„Dygot”. Jakub Małecki.

Wydana w Wydawnictwie SQN. Kraków (2015). Ebook.

Książkę nabyłam jakiś czas temu w którejś z rozlicznych promocji i trochę o nie zapomniałam a ponieważ ktoś mi o niej swoim wpisem przypomniał, sięgnęłam po nią i ja. 
Od razu powiem,że mam świadomość, że był moment, gdy o „Dygocie” było bardzo dużo i głośno i wszyscy chwalili. I że mam świadomość, że to zdecydowanie wywindowało moje oczekiwania wyżej niż przeciętnie.
I niestety, pomimo, że książka bardzo mi się podobała i czytało mi się ją bardzo dobrze, trochę o ten nadmiar oczekiwań mam do siebie samej żal. Czyli jednak zdecydowanie nie powinnam czytać wszystkich tych zachwytów bo jak sama wychodzę z założenia, przecież wiadomo, że i tak odczucia po lekturze będą moje własne a nie czyjeś.

„Dygot” opowiada losy dwóch rodzin, które to rodziny w pewnym momencie połączą się. A losy te poznajemy na przestrzeni wielu dziesiątek lat. Akcja zaczyna się jeszcze przed rozpoczęciem IIWŚ a kończy w czasach mocno nam współczesnych.
Nie wiem czego do końca oczekiwałam. Może trochę takiej aury jak z „Domu tęsknot” Piotra Adamczyka?
Tu tego nie otrzymałam. Otrzymałam za to kawałek bardzo dobrej i wciągającej prozy.
Ciekawie odmalowane postaci, jak lubię najbardziej prawdziwe, nie polukrowane, to już plus bo często niestety, autorom się wiarygodność nie udaje. Niestety, nieco przybijał mnie nadmiar nieszczęść dotykających poszczególnych bohaterów.
Rzecz dzieje się nie w wielkich miastach a na wsi i w małych miastach więc to też ciekawe bo nareszcie nie książka o mieście , do której ktoś dodał taką czy inną treść a konkretna treść osadzona w „gdzie bądź”.

Mnie z przyczyn osobistych ujął motyw sowy o imieniu Durna 🙂

Moja ocena to 5 / 6.