…czyli dopiero co odliczałam dwa miesiące do Świąt a tu do Wigilii tydzień, Nowy Rok też już w sumie niedługo.
U nas tydzień okołoświątecznych przygotowań i wygłupów. A więc wczoraj kontynuowanie naszej rodzinnej tradycji, czyli wspólne wypiekanie pierniczków. Jaś je udekorował, nie żałował posypki , ja wcześniej okrasiłam uczciwie czekoladą.
Dzisiaj z kolei nasza tradycyjna sesja zdjęciowa. Część zdjęć w czapkach Mikołajowych, część P. pobawił się gadżetem z komórki i ani chybi jesteśmy rodziną reniferów pomocników Mikołaja.
Plus, my sami oglądamy sobie na raty tradycyjnie „To właśnie miłość” a z Jasiem „Kraina Lodu. Przygoda Olafa” (było wczoraj i dziś rano na Polsacie) i „Epoka Lodowcowa. Mamucia gwiazdka”. Przyjemnie było obejrzeć. Olafowa przygoda zupełnie przypadkiem oddała ducha tego, o co mi chodzi i o co walczę kiedy chcę abyśmy piekli pierniczki czyli stworzenie naszej własnej tradycji świątecznej tej konkretnej rodziny. Pierniczków bowiem ani w moim domu ani w domu P. nie piekło się przed Świętami. I te wypieki są właśnie taką naszą tradycją. Wychodzą nam różne, kiedy patrzę na cuda udekorowane jak jaja Faberge w necie mogę tylko pokiwać głową, natomiast liczy się oczywiście coś innego niż ich strojność a smak jest wyborny.
Mam nadzieję, że spokojnie spędzacie weekend.
