…towarzyszyła nam w sobotę na kolejnym charytatywnym kiermaszu organizowanym przez między innymi przedszkole Jasia. Nie napiszę oklepanego słowa tak lubianego przez speców od sprzedaży i marketingu czyli „magia Świąt” bo zwyczajnie nie sądzę aby była tam magia. Była konkretna robota, praca i moc solidnych przygotowań, które zaowocowały tym czym zaowocowały. A mianowicie tym, że (mimo, że tak, teraz się przyznaję, nie wierzyłam w to, że się to uda) udało się nam podczas owego kiermaszu zebrać 43 tysiące złotych.
Na kiermaszach szkolno – przedszkolnych od zawsze zbieramy na konkretny, charytatywny cel. Dwa lata temu było to na hospicjum dziecięce „Gajusz” , rok temu na leczenie pewnej dziewczynki. W tym roku zbieraliśmy na wyremontowanie mieszkania dla konkretnej rodziny. Rodziców z niepełnosprawnym dzieckiem,synem. Mieszkają wraz z babcią na drugim piętrze. Synek, Krystian, porusza się na wózku. Zniesienie wózka za każdym razem przy braku windy w domu, w którym mieszkają…nie muszę na pewno opisywać jak to wygląda. A Krystian wymaga terapii więc wiadomo, tu już nie chodzi tylko o to, że siedmiolatek nie może wyjść z mamą czy babcią na spacer (ale w sumie dlaczego nie??) ale i nawet wyjście na terapię jest wyzwaniem. Spółdzielnia załatwiła zamianę mieszkania na mieszkanie mieszczące się na parterze. I świetnie. Ale było w takim stanie, że trzeba było je wyremontować. Suma, jaką przedstawiono (rodzina ta jest pod opieką bardzo interesującej Fundacji , z którą zresztą nasze przedszkole podjęło stałą i bardzo wartościową współpracę na przykład do dzieci przychodzą starsze pani i starsi panowie i na przykład grupa Jasia ma „przyszywanego Dziadka Jerzego”) brzmiała poważnie. Ale nie na tyle abyśmy nie spróbowali zebrać jej podczas akcji przynajmniej część.
I jak zwykle, ruszyła para parę tygodni przed kiermaszem. Przygotowania, załatwianie sponsorów, namiotów, oprzyrządowania, przygotowanie do wspólnego kolędowania, szykowanie przez nasze dzieci dekoracji, które potem sprzedawaliśmy na stoiskach poszczególnych klas i grup. Oprócz tego stałe kiermaszu czyli aukcja, na którą wystawiamy fantastyczne przedmioty. W tym roku P. załatwił na aukcję dwie książki bardzo słynnego autora polskiego, który nie tylko napisał podpis ale serdeczną dedykację dla osoby, która wylicytuje książkę. Planowanie co które stoisko przygotuje na stoisko , kto jakieś przedmioty na sprzedaż a kto jakie jedzenie , słodkości. My wypiekaliśmy nasz ciastoplacek 😉 I oczywiście dostarczyliśmy lampki do dekoracji stoiska, oprócz tych książek na aukcję.
Oprócz tego kolejna nasza tradycja czyli obecna na kiermaszach foto budka, w której za drobną sumę można zrobić sobie wspaniałe rodzinne zdjęcie. Zawsze ustawia się do niej kolejka i nie inaczej było w tym roku. Nasza rodzina wystąpiła w roli brygady pomocników Świętego Mikołaja czyli jako dwa renifery i jeden Elf.
Na kiermasz dotarliśmy niemal na początku bo wpisaliśmy się jako biorący udział w aukcji. Nie my jedni zresztą ze znajomych bo na przykład tata koleżanki Jasia licytował ( i udało mu się je wylicytować) rękawice bokserskie Kuleja.
Tłum był nieprzebrany. Czy to za sprawą reklam w lokalnych mediach czy za sprawą ludzi, którzy polecali to wydarzenie krewnym i znajomym (nie tylko królika) ale ogólnie dawno takiego tłumu nie pamiętam. Pachniało piernikami, barszczem, krokietami , grzybami z bigosu, kapustą z bigosu i z pierogów z kapustą i grzybami. Słodkości kusiły i zapewniały, że w tak szczytnym celu jak zbieranie pieniędzy na remont dla Krystiana i jego rodzinki kalorie wyjątkowo idą na długi spacer i na pewno nie wejdą w biodra. Słychać było kolędy. Nad stoiskami z produktami i nad nami, którzy tam byliśmy unosiła się atmosfera, której tak brakuje na co dzień czyli wspólnoty. Poczucia bycia z drugim człowiekiem. I dobra. Tak, takiego zwykłego ludzkiego dobra.
I kiedy wieczorem na stronie naszego przedszkola wyczytałam sumę jaką udało się nam zebrać czyli tak, 43 tysiące złotych, sumę, która przekroczyła nasze najśmielsze oczekiwania, zwyczajnie jak to ja, wzruszyłam się a z tego wzruszenia pociekły mi po policzkach łzy.
Wyszło mi z tego iście świąteczne opowiadania z dobrym zakończeniem czyli cóż, potraktujmy to jako mój przedwczesny prezent dla Was na jutrzejsze Mikołajki. Tak, można się zebrać, można się zjednoczyć, można się dogadać i można wzajemnie wspomóc kogoś. A ile to zapewnia człowiekowi pozytywnych emocji i adrenaliny. Od dobra szczęśliwie można się uzależnić. Czego wszystkim nam życzę.
Dopisek z dnia 13.12, otóż po przeliczeniu okazało się, że pieniędzy udało się zebrać więcej bo ponad 47 tysięcy 🙂 Jest moc !