19 lat !!!

 19 lat mojego blogowania! 

Ha. Odnotowuję. 
Niestety, odkąd Blox zamknął swoje podwoje odnotowałam spadek komentarzy itd ale w sumie ostatnio stwierdzam, że chyba nie powinnam winić tylko tego ruchu ze strony tamtej platformy blogowej. Wszyscy przenieśli się na Fb i inne tego typu miejsca. Tradycyjne blogi czy fora nie są chyba już czytane. 
Tak czy siak, ja widać chyba po prostu lubię zostawić w formie pisanej wrażenia po przeczytanej książce czy filmie itd więc na pewno blogu zamykać nie zamierzam.

Sto Lat dla Blogu !!! 

„Porodzina”. Natalia Fiedorczuk.

 Wydana w Wydawnictwie Słowne. Warszawa (2022).
Książkę nabyłam niedawno wraz z pismem „Glamour”.

Pamiętam, że ta książka od razu gdy została wydana na polskim rynku wpadła mi w oko. Po pierwsze, zaciekawiła mnie niezwykle intrygującym tytułem. Po drugie, okładką zaprojektowaną przez Martę Różę Żak. I faktem, że domyślałam się jaka sprawa true crime (jedno z najsłynniejszych zaginięć pięcioosobowej rodziny w Polsce) mogła zainspirować autorkę. W ogóle, po przeczytaniu posłowia autorstwa Natalii Fiedorczuk, zaczęłam się zastanawiać czy nie „mijamy się” gdzieś podczas odsłuchu podcastów true crime. Ale to stwierdzenie na marginesie.

Książka mnie zaintrygowała ale też nie ukrywam, z jakiegoś powodu w końcu jej nie przeczytałam. I oto dwa dni temu w Empiku zobaczyłam ją w korzystnej cenie jako dodaną do pisma „Glamour”. Pomyślałam „Czemu nie?” i kupiłam a następnie po prostu zamierzałam ją przekartkować ale gdy już zaczęłam, wciągnęła mnie. 

Ok, przyznaję, zajrzałam poczytać opinie o niej i jakichś specjalnych zachwytów nie było ale mnie się ta książka podobała, o ile można tak w ogóle stwierdzić w odniesieniu do książki o takiej jednak jakby nie było, ciężkiej tematyce. Tak, autorka stworzyła taki nieco może miszmasz gatunkowy bo to i kryminał i zagadka i książka obyczajowa po trochu. Ale wbrew opiniom, mnie się ją czytało wciągająco i byłam ciekawa co ostatecznie się okaże.

Czteroosobowa rodzina. Ona, położna od dawna nie pracująca w zawodzi,  wychowująca w domu dwójkę przedszkolaków. On dyrektor finansowy spółki Sodex. Natalia i Marcin Waszczyńscy i ich dzieci, Marianna i Karol. Piękny dom, uśmiechnięte dzieci, wakacje za granicą i ogólnie dobrobyt. I początek września, kiedy to okazuje się, że rodzina zniknęła. Wyparowała. Nie ma jej. Dom pozostawiony tak jakby właściwie nikt nie planował dłuższej niebecności. Żadnych śladów przemocy, żadnych śladów pospiesznego pakowania się. Jakby cztery osoby nagle niemal dosłownie wyparowały z własnego pięknego domu. 
Co się jednak za tym zniknięciem kryje? Zagadkę chętnie rozwiązałby Policjant po przejściach, podinspektor Krystian Gruszecki. To znaczy właściwie chętnie by ją rozwiązał. bo kto to widział, żeby czwórka ludzi, w tym dwoje nieletnich, zniknęło bez śladu ale dziwnym trafem sprawa ta zostaje mu odebrana. Czyżby ktoś nie chciał aby zajmował się on tą historią? I co się za tym może kryć?

Jednak sprawa się rozwiąże i poznamy prawdę stojącą za zniknięciem rodziny Waszczyńskich. Ale droga do odkrycia prawdy będzie wyboista a autorka wplecie nam tu sporo rozmaitych postaci i wątków. Bo pojawi się terapeutka Krystiana, doktor Zenona Kubiak i sąsiedzi Waszczyńskich, Biedronia i Pająk i ich trójka dzieci i dawna znajoma Gruszeckiego, dziennikarka, Ida i jeszcze osoby z przeszłości bohaterów. 
Czytałam zarzuty dotyczące tego, że ktoś nie do końca rozróżniał co czytał. Kryminał czy obyczaj. A ja stwierdzę, kto interesuje się tematyką kryminalną wie, że często to właśnie warstwa obyczajowa staje się kanwą zbrodni. Niestety. 
Ja osobiście cieszę się i to zalecam osobom, które też jeszcze są przed lekturą książki, nie zaglądać w oceny na popularnym serwisie o książkach bo według mnie wyczytają tam chyba zbyt dużo. Nie wiem, ja bym chyba wyczytała i nie miała tak udanej lektury jaką miałam. A tak, podeszłam do niej z brakiem nie wiedzieć jak wielkich oczekiwań i otrzymałam dobry kawałek kryminału domestic noir. 

Moja ocena tej książki to 5 / 6. 

„Nawiedzony dom”. Joanna Chmielewska.

Wydana w Młodzieżowej Agencji Wydawniczej. Warszawa (1979).

Pisałam już kiedyś (i mam wrażenie, że parę nawet razy) o tym, że osiedlowa Książkodzielnia przynosi mi wiele radości i książkowych odkryć. Regularnie ją odwiedzamy zanosząc przeczytane już książki bądź zabierając do domu tytuły pozostawione przez kogoś. Zdarzają się tam prawdziwe skarby i oto niedawno taki skarb udało mi się upolować a okazała się nim książka, którą bardzo w dzieciństwie lubiłam, czyli pierwsza z cyklu opowieści o Janeczce, Pawełku i psie Chabrze, książka nosząca tytuł „Nawiedzony dom”.

Ten cykl bardzo jako dziecko lubiłam, a „Skarby”, jedną z części, tę której akcja działa się w Algierii o ile dobrze pamiętam, miałam nawet w domu.

„Nawiedzonego domu” nie pamiętałam zupełnie więc z chęcią postanowiłam sobie przypomnieć to, co mnie kiedyś cieszyło. Ciekawa też byłam swojego wrażenia po latach. Jaka okaże się ta książka, bądź co bądź dla dzieci? Okazała się lepsza niż się spodziewałam a przede wszystkim ogromnie śmieszna. I niby to kryminał dla młodszego czytelnika ale te dodatkowe warstwy właśnie z charakterystycznym dla autorki poczuciem humoru, sprawiły, że podczas lektury miałam głównie solidny masaż brzucha.

Janeczka i Pawełek to rodzeństwo, które w tej pierwszej części przenosi się z rodziną (rodzicami, dziadkami i siostrą taty z synem i partnerem ciotki) do odziedziczonego przez tatę rodzeństwa, Romana Chabrowicza, domu. Dom mieści się na Mokotowie, w zacisznej okolicy i generalnie brzmi to niemal jak marzenie o wygranej. Dom w spadku, w bardzo dobrej okolicy. Gdyby jednak nie mały, malutki fakt a mianowicie taki, że zapis spadkowy każe spadkobiercy przekazać mieszkania zastępcze dotychczasowym lokatorom domu.
Właściwie wszystkim udało się znaleźć mieszkania z jednym wyjątkiem. Pewna starsza pani zamieszkująca dom wraz z synem i rodziną nie chce wyprowadzić się z domu na Mokotowie pomimo tego, że rodzina Chabrowiczów oferuje jej jak na tamte realia prawdziwe luksusy w zamian za opuszczenie domu. Dom na Mokotowie bowiem takowych na razie nie zapewnia, wymaga remontu, zwłaszcza instalacja wodno kanalizacyjna, która w części jest jeszcze sprzed IIWŚ.
Zmora, bo tak w swojej nomenklaturze nazywają starszą panią dzieci, w ogóle zachowuje się jakoś podejrzanie. Odbiera jakieś paczki od podejrzanego listonosza, znika na strychu i szura dziwnie.
A Janeczka i Pawełek nie byliby sobą, gdyby nie spróbowali się dowiedzieć co tak naprawdę stoi za takim zachowaniem kobiety.
Pomaga im w tym Chaber, pies znaleziony na klatce schodowej jeszcze w ich starym mieszkaniu, z którego wynieśli się na Mokotów. Chaber okazuje się być istnym psim geniuszem, który łatwo się uczy, nie sprawia problemów a ponadto szybko staje się bieniaminkiem całej rodziny.

Tak więc Janeczka i Pawełek mają masę spraw na głowie. Dowiedzenie się, co stoi za zachowaniem lokatorki z domu, odkryciem czemu właściwie nie chce się wyprowadzić ale również co takiego otrzymuje ona w paczkach przynoszonych jej przez jakiegoś dodatkowego w rejonie, listonosza.

Jak wcześniej pisałam, czytając tę książkę zaśmiewałam się co chwila i był to śmiech szczery a nie wymuszony.
Niektóre książki z przeszłości nie zestarzały się dobrze, jednak „Nawiedzony dom” Joanny Chmielewskiej z pewnością do takowych nie należy. Czyta się ją i po latach równie dobrze! I wcale nie trzeba być w wieku głównych bohaterów aby mieć udaną lekturę.

Moja ocena to 6 / 6.