„Ktoś we mnie”. Sarah Waters.

Wydana w Wydawnictwie Prószyński i S-ka. Warszawa (2016). Ebook. Ebook otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa.

Przełożyła Magdalena Moltzan-Małkowska.
Tytuł oryginalny The Little Stranger.

Starą posiadłość, Hundreds Hill, we władaniu pani Ayres i jej męża, narrator opowieści zobaczył pierwszy raz mając dziesięć lat i zrobiło to na nim ogromne wrażenie.
W chwili gdy rozpoczyna on swoją historię jest statecznym lekarzem, osobą, która zdecydowanie wybiła się ponad to, co osiągnęli inni przedstawiciele warstwy społecznej, z której się wywodzi. I trafia do Hundreds mając ponad czterdzieści lat, tuż po IIWŚ.
Pojawia się on w posiadłości za sprawą chorej służącej. Jak szybko się okazuje, nastolatka symuluje chorobę, bowiem nie podoba jej się dom, w którym przyszło jej pracować. 
Pani Ayres jest obecnie wdową z dwójką dorosłych już dzieci zamieszkujących wraz z nią i tylko dwiema osobami ze służby, ogromną posiadłość, która niestety w niczym nie przypomina wspaniałości jaką w pamięci miał po swojej pierwszej wizycie doktor Faraday.

Różnymi zbiegami okoliczności doktor Faraday, który do tej pory nie leczył rodziny Ayres, zostaje lekarzem rodzinnym i zaczyna coraz częściej przebywać w posiadłości.
Zaczyna też coraz bardziej zaprzyjaźniać się z synem pani Ayres, Roderickiem i z jego siostrą Caroline. 
A sytuacja w domu zaczyna być z dnia na dzień coraz bardziej dziwna. Czy to samo domostwo, które nie dość, że jest ogromne to ogrom zniszczenia tworzy jego przygnębiający klimat? Czy coraz więcej dziwnych i tajemniczych wydarzeń, które zdarzają się w Hundreds? Czy wszystko to jednocześnie? Tak czy inaczej sytuacja gęstnieje i staje się coraz bardziej niepokojąca i budząca grozę. 
A wszystko to skrupulatnie opisuje nam narrator. Który , to ciekawe, w jakiś przedziwny sposób zdaje się łączyć z tym wszystkim o czym nam opowiada. 
Autorka pozostawia jednak zakończenie bez jasnej odpowiedzi, co tak naprawdę wydarzyło się w Hundreds. Czy rację miał Roderick a może sama pani Ayres? A może winowajcą jest ktoś zupełnie inny?
Nie chcę za wiele zdradzać z fabuły aby nie psuć przyjemności czytania tym, którzy mają tę przyjemność literacką jaką jest „Ktoś we mnie” dopiero przed sobą. Dodam jednak, że według mnie to kawałek rewelacyjnej prozy z klimatem noir znanej nam chociażby z opowiadań Poe. 

Bardzo mi się podobała. 
Moja ocena to 5.5 / 6. 

 

A teraz uwaga spoiler, czytacie na swoją własną odpowiedzialność:

Mniej więcej w połowie lektury całkiem poważnie wzięłam pod uwagę a dalsze czytanie tylko pogłębiało to moje przekonanie, że jeśli ktoś tu mącił najwięcej to sam narrator i zaczęłam się zastanawiać czy ta obsesja Hundreds nie spowodowała u niego jakichś zaburzeń. Takich, które mogły wyzwolić u niego dziwne zachowania i to, co mógł przyszykować aby upolować Caroline, z którą nareszcie mógłby zamieszkać w posiadłości.

 

 

 

zbiorowe…

…podziękowania za kartki pocztowe , które otrzymałam w tym sezonie wakacyjnym. Mimo, że każdej osobie dziękowałam w bardziej osobisty sposób ale dzisiaj usłyszałam, jak to ktoś podobno stwierdził, że kartki wysyłane z wakacji to…obciach bo podobno stanowią rodzaj „chwalenia się komuś, że się jest gdzieś tam podczas kiedy osoba, do której się wysyła jest w pracy”. Nigdy tak nie patrzyłam na to, i myślę, że to aż przykre, że może ktoś tak do tego podchodzi. Mnie zawsze kartki otrzymane cieszą, to wiedzą wszyscy ci, którzy je do mnie jeszcze ciągle wysyłają a i sama staram się wysyłać chociaż od kilku lat te wakacyjne są wysyłane już z Warszawy. 
Dziękuję więc za kartki : Mardze za pocztówkę z Berlina, Eli – z Dębek, Spacerkowi Biedronki z uroczego Roztocza, a Dagmarze za kartkę z Sopotu. Rozpieściłyście mnie ogromnie i każda pocztówka ucieszyła mnie ogromnie 🙂