Wydana w Wydawnictwie Literackim. Kraków (2012).
Prezent urodzinowy od Mamy okazał się wspaniałą , ładną książką.
Dodatkowym plusem jest autograf autorki, który książkę jeszcze bardziej dla mnie wzbogaca.
Czytałam książki pani Doroty Sumińskiej ale te o zwierzętach, natomiast nie przypuszczałam, że napisała po prostu powieść. I oto jestem po jej lekturze. Jestem zachwycona, dodam.
Pierwsze podejście nie było udane. Na samym początku jest motyw, którego w książkach nie lubię i który sprawił, że odłożyłam ją na półkę. Ale jakoś, nie umiem określić, ciągnęło mnie do niej i stwierdziłam, że postaram się do niej wrócić.
I zrobiłam bardzo dobrze. Bo ta książka bardzo mi się podobała.
Jak w smakowitym daniu, trzeba wziąć trochę ładnej polszczyzny, ciekawą opowieść, sowy (!!! ci, którzy mnie znają, wiedzą o co chodzi:)), inne zwierzaki jak gęś, psy czy niedźwiadek, ciekawe postaci kompletnie nie mające nic wspólnego z byciem chodzącymi ideałami, Mikołajki jako tło powieści rozpoczynającej się nieco przed wybuchem IIWŚ a kończącej w czasach obecnych i…wychodzi wspaniała, ciepła opowieść o ludziach i zwierzętach żyjących razem na nowej ziemi.
Rodzina Struckich, Aniela, Wacław, ich córka Wanda i opiekunka i właściwie członkini rodziny, Mania, po wojnie trafiają spod Grodna do Mikołajek. Nowa ziemia a właściwie nowy dom , nowe życie.
Krok po kroku poznajemy ich losy na przestrzeni wielu, wielu lat.
Co jest (dla mnie) wielkim , wielkim plusem tej książki? Ano to, że ta opowieść o rodzinie mimo, że zawiera w sobie nawet i dramatyczne wydarzenia, to jednak jest opowieścią właśnie jak z tytułu o „zwykłym , a trochę niezwykłym” życiu. Nie ma tu wielkiej polityki, żadnych tam rodzinnych bohaterów i nie wiedzieć czego jeszcze. Są ludzie, którzy czasem nie kochając siebie, oddają swe uczucia zwierzakom, które im towarzyszą przez całe życie.
To jak już napisałam, ciepła, spokojna opowieść, od której nie mogłam się oderwać. Końcówkę w ogóle spędziłam z chusteczką w dłoni tak się wzruszałam nad rozmaitymi wydarzeniami, o których jednak nie napiszę aby nie spoilerować. Jedno wiem, wzruszeń podczas lektury trochę było, to pewne.
„Zwykłe niezwykłe życie” to również opowieść o tym, że można kogoś nie kochać a przynajmniej tak się może wydawać a pod koniec życia odkryć, że jednak było inaczej.
Cieszę się, że po pierwszym zatrzymaniu się nad książką, jednak „ruszyłam” dalej bo mam za sobą wspaniałą książkę.
Moja ocena to 6 / 6.
