Wydana w Wydawnictwie MARGINESY. Warszawa (2025). Ebook.
Przełożył Dariusz Latoś.
„Zaleca się kota” to książka, która znalazła się u mnie nieco przypadkiem. Dostałam na Święta kod do jednej z internetowych księgarni ze słowami, że mogę nabyć ebook lub audiobook, jaki tylko chcę i okazało się, że w tamtym momencie dopadła mnie tak zwana „klęska urodzaju”. Albowiem wszystkie tytuły, które miałam gdzieś zapisane jako te, które bym chciała, otrzymałam przed i w czasie Świąt. Niemniej jednak od czego notesik, w którym zapisuję tytuły, aby nie zapomnieć? Siegnęłam do niego i wyczytałam, że miałam chęć na tę książkę już dawno. Czemu? Bo jest napisana przez autorkę z Japonii, bo w tytule pojawia się kot, bo byłam ciekawa, o co chodzi z takim tytułem?
Tak więc w ramach prezentu nabyłam książkę i muszę przyznać, że wszystkie chwalące ją osoby nie myliły się. Jest to książka bardzo przyjemna. Ciepła, bezpretensjonalna, bez napinki i nie udająca niczego innego, niż jest. A jest krzepiącą opowieścią o kobietach i mężczyznach, którzy trafiają do ukrytej w centrum Kioto przychodni psychiatrycznej, w której lekarz zamiast farmakologii, przepisuje pacjentom…koty. Tak, kiedy w innych miejscach na receptach zaleca się proszki, tu przepisuje się kota. A raczej – jego pobyt (czasowy) w domu pacjenta.
Opowiadań, bo z tego składa się całość, jest pięć i każde to historia osoby, która trafia (po błądzeniu wśród wąskich uliczek i zakamarków centrum miasta) do owego nietypowego miejsca. I każdej z nich przepisanie kota pomaga na jej bolączki i problemy!
Tak, można w sumie powiedzieć, że jest to taka trochę bajka dla dorosłych, ale napisana jest tak przyjemnie i lekko, że zdecydowanie poprawiła mi nastrój, który nie był najlepszy z pewnych powodów.
Ponadto, najwyraźniej w ten, czy inny sposób łączę się w opinii z autorką, a mianowicie wierzę, że zwierzęta są w stanie jak najbardziej nas wyratować. I nie mam tu na myśli jedynie psów przewodników czy poszukujących osób zaginionych itd, ale chodzi mi o ratunek dla naszej, ludzkiej psychiki.
Zawsze podkreślam, że początki siedzenia w domu, gdy wybuchła wiadoma choroba i wszystkich nas zamknięto w pomieszczeniach (zdaje się, że nie można już wspominać konkretnie o tym, co miało miejsca, bo algorytmy tego nie lubią, oj oj, biedne algorytmy, takie wrażliwe bardzo) nie byłyby aż tak dobre, gdyby nie nasze dwa prosiaki morskie, które nam wtedy zaczęły towarzyszyć (splot wydarzeń sprawił, że odbieraliśmy chłopaków dosłownie niecały tydzień po zamknięciu wszystkiego). I nie, nie przepisywałabym oczywiście zwierzaka na receptę ani nie wtryniałabym żadnej żywej istoty komuś, kto się tego nie spodziewa, ale przecież jest to fikcja literacka i taki zabieg wymyśliła sobie autorka, aby przekazać nam prawdę. Łatwiej żyć z kimś, stado jest ważne. Jednak w większości potrzebujemy osoby lub zwierzaka obok, aby czuć się kochanym czy potrzebnym. Tak myślę. Oraz również, kiedy kimś się zajmujesz, kiedy poświęcasz mu swoją uwagę, mniej skupiasz się na sobie i oczywiście dbanie o siebie i swoje samopoczucie jest ogromnie ważne, ale czasem dobrze jest zrobić sobie przerwę w nieustannym zamartwianiu się o różne sprawy, często takie, na które nie mamy wpływu.
Moja ocena to 6 / 6.
Niedawno ukazała się kolejna część „Zaleca się kolejnego kota” i muszę z radością stwierdzić, że sprezentowano mi ją, więc zamierzam ją oczywiście zaraz przeczytać.
