„W labiryncie obłędu”. Jolanta Kosowska.

Wydana w Wydawnictwie Novae Res. Gdynia. (2016). Ebook.

Po książki pani Jolanty Kosowskiej sięgnęłam zupełnie przypadkiem i był to tego rodzaju przypadek,który wspomina się miło i z poczuciem zadowolenia, że się zdarzył. Albowiem odkryłam dla siebie kolejną autorkę,której książki będę czytała chętnie. 
Co mi się podoba to fakt,że , przynajmniej w dwóch do tej pory czytanych przeze mnie książek pani Kosowskiej, jest tajemnica i taki rozedrgany klimat, poczucie niepewności, niedopowiedzenia. Czegoś nieokreślonego. Czego dowiadujemy się stopniowo wraz z upływem lektury. I co mi się podoba to każda książka napisana jest inaczej, dotyczy innego problemu.
Jak zauważyłam autorka lubi czynić swoimi narratorami mężczyzn. Nie inaczej jest w tej książce, w której bohaterem jest terapeuta, Wojciech Krzewiński.
Prowadzi on prywatną praktykę ale kiedyś swoją psychologiczną pomocą służył chociażby policji, stąd posiada rozmaite znajomości.
Metody stosowane przez niego mogą budzić kontrowersje i budzą. Za swoją pracę płaci on też nierzadko cenę. Najwyższą był rozpad związku Wojciecha z Karoliną, młodą artystką, malarką.  

Wojciech odchorował już rozpad związku, z Karolina utrzymuje kontakty głównie emailowe jako, że kobieta pojechała do Toskanii gdzie pracuje przy ciekawym projekcie. Oto ma zrobić ilustracje do powstającego nowego rodzaju przewodnika o Toskanii. Podobno nigdy wcześniej takiego rodzaju przewodnik się nie ukazał, jego oryginalność ma być atutem na rynku wydawniczym wśród innych poświęconych regionowi.

Wydaje się więc, że każde z nich już od dawna ma poukładane życie, gdy oto u Wojciecha zjawia się nieznajomy i bardzo tajemniczy mężczyzna i oznajmia mu, że Karolina potrzebuje natychmiastowej pomocy i wsparcia Wojtka. 
Wojciech niestety, nieco zwleka z pomocą, co skutkować będzie konkretnymi działaniami dziewczyny.

Poprzednia czytana przeze mnie książka Jolanty Kosowskiej, czyli „Deja vu”,  o której pisałam w tym wpisie, działa się w większości w Wenecji. „W labiryncie obłędu” dzieje się w sporej części w sielskim krajobrazie Toskanii. Znamienne jest dla autorki, że wydarzenia tajemnicze, dziwne, wręcz z narastającą grozą umiejscawia w wydawałoby się sielankowych i romantycznych miejscach. Ten według mnie celowy kontrast stanowi interesujący zabieg bowiem wzmaga poczucie niepewności, nasilające się poczucie grozy i wręcz lekkiego niepokoju czytelnika co też teraz się wydarzy. 
Nie są to żadne kryminały ani klasyczne powieści grozy a jednak autorce udaje się wspaniale stworzyć klimat niesamowicie pasujący do konkretnej książki. W „Deja vu” ogromnie dużo było o sile miłości, w „W labiryncie obłędu” im dłużej czytamy to, co działo się w pozornie sielskiej krainie jaką jest Toskania, ty bardziej zaczynamy odczuwać przerażenie bohaterki, Karoliny i Wojciecha, który zastanawia się co tak naprawdę działo się przez ostatnie dwa tygodnie w życiu jego byłej partnerki i czy być może nie popadła ona w obłęd.

Bardzo dobra książka,od której ponownie trudno było mi się oderwać.
Moja ocena to 5.5 / 6.