Wydana w Wydawnictwie Stara Szkoła. Wołów (2018). Ebook.
Przełożył Mirosław Śmigielski.
Tytuł oryginalny Aristokratka na koni.
O kontynuacji „Ostatniej arystokratki”, o której pisałam tu i „Arystokratki w ukropie” mającej ukazać się na polskim rynku wiedziałam i …można powiedzieć, że dosłownie odliczałam dni do ukazania się książki na polskim rynku. I? I dobrze, że odliczałam bo okazało się, że słusznie. Jeśli miałam jakieś obawy przed tym jaka się okaże ta książka , czy rozbawi mnie tak samo jak zrobiły to dwie poprzednie części to obawy te okazały się niesłuszne. Książka zdecydowanie jest tak samo zabawna jak poprzednie i śmiałam się na niej równie często jak podczas wcześniejszej lektury. Tak więc uprzedzam lojalnie, nie jest to książka, którą można wziąć na jakiś przynudnawy wykład i czytać cichaczem pod stołem 🙂 Wybuchy śmiechu Was zdradzą.
Są wakacje roku, który w wielu utkwi w pamięci bowiem jest to rok śmierci księżnej Diany , postaci tak ważnej dla matki Marii, głównej bohaterki. Znów narrację poznajemy z ust Marii a także z jej listów do Maksa, wobec którego żywi uczucie.
Maria wraz z ojcem i jego pracownikami (a ci, którzy czytali wcześniejsze części wiedzą, że jest to istna galeria oryginałów) usiłują jakoś „prząść”, że się tak kolokwialnie wyrażę czyli zarobić na turystach mających zwiedzać Zamek Kostka. Nie jest to takie trywialne i Milada próbuje nieustannie wymyślić jakiś dobry chwyt reklamowy mogący skłonić turystów do odwiedzenia Kostki właśnie. Różnie z owymi pomysłami bywa a najczęściej jest tak, że to, co Milada uważa za pomysł dobry dla Marii jest raczej nie do przyjęcia.
Dodatkowo na Zamku Kostka znienacka pojawia się władająca niemczyzną (chociaż nie tylko) ciotunia Nora. Którą to początkowo ojciec Marii chce wyrzucić z zamku ale ciotuchnę przygarnia litościwa Maria, która i tak ma wciąż dylematy z jak wielu spraw musi się spowiadać.
Tak czy inaczej, jest dobrze a nawet bardzo dobrze. Moja ulubiona scena to ta, w której do zamku zmierzają ubrani na czarno panowie z teczkami. Panowie ci wyglądający na urzędników spowodują atak paniki w zamku, ale nic więcej nie chcę pisać aby nie psuć Wam lektury.
Wiem, że wielbicieli „Arystokratki” nie muszę namawiać do lektury tym bardziej , że wszyscy mi znani już przeczytali „Arystokratkę na koniu” ( co zważywszy na fakt, że ukazała się 27 lutego pokazuje jak wszyscy na tę książkę czekaliśmy).
Jeśli jesteś na etapie poszukiwań książki naprawdę śmiesznej (a nie takiej, co do śmieszności której ma przekonywać okładkowy blurb), takiej, która pozwoli ci się odprężyć i naprawdę ubawić to cala seria opowieści o Marii i jej rodzinie i pracownikach jest jak najbardziej godna polecenia.
Ja już nie mogę doczekać się części czwartej.
Moja ocena to oczywiście 6 / 6.