odkryciem kosmetycznym roku…

…2014 moim własnym, osobistym, bez wątpienia okazało się migdałowe masło do ciała z The Body Shop.
Dostałam je w prezencie już dość dawno temu (naprawdę dawno), przeleżało się w szufladzie.
Wyjęłam gdy zużyłam te najulubieńsze do tej pory czyli Brasil Nut i potem dość fajne z masła shea. Posmarowałam i ojej, ale zapach, no migdał w czystej postaci. Hmmm, nie dla mnie… Pokręciłam nosem, że drażniący, że to nie to, i chwilę potem oniemiałam. Otóż ten klasyczny migdał przemienił się w coś pięknego. Zapach tak piękny, że nie do opisania. A i samo masło spełniło moje oczekiwania. Po pierwsze, konsystencja jest nieco inna niż pozostałe masła, które do tej pory używałam. I taką nieco bardziej lejącą się a nie stałą, nawet wolę mimo, że nie jest to mleczko do ciała, więc nie ma się wrażenia wyciekania przez palce. Wspaniale działa na moją biedną skórę. 
Jestem zachwycona!!!
Pokonał ukochane do tej pory masło Brasil Nut.
Jeśli Mikołaj się nie domyśli (a ten sam no, nie Mikołaj bo chyba okołourodzinowy prezentodawca zakupił mi to masło), a zachwycam się w domu głośno i kilka razy na dzień:) to po Świętach sama pędzę nabyć drogą kupna. Może się ulitują i jakieś promocje będą, teraz niedawno nabyłam w naprawdę korzystnej cenie krem do rąk.

Życzę Wam dobrego, spokojnego tygodnia.

zimno…

…wstałam, na termometrze minus siedem. Wychodziliśmy na spacer, na termometrze było coś około minus sześć, teraz za oknem -6.8… Dobrze, że z naszej trójki Janeczek wydaje się najlepiej znosić mróz i niedogodności. (Wychodzi na to, że moja teoria na temat tego kto lubi jaką porę roku się sprawdza). Tak czy inaczej po spacerze i głosowaniu z wielką przyjemnością wróciliśmy do ciepłego domu. 
Zaczęłam czas jakiś temu czytać jednak najnowszą książkę Hakana Nessera, czyli książkę o dość długim tytule „Jaskółka, kot, róża, śmierć”. Jak zwykle w przypadku tego autora, czyta się dobrze, wyśmienicie wręcz. Bardzo lubię książki Nessera, jest z pewnością jednym z moich ulubionych autorów książek kryminalnych za to, że wątek kryminalny nie jest w jego książkach najważniejszy, jest sporo przemyśleń na tematy społeczne i obyczajowe, podanych w nienamolny sposób. Bardzo , bardzo go lubię a raczej, oczywiście, jego książki.
Kolejny weekend prawie już za nami, czas leci.
W piątek P. wziął sobie wolny dzień, pojechaliśmy do galerii nabyć co nieco, wyszłam z nowym zegarkiem 🙂 To już prezent na Święta ale będę nosić już teraz. Oprócz tego, że to po prostu fajny prezent, dla mnie ma bardzo symboliczne znaczenie. Trzy lata temu musiałam kupić nowy zegarek, z datownikiem, bo zwyczajnie po tym, co się stało w naszym życiu, pogubiłam się w datach, był czas (długo to trwało, przyznaję), że tkwiłam wciąż w 3 maja……Działo się wiele spraw wtedy urzędowych, związanych ze spadkiem po Ojcu i głupio mi było po raz kolejny prosić listonosza przy podpisywaniu poleconego listu o przypomnienie mi daty. Tak więc wtedy nowy zegarek, który zaczął odmierzać nowy, dziwny czas w życiu.

Po narodzinach Janeczka miałam ochotę na nowy zegarek, który zacząłby odmierzać jeszcze inne, nowe życie i teraz go mam, ten zegarek;) Wyszło z nieco ponad dwuletnim opóźnieniem 🙂 co pokazuje, jak intensywnie się teraz nam żyje a także, jak inne, ważniejsze priorytety nas teraz zajmują. Co nie oznacza, że bardzo się z niego nie cieszę (mam wrażenie, że zachowuję się jak Mikołajek w jednym z opowiadań, gdy dostał nowy zegarek od Buni).

 

nie mogę nie odnotować…

…pierwszego śniegu, jaki się przytrafił w nocy. Co prawda swój występ miał zdecydowanie nocą, albowiem do dość wczesnych godzin rannych zdążył stopnieć ale jednak. Zima stoi za progiem i pokazuje, że jest, czeka, pamięta. 
Zrobiło się nagle jeden dzień mniej niż miesiąc do Wigilii. Trochę już spraw przygotowałam na Święta, okropnie nie lubię zostawiać tego na ostatnią chwilę.
Skończyłam „Przerwane milczenie” Charlotte Link, w ramach promocji nabyłam zaległe książki tej autorki (już mi została jedna nie nabyta, tę zostawiam na inną okazję ) i mam na czytniku jeszcze jedną kupioną ale nie wiem, kiedy się za nią wezmę bo czeka też Hakan Nesser i jego najnowszy kryminał. Nie wiem dlaczego ale kryminał Nessera „Sprawa Ewy Moreno” jako jedyny z cyklu nie ukazał się w wersji ebook i pewnie zamówię sobie go na prezent w wersji papierowej bo chcę już czytać cykl. Czytałam ten kryminał, dawno temu, ale nic nie pamiętam a poza tym, wtedy nie wiedziałam, że to cykl bo wtedy wydawnictwo, które wydało książkę, cyklu chyba nie wydało. Tak czy inaczej, chcę ją przeczytać na pewno. Nesser to jeden z moich ulubionych autorów, chociaż pisze o trudnych tematach.

Życzę Wam spokojnego, miłego tygodnia. 

 

spacer…

…”na miasto” czyli w bardziej konsumpcyjne nasze okolice a nie leśne na przykład, zaowocował odkryciami i masą bodźców, które z kolei zapewniły natychmiastową po powrocie, drzemkę. Najmłodszego członka rodziny, niestety. Ci więksi bowiem rzucili się w wir pracy. 
Ale wracając do spaceru, to i udana wyprawa do sklepu z bolesławiecką ceramiką (pewnie przed Świętami jeszcze tam zajrzymy), i sprawdzona nowa piekarnia, która otworzyła się w miejsce dawnej kafejki ze wspaniałą kawą (nie mogę odżałować). Nowa piekarnia okazała się piec wspaniałe drożdżówki, ta z jabłkiem, którą zjadłam , okazała się być chyba najlepszą jaką jadłam. Następnie okazało się, że w miejscu czegoś tam, co kiedyś tam było (coś spożywczego chyba?) otworzyła się nowa cukiernia. Pani piecze na miejscu, widać, że to osoba, która pasję przekuła w zawód. Tak chyba najlepiej. Pani z bliźniakami, której przytrzymałam drzwi, żeby spokojnie wyszła, chyba tak się ucieszyła z tego drobnego w sumie gestu pomocy, że podzieliła się z nami informacją, że mają tam przepyszne ciasta. Wczoraj wstąpiła po sernik pistacjowy i dziś wróciła. My nabyliśmy sernik ale migdałowy. Jutro skosztujemy:) 
Masą bodźców i atrakcji okazały się prace przy sygnalizacji świetlnej, którą nam po wielu wielu latach i monitach w okolicy na naprawdę ruchliwym i mało fajnym przejściu dla pieszych, stawiają. Prace są powiązane z remontem chodnika i przeniesieniem bądź udogodnieniem ścieżki rowerowej, co wiązało się nie tylko z masą panów robotników jak i KOPARKAMI 🙂 Nie mogliśmy Janeczka odkleić dosłownie 🙂 Po drodze trafił się jeszcze MIAUCZĄCY kot. Mamy tu już zaprzyjaźnionego kota, którego czas jakiś temu Janeczek głaskał (jak On to wspomina, jak się cieszy chłopak na wspomnienie, jak o tym opowiada!) ale jak do tej pory żaden kot nie miauczał. No nie chciały i już 😉 A tego usłyszałam zanim jeszcze zobaczyłam.
Do tego dziewczynka, która miała różowy kubraczek i jakąś różową zabawkę. Ogólnie masa atrakcji i doznań, ha. Dla takiego małego człowieka aż nadto.
Podczas drzemki Janeczka ja odwaliłam kawał zdecydowanie potrzebnej roboty. Nie, nie jestem idealną panią domu, zdecydowanie nawet koło takiej nie stałam, cóż, oddaję innym to miano, natomiast nawet ja odczuwam zdecydowane potrzeby porządkowo estetyczne raz na czas jakiś i oto nadszedł czas gablotki z masą durnostojków (w tym moją kolekcją laleczek Kokeshi).

Ufff…jestem zdecydowanie padnięta ale zadowolona z fajnego efektu własnej pracy 🙂 

tradycyjnie…

…przypominam o zmianie czasu. Z 3 na 2 godzinę (zawsze się zastanawiam czy ktokolwiek ściśle trzyma się wyznaczonych godzin , oprócz kolei itd bo tu, wiadomo, faktycznie trzeba).
Tak, wiem, wiem… Proszę mi po raz kolejny nie tłumaczyć, nie wyjaśniać. Wiem, że to „nasz” czas i żaden to argument dla mnie bo nie widzę problemu , żeby do niego nie wracać skoro przez pół roku świetnie obywamy się z tym „nie naszym” czasem.
Piszę jedynie dla przypomnienia.
Jak dla mnie tej zmiany mogłoby nie być i tyle a odkąd mam dziecko, to już w ogóle nie wiem, czego się spodziewać bo wiem jedynie, że człowiek nie maszyna i że na pewno w taki czy inny sposób ale zmianę odczuję. 
Poprzednia przesunęła mocno godziny dzieckowej drzemki na przykład 🙂 

15 lat temu…

…w rześką, słoneczną sobotę wieczorem państwo Chiara i P. ślubowali sobie przed Ołtarzem.

Zleciało, wiem, że powiem truizm ale zleciało. A pamiętam praktycznie cały tamten dzień. To chyba dobrze bo oznacza, że był dla mnie dobry i ważny. Bo i taki właśnie był. Nie, nie najważniejszy w moim życiu, to powtarzam wiele razy, ale jeden z ważniejszych. Te najważniejsze przyszły potem. 

Ja z tych, którzy lubią Rocznice Ślubu i dla mnie to dzień, który jakoś tam staram się celebrować. Wyjść do knajpki w tym roku na pewno nie wyjdziemy ale obejdziemy sobie w domu z Janeczkiem, z którym to jest już nasza trzecia wspólna rodziców Rocznica:)

Wzruszył mnie P. niedawno stwierdzając w rozmowie, że to były dobre lata. Cieszy, że tak myśli bo wiem, że nie jestem osobą, z którą łatwo się żyje. Ale wychodzi na to, że nie jest tak najgorzej.

Życzę nam obojgu w dniu takiej okrągłej Rocznicy Ślubu Zdrowia i Szczęścia i wiele , wiele dalszych wspólnych lat w miłości i radości z naszego Syna.

Jakby ktoś chciał nam powinszować to tradycyjnie, po to stworzyłam ten wpis 🙂

gęsi…

…na wczorajszym spacerze widzieliśmy w przeciągu godziny cztery klucze gęsi zmierzających na nocleg zapewne w stronę Stawów Raszyńskich. To jeszcze jeden dowód, że jesień już jest, bez odwrotu. Teraz jesień, zima i przyjdzie mi wypatrywać tych kluczy ale w drugą stronę… 

co za mecz!

No ale efekt wspaniały.
Złoto dla naszych siatkarzy! Jesteśmy Mistrzami Świata 🙂
Lepszego początku tygodnia (szczególnie , że za oknem ponuro) wymarzyć sobie nie można.

Brawo Chłopaki! 

Wasze mecze można oglądać bez większych nerwów (chociaż wczoraj nerwy były na początku, oj były), bez przeklinania , całą rodziną, z radością. No i jest gra , emocje, prawdziwy sport.

🙂 

prognozy pogody…

…kompletnie się pomyliły (przynajmniej te netowe, z których korzystamy) i dzisiejsze popołudnie okazało się lepsze od zdecydowanie jesiennego poranka. Rano była silna mgła i zachmurzenie, ponuro, jakaś taka wilgoć wciskająca się w człowieka. Nie ma co, jesień dobitnie się zapowiada. 

Za to popołudnie całkiem całkiem, i o wiele cieplej i słońce nawet na trochę się pokazało, poszliśmy na przyjemny spacer. Niedawno całkiem blisko nas odkryliśmy huśtawki. Ktoś powie, co to za odkrycie ale tu większość placów zabaw posiada tabliczki informujące, że ten czy inny plac zabaw należy się dzieciom z tej spółdzielni czy innej. Hm…
Ten „odkryty” przez nas nie posiada i jakoś od razu fajniej się robi. Janeczek wciąż lubi huśtawki, więc mamy gdzie chodzić.

No a teraz, co za emocje. Nasi kontra Brazylia, oczywiście mówię o siatkarzach. No i jaki będzie wynik?
Ech, na razie Brazylijczycy wygrali pierwszego seta. Ale wszystko może się zdarzyć, prawda?
Oczywiście kibicujemy naszym 🙂