Wydana w Wydawnictwie MUZA. Warszawa (2017).
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.
Co mi się pierwsze spodobało, „Julia zaczyna od nowa” jest zupełnie w innym klimacie niż poprzednia książka Katarzyny Misiołek, którą czytałam czyli „Nie podchodź bliżej”, o której to książce pisałam w tym wpisie. Lubię, kiedy książki autora dotyczą innych spraw, innej tematyki, są pisane w nieco inny sposób.
Kolejny plus, jaki od razu znalazłam, to fakt, że autorka bohaterką książki uczyniła kobietę mającą czterdzieści sześć lat. Dlaczego? Bo jestem chyba nieco znużona książkami, w których bohaterkami są młode dziewczyny, które dość sztampowo, stoją na rozdrożu dróg i w sumie życie dopiero stoi przed nimi otworem.
Opowieść Julii to jej narracja. Dowiadujemy się z niej od początku coś więcej o samej bohaterce. Jest dziennikarką lokalnego pisma, w którym pisze na tematy społeczne, mieszka w małym mieście, jest rozwódką z dwójką dorosłych córek, ma jedną wnuczkę i dość toksyczną matkę. Kobiety w jej rodzinie dziwnie powielają schemat bo zarówno matka, jak i córka Julii rozstały się z mężami. Siostra również jest sama. Druga córka Julii, zapewne obserwując związki w rodzinie, nie zamierza się ustatkować.
Jak wspomniałam, Julia jest dziennikarką lokalnego pisma i towarzysząc bohaterce w jej losach poznajemy sprawy, przy których pracuje. Spotyka się z ludźmi, rozmawia z nimi a potem opisuje sprawy. Redaktor naczelny powierza jej sprawy ważne ale i dość kontrowersyjne, takie jak historia znanej aktorki, która jadąc po paru kieliszkach wina samochodem wjechała w budynek kawiarni, kobietę, której mąż porwał dziecko i najprawdopodobniej wywiózł za granicę czy babcię zajmującą się gromadką wnuków, w tym dzieckiem niepełnosprawnym po tym jak matka dzieci wyjechała za granicę i nie poczuwa się do odpowiedzialności za własne dzieci.
Julia obcując z tak zwanym „prawdziwym życiem” najprawdopodobniej nie ma zbyt wielu szans na koloryzowanie go sobie ale oczywiście, że chciałaby aby wiodło jej się nieco chociaż lepiej chociażby w sferze partnerstwa.
Jednak z czasem zaczyna coraz bardziej zdawać sobie sprawę z tego, że w sumie jej życie nie jest wcale nieudane jak usiłuje jej to wmówić matka. Julia jest samodzielna i naprawdę wiedzie szczęśliwe życie. Pewnie ktoś z boku mógłby to kwestionować ale też zapewne wiele osób stwierdziłoby podobnie jak zaczyna to czynić Julia czyli , że jest ona w bardzo dobrej sytuacji. Nie zmaga się z nieudaną relacją, jest samodzielna, chociaż nie opływa w miliony ale stać ją na utrzymanie się i drobne przyjemności. Ma córki, które jednak widzą w niej opacie, którym starała się być zawsze mając na względzie własne nie do końca poprawne relacje z matką.
Początkowo jednak Julia, właśnie wciąż mając „z tyłu głowy” wieczną krytykę matki, wciąż czuje się niepewnie we własnej dość nowej roli rozwódki. Przybiera pozę zadowolonej z nowej sytuacji chociaż sama czuje, że bywają chwile gdy ta jednak wciąż dosyć jej doskwiera.
Do chwili jednak gdy poznaje bliżej swojego młodego sąsiada. Błażej właściwie nie wychodzi z domu. Julia poznając go i jego historię zaczyna rozumieć, że ona jest w komfortowej sytuacji i rozpoczyna próbę pomocy młodemu człowiekowi. Jej wyciągnięta ręka nie zostaje odtrącona i oto tych dwoje nawiązuje miłą i owocną w dobro relację bez żadnych podtekstów. To raczej relacja na zasadzie „przyszywanej” matki i syna. Julia angażując się w pomoc odkrywa swoje własne szczęście i komfortową sytuację.
A dość niespodziewany wyjazd na jedną z Wysp Kanaryjskich pozwoli jej całkowicie pogodzić się ze samą sobą i nie taką nową rolą, w której przyszło jej żyć. Ale również zrozumieć, że w całym tym życiowym zamieszaniu sama Julia troszcząc się o wszystkich wokół trochę zapomniała o sobie samej.
Kibicuję jej bo wiem, jaka przed nią długa droga ale nie wątpię w jej zwycięstwo.
Moja ocena to 5 / 6.
