„Wszystko, tylko nie mięta”. Ewa Nowak.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2017). Ebook.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa. 

Rozczytałam się w książkach Ewy Nowak. Wciągnął mnie styl i podoba mi się to w jaki sposób podaje autorka treść adresowaną zresztą według mnie nie jedynie do młodzieży. Myślę, że tak naprawdę każdy w książkach Ewy Nowak może znaleźć coś dla siebie ważnego.

Tym razem książka, w której wcale nie jest tak, że nie porusza się tematów poważniejszych ale napisana z takim fajnym stylem, poczuciem humoru, że naprawdę nieraz się śmiałam i to porządnie. Co nie oznacza, jak mówię, że autorka nie pisze w niej o poważniejszych sprawach. Bo i takich pisze.

W książce „Wszystko, tylko nie mięta” poznajemy rodzinę Gwidoszów, mieszkających w mieszkaniu na parterze w Warszawie. Gwidoszowie to z gruntu urodzeni optymiści, którzy w każdej sytuacji starają się raczej widzieć pozytywne strony niż te grosze. I najczęściej wychodzą na tym na bardzo dobrze. 

Gdzieś wyczytałam opinię, że to jakoby jest to coś jak Borejkowie stworzeni przez Małgorzatę Musierowicz ale ja szczęśliwie nie widzę żadnego naśladownictwa czy inspiracji, wręcz uważam, że jedyne co łączy te opowieści to fakt posiadania nieco większej ilości dzieci (a w dzisiejszych czasach żaden to ewenement, trójka dzieci) i pozytywne nastawienie do świata. A klimat i styl jest jednak i dobrze, kompletnie inny. 

Warszawska rodzina Gwidoszów to mama Joanna, tata Mariusz, i trójka pociech. Maturzysta Kuba, zaczynająca liceum Malwina i pięcioletnia Marysia uczęszczająca do przedszkola. Mama zajęta jest studiowaniem psychologii i wdrażaniem w życie rodzinny zdrowego żywienia. Są też kot o wdzięcznym imieniu Pies i pies o imieniu Łata. 

Jest to rodzina, której członkowie starają się być wzajemnie dla siebie oparciem ale nie brak też zwykłych życiowych sporów chociażby między rodzeństwem. Nic nie jest tu lukrowane, nie ma zbędnego cukru, jest po prostu miłość i życzliwość ale i zwykłe problemy dnia codziennego. Ojciec po latach pracy jako nauczyciel zaczyna pracę jako sprzedawca ubezpieczeń, Malwina aklimatyzuje się z lekkim trudem w liceum.

Jak pisałam, Ewa Nowak nie stroni od pisania o tematach również mniej lekkich czy prostych jak chociażby niepełnosprawność. Jedną z bohaterek uczyniła właśnie niepełnosprawną. Szczęśliwie nie będzie tu nic w stylu moralizatorstwa, autorce udaje się ominąć te rafy pouczeń. Po prostu opisuje różne warianty życia i to w jakich barwach potrafi ono się skrzyć.

To, że ktoś wdraża się na przykład w zawiłości psychologii nie oznacza automatycznie, że „wyłapie” wszystkie problemy pod własną strzechą i nareszcie ktoś napisał, jak jest. Że starania staraniami ale w życiu nie ma tak, że wszystko idzie lekko, łatwo i przyjemnie. 

Spodobała mi się rodzina Gwidoszów. Ludzi, którzy mimo różnych drobnych niedogodności potrafią cieszyć się życiem, przyznawać do błędów, wyciągać wnioski. I wychować swoje dzieci na ciekawych i odpowiedzialnych dorosłych.

Fajny kawałek prozy obyczajowej, taki z gatunku pokrzepiającego, który przeczytałam z prawdziwą przyjemnością. 

Bardzo polecam tę książkę a sama czytam następną książkę Ewy Nowak, tym razem zaczęłam „Bardzo białą wronę”. 

Moja ocena to 6 / 6.

wyruszyli…

…Maryja i Święty Józef chyba już wyruszyli z Nazaret do Betlejem. Jak wyczytałam w internecie, odległość obu miast to około 150 kilometrów więc po prawdzie sądzę, że już są w drodze. 
Jak nieciekawie musiała czuć się Maryja kiedy czuła, że ostatnia rzecz jaką musi czynić to siadać na osła i ruszać w daleką drogę, skoro zaraz miała stać się matką. Wyobrażam sobie, że przekonana była, że zdążą to jednak załatwić, wszystko na przyjście na świat dziecka zostawiła w domu i ruszyli świadomi tego, że władza zawsze stara się w ten czy inny sposób obywateli skontrolować, w tym przypadku zliczyć. Ponieważ myślę, że ta dwójka była osobami odpowiedzialnymi i nie migającymi się od obowiązków, podjęli się tego. Tak czy inaczej Oni są już w drodze.
Ponieważ Święta niebawem a wiem, że nie wszyscy będą zaglądać do internetu (i dobrze, skupmy się na sobie i bliskich ) więc pożyczę swoje własne życzenia z innego miejsca.

Ode mnie i mojej rodziny przesyłam wszystkim tym, którzy mnie czytają a także tym, którzy zajrzą tu przypadkowo, Wiele Dobra. Tym, którzy jak ja , czekają na Narodziny Dzieciątka życzę oby przyniosło nam Nadzieję, Dobro i Miłość. Tym, dla których to jedynie wolne od pracy dni aby spędzili te tak, jak sobie winszują, odpoczywając, bez napinki i stresu. 

Wszystkim zaś Życzę Zdrowia dla Was i Waszych Bliskich. Oraz wiele Radości i Spokoju.

Ja nie mogę doczekać się wspólnego kolędowania. Uwielbiamy kolędowanie i chociaż sław muzycznych ta rodzina się nie dochowała, nie szkodzi, kolędujemy z zapałem.

Wczoraj byliśmy na Jasełkach w przedszkolu Jasia. Remedium na wszelakie smutki i zło tego świata może stać się obejrzenie takich Jasełek w wykonaniu kilkulatków. Pozwala to chociaż na chwilę oderwać się od dnia codziennego i od związanego z tym czy to niepokoju czy zmartwień i na chwilę przypomnieć sobie, że tak naprawdę cudownie jest dzielić radość z innymi. Czego na nadchodzące Święta życzę nam wszystkim.