Wydana w Wydawnictwie Dolnośląskim. Wrocław (2022). Ebook.
Książkę podarowała mi znajoma, dziękuję bardzo za możliwość zapoznania się z pierwszą częścią jednego z bardziej znanych cykli literackich (kryminalnych) w Polsce. Tym bardziej,że dopiero co Sławek Gortych odebrał nagrodę Bestsellera Empiku 2025 za kryminał „Schronisko, które zostało zapomniane”.
Przyznam się, że sięgałam po książkę z ogromnymi oczekiwaniami, które nieco zostały ochłodzone. I od razu powiem tak, nie narzekam, z lektury jestem ogromnie zadowolona. I nie, nie nudziłam się podczas jej czytania (znajoma mi osoba, nie ta, która książkę mi podarowała, powiedziała, że nie zmogła tej książki i że się nudziła. Bywa!). Po prostu okazało się, że chyba nastawiłam się na coś „bardziej” a otrzymałam bardzo dobry i wciągający kryminał, niemniej jednak czegoś mi ciut zabrakło. Czego? Ot, chociażby tego, żeby jednak osoba, która od początku wydawała się podejrzana, winną osobą jednak się nie okazała.
Może też tak być, że ta pierwsza część to taki moment rozkręcenia się koła zamachowego karkonoskiego cyklu i że następne okażą się takie, o których powiem, że tak, o to właśnie mi chodziło, spełnia moje oczekiwania w stu procentach. Mam nadzieję, że wierni fani „Schronisk” nie poczują się urażeni. Jak piszę, wcale się nie nudziłam i podobała mi się intryga a nadto wprowadzenie w tle tego konkretnego rejon kraju. Karkonosze, góry, Kotlina Jeleniogórska, klimaty Liczyrzepy czy Ducha Gór, jak zwał, tak zwał. Przyznam, że z Liczyrzepą „spotkałam się” podczas wyjazdu naukowego na studiach, gdy odwiedzaliśmy Dolny Śląsk a koleżanka z tamtych stron będąca opowiedziała nam o nim. Lubię takie klimaty, a Wy? I to jest zdecydowanie plus tej serii, wprowadzenie nas do świata natury i przyrody i legend a dodatkowo, historie z tamtych rejonów kraju i czasu opisywanego przez Gortycha, że tak może kolokwialnie stwierdzę, same się wręcz piszą.
„Schronisko, które przestało istnieć” zaczyna się w chwili upadku III Rzeszy, gdy wysoko postawiony żołnierz niemieckiej armii zostawia skarb pod opieką mieszkającego na Dolnym Śląsku (będę stosowała nazwy polskie) autora i laureata Literackiego Nobla, autora Hauptmanna.
Następnie przenosimy się do roku 2004 i poznajemy bohatera tej części, Maksymiliana Rajczakowskiego, (lekarza) który jedzie do schroniska Śnieżne Kotły. Schronisko kupił i zamierzał otworzyć lubiany przez mężczyznę wujek Artur, brat ojca. Niestety, mężczyzna zginął w tragicznym wypadku a bratanek jedzie tam, aby zobaczyć kochane przez wuja miejsce. Przed wyjazdem, który ma miejsce w listopadzie, spotyka się jeszcze na dworcu z ojcem, który chce go od tego wyjazdu jakby odstraszyć? Przynajmniej Maksymilian odnosi takie dziwne wrażenie. Jednak nie zraża się i wraca, jak się okazuje, w rodzinne strony, bo przed wyjazdem ojciec opowiada mu, że to Jelenia Góra a nie Wrocław są właśnie miejscem, skąd się wywodzą.
No i już w Śnieżnych Kotłach zaczyna się dziać cała akcja. W drodze do schroniska Maksymilian w pociągu poznaje Martę, szybko dogadują się, że nie są sobie aż tak bardzo obcy, jak Maksymilian początkowo sądził.
A w schronisku zostawionym przez zmarłego wuja zaczynają mieć miejsce niepokojące sytuacje i mężczyzna szybko orientuje się, że ktoś chyba go bardzo mocno nie lubi. Ale dlaczego? Przecież dopiero co przybył na miejsce. A wygląda to tak, jakby ktoś chciał go skutecznie od mieszkania tam i pobytu, odstraszyć.
Historia tamtych terenów, teraz w granicach Polski, przed IIWŚ wiadomo, że nie, jest jaka jest. Niełatwa i chyba to specyfika terenów mocno przygranicznych, tym bardziej, że tam jest właściwie zbieg trzech państw, Polski, Czech i Niemiec. Okazuje się, że (tak, lubię bardzo to określenie i często je stosuję), „Stare grzechy rzucają długie cienie”. A zemsta bywa dla niektórych najsilniejszą motywacją.
Plus, jak pisałam, za akcję dziejącą się tu, gdzie się dzieje, za to, że jest w to wpleciona niełatwa historia zarówno Polski, jak i konkretnie tamtych terenów. Trochę minusuję za dwie rzeczy. Lubię, kiedy trochę bardziej poznaję postać, charakter osoby, która staje się bohaterem. Wiecie, lubię wiedzieć, czy mam osobie kibicować, czy ma mi być wszystko jedno 🙂 Drugi minusik, o którym już wspomniałam, to ten, że wolę nieco mniej podejrzewać winnego, niż w tym przypadku, czyli w sumie niemal od początku.
Niemniej jednak jako kryminał mający stanowić ciekawą lekturę „Schronisko, które przestało istnieć” spełnia wymagania zdecydowanie i do tego stopnia, że wczoraj zaczęłam czytać kontynuację serii a mianowicie „Schronisko, które przetrwało”.
Moja ocena zatem to 5 / 6.
