realizujecie się najlepiej jako mamy i opiekunki domowego ogniska, nie dajcie sobie wmówić, że brak Wam ambicji, bo odwalacie kawał dobrej roboty (aczkolwiek niestety, często niedocenianej).

Jeśli Wam dobrze jako małżonki, to nie dajcie się omamić, że powinnyście czuć się winne szczęśliwości z własnym mężem bo najlepiej w wolnym związku partnerskim, jak Wam dobrze w wolnym związku partnerskim, to nie dajcie się zwariować na zalegalizowanie, bo "tak wypada, bo rodzice nalegają"…A jak Wam dobrze jako singielki, niech tak właśnie będzie;)
Jednym słowem drogie Kobiety, Panie, Baby, wiedzmy, co jest dla nas najlepsze, czujmy to pełnią serca i spełniajmy się dokładnie tak, jak chcemy, pragniemy, odrzućmy modne na daną chwilę trendy i realizujmy się same, bo nikt o nas tak nie zadba jak my same o siebie nie zadbamy, ja Wam to mówię;)
Daruję Wam wirtualny kwiatek, każdej z Was taki, jak najbardziej lubi.
Ja poproszę o bukiet tulipanów;)

czas gna…

35 lat jakby nie było. I pomyśleć, że 25 lat było już dekadę temu. Ale to brzmi. Od 25 tych Urodzin czas zaczął mi gnać. Do tamtej pory czułam, że się rozkręca, ale od tej "ćwiartki" właśnie zaczął swoją galopadę na całego.
Wiem, że według niektórych 35 lat to starość, ja co prawda nie pamiętam, abym tak myślała, ale jak komentarze niektórych dzieci czytam na necie, to nie mogę się od takiej refleksji odpędzić, jednak ja, szczerze mówiąc, czuję się młodo i tak zamierzam trzymać przez najbliższe długie lata.
Rok miniony bardzo dla mnie specyficzny. Życie mocno zweryfikowało moje podejście do niego. Ogromnie i nagle zmieniły mi sie priorytety, zobaczyłam w ostrym świetle, jak śmieszne były niektóre sprawy, problemy, którymi zaprzątałam sobie głowę jeszcze nie tak dawno. Już zupełnie co innego jest teraz ważne. Dorosłam w sposób przyspieszony? Może…
Jakby kto chciał powinszować mi, to to jest taki właśnie wątek.

chyba po raz pierwszy…

…dopiero z Radiowej Jedynki, słuchanej rano, dowiedziałam się poniewczasie o wczorajszym rozdaniu Oskarów. W sumie i tak traktuję te rozdawnictwo nagród jako niekoniecznie obiektywne (i głównie jak mawiam jako targowisko próżności) ale muszę przyznać, że pierwszy raz aż tak głowa zajęta zupełnie innymi sprawami. Ucieszyła mnie nagroda dla Colina Firtha, jako, że bardzo lubię go jako aktora. Z tego co mówili w radio, bo ja oczywiście zupełnie nie na bieżąco, bracia Coen najbardziej pokrzywdzeni, tyle nominacji i nic.
Ciekawe, czy ci, którzy w ogóle w kinie bywają, nie jak ja, zgadzają się z tegorocznymi nagrodami?

no i mamy…

…Nowy Rok 2011.
Ładna dziś data. 1.01.11;)
Z Sylwestra we dwoje zadowolona jestem bardzo. Na szczęście sąsiedztwo z góry, które pierwszy raz wróciło zaraz po Świętach, wybyło (częściowo) na imprezkę i samo takowej nie zorganizowało a ta część, która została, nie przeszkadzała, więc mogliśmy spokojnie przywitać Nowy Rok.
Dokładnie tak, jak chciałam.

Dziś też dzień miły, aczkolwiek pierwszy dzień Nowego Roku zawsze zdaje mi się być jakiś taki senny, w zwolnionym tempie, jeśli nawet się wyśpię wystarczająco. Cóż, widać taka jego uroda.
Mam nadzieję, że i Wy przywitaliście Nowy Rok w sposób, w jaki sobie wymarzyliście.
Raz jeszcze życzę Wam Wspaniałego Nowego Roku 2011!

Wspaniałego Nowego Roku 2011!

W ostatnim dniu starego roku życzę wszystkim czytelnikom Wspaniałego Nowego Roku 2011. Niech przyniesie wiele zdrowia, szczęścia, radości, spełnienie marzeń i planów.
Ci, którzy mają zamiar udać się na huczną zabawę życzę udanej zabawy, tym, którzy chcą spokojnie przywitać Nowy Rok, niech mają ten wymarzony spokój.
Przyznam się, że nie żegnam kończącego się roku z żalem, był dziwny i jednak trudny, a więc z nadzieją na o wiele lepszy przywitam 2011.

poświątecznie…

…nie rzucę tu tradycyjnym zdaniem, którego można by się spodziewać, a które oznajmiało by nam prawdę oczywistą, że już po świętowaniu.
Mam nadzieję, że Wasze Święta były właśnie takie, jak oczekiwaliście przed, zależnie od tego, jakie kto miał potrzeby.
Nasze minęły bardzo przyjemnie, tak, jak chciałam, spokojnie, ale i z radością i optymizmem.
Mikołaj tradycyjnie mnie rozpieścił albo i po prostu, (taka prawda:) , byłam wyjątkowo grzeczna w tym roku.
Z książek, dostałam ciekawe wydanie wierszy Wisławy Szymborskiej na cd i dvd. Na cd są piosenki z tekstami jej autorstwa i czytane przez nią samą wiersze. Jest też film na dvd, który już widziałam, dokument o poetce, "Czasami życie bywa znośne". Bardzo to ciekawe, jak mi się to spodoba, to znaczy mam na myśli te czytane wiersze, sam film bardzo mi się podobał.
Dostałam też, z czego się ogromnie ucieszyłam, "Jak ryba w wodzie. Wspomnienia" Llosy i "Niespokojnego człowieka" Henninga Mankella.
Jest też coś dla ucha, dwie płyty, Duffy i Florence and The Machine" i coś dla ciała, czyli kolczyki z greckim wzorem meandra, co cieszy taką wielbicielkę Grecji, jak ja, zawieszka i fantastyczna bransoletka z działu biżuterii artystycznej, w której się dosłownie zakochałam parę miesięcy temu, kiedy kusiła mnie z okna galerii niedaleko nas otwartej.
Oczywiście nie obyło się bez uczucia obżarstwa, niestety. Taka uroda Świąt a raczej świętowania. Ale, raz w roku można poszaleć.
Atmosfera była dokładnie taka, jak chciałam i potrzebowałam, jednym słowem nie mogę narzekać.
Nawet tradycyjnie kolędowaliśmy. Nie wiem, czy lubicie kolędować w gronie rodzinnym, wiem, że nie u wszystkich się to praktykuje. U nas tak, z czego się cieszę. Może nie jestem gwiazdą i nie afiszuję się ze śpiewem, ale na dźwięk i słowa kolęd nie mogę się opanować i zaczynam wyśpiewywać. Moją ukochaną kolędą, w czym nie jestem oryginalna, bowiem ostatnio w radiowej Jedynce usłyszałam, że to ulubiona kolęda Polaków, jest "Wśród nocnej ciszy". Zawsze, kiedy słyszę pierwsze jej słowa niosące się w świat, coś ściska mnie za gardło. Nawet wiem, co, wzruszenie.
Druga kolęda, którą bardzo lubię, to "Bóg się rodzi" autorstwa Franciszka Karpińskiego. Bardzo ją lubię. Na trzecim miejscu też nie będę oryginalna, "Cicha noc" a potem "Lulajże Jezuniu".
A Wy? Macie swoje ulubione kolędy? Na pewno…

już dawno nie pamiętam…

…tak ładnego początku listopada, a zwłaszcza tych specyficznych dni. Mimo, że nie przepadam jakoś specjalnie za samym świętem, to muszę powiedzieć, że nie przekonam się do "halowynowego" podejścia. Widać daleko mi do tego elementu kultury anglosaskiej czy latynoskiej na przykład. Są tacy, którym nie pasują Walentynki, ja nie kumam i nie mam zamiaru się zmuszać do polubienia Halloween.
Pasuje mi nastrój spokoju, refleksji, który, kompletnie nie wiem, czemu, przez niektórych mylony jest z smutkiem i łzami. Tak wcale nie musi być… Wolę oświetlone lampkami groby, ukwiecone, niestety w niektórych przypadkach , często tylko w te dni. A wspominki na temat tych, którzy odeszli wcale nie muszą być patetyczne i nadęte, może być na wesoło i pozytywnie. No, to tytułem wstępu.
Dawno nie bywam na grobach akurat konkretnie pierwszego. Z różnych względów. Bywamy albo nieco przed albo po. W tym roku byliśmy wczoraj. Pogoda dopisała, było ciepło i nawet nie było przelotnego deszczu, którym niektóre prognozy trochę straszyły.
Ku mojemu zdziwieniu wczoraj na cmentarzach dalej było bardzo dużo osób, oczywiście nie tyle, co w samo święto, ale jednak. Czyli nie my jedyni tak robimy.
Ostatnie półtora tygodnia miałam z nerwem. Dzień przed naszą jedenastą Rocznicą Ślubu moja Mama trafiła karetką do szpitala, na szczęście, już jest OK, ale i na świętowanie głowy nie było i na wiele innych spraw. No, ale dzisiaj opuszcza szpital i mam nadzieję, że już będzie dobrze. Ot, życie…