…2014 moim własnym, osobistym, bez wątpienia okazało się migdałowe masło do ciała z The Body Shop.
Dostałam je w prezencie już dość dawno temu (naprawdę dawno), przeleżało się w szufladzie.
Wyjęłam gdy zużyłam te najulubieńsze do tej pory czyli Brasil Nut i potem dość fajne z masła shea. Posmarowałam i ojej, ale zapach, no migdał w czystej postaci. Hmmm, nie dla mnie… Pokręciłam nosem, że drażniący, że to nie to, i chwilę potem oniemiałam. Otóż ten klasyczny migdał przemienił się w coś pięknego. Zapach tak piękny, że nie do opisania. A i samo masło spełniło moje oczekiwania. Po pierwsze, konsystencja jest nieco inna niż pozostałe masła, które do tej pory używałam. I taką nieco bardziej lejącą się a nie stałą, nawet wolę mimo, że nie jest to mleczko do ciała, więc nie ma się wrażenia wyciekania przez palce. Wspaniale działa na moją biedną skórę.
Jestem zachwycona!!!
Pokonał ukochane do tej pory masło Brasil Nut.
Jeśli Mikołaj się nie domyśli (a ten sam no, nie Mikołaj bo chyba okołourodzinowy prezentodawca zakupił mi to masło), a zachwycam się w domu głośno i kilka razy na dzień:) to po Świętach sama pędzę nabyć drogą kupna. Może się ulitują i jakieś promocje będą, teraz niedawno nabyłam w naprawdę korzystnej cenie krem do rąk.
Życzę Wam dobrego, spokojnego tygodnia.
