„Kroki mordercy”. Michaela Klevisova

https://chiara76.blogspot.com/2020/05/kroki-mordercy-michaela-klevisova.h

Wydana w Wydawnictwie Stara Szkoła. Rudno (2019). Ebook.

Przełożył Mirosław Śmigielski.

Tytuł oryginalny Kroky vraha.

Pozostaję w kręgu literatury czeskiej i ta decyzja jest naprawdę świetna.

Tym razem przeczytałam „Kroki mordercy”, która teoretycznie jest kryminałem ale przy tym po prostu znów świetną prozą obyczajową, z dobrze nakreślonymi postaciami głównych i pobocznych bohaterów. Zdecydowanie Michaela Klevisova obserwuje ludzi i umie te obserwacje oddać na papierze.

Po pierwsze, co napiszę to to, że bardzo lubię gdy autorowi udaje się stworzyć bohaterkę lub bohatera nieidealnego, takiego, który nie budzi pełnej sympatii. No, przynajmniej mojej. Tak jest w przypadku bohaterki tej książki, Julii. Akcja książki rozpoczyna się w przeszłości kobiety, w połowie lat siedemdziesiątych, kiedy w bretońskiej miejscowości dochodzi do wydarzenia, które raz na zawsze zmieni życie Julii.

Następnie przenosimy się do akcji dziejącej się współcześnie. Julia jest kobietą po rozwodzie, która mieszka sama ze swoją dwunastką kotów, którymi się opiekuje, w willi w osiedlu domków i willi na obrzeżach Pragi. Pracuje jako dziennikarka w piśmie poświęconym sztuce. Dom jest jej i dobrze, bo po rozwodzie kobieta ma przynajmniej własne lokum.

Julia to postać, która we mnie budziła wiele sprzeczności. Z jednej strony uwrażliwiona na sztukę, na krzywdę zwierząt. Z drugiej, to postać, której miłość do zwierząt wyraźnie nie pozwoliła zbytnio kochać ludzi. Pal sześć, obce osoby ale własne dzieci? Julia nie ma z nimi najlepszych układów. O ile syn od wielu lat mieszka we Francji, to córka w Pradze ale pomiędzy dwiema kobietami nie ma niestety, dobrych układów. Właściwie można powiedzieć, że Julia nie zna swoich dzieci a najbardziej córki, która mieszka bliżej.

Niemniej jednak nawet ona czuje niepokój, gdy w lasku niedaleko jej willi zostaje popełnione morderstwo na młodej kobiecie. Kobieta ta to pracująca w sklepie zoologicznym Nora Mach, która okazuje się być bardzo podobna do córki Julii, Klary. Właściwie to podobieństwo naprawdę jest uderzające. Pierwsza zauważa to właśnie sama Julia i zwraca się z tą uwagą do prowadzącego śledztwo inspektora Józefa Bergmana.

W „Krokach mordercy” nie śledztwo i intryga kryminalna podobała mi się najbardziej a obserwacje życia na podmiejskim osiedlu. Sportretowani sąsiedzi Julii, ona sama i relacje pomiędzy bohaterami, naprawdę ciekawiły i powodowały to, że w pewnym momencie właściwie niemal każdy stawał się podejrzany.

Cieszę się, że sięgnęłam po kryminały autorstwa Czeszek bo muszę powiedzieć, że są one naprawdę ciekawe a jednocześnie zupełnie inne niż to, do czego przyzwyczaili mnie Skandynawowie na przykład. Więcej tu po prostu uwagi skupionej na niby to zwykłej rzeczywistości, w której lęgną się grzeszki i błędy prowadzące często do tragedii.

Moja ocena to 5.5 / 6.

9 lat temu…

…na świat przyszła Emilka. 

Minęło dziewięć lat a ja jak co roku mogę sobie przypomnieć tamten dzień co do minuty.

Śnieg, który spadł, okropny poród, który nastąpił, lęk o Nią, wreszcie to, jak pojechali z P. do CZD, na OIOM…

Wiem, że teoretycznie graniczną datą powinna być ta równo dwa tygodnie później ale dla mnie taką cezurą czasową stał się właśnie 3 maja. Od tej pory czas dziwnie stanął (od tego czasu muszę posiłkować się już na stałe kalendarzem) a ja w prywatnym odczuciu, zaczęłam drugie życie. 

Nie ma dnia abym o Emilce nie pomyślała, nie odczuła buntu i niezgody na to, co się stało.

Dobrze, że mamy Jasia. 

Do Emilki pojechaliśmy wczoraj, wieczorem. Pusty niemal cmentarz, cisza, spokój, dookoła pięknie śpiewające zięby i kosy. 
Tradycyjnie, odwiedziliśmy też mojego ojca i dziadków. Ich grób znajduje się vis a vis alejki z grobami dzieci pochowanych w latach siedemdziesiątych, sporo tam moich rówieśników spoczywa. 

Te groby w większości są jednymi z najbardziej ozdobionych i ukwieconych wśród cmentarza. Minęło często pięćdziesiąt lat a są odwiedzane, odczytuję to oprócz miłości jako jakiegoś rodzaju osobisty pokaz rodziców, rodzeństwa często na niezgodę na to, co się stało. 

Mam nadzieję, że kiedyś, kiedy mnie już nie będzie, Jaś będzie odwiedzał swoją Siostrę. 

W piątek P. zorganizował nam piękny i wzruszający spacer. Mamy tu nieopodal rosnący dąb, pomnik przyrody i około 600 letniego ostańca Puszczy Mazowieckiej. Mieszko I , bo taka jest jego oficjalna nazywa, rok temu został przez nieznanego sprawcę podpalony. Śledztwo niestety, nie doprowadziło do tego, kto chciał zniszczyć pomnik przyrody i nasze wspólne dziedzictwo a o sam dąb bardzo się martwiliśmy czy przetrwa. W tym roku lokalne portale doniosły o tym, że Mieszko zaczął odbijać na wiosnę. 

P. wymyślił, że podejdziemy do niego. 

Muszę przyznać, że to był wspaniały pomysł. 

Okazało się, że Mieszko odbija z taką mocą i siłą. Wygląda niesamowicie , z tą pięknie zieleniącą się koroną. Przyszło mi wówczas do głowy, że jest to jakiś symbol dla nas wszystkich, na te dzisiejsze trudne niewątpliwie dla większości, czasy. Otóż, po każdej życiowej burzy , po tym jak los wytarmosi człowieka niesamowicie, trzeba mieć nadzieję ,że da się podnieść i odbić ze zdwojoną właśnie siłą 

Zdrowia i spokoju życzę nam i Wam.