„Sanatorium pod Zegarem”. Liliana Fabisińska.

Wydana w Wydawnictwie FILIA. Poznań (2016). Ebook.

Swego czasu „polowałam” na tę książkę w rozmaitych konkursach książkowych ale nie udało mi się jej wygrać a jakiś czas temu przypomniałam sobie o niej i nabyłam. Miałam bowiem chęć na coś lżejszego. I otrzymałam to. Co prawda, w książce będzie motyw kryminalny ale ogólnie to jest to raczej książka pogodna niosąca ciekawe przesłanie, o którym wiele młodych osób nie pamięta. A mianowicie to, że ktoś, kto ma więcej lat w dowodzie osobistym nie od razu musi być osobą nieruchliwą, zgrzybiałą, zdegustowaną. Ba, może być zakochany czy mieć partnera (bez ślubu 🙂 ). 

Bohaterkami książki są Nina i Natalia. Nina to młoda kobieta z Warszawy, zarządzająca prężnie firmą , Natalia to starsza pani pochodząca i mieszkająca w Helu. W Helu prowadzi swój zakład fotograficzny „Mewa”. 
Obie te kobiety najprawdopodobniej nie miałyby szansy się spotkać gdyby nie fakt, że splot wydarzeń umieścił je w jednym miejscu. A mianowicie w dwuosobowym pokoju w sanatorium w Ciechocinku.  
I od tej pory zaczyna się akcja książki. Jest więc i samo sanatorium a właściwie, szpital uzdrowiskowy z surową siostrą przełożoną i równie surowymi zasadami w nim panującymi. Są kuracjusze, z których o leczeniu myśli często mniejszość. Są fajfy i zasady panujące w sanatorium prawa i zasady dotyczące podrywu. 
Wreszcie są dwie fajne kobiety, Natalia i Nina, które po początkowych niesnaskach zaprzyjaźniają się ze sobą i to do tego stopnia, że będą w stanie utrzymać wspólnie pewien sekret w tajemnicy jak również współpracować ze sobą na innych frontach i wspierać się wzajemnie.
Podobało mi się, o czym już pisałam, że Natalia jest tu kobietą z WCIĄŻ pragnieniami i marzeniami, owszem, nie zdobywającą wielotysięczników ale rzutką, ruchliwą, zmotoryzowaną, na swój sposób podobnie jak Nina , jest ona kobietą interesu prowadzącą zakład fotograficzny.
Nina na jej tle wypada nawet często blado a na pewno dość pruderyjnie, te kontrasty podane na szczęście w odpowiedniej proporcji są zabawne i skłaniają do refleksji jak często my, młodsi , „odbieramy” swoim lekceważeniem prawa do tego czy owego osobom starszym uważając ich za „staruszków”.

To taka pozytywna proza obyczajowa, raczej nie ma co się doszukiwać w niej psychologicznego dna i nawet niespecjalnie bym to w tego rodzaju książce widziała.

Podobała mi się i moja jej ocena to 5 / 6.