Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2017). Ebook.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.
Przełożył Andrzej Flisek.
Tytuł oryginału El invierno que tomamos cartas en el asunto
Jeśli potrzebujecie dobrej, ciepłej,wzruszającej książki bez nagłych zwrotów akcji, opowiadającą o zwykłych ludziach, ba, może nawet jak ja to nazywam „bajki dla dorosłych” – to dobrze trafiliście.
Ja właśnie byłam na etapie poszukiwania takiej odskoczni od książek z trudną historią Polski, z chorobami w tle.
Na pewno nie jest tak, że w tej książce brak kompletnie takich zwykłych elementów ludzkiego życia ale jednak przeważa w niej dobro i szczęśliwe zakończenie. A tego właśnie potrzebowałam bardzo.
Nie znam autorki ale kiedy tylko zobaczyłam, że jest ona pasjonatką listów papierowych (nie, właśnie, nie emaili 🙂 ) i że tę pasję będzie można znaleźć w tej książce nie wahałam się ani chwili. Po prostu wiedziałam, że będzie to książka dla mnie i nie myliłam się nic a nic.
Wiecie już w takim razie, że po części książka ta składać się będzie z listów ale nie są one jedyną treścią , jest też narracja.
Cała historia zaczyna się w małym miasteczku Porvenir. Sara, niemal czterdziestoletnia listonoszka , samotna mama wychowująca trójkę synów, dowiaduje się z dnia na dzień, że z powodu małej ilości (powiedzmy sobie szczerze, żadnej) korespondencji jej stanowisko zostanie przeniesione do stolicy.
Sara nie chce opuszczać miasteczka. Ma tu swoje życie, które lubi, ma tu Rosę, starszą panią, która bardzo pomogła te niemal czterdzieści lat temu sprowadzeniu Sary na świat.
Kiedy Sara zwierza się Rosie ze swojego problemu i wychodzi, starsza pani wpada na pomysł. Napisze list. Będzie to list do konkretnej postaci z życia Rosy ale bez nadawcy. W liście tym wyjaśni problem listonoszki i poprosi adresatkę o kontynuację pisania listów do kolejnej kobiety. Może naiwnie (a właściwie dlaczego by nie?) Sara ma nadzieję, że te listy utworzą łańcuch, którego silne ogniwa pozwolą na to aby Sara listonoszka pozostała w Porvenir.
Angeles Donate napisała bardzo ładną i ciepłą książkę o małej wspólnocie, która chociaż na co dzień nie musi się widywać, to wspiera się wzajemnie w czasie zagrożenia.
Będzie tu też o miłości, i tej syna do ojca i tej ojca do syna (kiedy czytałam dwa listy ojca i syna płakałam jak bóbr), i tej między kobietą a mężczyzną i tej matki do dzieci i tej przyjacielskiej (ktoś kiedyś napisał chyba, że przyjaźń to taka odmiana miłości).
Bardzo podobały mi się napisane listy kolejnych kobiet, z których każda starała się żyć w sposób najlepszy jak mogła sobie wyobrazić, że jest. Żadna z nich nie ustrzegła się przy tym błędów, jak każdy człowiek ale starała się żyć tak aby móc sobie powiedzieć, że przeżyła swoje życie w zadowoleniu.
Bardzo, bardzo mi się ta książka podobała. I poczułam się pokrzepiona, że ludzie potrafią jednak być wzajemnie dla siebie po prostu życzliwymi i dobrymi. I popłakałam wzruszona kilka razy.
Jestem zachwycona i daję ocenę 6 / 6.
