w rezultacie…

…pogoda jednak była tak połowicznie, jak sobie marzyłam na Święta. Wielka Sobota średnio, ale przynajmniej nie śnieg. Wczoraj, ziąb że hej, plus coś z nieba, jakby gradzik, bo chyba nie śnieg (chyba, że Eskimosi by mnie w tej kwestii pouczyli bo kto wie, może to się właśnie jakimś tam śniegiem okazuje?). Za to dzisiaj jak najbardziej poprawa. Może nie gorąc, ale nie zimno a po południu wręcz zupełnie nieźle. Na cmentarzu bardzo dużo ludzi, we wszystkie dni, widać, że bliscy odwiedzają…to dobrze. U Emilki też dziś rano ktoś zaszedł. Jak przyszliśmy, to rozpalona całkiem niedawno lampka świeciła się. Miły, ciepły gest. Nie wiemy, kto Ją odwiedził, ale w sercu ciepło. 


W Ogrodzie Botanicznym  na razie magnolie jeszcze nie szykują się na wielki pokaz. Większość ma pączki i to niewielkie, sądzę, że dopiero za jakieś dwa tygodnie będzie można pomyśleć o odwiedzinach. W tym roku później jednak wiosna się rozkręca. 

Za to w lesie? Hmmm…super. Gwar, pisk, dzięcioły rozdzielają terytoria, kowaliki również. Drozdy śpiewaki na razie głównie na dole buszują i coś tam sobie wyjadają. Zięby coś chyba prognozy pogody nie oglądały, która zaraz na „po Świętach” sugeruje nagły skok temperatur i bezchmurne niebo bo wieszczyły deszcz. Generalnie dużo ruchu wiosennego ale tak, jak rozmawialiśmy z P., to jednak o tydzień przynajmniej jakby wszystko opóźnione, mam wrażenie, że rok temu o tej porze już śpiewy zięb słyszeliśmy. No, ale wiosna już na całego. I, co nas zaskoczyło, w lesie pojawiła się nowa konstrukcja, jaką jest…odłownia dzików…Nie wiedziałam, że mamy tu w Lesie Kabackim dziki…

W zeszłym roku wiosny nie było, to też refleksja z naszego dzisiejszego rozmawiania podczas spaceru…

Mam nadzieję, że Święta spędziliście miło i tak, jak sobie to wymarzyliście. 

A od jutra podobno ma być całkiem wiosennie. Oby.

Mistrzostwa Świata w Łyżwiarstwie Figurowym Nicea 2012

…oglądałam jednym okiem i nie wszystkie konkurencje, w TV. Chyba wolałam, jak emitowała je polska telewizja, na Eurosporcie nie bardzo podobało mi się komentowanie.

No, ale do czego zmierzam, otóż dziś Mistrzynią Świata Solistek została Carolina Kostner. 
Pięć lat temu (tak, rzucę tym truizmem, „ale ten czas leci!”) byliśmy z P. na Gali Mistrzów kiedy to ME odbywały się w Warszawie, o czym zresztą pisałam tu. Wtedy nie przyszło nam do głowy, że Carolina, która zajęła pierwsze miejsce w ME będzie przyszłą Mistrzynią Świata.

Z wielkim sentymentem i wzruszeniem przeczytałam tamten swój wpis o tym wypadzie. Pewnie ktoś może powiedzieć „co to było, raptem wyjście na ulubiony sport”. Dla mnie wtedy było to spełnienie marzenia i naprawdę po latach czuję tą samą  radość, że mogłam tam wtedy być, patrzeć na tamtych mistrzów i odczuwać te emocje i radość, że mogę ich podziwiać.

A oto „tamta” Carolina, sprzed pięciu lat. Zdjęcie autorstwa P..

Carolina Kostner 2007


słońce za oknem…

…kolejny weekend ma być ciepły i wiosenny, chociaż widzę, ze niedziela nie taka wcale ciepła ma być, jak tydzień temu, ale kto wie, może będzie całkiem ciepło.

Przypominam, że w weekend zmiana czasu, z soboty na niedzielę, na czas letni. Śpimy godzinę krócej ale za to będziemy mieć dłuższe, jaśniejsze dni. Znowu pewnie parę dni po zmianie będę czuć się dziwnie, no, ale cóż, trudno, wpływu na to nie mamy. Mogliby już sobie darować te zmiany czasu.

Kartki świąteczne już wypisałam, ale powysyłam pewnie dopiero w przyszłym tygodniu za granicę i pewnie do Polski ale pod koniec tygodnia raczej.

Niestety, skończona w tygodniu książka Kathy Reichs „Z krwi i kości” ogromnie mnie zawiodła, dlatego nawet nie chciało mi się pisać żadnej recenzji, w każdym razie nie była udana, co oczywiście nie oznacza, że dla kogoś innego taka nie będzie, każdy musi się sam przekonać. Mnie wymęczyło tło wyścigów i ogólnie jakoś nie wciągnęło. Chwilowo oczekuję na zamówione książki, Marininę, Nessera, o których zapomnieliśmy, że mamy w przechowalni i w skutek czego zamówiliśmy za późno i wzięłam się za Agathę Christie, nie ma to jak Agatha;)

Życzę Wam miłego wiosennego weekendu.

to już dziś!

No tak, przez rok przestępny w tym roku wiosnę witamy już DZIŚ:) Nie ukrywam, że o tym fakcie przypomniał mi wujek Google:) 

Nareszcie. Zimę żegnam bez jakiegokolwiek sentymentu, witam porę roku, w której wszystko budzi się do życia, w której widzę wyraźne znaki nadziei mówiące, że wszystko to, co złe może odejść i zamienić się w nowe perspektywy i możliwości. W której nawet mam wrażenie, że ludzie częściej się cieszą.

Życzę Wam wspaniałej wiosny. Tej za oknem i w nas samych!

Za oknem u mnie co prawda 6 stopni, ale nie szkodzi, pewnie w dzień się jeszcze ociepli. 

 

 

weekend był słoneczny i ciepły…

…dokładnie taki, jaki miał być według prognoz a może nawet i cieplejszy. W czasie prac przy Grobie Emilki P. nawet zdjął kurtkę, został w samym krótkim rękawku i…było Mu wyśmienicie.

W niedzielę wybraliśmy się do Ogrodu Botanicznego. Na razie pustki tam (roślinne, ludzie oczywiście są). Zdziwiło mnie bo nawet nie było żadnych przebiśniegów czy krokusików, które często o tej porze roku są. Ponieważ co roku tradycją naszą stało się podziwianie kwitnących magnolii, przyjrzeliśmy się tymże. Na razie małe pączuszki są, ale już są. Ciekawe, kiedy rozkwitną na całego. Sprawdziłam, okazuje się, że na blogu regularnie o nich piszę (zawsze się śmieję, że tak, jak Japończycy mają swoją sakurę to moją i P. jest właśnie wybywanie i podziwianie kwitnących magnolii w Ogrodzie Botanicznym chociaż nie tylko tam) i widzę, że na ogół pisałam o nich w połowie kwietnia mniej więcej. Trzeba będzie pilnować magnolii, bo bardzo chcę je obejrzeć i zachwycić się ich zapachem. 
Mam nadzieję, że i Wy mieliście przyjemny weekend. 

pomysł…

…zmiany adresu korespondencyjnego na adres do mojej Mamy okazał się bardzo trafiony. Dobra, mogę powiedzieć, że tu poczta ze mną wygrała, bo po prostu nie jest tak jak być powinno i jak widać, nic się nie zmieni. Ale i tak to ja czuję się wygraną, bo teraz odkąd listy, kartki i przesyłki do mnie idą do Mamy, mam wszystko. U Mamy dodatkowo jest bardzo sympatyczna pani listonosz, stała, a nie jak u nas, co kwartał ktoś nowy, więc przesyłki trafiają bez problemu. Odbieram sobie raz na tydzień, czasem na coś muszę poczekać, trudno się mówi. Lepsze to, niż nie dostawanie połowy przesyłek, jak to bywało, że w tych najbardziej zabałaganionych pocztowych czasach tu bywało. I tak wreszcie na Urodziny otrzymałam wszystko, co miałam dostać, za wszystkie dowody pamięci raz jeszcze Wam dziękuję. 
Tak sobie tylko myślę, że nie każdy ma możliwość takiej zmiany adresu, ciekawe, co robić mają wtedy ludzie, którzy jednak jakąś korespondencję otrzymują. Nie wspomnę, że podatek gruntowy, który ma być opłacony do 15 marca, dotarł do mnie poleconym trzynastego. Specjalnie na blankiecie zapisałam datę podpisując, niech UD też ma świadomość, jak poczty w różnych dzielnicach (bo to za spadkową część otrzymałam, więc nie z mojej dzielnicy) działają. Pytanie, czy ktoś to u nich sprawdza, to inna sprawa. 

Weekend zapowiadają śliczny i słoneczny, to dobrze. 
Zaczęłam czytać kryminał Kathy Reichs , „Z krwi i kości”, najnowszy jej na naszym rynku, ale wiem, że na weekend przerwę lekturę (chociaż jak na razie zapowiada się interesująco) i zacznę coś, na co czekałam, czyli drugą część „Japońskiego codziennika”. Wiem, ze ta część nie będzie tak beztroska, (chociaż i w tamtej poruszane były nie zawsze przecież łatwe tematy) ale ta zdeterminowana zostanie zapewne przez przedstawienie tam, w Japonii, sytuacji po ogromnym trzęsieniu ziemi i fali tsunami, które wyrządziły tam tak wiele szkód. Pojawienie się drugiej części „Japońskiego codziennika” zbiegło się z pierwszą rocznicą katastrofy.

Życzę Wam miłego weekendu wypełnionymi przyjemnymi chwilami i spędzonego tak, jak sobie tego życzycie. 

wiosenny miesiąc…

…się zaczął, czyli marzec. W marcu już czuć zdecydowanie wiosnę w powietrzu. Przyroda zdecydowanie budzi się z nudnego zimowego snu, zmieniamy czas na sensowniejszy bo letni ale nawet przed zmianą już od dawna jest coraz dłużej jasno i ogólnie jest fajnie. No i jednak kalendarzowa wiosna zaczyna się w marcu właśnie. No i w tym miesiącu urodziło się dużo fajnych ludzi:) same zalety marca.

Styczeń i luty nie rozpieścił mnie nowościami książkowymi, na które bym czekała. Ale w marcu kilka obiecujących nowości ma się ukazać, z tym, że jak widzę, większość pod koniec miesiąca.
Czekam więc na Marininę i jej „Za wszystko trzeba płacić” (mam nadzieję, że będzie lepsza, niż dwie ostatnio wydane u nas jej książki), Theorina i jego „Smugę cienia” (to „adres” sprawdzony i w ciemno mogę kupić wiedząc, że książka nie zawiedzie). No i Hakan Nesser, o którym wyczytałam, że jego najnowsza książka „Samotni” pod koniec miesiąca również ma zostać wydana. Same więc sprawdzone nazwiska, z których najbardziej chyba czekam na Theorina a Marinina z kolei stanowić będzie największą niespodzianką jaka też się okaże. Nesser poza małymi wyjątkami też mi się podoba i mam nadzieję, że ta książka, która się teraz ukaże też będzie dobra. 

 

pączki…

…pączki dziś rządzą, co oczywiście nie dziwi w Tłusty Czwartek;) Tradycji stało się zadość i dwa z różą i lukrem zjadłam, po czym stwierdziłam, że tyle mi wystarczy. Niemniej jednak nie wyobrażam sobie nie zjeść w ogóle pączka tego dnia. 

W weekend zrozumiałam, czego między innymi nie lubię w zimie. Oprócz mrozu, który znoszę nie najlepiej, oprócz braku słońca, nie lubię po prostu tego uczucia „zamarcia”, braku oznak życia. W poprzednie weekendy, kiedy mróz trzymał w ogóle nie było słychać ptaków. W ten weekend było gwarniej i usłyszawszy i sikorki i dzwońce (przyleciały już w nasze okolice!) pojęłam, że właśnie czekam na wiosnę jako na to, że widać będzie rozkwitające dookoła życie, że życie będzie wręcz wrzeć. Tęsknię ogromnie za hałasem, tak, hałasem wiosennego lasu, kiedy ptaki wyśpiewują sobie terytoria i ustalają granice a nas tym oczywiście bawią i cieszą. Tęsknię za koncertami drozda śpiewaka i oczywiście jednych z moich ukochanych leśnych śpiewaków czyli zięb. 
Na razie zima trzyma ale ja wierzę, że wiosna już za progiem i już niedługo a znowu będzie życie wrzało wokół i wszystko będzie cieszyć się wiosną.  

zima zaskoczyła media…

…muszę przyznać, że tak, przez chwilę jednak , przez momencik, zwiedziona jeszcze początkowo styczniową jesienią dałam się podpuścić, że zima jednak się nie rozkręci. No, niestety, nie da rady, przylazła, z koszmarnym mrozem.

Muszę powiedzieć, że dziwi mnie ogromnie to trąbienie o zimie w mediach. Nie bardzo wiem, dlaczego takim ewenementem jest fakt wystąpienia w kraju o tej konkretnej lokalizacji geograficznej zimy zimą. Nie wiem, może faktycznie dziennikarstwo z tych młodszych i nie wie, że zimą jest zima, nie wiem, dziwne, bo co tu kryć ostatnie pięć przynajmniej lat jednak niestety zima jest, trzyma i uprzykrza życie. Nie mogę spokojnie obejrzeć wiadomości bo trąbią o zimie, której obecność, niestety obok widzę i czuję…

Na szczęście nie znam ani jednej osoby w moim otoczeniu, którą by taka zima z takim mrozem cieszyła, więc tu się wszyscy zgadzamy. Najwyraźniej nie znam masochistów i bardzo dobrze. Nie ma to jak zgodność:) Mam wielką nadzieję, że zima jak najszybciej odpuści i sobie pójdzie precz. Jakby nie było, na szczęście przyszła późno, więc nie będzie miała czasu na zbyt długie pozostanie, uf. Byle do wiosny.

Rok Wodnego Smoka…

…rozpoczął się dziś w kalendarzu chińskim. Co oznacza, że rozpoczął się MÓJ rok, jako, że jestem Smokiem  a raczej- Smoczycą. Z tej okazji życzę wszystkim Smokom Najlepszego Szczęśliwego Roku Smoka. Niech spełnią się Nasze Marzenia, Plany, niech Miłość nam dopisuje i co też ważne, niech nie braknie dóbr wszelakich;)