„Dzieci z Lovely Lane”. Nadine Dorries.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2020). Ebook.

Premiera 23.01.2020.

Przełożyła Magda Witkowska.

Tytuł oryginalny The Children of Lovely Lane.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Kontynuacja „Aniołów Lovely Lane”, o której pisałam na blogu 

https://chiara76.blogspot.com/2019/12/anioy-z-lovely-lane-nadine-dorries.html

https://chiara76.home.blog/2019/12/16/anioly-z-lovely-lane-nadine-dorries/

Tę część zaczęło mi się czytać nieco bardziej mozolnie niż pierwszą, która wciągnęła mnie od pierwszych stron. Nie wiem do końca co jest tego przyczyną. Być może zmiana tłumacza wpłynęła na ten fakt. A może też to, że w tej części co prawda Dana, Victoria, Pammy i Beth ciągle są obecne pracując w szpitalu St Angelus jak również inne znane nam postaci. Jednak tym razem autorka chcąc zapewne uczynić treść atrakcyjniejszą i napisać nowe wątki wprowadziła do książki zupełnie nowe postaci.

Podobnie z kolei do części pierwszej, Nadine Dorries wykreowała postać wspólnego wroga. Tym razem jest to osoba, która będzie ubiegała się o stanowisko zastępczyni przełożonej pielęgniarek i stanowisko to otrzyma. Panna Ava Van Gilder okaże się bardzo niesympatyczną i z czasem irytującą chyba wszystkich pracowników szpitala, począwszy od przełożonej pielęgniarek aż po personel sprzątający. Wszędzie się wciśnie, każdemu dopiecze złym słowem, mądrzy się jakby pozjadała wszystkie rozumy. Ale również narazi się wielu osobom. Czytając książkę domyślamy się, że powód, dla którego opuściła poprzednie miejsce pracy, zapewne będzie istotny. A o co chodzi, dowiemy się niemal na ostatnich stronach książki. 

Jak już wspomniałam, w książce pojawiają się zupełnie nowe postaci. I znów trzeba na początku czytać uważnie bo postaci będzie całkiem sporo i warto nie pogubić się w licznych nazwiskach, zwłaszcza, że każda postać będzie ważna w książce. 

Autorka również zadbała o znane nam z poprzedniej części bohaterki. Mnie najbardziej ucieszył rozwój losów Emily Haycock, chociaż muszę powiedzieć, że nie do końca jest to zgodne i logiczne z tym, co prezentowała swoją postawą i opinią bohaterka w części pierwszej. No ale każdy może zmienić zdanie, prawda? 

No i autorka nie byłaby chyba sobą , gdyby nie umieściła w treści odpowiedniej dawki dramatyzmu i smutku. 

Autorka akcję książki umiejscowiła w czasie gdy Wielka Brytania zmagała się z niesamowitym problemem, z którym my od lat zaczynamy się zmagać. Mówię tu niestety, o smogu. Smog odgrywa w „Dzieciach z Lovely Lane” ogromną rolę. Jest to przeciwnik niebezpieczny, wręcz zabójczy, z którym władze, przynajmniej z początku, niewiele walczą. Brzmi znajomo? 

Optymistycznie nie jest, niestety. 

Nic jednak na to nie poradzę, że pierwszą część książki czytało mi się jakoś ciężko, wręcz mozolnie. Na szczęście gdzieś tak po połowie coś wyraźnie przyspieszyło i lektura zaczęła mi iść o wiele lepiej. 

Ostatecznie jednak oceniam ją nieźle właśnie za to, co dzieje się w drugiej części książki i to, jak rozwinęła się akcja książki a zwłaszcza losy Emily i również jak rozwiązany został problem Wampirzycy 😉

Moja ocena to 5 / 6.

Informacja o wznowieniu „Dymów nad Birkenau” Seweryny Szmaglewskiej.

Zbliża się siedemdziesiąta piąta rocznica wyzwolenia Obozu w Auschwitz-Birkenau.
W związku z tym na rynku nastąpił jakiś nie do okiełznania wysyp książek o tematyce „około” obozowej. Nie będę się rozpisywała czy ten „wysyp” jest właściwy bo dookoła zaczynają się już toczyć na ten temat rozmaite dyskusje. Pojawiło się bowiem mnóstwo beletrystyki opartej o fakty ale zdanie na temat jakości tych książek jest rozmaite. Przyznaję, nie czytałam tych, o których zdanie jest nie najlepsze ale też nie zamierzam ukrywać, że według mnie chyba trochę „zbyt” tego namnożenia się tematu (chociaż jak mówię, zapewne przypadająca na 27 stycznia rocznica sprzyja tej mnogości tytułów o rozmaitej jakości).
Niemniej jednak wiem, że w tej ilości i namnożeniu około obozowej literatury mogą zniknąć czy schować się tytuły, po które akurat warto sięgnąć. I wierzę, że pojawiło się ich też całkiem sporo.

Natomiast to, co chcę Wam dzisiaj napisać to to, że 28 lutego 2020 pojawi się na naszym rynku wznowienie książki, po którą jak sądzę, warto sięgnąć. Książkę wyda Wydawnictwo Prószyński i S-ka.
Mam na myśli wznowienie książki Seweryny Szmaglewskiej pod tytułem „Dymy nad Birkenau”. Autorce udało się uciec z marszu śmierci i od początku ucieczki zaczęła spisywać swoje wspomnienia z pobytu w obozie, w obawie, jak sama przyznała, przed próbą zatarcia czy weryfikacji prawdy obozowej przez hitlerowców.
Mogę zrozumieć jej obawy, zwłaszcza, że historię piszą najczęściej wygrani ale też osoby, którym w danym momencie na rękę jest jakaś zmiana faktów.
Tak czy inaczej, na naszym rynku pojawi się już niebawem wznowienie tej myślę, ogromnie ważnej książki o jednym z najmroczniejszych fragmentów polskiej i nie tylko, historii.
Przyznaję, że jej nie znam. Z książek o tej tematyce oprócz łagrowej literatury dotyczącej Polaków zesłanych na Sybir czy czytanej w liceum obozowej prozie Borowskiego, czytałam jedynie dość niedawno „Pięć lat kacetu” Stanisława Grzesiuka. Książkę tę czytałam celowo, „z moralnego obowiązku”, gdyż jak pisałam w swojej recenzji, pradziadek mojego syna a dziadek mojego męża, w tym samym obozie, co Grzesiuk spędził lata życia. Czułam, że muszę ją wtedy przeczytać , mimo, że nie ukrywam, odchorowałam bardzo tę lekturę.
Sądzę jednak, że są chwile, gdy trzeba odłożyć własne odczucia i emocjonalność i poznawać konkretne tytuły właśnie ze względu na ów „moralny obowiązek”, o którym napisałam.
Nie wiem czy każdy się ze mną zgodzi, po prostu piszę Wam przy okazji informacji o książce, własne refleksje.

„Szczęśliwa nieboszczka”. Małgorzata J. Kursa

Malwina i Eliza na tropie.

Wydana w Wydawnictwie Lira. Warszawa (2019).

Jakiś czas temu grałam o tę książkę w konkursie z pełną premedytacją bo spodobał mi się jej tytuł. „Szczęśliwa nieboszczka”? O co mogło chodzić? Udało mi się wygrać książkę i oto zdecydowałam się na jej lekturę. Jak więc może się domyślacie, nie czytałam poprzednich książek o śledztwach Malwiny i Elizy, przyjaciółek w średnim wieku.

Obie panie mieszkają w Kraśniku, mieście , w którym mieszka również sama autorka. Zawiedziony jednak może czuć się ktoś, kto oczekiwałby kryminału miejskiego z konkretną, rozpoznawalną topografią. Równie dobrze akcja książki mogłaby się rozgrywać w każdym innym mieście.

Eliza i Malwina dowiadują się, że oto na ich osiedlu pewnej ciepłej nocy popełniła samobójstwo młoda kobieta, Antonina Barańska. Wyskoczyła ona z trzeciego piętra i poniosła śmierć na miejscu. Jako, że kobieta zostawiła list pożegnalny a wiadomo było, że miała jakieś problemy i zmartwienia, policja szybko chce zamknąć sprawę oznajmiając samobójstwo.
Zięć Malwiny pracuje w Policji ale akurat przebywa na szkoleniu ale zaraz po powrocie okazuje się,że będzie musiał podjąć śledztwo na nowo. Albowiem jego teściowa wraz z szaloną przyjaciółką Elizą i synową tejże o hm, dziwnym jak dla mnie zdrobnieniu czy przezwisku, Lala, podejmują się śledztwa mającego udowodnić , że Antonina Barańska wcale nie popełniła samobójstwa.

Skąd mają tą pewność? A stąd, że Eliza niemal na chwilę przed tragiczną nocą, spotkała młodą kobietę w sklepie gdy ta wręcz tryskała radością.

Dalsze rozmowy i śledztwo policyjne wykazuje, że faktycznie, zmarła raczej nie miała problemów.
Co prawda jakiś czas wcześniej zamartwiała się, że jej mąż ma romans, ale ten wyjechał do Wielkiej Brytanii, gdzie podjął pracę w renomowanej klinice jako lekarz ale i jednocześnie załatwił pracę żonie, która z zawodu była pielęgniarką. Okazuje się więc, że przed młodymi życie stało otworem. Nowe życie, nowe miejsce zamieszkania, nowa praca, nowe możliwości. Żyć, nie umierać a na pewno nie rzucać się z okna.

Kto jednak mógł chcieć aż tak nienawidzić Antoniny aby chcieć ją zamordować?
Żyła spokojnie, nie szkodząc nikomu. Była osobą skrytą a jedyną bliską osobą oprócz męża była jej siostra.

Dobiera się skład kobiecej komisji śledczej czyli Eliza, Malwina, Lala, Sonia, siostra zmarłej i Karolina, jej przyjaciółka i powoli docierają do prawdy , szybciej nawet od policji a na pewno wspomagając tę instytucję.

Książkę czytało mi się dość spokojnie i bez ani większych zachwytów ani bez rozczarowania.
Wyczytałam gdzieś w opinii, że ktoś szybko domyślił się intrygi kryminalnej. Ja odwrotnie, w sumie wcale nie domyśliłam się szybko sprawcy więc tu plus. Trochę mi styl autorki zbyt często kojarzył się z nieżyjącą już Joanną Chmielewską ale nie zarzucam tu żadnych plagiatów, po prostu mówię, trochę taki klimat i styl właśnie nią pobrzmiewający.

Ogólnie jednak książka mi się podobała i miałam udaną lekturę, która owocuje oceną 5 / 6.

„Wieczny odpoczynek”. Aleksandra Marinina.

Wydana w Wydawnictwie Czwarta Strona. Poznań (2019). Ebook.

Przełożyła Aleksandra Stronka.

Tytuł oryginalny  Реквием

Jak wiedzą stali czytelnicy mojego blogu, Marinina to jedna z moich ulubionych autorek kryminałów. Przeszło dwa lata temu byłam nawet na spotkaniu z autorką, które to wspominam bardzo miło.

Niemniej jednak jej książki nowsze, kiedy Anastazja Kamieńska jest już na emeryturze policyjnej i pracuje w agencji detektywistycznej nie idą mi 😦 O ile dwie chyba przeczytałam, to już dwie następne, wydane dość niedawno, zaczęłam i…nie skończyłam 😦 Bardzo mnie ten stan czytelniczy w kontekście tej konkretnej autorki martwił, nie ukrywam.

Na szczęście „Wieczny odpoczynek” to książka, w której Kamieńska wciąż działa, chociaż nie pracuje w oddziale dochodzeniowym na Pietrowce a w nowo utworzonym wydziale informacyjno-analitycznym. Trochę brakuje jej pracy w dochodzeniówce i nie do końca jest przyzwyczajona do nowego miejsca chociaż z drugiej strony bardzo lubi to, co robi i ogólnie czuje się usatysfakcjonowana z nowego miejsca pracy. Tym bardziej, że wkrótce czeka ją awans na podpułkownika.

Akcja książki rozpoczyna się gdy ginie student szkoły milicyjnej w Moskwie. Milicjanci muszą się dowiedzieć czy przypadkiem przestępcy nie usiłują wnikać w struktury milicyjne już na poziomie szkolnictwa i czy śmierć Barsukowa nie jest przypadkiem efektem takich działań. W czasie dochodzenia docierają do dziewczyny, z którą spotykał się Barsukow. Lera to dziewiętnastolatka, studentka, którą jednak życie nie oszczędziło. Dziesięć lat temu jej dziadek zamordował oboje jej rodziców. Sytuacja sprawiła, że za dobre sprawowanie opuścił on zakład karny wcześniej i obecnie dziewczyna mieszka wraz z dziadkiem w jednym mieszkaniu. Nie jest to komfortowa sytuacja, tym bardziej, że krewni nigdy właściwie po morderstwie nie przeprowadzili szczerej rozmowy. Lera unika dziadka, jak może i ich dialogi sprowadzają się jedynie do zapytań co zrobić na kolację czy kiedy wnuczka wróci z uczelni na posiłek.

Milicjanci rozpoczynają śledztwo w sprawie morderstwa studenta uczelni milicyjnej i stąd spotkania z Lerą, z którą zamordowany się spotykał. Ku ich zdumieniu odkrywają, że młodziutka dziewczyna nosi na palcu pierścionek z ogromnym diamentem, który to pierścionek zaginął podczas morderstwa kobiety, żony wysoko postawionego urzędnika Ministerstwa Finansów w czasie zbliżonym do tego, w którym zamordowani zostali rodzice Leroczki. Przypadek?

Ta zbieżność nie daje spokoju Nastii, która stara się współpracować z byłymi kolegami z wydziału aby dojść tego , co pierścionek zrabowany podczas napadu i morderstwa, robi na palcu młodej dziewczyny.

W książce jest też ważny wątek muzyczny. Zmarły ojciec Lery był kompozytorem piosenek, znanym i popularnym a obecnie jego piosenki wykonuje młody gwiazdor sceny, Igor Wildanow. Jego agentem i impresario jest obecnie dawny przyjaciel zmarłego ojca Lery, Wiaczesław Olegowicz. Ten wątek ciekawie pokazuje różne układy „światku” muzycznego, mechanizm działań pop kultury wraz z jej sztucznie aranżowanymi związkami, „miłością”, która oczywiście istnieje jedynie na stronach tabloidów i tego typu działań. To z pewnością ciekawy motyw.

To także Marinina, która czytelnika do siebie przyzwyczaiła, Anastazja Kamieńska z jej ciągłym dziwieniem się tym, co dzieje się na świecie i z ludźmi. Kamieńska, która mimo upływu lat wciąż najlepiej czuje się w ludźmi, których zna i w miejscach, które zna, Kamieńska, której zmiany wciąż przychodzą niełatwo.

To w końcu Moskwa świąteczna, na chwilę przed Nowym Rokiem więc ludzie dla których za chwilę zacznie się wielkie i ogólnokrajowe świętowanie a tu trzeba prowadzić żmudne śledztwo i wiązać ze sobą rozmaite wątki.

Ogólnie za pomysł, intrygę kryminalną ale przede wszystkim za „starą, dobrą ” Kamieńską daję ocenę 5.5 / 6.

„Syn pszczelarza”. Kelly Irvin.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa.

Data premiery 21.01.2020.

Przełożyła Magdalena Moltzan – Małkowska.

Tytuł oryginalny The Beekeeper’s Son.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Nie ukrywam, że o społeczności Amiszów wiem tyle, co nic a raczej tyle, co pamiętam z filmów emitowanych w telewizji kiedy miałam lat naście. Czyli wychodzi na to, że nawet mniej niż nic. O, któryś z odcinków jednego z moich ulubionych seriali „Kości” opowiadał o społeczności Amiszów. Tym bardziej zaciekawiła mnie książka nosząca intrygujący tytuł „Syn pszczelarza” ( w którymś z komentarzy w internecie spotkałam się z zarzutami, że „Syn pszczelarza” a na okładce dziewczyna:) ).
Tak czy inaczej, miałam ochotę na tę książkę z racji tego, że miałam chęć poznać tematykę do tej pory kompletnie mi obcą. I nie zawiodłam się a nawet muszę powiedzieć, nabrałam apetytu czytelniczego na więcej. A że „Syn pszczelarza” jest pierwszą książką z cyklu o Amiszach wydawanego przez Prószyński i S-ka autorstwa Kelly Irvin, czekam na więcej z wielką niecierpliwością!

A dodatkowo, przy okazji czytania tej książki, dowiedziałam się, że w Polsce mieszka jedna rodzina Amiszów. Czyli zyskałam dodatkową wiedzę (bo przeczytałam artykuł o tej rodzinie z wielkim zainteresowaniem).

Ale przejdźmy do „Syna pszczelarza”. Książka rozpoczyna się w przełomowym momencie dla rodziny Lantz. Abigail to od dwóch lat wdowa, z piątką dzieci, czwórką córek i jednym synem. Przenosi się właśnie z rodziną ze stany Tenneessee do Teksasu. Tu mieszka jej brat i dawny adorator, Stephen. Po śmierci męża Abigail zmuszona jest zacząć rozważać ponowne zamążpójście a brat sugeruje jej dawnego zainteresowanego kobietą. Stephen od początku nie budzi naszej sympatii. Nie jest serdeczny dla dzieci, które przybyły z kobietą, nie stara się zbytnio nawiązać z nimi pozytywnych relacji. Skupiony jest jedynie na przyszłym ożenku, tym bardziej , że wciąż ma w duchu coś w rodzaju zasklepionego nie do końca żalu za to, że ponad dwadzieścia lat wstecz Abigail wybrała nie jego a swojego męża. Męża, z którym miała bardzo udane małżeństwo.

Córki i syn kobiety również czują się oszołomione zmianą. Najstarsza z nich, Debora ma w planie jak najszybszy powrót do poprzedniego miejsca zamieszkania i gminy. Tamtejsza społeczność jest jej znana od zawsze, tęskni i za przyjaciółką i za chłopcem, z którym chciałaby się związać.

Początkowe plany szybko jednak muszą ulec zmianie, jak to w życiu, gdy człowiek planuje jedno ale otrzymuje często coś odwrotnego bądź nieco zmodyfikowanego.

Wszystko jest tak inne w Teksasie. I krajobraz i klimat i jedzenie i zwierzęta, które widują podczas pracy czy odpoczynku. Niełatwo jest zmienić dotychczasowe życie i otoczenie. Jednak nie tylko Debora i jej siostry muszą nauczyć się żyć w nowym miejscu zamieszkania. Również ich matka, która zaczyna odczuwać, że pomysł z przeprowadzką niekoniecznie musiał być najwłaściwszy. Jednak brat nalegał a również wiadomo, że samemu nie jest w życiu lekko więc stąd taka a nie inna decyzja.

Zmianę w życiu obu kobiet, zarówno Debory jak i Abigail, przyniesie spotkanie z pszczelarzem, Mordechajem i jego synem, Fineaszem. Fineasz jest rówieśnikiem Debory i podobnie, jak ona , nosi w sercu smutek i żałobę. Początkowo niechętny dziewczynie z czasem zacznie zmieniać do niej stosunek.

Serdeczny i dobry Mordechaj i jego rodzina staną się wsparciem i opoką dla rodziny Lantzów w pewnym trudnym momencie życia, jaki zdarzy się po paru miesiącach od ich przyjazdu do Teksasu.

Bardzo mnie wciągnęła ta książka przede wszystkim dlatego, że miałam okazję chociaż trochę poznać społeczność Amiszów. Mimo, że autorka nie jest członkinią wspólnoty, według mnie udało jej się po trochu przenieść czytelnika w świat tej cichej, dość oddalonej chociaż nie odizolowanej (członkowie społeczności produkują na przykład przetwory czy miód i sprzedają je w miasteczku) grupy.

Dzięki książce poznałam też charakterystyczne dla Amiszów obyczaje jak na przykład wspólne śpiewanie młodych, coś w rodzaju masowej organizowanej imprezy mającej swatać młode pary, czy typowy dla nich język, w którym widać niemieckie, szwajcarskie naleciałości.

A poza tym, jest to po prostu ciekawie opowiedziana historia rodziny po przejściach, która musi odnaleźć się w nowym miejscu i nowej społeczności. Kibicujemy też losom nie tylko młodej Debory ale również jej matce, Abigail, która wciąż zasługuje na szczęście i spokój.
Ważne też jest przesłanie płynące z książki, a mianowicie to, że w życiu bardzo wiele można znieść i zdziałać, jeśli mamy obok siebie rodzinę.

Jak już pisałam na początku, książka mi się podobała i bardzo mnie wciągnęła.
Moja ocena to 5.5 / 6.

„Willa pod Czarnym Tulipanem”. Danuta Korolewicz.

Wydana w Wydawnictwie Lucky. Radom (2019).

Książkę wygrałam w konkursie świątecznym organizowanym na Fb przez portal Książka zamiast Kwiatka.

Ja jednym z mazurskich jezior, Jeziorze Wielkim położona jest wysepka, na której znajduje się stara willa hrabiego Tulipanowskiego. 

Niewiele osób z małego miasteczka Mazurczany zna właściciela owej odseparowanej posiadłości co jednak powoli się zmienia gdyż hrabia regularnie zaprasza mieszkańców na weekend do swej willi.

Na jeden z takich weekendów, piętnastego i szesnastego czerwca zostaje zaproszona Lidia. Jest malarką, która stopniowo osiąga sukcesy zawodowe. Tuż przed wyjazdem zorganizowana zostaje wystawa jej malarstwa w jednej z prestiżowych galerii sztuki w Gdańsku. 
Na wysepkę Lidia trafia wraz z siedmioma innymi osobami, z których zna trzy. Elżbieta, to charakteryzatorka i od dawna przyjaciółka Lidii, Andrzej to rzeźbiarz i przyjaciel i Zbyszek, dawna miłość kobiety, z którą obecnie nie chce mieć ona wiele wspólnego.

Pozostałe cztery osoby, dwie kobiety i dwóch mężczyzn, to osoby nieznane im. 

Tak więc właściwie można powiedzieć, że skład gości jest dobrany według jakiegoś nieznanego przyjaciołom klucza. 

Na wyspę dostają się jachtem. Goście zostają ulokowani na piętrze domu i mają do dyspozycji całą, sporą willę a na kolacje schodzą na parter. Willa ubogacona jest starymi sprzętami, ciekawymi obrazami i ogromną ilością wielkich luster.

Wśród obrazów uwagę tymczasowych mieszkańców willi zwraca portret damy w białej sukni trzymającej na kolanach bukiet złożony z nietypowej kompozycji i ilości, ośmiu czarnych tulipanów. Podczas pierwszej kolacji goście poznają hrabiego Tulipanowskiego, który opowiada im ciekawą legendę o owej damie. Otóż podobno była to seryjna morderczyni, której rodzina wstydziła się i raczej starała się zatrzeć pamięć owej Krwawej Bernadetty. Legenda rodzinna głosiła, że zawsze przed popełnieniem zbrodni przez Krwawą Bernadettę z obrazu kobiety znikał jeden z czarnych tulipanów. 

Tulipanowski opuszcza willę zapowiadając, że postara się jak najprędzej wrócić do gości a przy tym zaprasza ich w ramach rekompensaty na dłuższy pobyt, z czego wszyscy początkowo chętnie korzystają. 
Zatrudniona kucharka, pani Eugenia gotuje bardzo dobrze, mają zaopatrzenie i opierunek. Darmowe wakacje na jednej z wysp kuszą ogromnie pomimo lekkiego poczucia odizolowania. Albowiem zaczyna się nieciekawa pogoda, w czasie której co chwila nad jeziorem i wysepką przetacza się gwałtowna burza. Wysiada prąd, okazuje się też, że w willi zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Towarzystwo orientuje się, że wszystkim zginęły ładowarki do telefonów, a co budzi początkowo niedowierzanie ale potem przerażenie, okazuje się ,że jeden z tulipanów trzymanych na obrazie przez Krwawą Bernadettę zniknął. 

Lidia ma wsparcie w Elżbiecie ale i w Zbyszku, co do którego początkowo nieufna i zraniona, z czasem ponownie zaczyna się przekonywać. Oni i Andrzej wydają im się „bezpieczni”, nie są w stanie uwierzyć, że to któreś z nich robi reszcie takie nieprzyjemne kawały jak schowanie ładowarek do telefonu w chwili, gdy jest się odciętym od reszty świata, gospodarz w ogóle nie wydaje się chętny do powrotu na wyspę a kolejny tulipan znika z obrazu. 

„Willa pod Czarnym Tulipanem” wciągnęła mnie. Podobał mi się narastający w niej klimat niepewności i wręcz grozy. Poczucie odizolowania, początkowo kuszące by odpocząć od świata, a stopniowo sprawiające, że mieszkańcy popatrują na siebie z coraz większym podejrzeniem gdyż przestali czuć się bezpiecznie, oddane zostało bardzo dobrze. Tm bardziej, że na jaw zaczynają wychodzić różne sekrety i tajemnice z przeszłości.

Przyznaję, że czułam się zaintrygowana o co tak naprawdę chodzi, co stało się z niepowracającym do willi właścicielem, kto tak naprawdę w tej opowieści okaże się dobry a kto zły i kto stoi za całą intrygą i w rezultacie jednak za zbrodnią.  Samo rozwiązanie zbrodni i jej powody nieco mnie rozczarowały, jednak całość czytało mi się bardzo dobrze. 

No i po raz kolejny podobała mi się okładka autorstwa pani Ilony Gostyńskiej-Rymkiewicz. 

Moja ocena to 5 / 6.

„Oleńka. Panienka z Białego Dworu”. Wioletta Sawicka.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2020). 

Data premiery 14.01.2020.

Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

„Oleńka. Panienka z Białego Dworu” to pierwsza część sagi o rodzinie żyjącej na Wileńszczyźnie. I moje pierwsze „spotkanie” z książką tej autorki. Spotkanie, dodam, ogromnie udane.

Akcja książki rozpoczyna się w roku 1913, tuż przed rozpoczęciem I WŚ. 

Ogromny majątek i okoliczne włości nieopodal Wilna zamieszkuje rodzina hrabiego Aleksandra Ostojańskiego. Hrabia prowadzi rozliczne interesy, ma między innymi gorzelnię i hodowlę koni. Jego rodzina jednak od zawsze odczuwa silny patriotyzm i dlatego i on z żoną i ich najmłodsza córka, Aleksandra, krzewią wśród zamieszkujących okolicę mieszkańców ducha polskości. Oleńka jeździ do domostw chłopów i stara się uczyć dzieci zarówno czytania, pisania ale i usiłuje uświadomić najmłodszym fakt, że są oni Polakami. Uciśnionymi od dziesiątek lat pod rosyjskim zaborem ale przede wszystkim Polakami. We dworze odbywają się wieczorki patriotyczne, na które zjeżdża się okoliczna szlachta i arystokracja. 

Starszy brat i siostra Oleńki opuścili dom. Brat został wcielony do wojska rosyjskiego, zaś siostra po wyjściu za mąż, wyjechała z mężem do Warszawy. 

Oleńka więc siłą rzeczy jest jedyną pociechą zamieszkującą Ostojany wraz z rodzicami. Wiedzie życie spokojne i szczęśliwe. Przeżywa też pierwszą naprawdę wielką miłość. Zakochuje się bowiem w nauczycielu dzieci sąsiada, Joachimie , pochodzącym z Prus. Joachim doskonale mówi po polsku, język ten uważa wręcz za język ojczysty. I również zakochany jest w Oleńce. Wydaje się, że właściwie lepiej być nie może. Jednak nie do końca tak jest albowiem w przypadku tego związku mowa byłaby o mezaliansie. Młodzi trzymają więc swój coraz bardziej zaawansowany związek w sekrecie. Aleksandra pewna jest, że wszystko dobrze się ułoży, jednak nie ma świadomości, że ojciec jej snuje własne plany względem jej mariażu. Ma bowiem upatrzonego dla ukochanej córeczki księcia, za którego chce wydać najmłodszą pociechę.

Na razie jednak ta pociecha wiedzie życie raczej pozbawione większych zmartwień. Chociaż wokół coraz bardziej głośno mówi się o nadciągającej wojnie, dla Oleńki liczy się przede wszystkim to, że zakochała się bez pamięci i z wzajemnością.  

Jednak nad Biały Dworek i nad rodzinę Ostojańskich nadciągają powoli czarne chmury. Polityka okaże się tym, co z dnia na dzień zniszczy dotychczasowy porządek. I Oleńka,ta, której do tej pory niewiele zmartwień przysparzało życie, będzie musiała stanąć z prawdziwym życiem twarzą w twarz. 
Los nie rozpieści dziewiętnastolatki. Rzuci ją gwałtownie i od razu na głęboką wodę, pełną wirów.

Nagle okaże się, kto tak naprawdę w każdej chwili gotów jest pomóc młodej, zrozpaczonej dziewczynie, której z chwili na chwilę świat runie na głowę. 
Galeria postaci odmalowanych w książce również jest ciekawa. Mroczny, posępny i bez pamięci oszołomiony i otumaniony uczuciem do dziewczyny kowal Ignac. Szpetucha, zielarka i pomagająca kobietom w potrzebie Bocianicha żyjąca w leśnych ostępach. Józka, młoda służąca we dworze, która w pewnym momencie stanie się towarzyszką życia Oleńki. I wiele innych, którzy staną na drodze młodej kobiety. 

Napiszę tak, zdecydowanie jest na „tak” jeśli chodzi o tę serię i z niecierpliwością oczekuję następnego jej tomu. 

Na wielki plus, nie jest to ogromna objętościowo książka. Nie lubię książkowych grubasków, nic na to nie poradzę. Tu zdecydowanie jest tyle ile potrzeba, bez nadmiaru i bez niepotrzebnych skrótów. 

Moja ocena to 5.5 / 6.