„Osiem”. Radka Trestikova.

Wydana w Wydawnictwie Stara Szkoła. Rudno (2019). Ebook.

Przełożył Mirosław Śmigielski.

Tytuł oryginalny Osm.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Napisałabym, że „dawno nie czytałam tak dobrej książki” ale skłamałabym bo dzięki lekturom z Wydawnictwa Stara Szkoła czytam teraz same świetne książki. Ale „Osiem” faktycznie jest tak świetna, taka zaskakująca, taka świeża. Wiem wiem, wiele motywów w niej poruszonych znamy z tak wielu innych lektur. A jednak okazuje się, że można o tym co znamy napisać w sposób, który jest w jakiś sposób „inny”. Przyznaję, ta zaprojektowana przez Daniela Spacka okładka nie do końca mnie przekonała. Może dlatego nie sięgnęłam po nią gdy pojawiła się wśród nowości wydawnictwa. I dobrze, że ktoś inny polecił mi tę książkę bo umknęłaby mi bardzo dobra książka.

Jej akcja toczy się nielinearnie. Na samym początku dowiadujemy się, że w szpitalu leży w śpiączce młoda dziewczyna, Michaela Mróz, pół Czeszka, pół Romka. Młoda kobieta została ranna w wyniku postrzału, nad ranem w Lasku Diablickim.

Szybko poznajemy krąg osób, które otaczało bądź znało Miszę. I tu pojawia się ciekawy pomysł. Tytułowa ósemka to ważny w treści symbol dla samej Miszy ale również, tyle wraz z Michaelą wynosi liczba osób w książce, które odgrywają ważną rolę. Michaela, jej chłopak Janek, z którym jest od ośmiu lat, najlepsza przyjaciółka Miszy, Alicja, przyjaciel Janka, Paweł a także pewna rodzina, Julia, Maks i ich bliźniaki, Meda i Bruno.

Po scenach w szpitalu, podczas których Misza odwiedzana jest przez Janka z Alicją bądź przez rodzinę Julii i Maksa, akcja książki „wraca” do faktycznego porządku czasowego i zaczynamy poznawać to, co stało się w życiu Miszy i dlaczego trafiła na oddział ratunkowy szpitala po postrzale w głowę.

Napisałam, że dawno nie czytałam takiej książki i muszę powiedzieć ponownie, że tak właśnie jest.

Muszę powiedzieć,że zaczynałam ją czytać i stworzyłam sobie niemal natychmiast pewien obraz głównych bohaterów. A „Osiem” od początku do niemal samego końca pokazuje ,że z pewnością do obrazów wykreowanych w głowie czytelnika, nie należy się przyzwyczajać. Nic tu nie jest pewne, nic nie jest takie jak się nam początkowo wydaje.
Nie przywiązuj się do obrazu bohaterów, jaki sobie stworzyłeś, szanowny czytelniku, bo możesz się srodze zawieść. Ale to dobrze, to powoduje, że dajesz się zwieść a potem otrzymujesz prztyczka w nos.

To książka zaczynająca się jak kryminał i nawet prowadzone jest w niej śledztwo w sprawie próby zabicia Michaeli Mróz ale tak naprawdę to jest to coś więcej. To właściwie bardzo dobra książka obyczajowa z ciekawie rozpisanymi postaciami głównych bohaterów i dodany do tego w sumie marginalny wątek kryminalny. Bardziej niż to czy Policji uda się wyśledzić sprawcę, interesuje nas właściwie, jak doszło do tego, co stało się pewnego ranka w Lasku Diablickim.

„Osiem” to książka wartka, zaskakująca, z pewnością taka, którą warto czytać uważnie, tam każde zdanie potrafi mieć wrażenie i zmienić bieg akcji. To również książka z rodzaju tych, które po skończeniu masz ochotę zacząć czytać od nowa, tak ci do niej tęskno i tak żałujesz, że już jest po lekturze.

Moja ocena to 6 / 6 .

„Nawiedzony dom”. John Boyne.

Wydana w Wydawnictwie Stara Szkoła.  Rudno (2019). Ebook. 

Przełożyła Dorota Lachowicz. 
Tytuł oryginału This House Is Hounted.

Cudownie napisana współcześnie powieść odwołująca się stylem i klimatem do najlepszych powieści grozy. 

Nie znam autora, widzę, że napisał sporo ale jakoś do tej pory żaden z jego tytułów nie zainteresował mnie. „Nawiedzony dom” skusił mnie swego czasu zarówno zarówno opisem jak i samym tytułem. 
I nie zawiodłam się, o nie !

Narratorka opowieści to żyjąca w połowie dziewiętnastego wieku (akcja książki rozpoczyna się w Londynie w roku 1867 roku) Eliza Caine. 
Jest nauczycielką na pensji, którą sama kiedyś ukończyła. 
Niestety, jej ojciec umiera i dwudziestojednolatka staje przed trudnym wyborem, co robić. Oczywiście, szukać pracy. Kobieta znajduje w gazecie ogłoszenie. Lakoniczna treść informuje, że w posiadłości wiejskiej Gaudlin Hall w Norfolk potrzebna jest od zaraz nauczycielka do dzieci. Nie wiadomo dokładnie ile jest owych dzieci, które potrzebują nauczycielki ani tym bardziej w jakim są wieku ale cóż, zawsze to jakaś oferta pracy. Kobieta odpowiada na ogłoszenie i niedługo potem rusza w nieznane. Już od samego początku widać, że coś będzie bardzo nie tak. Na stacji, tuż po przyjeździe Elizy na miejsce, niemal dochodzi do wypadku. Po dość długiej drodze powozem z mrukliwym woźnicą, kobietę spotyka zaskoczenie. Otóż, oczekiwała ona, że w posiadłości powitają ją rodzice bądź opiekunowie dzieci, natomiast zamiast nich witają ją właśnie sami przyszli podopieczni. Państwo Westerley nie pojawiają się. Szybko dociera do kobiety,że jej podopiecznymi są właśnie dzieci, Isabella i Eustace.

Autor „Nawiedzonego domu” dobrze „odrobił” lekcje na temat „dziewiętnastowieczna powieść grozy”. Wszystkie elementy są na swoim miejscu. Jest więc ogromna, stara posiadłość, w której można się zgubić i która z pewnością posiada tajemne przejścia i schowki. Jest tajemnica, którą stopniowo trzeba będzie odkryć i która to rola przypadnie narratorce. Jest też w końcu odpowiednia doza grozy i strachu za sprawą wszystkiego, co spotyka kobietę na miejscu. 

Czytało  mi się „Nawiedzony dom” fantastycznie. Nie ma nic, do czego bym się przyczepiła. Książka spełniła swoją rolę, stanowiła dla mnie, która bardzo lubię stare powieści grozy, ciekawą i relaksującą lekturę, która pozwoliła mi na oderwanie się od zmartwień rzeczywistości. 

Moja ocena to 6 / 6.

„Ciemność”. Jozef Karika.

Wydana w Wydawnictwie  Stara Szkoła. Rudno (2020). Ebook.

Przełożył Mirosław Śmigielski.

Tytuł oryginalny Tma.

Wsiąkłam w prozę Jozefa Kariki, wciągnęła mnie niesamowicie. 
Każda z jego czytanych przeze mnie książek czy form literackich (bo poprzednio czytałam opowiadanie) traktuje w nieco inny sposób o „grozie” szeroko rozumianej. 

„Ciemność” opowiada o młodym scenarzyście seriali telewizyjnych. Tradycyjnie narracja prowadzona jest w pierwszej osobie ale o dziwo, w przypadku tego autora, wcale mi nie przeszkadza.  

Historia rozpoczyna się niemal tuż przed świętami Bożego Narodzenia. Narrator przybliża czytelnikowi swoją sytuację rodzinną. Otóż w jego małżeństwie od dawna nie dzieje się najlepiej. Jego żona Natalia jest farmaceutką, teściowie zdaje się nie do końca zachwyceni są zięciem o nie do końca tradycyjnym i z pewnością nie zawsze pewnym finansowo zawodzie. Ogólnie sytuacja z domu nie jest ostatnio zbyt dobra. Nękany kłótniami z żoną i niesnaskami, narrator postanawia trochę odpocząć i na święta wyrusza na tydzień do swojej rodzinnej chatki położonej w Małej Fatrze.

Do chatki trzeba dotrzeć pociągiem a następnie dość długo na piechotę ale to nie zraża młodego człowieka, jest pełen werwy i w dobrym nastroju. Odpocznie, być może popisze coś nowego do pracy, w której ostatnio też różnie mu idzie, zapewne ze względu na kłótnie z żoną. 

Dociera do domu położonego wysoko w górach, na odludziu (chociaż w odległości mniej więcej godziny znajdują się również jakieś chatki) i rozpakowuje się w dawno nie odwiedzanej rodzinnej posiadłości. Ongiś jeździł tu szczęśliwy z rodzicami i z rodzeństwem. Wracają dobre wspomnienia ze wspólnie spędzanych rodzinnych chwil, w czasie których wszystko było dobrze. 

Wracają też dziecięce lęki, na przykład mimo upływu lat, stojąca w chacie wielka szafa na ubrania wciąż budzi lekką grozę i obawę czy aby na pewno nie mieszka w niej jakiś potwór?

Pierwsza noc mija świetnie. Bohater świetnie śpi, budzi się w bardzo dobrej formie, w jakiej nie wstał od dawna. 

Z ochotą zabiera się do pracy nad scenariuszem i pisze mu się świetnie. W pewnej jednak chwili oczy domagają się nawilżenia i narrator sięga po krople do oczu, które przyniosła mu z apteki, w której pracuje, żona. 

Zakrapla starannie oczy i nagle z przerażeniem stwierdza, że …ślepnie! Jego oczy zdają się być sparaliżowane a on sam przestaje widzieć ! Jak to możliwe ? Co się stało? Paniczne pytania zjawiają się w jego głowie jedno za drugim.

Jak to możliwe, że krople, które miały przynieść ulgę spowodowały, że scenarzysta stracił wzrok? Czy to jakaś sprawka Natalki, która ostatnio codziennie z nim się kłóciła? I czy owa ślepota jest na stałe czy chwilowa? A jeśli chwilowa, to ile potrwa? 

Sytuacja mężczyzny jest doprawdy nie do pozazdroszczenia. Sam w środku chatki położonej w wysokich górach. Nie widzący i nie mający pojęcia czy stan ten jest chwilowy czy stały.

Co mu z nowoczesnej techniki skoro nawet gdy byli to z żoną jakiś czas temu, zasięg był znikomy a ich próby połączenia się z kimś telefonicznie ograniczały się do biegania wokół chatki i wewnątrz jej i usiłowaniu znalezienia zasięgu. Tak też zapewne byłoby i teraz ale dochodzi element niemożności znalezienia zasięgu skoro bohater nie widzi. 

I wydawałoby się, że niewiele gorszego może spotkać spotkać ociemniałego nagle scenarzystę znajdującego się na odludziu gdy autor zapewnia nas, czytelników, jak również swojego bohatera, że ma dla niego jeszcze jakieś niezapomniane wydarzenia. 

Czytając opinie o „Ciemności” spotkałam się ze zdaniem jakiegoś czytelnika, że „Szczelina” oddziaływała na niego bardziej niż „Ciemność”. Ja tego zdania nie podzielam. Owszem, „Szczelina” jest rewelacyjna ale po pierwsze to dwie zupełnie inne książki, a po drugie, to właśnie „Ciemność” spowodowała, że naprawdę czułam strach i grozę.

Dawno nie czytałam tak dobrej książki, Ten thriller to przejmująca relacja z „gry o życie”. 

Każda chwila przepełniona jest strachem bohatera, który udziela się czytelnikowi. 

Karika to wciąż mało znany u nas autor, a szkoda, bo muszę powiedzieć, że „Ciemność” to rewelacyjny thriller nie ustępujący czy wręcz bijący na głowę wiele, wiele innych , jakie czytałam.

Sięgnijcie po tę książkę koniecznie a nie zawiedziecie się z pewnością! 

Moja ocena to 6 / 6.

„Samotność”. Jozef Karika.

Opowiadanie wydane w Wydawnictwie Stara Szkoła. Rudno (2020). Ebook.

Przełożył Mirosław Śmigielski.

Tytuł oryginalny Samota.

Proza grozy autorstwa Jozefa Kariki wciągnęła mnie ogromnie. Nie wiem, być może w sytuacji, jaka panuje obecnie, to właśnie taki rodzaj strachu, niezwiązany z tym wszystkim co się dzieje, pomaga oderwać myśli od rzeczywistości.

„Samotność” to opowiadanie, w którym autor pokazuje, że w krótkiej formie literackiej odnajduje się równie dobrze jak w dłuższej.

Bohater i narrator opowieści rozpoczyna historię od tego, że od dłuższego czas dotyka go przejmująca samotność. Niewiele więcej o nim wiemy, oprócz tych danych. Wiemy, że z kimś usiłuje się spotykać ale relacje nie spełniają oczekiwań. Aby zdusić przejmujące doznanie samotności, która niemal fizycznie go rani, znajduje sposób na wytracenie czasu w domu, w którym samotność osacza go najsilniej. Otóż podróżuje nocnymi pociągami. Są to najczęściej pociągi osobowe, w których nocą podróżuje zaledwie paru podróżnych w całym składzie.

Pewnej nocy gdy samotność jest szczególnie dotkliwa narrator wsiada do pociągu. Nie do końca wiadomo co nim powoduje gdy wybiera całkowicie ciemny wagon, w którym jest całkiem sam. Stan ten trwa jednak krótko. Chwilę później, gdy rozsiadł się na siedzeniu i powiesił kurtkę na wieszaku, do wagonu wsiadł mężczyzna. Mężczyzna od pierwszej chwili sprawia niepokojące wrażenie. To pierwsze wrażenie potwierdza się w chwili gdy mężczyzna wyjmuje ukrytą brzytwę. Od tej pory podróż, która teoretycznie miała trwać niezbyt długo, zmienia się w najdłuższą podróż życia bohatera. Podróż o ocalenie życia!

Jak napisałam wcześniej, Karika udowadnia ,że nawet na parudziesięciu stronach jest w stanie odmalować taki obraz grozy, że człowieka przechodzą autentyczne ciarki. W dodatku , śmieję się, że to taki autor, który nie bierze jeńców. Wszystko zaczyna się niemal natychmiast i akcja napięta jest aż do ostatniego słowa.

Opowiadanie „Samotność” jest do pobrania za darmo w księgarni Woblink https://woblink.com/

Bierzcie i czytajcie, jeśli oczywiście lubicie opowiadania grozy.

Moja ocena to 6 / 6.

„Szczelina”. Jozef Karika.

Wydana w Wydawnictwie Stara Szkoła. Rudno (2018). Ebook.

Przełożyła Joanna Betlej.

Tytuł oryginalny Trhlina.

Ebook „Szczeliny” wygrałam w konkursie organizowanym przez Wydawnictwo na stronie Wydawnictwa na Fb. I wygrana ta zdecydowanie mnie nie zawiodła.

„Szczelina” to horror czy właściwie, jak lepiej by określić, powieść grozy.

Narracja prowadzona jest ciekawie. Relacje bowiem poznajemy dwugłosem. Jeden to głos autora, Jozefa Kariki, drugi zaś to opowieść, z którą do autora zgłosił się czytelnik jego poprzedniej książki, noszącej tytuł „Strach”.

Przez ten zabieg książka zyskuje na wiarygodności. Ja zdecydowanie „kupuję” ten zabieg (zresztą, kto wie, być może naprawdę ktoś zgłosił się do autora …….).

Nie wiem czy chodzicie po górach? Ja nie. Góry to nie „moje” klimaty aczkolwiek nie jest tak, że po nich nie chodziłam. Chodziłam, ostatni raz nawet relatywnie nie tak dawno temu ale nie jest to żadna intensywna wspinaczka. Nic z tych rzeczy. Doceniam piękno i majestat gór ale traktuję je głównie relaksacyjnie, żadnych tam większych wysiłków czy rekordów nie popełniałam.

Myślę, że „Szczelina” jest dodatkowo atrakcyjną lekturą dla osób, dla których góry stanowią ważny element życia a wspinaczka jest ich chlebem powszednim (wyobrażam sobie jak jest wam teraz trudno).

Otóż, do Jozefa Kariki pewnego dnia zgłasza się czytelnik jego książki, który twierdzi, że w książce”Strach” opisał on jakieś dobrze znane mu sytuacje i wydarzenia.

Chce podzielić się z autorem swoją historią. Od tej pory poznajemy opowieść Igora, który przeżył coś niezwykłego na przemian z odautorskim komentarzem Kariki.

Igor, to chłopak po studiach, który niestety, nie ma stałej pracy i musi szukać zajęcia przez urząd pracy. Jak się można łatwo domyślić, nie są to prace rzucające na kolana. Zawsze jednak zapewniają jakiś grosz. Igor mieszka ze swoją dziewczyną, Mią. Ważne jest też to, że Igor to bloger, który walczy o to aby przynajmniej jego blog, stanowił jakąś satysfakcję w jego dość nudnym życiu. Pewnego dnia chłopak dostaje zlecenie pracy przy porządkowaniu starej willi z początku ubiegłego wieku. Okazuje się, że przed IIWŚ budynek ten był siedzibą kliniki psychiatrycznej.

Rozbudowa trwa, Igor odczuwa ciężkość pracy fizycznej i w pewnym momencie zdarza się coś. Otóż, odkrywa on na piętrze willi sejf. Nie wnikając w szczegóły, z niewiadomych powodów wymyśla, że w sejfie, w domu, w którym od dziesięcioleci nic się nie dzieje, koniecznie coś znajdzie. Włamuje się więc do sejfu i wynosi z niego jakieś kartki i stare płyty.
Okazuje się,że są na nich zapiski i nagrania z rozmów z pacjentem kliniki psychiatrycznej, który na trzy miesiące zaginął w paśmie górskim Trybecz na Słowacji. Odnalazł się ale nigdy już nie wrócił do formy psychicznej a wręcz z biegiem miesięcy jego stan ulegał stopniowemu pogorszeniu.

Ta historia tak interesuje chłopaka (nie zapominajmy, że jest ciekawym tematem na blogowy post), że zaczyna interesować się tematem. Faktycznie, dociera do informacji, jakoby w paśmie górskim Trybecz na przestrzeni dziesięcioleci ginęli ludzie. Jedni zostali znalezieni (stanowią jednak mniejszość), inni zaginęli na zawsze. Scenariusz historii zaginięcia zawsze był podobny. Nic wcześniej nie zapowiadało tragedii, nie wszyscy zaginieni byli turystami wędrującymi po górach. Ot, znaleźli się w nieodpowiednim miejscu najwyraźniej w nieodpowiedniej porze albowiem do zaginięć w Trybeczu dochodzi najczęściej w miesiącach późno jesiennych i zimowych.

Igor zaciekawia się tematem, dowiaduje coraz więcej o zaginięciach i pisze post. Post, który zaowocuje tym, że pozna dwóch mężczyzn. Davida, który kompletnie nie wierzy w jakąś dziwną teorię jakoby coś tajemniczego i dziwnego dzieje się w Trybeczu i jest jak najbardziej sceptycznie nastawiony do wszelkich teorii tajemnych przejść do innych poziomów rzeczywistości itd, jak również Andreja. Andrej dla odmiany to osoba, która jak najbardziej wierzy w to, że w Trybeczu dzieje się coś tajemniczego, co warto jest zbadać. Co ciekawe, zarówno sceptyk jak i wyznawca teorii tajemnicy chodzili już po owym paśmie górskim i jeden z nich niczego się nie doczekał, co mogłoby budzić jego niepokój a drugi, jak łatwo się domyślić, jest to Andrej, przeżył tam coś niepokojącego. Posiada nawet na dowód tego nagrania dźwiękowe.

Nietrudno jest się domyślić, co teraz zrobi Igor, bardzo pragnący mieć sukces chociażby na polu blogowym. Tak, dobrze się domyślacie. Inicjuje wyprawę w Trybecz. Wyprawy odbędą się dwie.

Jedna z nich stanowić będzie rodzaj „wstępu” do historii, i odbędzie się listopadzie. Druga, która raz na zawsze zmieni życie Igora i reszty uczestników wyprawy, będzie miała miejsce jakiś czas przed świętami Bożego Narodzenia.

Powiem tak. Może i nie chodzę po górach nałogowo ale autor najwyraźniej tak (zresztą sądzę, że faktycznie tak bo widzę, że spora część jego książek ma akcję dziejącą się właśnie w górach). I czytając „Szczelinę” miałam wrażenie, że wybrałam się na wyprawę wraz Mią, Igorem, Davidem i Andrejem.
Nie wiem też czy ktoś z was odwiedził tamto pasmo, zajrzałam do internetu, widzę różne ciekawe zdjęcia potwierdzające to, co napisane jest w książce i powiem, według mnie to ciekawe miejsce na wyprawę (jeśli ktoś z Was tam był, niech da, proszę znać).

Tak czy inaczej, grupa czterech osób wyrusza późną jesienią w miejsce tajemnicze. Z pozostałościami dawnych grodzisk, umiejscowionych w najdziwniejszych miejscach, z krzyżami i obrazkami Świętych, które poustawiane są wzdłuż trasy. Ze świadomością, że co najmniej jedna z osób biorących w wyprawie wierzy w dziwność, tajemniczość owego miejsca, w którym coś dziwnego dzieje się z człowiekiem i z jego percepcją.

„Szczelina” posiada niezwykły klimat towarzyszący czytelnikowi praktycznie przez całą lekturę. Dobrze, od początku mamy świadomość, że jest to książka grozy. Ale wierzcie mi, przez to, że nie jest to taki klasyczny horror z jakimiś hektolitrami krwi czy snującymi się po opustoszałych ulicach truposzami, klimat książki jest dodatkowo niesamowity. Tu właściwie nie dzieje się nic wprost i to jest właśnie niesamowicie dobrze wykreowane. Ta niepewność, niemożność ocenienia co jest prawdą w opowieści Igora a co stanowi może efekt czegoś innego.

„Szczelina” to jedna z tych książek, które gdy ją czytasz nocą i kiedy odkładasz książkę a czujesz, że musisz jeszcze przejść się do toalety, zastanawiasz się czy na pewno właściwie musisz? Lubię taki klimat grozy stworzony opisami przyrody, opisami ludzkich zachowań, gestów, doboru słów, wszystkich tych szczegółów jak chociażby wspomniana piosenka czeskiego zespołu Zrni pod tytułem „Hykal”, do znalezienia na YouTube jest oficjalny teledysk do tej piosenki, możecie poszukać. Takie właśnie drobiazgi tworzą nastrój narastającej grozy i niepokoju i oczekiwanie na to co wydarzy się w książce i o co tak naprawdę chodzi w całej tej historii.

Bardzo dobra książka. Moja ocena to 5.5 / 6.

Życzenia na nadchodzący czas.

Drogie stałe Czytelniczki i drodzy stali Czytelnicy mojego blogu, jak również ci, którzy zajrzą tu przypadkiem.  Chciałabym dziś napisać coś na ten nadchodzący świąteczny czas.

Od dłuższego czasu zbierałam się aby napisać na blogu cokolwiek co nie związane z książkami i niestety, nie dałam rady. Myśli w głowie tyle, że mogłabym obdarować nimi tysiąc innych osób. Niestety, pobyt w domu nie spowodował, że zyskałam magiczny nadmiar wolnego czasu, który mogłabym spożytkować na czytanie, naukę języka obcego, jogę czy inne tam tak polecane i reklamowane przyjemności. Nie mam możliwości zerknięcia nawet na spotkania online z autorami, których to spotkań jest teraz tyle w internecie. 

Do czytania też nie jest mi łatwo usiąść. Wyszarpuję kawałeczki czasu i to wieczorami czy raczej nocami a i wtedy chcę się po prostu wyspać więc nie czytam dużo, zresztą do niedawna w ogóle literki nie chciały się składać w słowa, tak głowa zajęta była czym innym.

Czego życzę sobie i Wam na nadchodzące Święta Wielkanocne?

Zdrowia i Spokoju.

Ci, którzy czytają mój blog regularnie, wiedzą, że w sumie żadna to nowość , tego typu życzenia z mojej strony. I chociaż wiem, że do niedawna niektórzy mylili tego typu życzenia z życzeniami nudy , to obawiam się, że obecnie i oni zweryfikowali swoje podejście. Jeśli nie, trudno.

Życzę więc nam wszystkim Zdrowia, Spokoju i tego abyśmy naprawdę uwierzyli, że zło zostanie pokonane przez Życie i to aby nadzieja dała nam dużo, dużo siły.

„Harmonia zbrodni”. Aleksandra Marinina.

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2020). Ebook.

Przełożyła Aleksandra Stronka.

Tytuł oryginalny Призрак музыки

Akcja tej książki rozgrywa się w roku 1998. Anastazja Kamieńska jest trzy lata po ślubie, powróciła też do dawnego wydziału i kolegów, z czego jest ogromnie zadowolona. W wydziale zaszły pewne zmiany, Korotkow awansował, Kamieńska też ma wyższy stopień ale ogólnie jest jak dawniej. Koledzy współpracują i razem rozwiązują sprawy kryminalne.

Pewnego dnia w wybuchu własnego samochodu ginie właścicielka biura podróży, Elena Dudariewa. O zlecenie morderstwa zostaje oskarżony jej mąż, Dudariew.

Na miejscu zbrodni ktoś widział sprawcę, który zostawił ładunek wybuchowy. Niemniej jednak o solidne dowody będzie trudno, gdyż owym świadkiem jest dziewiętnastolatek cierpiący na chorobę oczu, prowadzącą do praktycznie całkowitej ślepoty. Ma on jednak świetny słuch, ma w planach zostać kompozytorem i twierdzi, że z pewnością rozpoznałby głos sprawcy.

Artiom, bo tak nazywa się nastolatek, który spotkał się ze sprawcą, ma przyjaciela , Dimę. Dima pomaga mu w nauce i jest jego przyjacielem ale i przewodnikiem po świecie. Wszedł on w rodzinę Artioma , rodzice przyszłego kompozytora traktują go jak drugiego, młodszego syna. Kiedy w grę wchodzi realne niebezpieczeństwo, gdyż sprawca morderstwa może zorientować się, że ktoś go jednak zapamiętał, może dojść do o wiele gorszej sytuacji. Zarówno Artiom z rodzicami jak i Dima zostają ostrzeżeni a Anastazja Kamieńska rozpoczyna poszukiwania płyty z muzyką. Artiom bowiem ze sceny spotkania z mordercą zapamiętał fragment oryginalnego wykonania muzycznego.

Równolegle poznajemy relacje oskarżonego o zlecenie mordu męża ofiary. Dudariew bowiem miał romans z niejaką Olgą Jermiłową, jedną z najbardziej irytujących postaci jakie można skreślić. Kobieta, która doprawdy chyba nie wiedziała do końca o co jej chodzi a w dodatku mimo, że wierzyła w zbrodnię kochanka, zdecydowała się mu pomóc w znalezieniu prawnika.

„Harmonia zbrodni” to kolejny kryminał autorstwa jednej z moich ulubionych autorek, Aleksandry Marininej, który bardzo mi się podobał. Dzięki temu, że autorka nie epatuje niepotrzebnym okrucieństwem, jej książki są napisane w charakterystycznym, niepodrabialnym stylu. Anastazja Kamieńska podróżuje komunikacją miejską, mieszka w mrówkowcu w kawalerce. W tej części okazuje się, że nie jest to taka istota z kamienia jak czasem mi się wydawało, w odniesieniu do jej męża. „Harmonia zbrodni” w ogóle mogłaby nosić tytuł „Traktat o zazdrości” , tyle tam odniesień do tego niedobrego uczucia. Bardzo podobało mi się połączenie kilku wątków właśnie o zazdrości i jak też może ona wyglądać w różnym wieku i u różnych osób. To właśnie cechuje prozę Marininej. Oprócz ciekawej kryminalnej intrygi, są też interesujące pomysły i spostrzeżenia dotyczące zwykłych ludzi.

Dziwne jest tak powiedzieć w odniesieniu do kryminałów ale kryminały Aleksandry Marininej są takim pewnikiem, po który sięgam w chwilach, gdy jest mi ciężej i potrzebuję, cóż, czegoś na pokrzepienie. Nastka Kamieńska wciąż podróżuje po Moskwie, odczuwa plusy bądź minusy ciężkiej pogody, (w tej części Moskwianom dokuczają wyjątkowo ciężkie i dosłownie dręczące ich upały), jej mąż rozpieszcza ją i dba o to aby żona zjadała jakiekolwiek porządne posiłki, dookoła przyjaciele żenią się i rodzą się im dzieci. Jest zwyczajnie, bez wielkich sensacji, jak to powinno być w życiu.

Cieszę się, że ta autorka wciąż wydawana jest na naszym rynku i mam nadzieję, że będzie zawsze. Bo jest to naprawdę jedna z tych autorek, która potrafi napisać świetny kryminał bez epatowania okrucieństwem, bez rozlewu krwi.

Moja ocena tej książki to 5. 5 / 6.