Tłusty Czwartek…

…jedno z moich ulubionych „świąt” polskich 🙂 
Tak tak, wiem, co roku tego dnia coś piszę i w tym roku tradycji łamać nie zamierzam.
Dwa pączki na spółkę z Janeczkiem (który najbardziej rozsmakował się w nadzieniu) to to, co dziś zjadłam, więcej w siebie nie wepchnę chociażby mi płacili. I naszej domowej tradycji stało się zadość bo Mąż rano pączki nam dostarczył (chociaż jak co roku dzień wcześniej odbyła się rozmowa, żeby rano nie leciał, bo później wyjdzie, to później do domu wróci itd:) i zjedliśmy coby następny rok tłusty w dobro wszelakie był i obfitował , że hej tylko w to co dobre:)

zasypuje nas…

…od rana, powoli , powolutku…O, akurat teraz widzę przerwa w śniegowym opadzie. Pogoda i nastrój w sam raz na kawę. 
Nowy tydzień się zaczął, życzę sobie i Wam dobrego i spokojnego tygodnia.

Z lektur, to zaczętą biografię Marylin Monroe jednak porzuciłam, jakoś kiepsko mi się czytało, może nie ten czas, może do niej jeszcze wrócę, może nie, nie wiem, nie zmuszam się na razie.


Przeczytałam za to coś, co od dawna chciałam, czyli ostatnią z Wallanderowego cyklu opowieść, która ukazała się dość dawno a jakoś się nie złożyło abym to opowiadanie właściwie autorstwa Mankella, przeczytała. Tytuł to „Ręka. Ostatnie śledztwo Kurta Wallandera”. Sama intryga kryminalna słaba dość, ale fajnie było przeczytać i samo zdanie autora na temat stworzonego przez niego bohatera, Kurta Wallandera. I dobrze było sobie przypomnieć wszystkie ważne dla Kurta postaci, które przewinęły się w jego życiu. Bardzo żałuję, że ten cykl o Wallanderze dobiegł końca. Nie ukrywam, że mam nadzieję na to, że Mankell zdecyduje się nieco chociaż pociągnąć wątek Wallandera, tym razem jako policjantkę w roli głównej obsadzając nie kogo innego jak córkę Wallandera, Lindę. Chociaż sam autor na razie niechętnie o tym myśli, to kto wie?

 

zima…

 …przyszła wraz ze śniegiem, który dziś w nocy napadał (nie to, że niespodziewanie ). 
Ponieważ wciąż nie mamy sanek (naprawdę dotąd kompletnie nie były nam potrzebne) wybraliśmy się więc na okoliczną górkę spacerkiem i w celu zbudowania bałwanka. Bałwanka skontruował Tato a Janeczek skutecznie cichaczem usiłował go rozczęścić (bałwanka, nie Tatę, tu bym jednak interweniowała intensywniej).

Wczoraj było najniższe od nie wiedzieć kiedy ciśnienie i ja to poczułam w pełnej krasie. Moje Dziecko mniej. O dziwo bo na ogół taki front raczej skłania je do drzemki. 
Dziś podobnie zresztą.

Dni na szczęście coraz dłużej jasne.
Na razie jutro zaczyna się luty a takiej serio zimy jaką o tej samej porze rok temu mieliśmy, na szczęście ani widu ani słychu 🙂

Zaczęłam biografię Marylin Monroe, autorstwa Michelle Morgan, ale nie szła mi jakoś, na razie wzięłam się za opowiadania Alice Munro, „Przyjaciółka z młodości”. Na czytniku sporo lektury ale nie do końca wiem, co chciałabym teraz czytać. 

Życzę sobie i Wam dobrego, spokojnego weekendu. 

zeszły…

…tydzień zleciał dość szybko ale był jakiś taki z gatunku tych ciężkich, trudnawych, dość stresujących. Weekend. Też zleciał. Nawet nie mogę powiedzieć, że nic a nic nie odpoczęłam bo to nie tak, coś tam się udało ale nie tyle ile bym sobie winszowała. Z wiadomości od różnych znajomych widzę, że i u nich kocioł, może taki czas z początkiem roku, coś tam rusza do przodu, coś tam niekoniecznie więc pchać trzeba, są jakieś plany, projekty itd.
Czytam tego Reachera i po początkowym ruszeniu jakoś utknęłam. Brak mi trochę tej siły, do której jestem u Reachera przyzwyczajona. Mam nadzieję, że zaraz się chłopak rozpędzi i znów da bęcki niegrzecznym ludziom. No.
Dobrego, spokojnego tygodnia sobie i Wam życzę. 

Sylwester…

…a przed nami Nowy Rok 2015.

Ostatni dzień roku, dla mnie od 2009 naznaczony specyficzną rocznicą (dziś mija pięć lat od śmierci Taty).

My tradycyjnie spędzimy ten wieczór przełomu w domu, we trójkę i jak zwykle absolutnie sobie z tego powodu nie krzywdujemy, gdyby ktoś miał wątpliwości. Dla nas to jedna z najlepszych form spędzenia tego wieczoru ale oczywiście tym, którzy mają inne plany, życzymy udanej zabawy w innej formie 😉

Nie będziemy petardować bo to nie nasz styl płoszyć i straszyć innych.

Na nadchodzący Nowy Rok życzę odwiedzającym mój blog przede wszystkim Wiele Zdrowia dla Was i Waszych Bliskich, Wiele Szczęścia i Radości, tych dużych i tych małych, wiele dobra i spełnienia Waszych Marzeń (pamiętacie, że uwalniam własne?:). 

Szczęśliwego Nowego Roku 2015!!!

 

 

 

 

 

uwolnię marzenia !

Przed Świętami w konkursie na fejsie wygrałam srebrną bransoletkę jednej z moich ulubionych biżuteryjnych firm, jaką jest Minty Dot. Jako, że ta bransoletka ma na małym przyczepionym do niej dysku napis „uwolnij marzenia:)” poproszono aby napisać o swoich marzeniach. Najwyraźniej moja wypowiedź się spodobała i oto od dnia przed Wigilią bransoletka jest moja.
Postanowiłam, że potraktuję to jako znak a może raczej, sugestię od losu i w nadchodzącym Nowym Roku 2015…uwolnię swoje marzenia! Niektóre z nich , to wiem, nigdy się nie spełnią (o tym między innymi napisałam w swojej wypowiedzi) ale jest przecież kilka innych pielęgnowanych na dnie serca, które spełnić się mogą. 
A tu link do bransoletki, jakby ktoś chciał zobaczyć, jak wygląda. 

To był w ogóle dobry rok pod kątem wygranych bo udało mi się w czerwcu również na fejsie , wygrać książkę z Grecją w tle. Której niestety, na razie nie przeczytałam, bo papier czyta mi się niestety, średnio , z przeróżnych powodów, również wygodnickich. Co tu kryć, UZALEŻNIŁAM SIĘ od czytnika:)

A więc, w przyszłym roku postanawiam, uwolnię swoje marzenia! Pozwolę im opuścić dotychczasowe schronienie i zrealizować się im. Nie będę się bać marzyć!

Czego i Wam życzę 🙂

Po Świętach.

Tegoroczne Święta Bożego Narodzenia były dokładnie takie, jak chciałam, jak sobie wymarzyłam. Jeszcze miesiąc wcześniej nie wiedzieliśmy jak wyglądać będzie nasza Wigilia, była opcja, że będą z nią problemy. Na szczęście udało się ją mieć i to taką, jak trzeba, tradycyjną. 
W Święta więc udało się nam spotkać z Najbliższymi, podzielić z nimi Opłatkiem. Spędzić po prostu miły czas razem, bez niepotrzebnych napinek. Mieliśmy też dzień dla siebie po prostu, więc jest bardzo dobrze.
Nie otrzymaliśmy żadnych złych wiadomości, było dobre jedzenie, Mikołaj domyślny i nie żałujący na nikogo 😉 
Odbyłam miłą rozmowę telefoniczną z kimś, kogo „znam” internetowo. Bardzo fajna i całkiem długa pogawędka nam wyszła 🙂
Zauważyłam, że z roku na rok utwierdzam się w przekonaniu, że prawdą jest powiedzenie, (w sumie i tak zawsze tak czułam i myślałam) że nie to, jak ale z kim spędza się dany czas. I oto odkąd część rodziny P. po obrażeniu dokumentnie wszystkich pozostałych członków rodziny zabrała swoje zabawki i wyniosła się na inne podwórko, to mam wyborne Święta. Bez właśnie niepotrzebnej napinki, stresu, nawet łez, jak to było w przeszłości. Bardzo fajnie;)
A teraz ten lubiany przeze mnie czas pomiędzy Świętami a Nowym Rokiem, kiedy to (o czym wielokrotnie pisałam) czas wydaje się być zawieszony jakby czy raczej wyraźnie zwalnia.

Życzę Wam dobrego, spokojnego weekendu i mam nadzieję, że i Wasze Święta były przyjemne. 

i tradycji …

…stało się zadość bo pierwsza kartka świąteczna oczywiście od Finetki nadeszła 🙂 Niemniej jednak tym razem podium zajmuje wraz z kartką świąteczną od kuzynki P. ze Stanów, tak więc mogę powiedzieć, że te dwa tygodnie do Świąt w nastroju około świątecznym jeszcze bardziej będą właśnie za sprawą kartek świątecznych, które zaczną powoli nadchodzić. I które zawsze sprawiają mi wiele, wiele radości.